ewam74
06.08.02, 10:58
Planujesz wybrać się w podróż samolotem PLL LOT? - Może ten artykuł Cię
zainteresuje: "Kłopoty pasażerów lotu do Chicago";Gazeta.pl >
Warszawa;Bartosz Raj (06-08-02 00:08)
To się zdarzyło naprawdę.
200 pasażerów zmuszono do czekania przez ponad 10 godzin na terenie lotniska.
Najpierw przez długi czas w samolocie, podczas gdy mechanicy usiłowali
naprawić awarię... (czy ktoś zapytał pasażerów, jak się czują mając
lecieć "awaryjnym" samolotem w 9-cio godzinny rejs nad oceanem?????). Potem,
gdy awaria okazała się zbyt poważna (!), pasażerów wyprowadzono do sali
tranzytowej, nakarmiono i napojono (chwała im za to!), jednak nie
poinformowano, co dalej... - no, chyba, że za informację uznać przekazywane
co godzinę komunikaty o treści typu: "Jeszcze nie mamy dla Państwa żadnej
informacji. Następny komunikat za godzinę." (!!!). I tak do godziny 22.00...
(lot miał odbyć się o 16.20). O 22.00 oczekującym powiedziano, że lot
odbędzie się o 23.50, bo samolot został naprawiony - TEN samolot... Pełni
niepokoju i wymęczeni pasażerowie ponownie zajęli swoje miejsca na pokładzie.
Samolot, z nową obsługą, rozpoczął kołowanie i już miał wzbić się w górę, gdy
zgasł telewizor, potem po kolei wszystkie urządzenia elektroniczne...Odezwał
się pilot, który podjął decyzję o powrocie do portu z powodu...awarii
samolotu!!! (wiele godzin napraw; gdzie mechanik, który zezwolił na lot tym
wrakiem ?!)Przecież niewiele brakowało, żeby samolot był już wysoko w górze -
co wtedy by się działo?????????
Ewakuowano pasażerów, przekazano standardową informację typu: "Wiemy, że nic
nie wiemy, i nie wiemy, kiedy będziemy wiedzieli" i kazano czekać. To był już
środek nocy, ludzie zmęczeni, poirytowani, obładowani bagażami - nie mogą się
nigdzie ruszyć, nie wiedzą, jak długo mają tak czekać i na co mają czekać...
Pełni obaw, czy polecą znowu TYM samolotem...
Około drugiej godziny w nocy ostatecznie przekazano informacje, że lot się
nie odbędzie oraz że nie wiadomo, kiedy odbędzie się kolejny lot ...
Cześć pasażerów dopiero teraz mogła udać się na spoczynek do rodzin, które na
nie czekały w Warszawie (to byli szczęśliwcy), część została ulokowana przez
PLL LOT w warszawskich hotelach (chociaż tyle zrobiono), część nie chciała
się nigdzie ruszyć z lotniska.
Na tym etapie kończę moją relację, bo więcej nie widziałam. Nie widziałam na
przykład profesjonalnej obsługi klientów LOTu, nie widziałam jakichkolwiek
czynności zmierzających do zapewnienia komfortu psychicznego i fizycznego
pasażerów (poza 1 posiłkiem i 1 ciepłym napojem oraz noclegiem o 3 nad
ranem). Nie słyszałam, że dołożono wszelkich starań, żeby pasażerowie tego
lotu jak najszybciej dotarli do celu podróży (pojęcie „Sztab kryzysowy”
prawdopodobnie nie funkcjonuje w tej firmie).
Prędzej czy później pasażerowie trafili do domów- co głównie zależało od
częstotliwości telefonów do PLL LOT i stopnia determinacji pasażera.
Moja siostra poleciała już następnego dnia o 11.30, lotem łączonym przez
Frankfurt; jako matka z dzieckiem miała pierwszeństwo (choć o to
pierwszeństwo trzeba było mocno "zawalczyć"). Odwiozłam ją na lotnisko, gdzie
bardzo miło nas obsłużono (nareszcie!). Z Frankfurtu przelot zapewniony był
samolotem American Airlines w Business Class, z Warszawy do Frankfurtu -
Economy Class w samolocie LOTu... Ta ostatnia informacja bardzo zaniepokoiła
nas wszystkich. Czy bezpodstawnie?
W poniedziałek około 5 rano naszego czasu siostra wylądowała w Chicago.
Jednak i tym razem nie obyło się bez przygód - nie zdążyła na przesiadkę we
Frankfurcie z powodu ... awarii samoLOTu na lotnisku w Warszawie...