Dodaj do ulubionych

POLONIA-SPEC WARSZAWA - TURÓW ZGORZELEC 74:70

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.01.06, 23:33
„Traktujemy ten mecz jak każdy inny” – chyba nikt nie uwierzył słowom trenera
Czarnych Koszul Pawła Czosnowskiego. Do Warszawy przyjechał przecież Turów
Zgorzelec, drużyna prowadzona przez byłego trenera Polonii Wojciecha
Kamińskiego. Były trener, to jednak określenie o wiele niewystarczające.
Kamiński zbudował obecną Polonię od podstaw. To on przez lata, mozolnie
kreował jej styl gry, to on do tego stylu dobierał zawodników. Niektórych,
takich jak Łukasz Koszarek, czy Krzysztof Roszyk można powiedzieć śmiało
wychował i nauczył grać w zawodową koszykówkę. Pod jego okiem zawodnicy ci
wyrośli z młodych juniorów na podstawowych reprezentantów Polski. Dlatego
teraz, mając do dyspozycji silniejszy (przynajmniej teoretycznie) skład i
znajomość warszawskiej drużyny od podszewki, wydawało się, że nie powinien
mieć problemów z rozpracowaniem gospodarzy. Jednak koszykówka to sport, która
nie raz wyłamuje się teorii, co pokazał dzisiejszy mecz.
Jednak to nie Kamiński okazał się najlepszym trenerem dzisiejszego meczu. Jego
wieloletni asystent Czosnowski obrał plan prosty, ale zabójczo skuteczny:
obrona! Pójście na wymianę ciosów z drużyną mających tak silny obwód jak Turów
z góry oznaczała porażkę. Planowi temu podporządkował wszystko. Nawet to, że
ani przez minutę na parkiecie nie pojawił się Owens, który jest jednym z
lepszych strzelców i potrafił rzucać ponad dwadzieścia punktów w meczu. Jego
miejsce zajął lepiej spisujący się w obronie Sulowski. Los bywa jednak
przewrotny i uśmiecha się czasem do odważnych. W pierwszej kwarcie Sulowski
grał jak natchniony i już w pierwszych pięciu minutach trafił trzy trójki.
Nie tylko trener, ale i zawodnicy Polonii podeszli do tego meczu maksymalnie
zmobilizowani. Już od pierwszej kwarty obrona „Czarnych Koszul” kipiała jak
wulkan. To właśnie dzięki niej i pierwsza kwarta zakończyła się jednopunktowym
prowadzeniem Polonii. Stratę na obwodzie drużyna ze Zgorzelca niwelowała
bezdyskusyjną przewagą pod tablicami. Najwyższy i najcięższy na boisku Ernst
Brown, który niedawno dołączył do ekipy Turowa nie miał godnych siebie rywali
i punktował spod kosza. Podwojenia tego gracza kończyły się zwykle trójkami
Sebastiana Machowskiego.
Druga kwart miała bardzo podobny przebieg do pierwszej i skończyła się tym
razem jednopunktowym zwycięstwem gości. Warto zauważyć, że trener Kamiński też
miał swój plan zatrzymania Polonii: zmęczyć Łukasza Koszarka. Przeciwko niemu
grali na zmianę Andrzej Pluta, Yann Molinari i Alvin Cruz. I był to plan
dobry ponieważ, gdy tylko zmęczony Koszarek siadał, to kilku punktowa przewaga
Polonii malała i gdy wynik był zbliżał się w okolice remisu trener zmuszony
był wprowadzić go ponownie. Opisany scenariusz powtarzał się w trakcie całego
meczu kilkakrotnie. Koszarka próbował zastąpił młody Ochońko i o ile w obronie
radził sobie nie gorzej od lidera Czarnych Koszul, to z kreowaniem gry szło mu
już trochę gorzej.
Decydująca dla przebiegu meczu okazała się kwarta trzecia. W niej gracze
Polonii zagrali jeszcze bardziej agresywnie na obwodzie, a dzięki walecznej
grze Erica Taylora nie byli już tak skuteczni Brown i Kelvin Pikney. Zmalała
również przytłaczająca w pierwszej połowie meczu przewaga w zbiórkach Turowa.
Widać było w tym etapie gry jak wielką pracę ma jeszcze do wykonania w
Zgorzelcu zwolennik żelaznej taktyki Kamiński. Jego zawodnicy rozluźnili się i
coraz częściej szukali w grze indywidualnych rozwiązań. Z największym
powodzeniem wychodziło to Plucie, jednak sytuacyjne rzuty z dystansu, często w
ostatnich sekundach akcji, po prostu drużynie ze Zgorzelca nie wychodziły. Nie
błyszczeli wchodzący z ławki Molinari reprezentant Polski Wojciech Szawarski.
Ten drugi po efektownym bloku na nim Erica Taylora zgasł już zupełnie i
skończył mecz z zerowym dorobkiem punktowym. Radke siedział na ławce mając na
koncie cztery przewinienia.
Czwarta kwarta to już pogoń Turowa za wynikiem. Rozkręcające się Czarne
Koszule przy świetnym prowadzeniu gry przez Koszarka i nieustępliwej grze pod
Tablicami Taylora nie utrzymywały jednak pięciopunktową przewagę. Po stronie
Turowa punktowali Molinari, Pluta, Machowski i Pickney.
Kluczowym momentem było jednak kilka dynamicznych podkoszowych wejść Koszarka,
który kończył je punktami lub oddaniem piłki do nie pilnowanych graczy
obwodowych. Trzeba przyznać, że szczęście sprzyjało Polonistom, bo za każdym
razem, gdy podopieczni Kamińskiego mozolnie odrabiali straty Ci z trudnych
pozycji trafiali za trzy – rzuty przez ręce Karwowskiego i (Taylora w
ostatniej sekundzie akcji!).
Na cztery minuty przed końcem stała się rzecz niebywała. Tłamszeni do tej pory
na deskach Poloniści cztery razy z rzędu pudłowali, ale za każdym razem
zbierali w ataku.
Turów poderwał się jeszcze i przy nonszalancko wykonywanych rzutach wolnych
gospodarzy miał jeszcze cień szansy, ale na trzy sekundy przed końcem i wyniku
73:70, po wolnym wykonywanym przez Sulowskiego piłka długo tańczyła na
obręczy, ale ostatecznie wpadła.

Tytuły zawodników meczu należy przyznać całej drużynie Polonii za niespotykaną
determinację w obronie. Z wyróżnieniem dla Koszarka, który wytrzymał to
szaleńcze tempo i Taylora, który powstrzymał ostatecznie Browna i był bardzo
skuteczny w ataku.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka