Koty księdza Twardowskiego szukają domu

IP: *.hsd1.co.comcast.net 09.02.06, 23:57
no ladnie siostrzyczki.....a o swietym Franciszku slyszlyscie?, no to ja za
wasze puste serca sie pomodle.....
    • kibic102 Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu 10.02.06, 00:02
      cała polska zna miłośnika kotów, niejakiego jarka k. może on w ramach tzw.
      solidarnej polski?
      a może "kocikowe" dla siostrzyczek?
      • Gość: kicikic KOCIAKOWE IP: 217.17.38.* 10.02.06, 00:15
        Kociakowe! miau miau!
        • Gość: Moxie Dajcie Siostrom Spokoj IP: *.putnamlovellnbf.com 10.02.06, 15:04
          Zgadzam sie ze fajnie byloby zeby sie nimi zajely, ale jak mowia nie to wierze
          ze maja ku temu powody inne nie nienawisc do zwierzat lub lenistwo.
    • d3b3 Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu 10.02.06, 00:30
      Słów brak - nawet tych powszechnie uważanych za obraźliwe.

      Siostrzyczki są zajęte modlitwami. Nie mają czasu na miłosierdzie :-(
      • Gość: ania Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.radio.com.pl 10.02.06, 01:26
        najpierw zadecydowali, wbrew księdzu, o miejscu Jego pochówku, a teraz
        pozbywają się "żywych " pamiątek po Nim. To kolejna historia zwierzaków
        wyrzucanych po smierci opiekuna - księdza. Co za bezduszne baby - zamknięte od
        lat nie potrafią normalnie reagować, zero empatii. wstyd
    • Gość: Michał Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.acn.waw.pl 10.02.06, 01:46
      siostrzyczki kotków ks. Jana nie chcą u siebie w zamkniętym klasztorze, ale już
      o publiczne pieniądze na ten zamknięty dla kogokolwiek poza nimi klasztor z
      chęcią się dopominały. Niecałe dwa tygodnie temu ...

      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3143280.html
      Wstyd siostrzczki, że jesteście takie łase na publiczny grosz, a już od siebie
      coś dać to wara. Wstyd... Ks. Jan być może za was przed Bogiem musi się wstydzić...
    • Gość: monach Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: 195.187.51.* 10.02.06, 08:16
      Żal mi tych sióstr. Na marne poszło tyle lat pasterzowania śp. ks.
      Twardowskiego-wyschłych serc i pustych głów nic juz nie ożywi...
      • Gość: xy Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.waw.pl / *.merinet.pl 10.02.06, 08:46
        A mnie nie żal, bez mrugnięcia oka wyrzucilabym siostrzyczki na bruk
    • Gość: danka Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.waw.pl / *.merinet.pl 10.02.06, 08:49
      A w ogole to brawo dla gazety, nie pierwszy raz jest wrazliwa na los zwierzat.
      Bardzo prosze dalej i jeszcze więcej.
    • Gość: Maka Re: Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie IP: 193.0.122.* 10.02.06, 09:11
      Wysterylizować siostrzyczki i na bruk!!!
      • anmanika Re: Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie 10.02.06, 09:18
        Wstyd i skandal, siostrzyczki pokazały co im w duszy gra. Dzięki zakonnicom
        zamknięty został żłobek na Starówce a dzięki dominikanom przedszkole na Freta.
        Jak widać "miłosierdzie" ludzi kościoła dotyka nie tylko zwierzęta.
    • Gość: polla Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.pg.com 10.02.06, 09:26
      klasyczna koscielna hipokryzja. Bedziemy nawracac niewiernych i pouczac
      grzesznikow, a sami mozemy wszystko. Wlasnie przez takie akcje nie chce mi sie
      chodzic do kosciola.

      Przeciez te siostry swoim zachowaniem przecza wszystkiemu, co mowi religia!!!
      • makotka1 DUCHOWNY-UDUCHOWIONY-BEZDUSZNY... 10.02.06, 09:51
        !!!!!!!!!Rodzina wyrazow ta sama, a znaczenia jakze rozne
    • Gość: Magic Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.polish / 212.244.167.* 10.02.06, 10:25
      niech te modły wsadzą sobie w d.. darmozjady!
      • Gość: mayen Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.stacje.agora.pl 10.02.06, 12:08
        wstyd... i przykro
    • Gość: ewa Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.aster.pl / *.aster.pl 10.02.06, 12:15
      Siostra przełożona powinna wiedzieć,że "izba pamnięci" bez kotów ks.
      Twardowskiego to będzie "izba zapomnienia"
      Z róznych kocich czasopism wiem, że nie tylko ksiadz opiekował się kotami, ale
      też niektóre siostry, teraz te siostry protestują przeciw wyrzuceniu
      przyjaciół - kotów, ale "hierarchia kościelna" wie lepiej jak uczcic księdza.
      Siostro przełożono kiedyś w zaświatach spotkasz ks. Twardowskiego, On będzie ze
      swoimi kotami i innymi przyjaciółmi, a ty będziesz samiuteńka. Będę się o
      Ciebie modlić byś zniosła spojrzenie księdza.
      • border Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu 10.02.06, 20:41
        www.koty.pl/home/ciekawostki/index.php?show=siostra
        Koty Siostry Anny

        W Warszawie, na Krakowskim Przedmieściu w klasztorze sióstr Wizytek mieszka
        Siostra Anna - zakonnica o oryginalnym hobby - fotografowanie kotów.
        Ja od dziecka kochałam zwierzęta- opowiada siostra Anna, zawsze słuchałam
        opowieści mamy o jej zwierzętach. Mama uwielbiała konie i psy. O wszystkich po
        kolei mama opowiadała, pamiętała imiona, opowiadała skąd każdy zwierzak
        pochodził.
        Mama miała szwagra. Był to człowiek wielkiej miłości do zwierząt, z
        wykształcenia był chemikiem, ale tak kochał zwierzęta, że ludzie przynosili mu
        zwierzęta, żeby je uratował. Mieszkali w małej miejscowości w Wielkopolsce, on
        był tam dyrektorem dużej firmy, miał do swojej dyspozycji bryczkę, którą latem
        jeździli po lesie i mógł opowiadać godzinami jaki to ślad, jakie zwierzę, jak
        trzeba się zachowywać w lesie, po cichu, żeby nie spłoszyć zwierząt. Kiedyś
        znalazł w lesie chorego jelenia, którego wychowywał w swojej zagrodzie. Miał
        zawsze dużo psów i koni.
        Mama moja uwielbiała konie i wpajała mnie i bratu taką miłość do zwierząt.
        Uczyła nas, że zwierzę to jest towarzysz człowieka, że to nie jest rzecz, że
        zwierzę można pokochać.
        A koty, owszem, też były w opowieściach mamy. Kiedyś podobno był taki ukochany
        kot mojego dziadka, wielkie, rude kocisko, który nie odstępował dziadka, kiedy
        on tylko przychodził kot siadał mu na ramieniu i nie odstępował go. Niestety
        biedne kocisko, zginął w dramatycznych okolicznościach - wpadł do wapna i
        zginął.
        W domu zawsze były psy. Była ukochana jamniczka, to były czasy powojenne i
        wszędzie było mnóstwo szczurów, rozkładano więc trutki. I ta ukochana psina
        zdechła nam w strasznych męczarniach. To było przed Nowym Rokiem, była wtedy
        ostra zima, nie było weterynarza, cierpieliśmy, że nie możemy pomóc naszemu psu.
        Często jeździliśmy na wystawy psów, odbywały się w Alejach Ujazdowskich, w
        Parku Skaryszewskim, wystaw kotów chyba jeszcze wtedy nie było, albo nie były
        nagłośnione. Jeździliśmy na te wystawy z rodzicami, kupowało się katalogi,
        oglądało i wybieraliśmy jakiej rasy psa chcielibyśmy mieć. Ale w domu znalazł
        się wielorasowiec. Przynieśliśmy go mamie, ja i mój brat i został taki urwis.
        Był bardzo miłym psiakiem i towarzyszył nam prawie 20 lat. Długo był z nami;
        przeprowadzaliśmy się, a on był z nami. U wujostwa, to był zawsze i pies i kot,
        a u nas zawsze tylko pies. Wydawało mi się wtedy, że pies jest tak bardziej
        związany z człowiekiem, a kot z miejscem. Teraz już wiem, że to kolejny mit
        związany z kotami, bo kot tak samo przywiązuje się do człowieka.
        Kot w moim życiu tak na dobre pojawił się dopiero w klasztorze. Moje bliskie
        spotkanie z kotami zaczęło się od myszy. Nasz klasztor to duży budynek i zwykle
        na zimę zagnieżdżały się myszy. Było to bardzo kłopotliwe, nie pomagały żadne
        trutki, myszy niszczyły nam wszystko. Zamieszkały tu dwie młode siostry, uczyły
        się na organistki i kiedyś powiedziały że przyniosą mi kota, bo nic innego nie
        pomoże.
        Ja myślałam, że żartują, a one rzeczywiście przyniosły mi kotka. To miał być
        kotek, a okazała się koteczka, nazwałyśmy ją Barbi. To były lata 90, wtedy była
        moda na lalki Barbi, a ona była taka ładna, jak wymalowana. Była bura, taki
        dachowiec, ale miała białe skarpeteczki na łapkach, białą gwiazdkę na pyszczku
        i biały szaliczek. Miała gęstą, jedwabistą, miękką sierść.
        Od początku były z nią kłopoty, była jeszcze bardzo młoda, ale zachorowała,
        miała ropomacicze, konieczna była operacja. Ale wyleczyła się, była zdrową,
        miłą koteczką. Wychodziła na dwór, swobodnie biegała po ogrodzie
        przyklasztornym, a problem z myszami skończył się.
        Pewnego jesiennego dnia Barbi znikła, nie wróciła jak zwykle. Ja wtedy
        doświadczyłam takiego bólu po stracie zwierzęcia, ogromnego niepokoju, co się
        stało. Dotychczas zwierzę żyło w cieple, w dobrych warunkach, a na dworze
        zrobiło się zimno. Szukałam tego kota, chodziłam wokoło, nawet ogłoszenia
        rozwiesiłam. Mówili mi niektórzy kociarze, że czasem kotki odchodzą na jakiś
        czas, a potem wracają, ale ona nie wróciła.
        Byłam w schronisku, na Paluchu, dowiedziałam się, że w pobliżu klasztoru, w
        liściach , na skwerku znaleziono podobnie wyglądającą kotkę. Ona musiała być
        potrącona przez samochód i w szoku odbiegła gdzieś w krzaki. To było pęknięcie
        kręgosłupa, więc zwierzę było nie do uratowania, została uśpiona. Ale ja cały
        czas do końca nie jestem pewna czy to była ona. Minęło już tyle lat, a ja
        często myślę o tym, gdzie ona jest, co się z nią stało.
        I czuję i rozumiem ból ludzi i dzieci, którym zwierzę ginie i nie wiadomo co
        się z nim stało. Do końca pozostaje taki niepokój.
        Myślę, że chyba dobrym sposobem jest oznakowanie tych zwierząt.
        Najlepsze byłoby takie elektroniczne, żeby to zwierzę mogło dać sygnał gdzie
        jest.
        W tym czasie, kiedy zginęła Barbi zaczął tu przychodzić kot z Uniwersytetu, z
        piwnicy. To był duży, biały kot, nazwałyśmy ją Finka, ale to chyba jednak był
        kot, wykastrowany. I Finka tu zamieszkała, ale ktoś już się dowiedział, że mi
        zginął kot i przynieśli mi małą, czarną koteczkę - Topcię. Przyszła już z takim
        imieniem.
        Była malutka, kilkumiesięczna, a Finka była już dorosła.
        Finka dopiero zaczęła mieszkać pod dachem, była jeszcze taka niepewna, a Topcia
        malutka więc łatwo się zaprzyjaźniły i stanowiły taką śmieszną parę, mała
        czarna, z wielką białą kotką. I też było kilka lat takiego miłego współżycia
        kotów. Ale na zwierzęta przychodzą choroby tak nagle, jak na ludzi i na Finkę
        też nagle spadła choroba. Trudno było określić, co jej jest i wyleczyć.
        Topcia była kotem typowo zakonnym, biegała po kościele, znajdowała się
        niewiadomo skąd i było ją widać a to w prezbiterium, a to gdzieś na ławce, a to
        na balustradzie. Przychodziła sobie jak do swego domu, zwłaszcza w lecie, kiedy
        wszystko jest pootwierane, ale nigdy się z siostrą zakrystianką z jakimś
        zgorszeniem nie spotkałyśmy. To było takie miłe, że kot kręci się po zakrystii.
        Zazwyczaj wywoływało to uśmiech na twarzach przychodzących ludzi.
        A księża, ci, którzy u nas są mieli bardzo serdeczny stosunek do zwierząt.
        Nigdy nikt nam nie wytknął, że to źle, że kot chodzi po zakrystii. Przy okazji
        kotów powiem, że był taki ojciec reformata, franciszkanin Czesław Dżyzgiewicz,
        który słynął z tego, że miał kotkę, która towarzyszyła mu nawet podczas Mszy
        Św. On odprawiał Mszę, a kotka sobie leżała w prezbiterium, wszyscy wiedzieli,
        że to kotka proboszcza i ona miała prawo do bycia w kościele.
        Niestety Topcia też się rozchorowała i dotknęło ją to, co często dotyka ludzi -
        nowotwór. Nie było już ratunku, były przerzuty i nie mogła już dalej żyć.
        To była bardzo kochana kotka.
        Nie mogę zrozumieć, że ludzie potrafią źle traktować zwierzęta, zabijać, tak
        niszczyć mioty. Są przecież metody, zapobiegające rozmnażaniu się zwierząt,
        można nie sprawiać bólu nowonarodzonym zwierzętom uśmiercając je brutalnie.
        Ale najbardziej bolesne jest, że dzieci potrafią być takie okrutne.
        Dzieci uczą się od dorosłych, a dorośli nie zwracają na to uwagi, obojętnie na
        to patrzą. Najbardziej męczy mnie taka bezsilność wobec ludzkiego okrucieństwa.
        Myślę, że księża powinni wiecej uwagi poświęcać sytuacji zwierząt, wpajać
        zwłaszcza dzieciom szacunek dla zwierząt.
        Pamiętam, że kiedy byłam małą dziewczynką, jeszcze w szkole podstawowej, w
        starym budynku szkolnym była stołówka. Kiedyś weszłam tam, w momencie, kiedy
        kucharka chciała wyrzucić małą myszkę. Ja ją zabrałam, powiedziałam, że
        wyrzucę, ale było mi jej żal i ku przerażeniu mamy, zaniosłam ją do domu.
        Najczęściej w dzieciach jest taka wielka wrażliwość na krzywdę, potrzeba
        opiekowania się biednym zwierzątkiem. Ale teraz patrzę z przerażeniem, że ta
        wrażliwość w dzieciach zanika.
        Koty są takim wdzięcznym obiektem do fotografowania.
        Na początku
    • venus99 Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu 10.02.06, 12:19
      powiedziałbym,że koty zlustrowały kościół polski pokazując jego niesamowitą
      mizerię moralna.dla mnie jest to wszystko szokujące.
    • Gość: aba Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: 195.117.227.* 10.02.06, 12:51
      Klasztor zarządzany przez taką przełożoną to przedsionek Piekła. Może lepiej,
      że kotów tam nie będzie.
      • szatka66 Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu 10.02.06, 13:05
        Masz zupełna rację, że to piekło. Znam trochę "kochane, prawe siostrzyczki" i
        myślę, że jest w nich dużo sadyzmu. Tylko tych biednych kotów żal - nie dosyć,
        iż tęsknią za Księdzem to jeszcze , biduli, siedzą w klatkach. Obrzydliwe są te
        siostry.
        • darkold wredne babska 10.02.06, 13:08
          a moze te siostro-pingwiny odda sie do z.o.o.?
    • Gość: przyłożona Tak, pani redaktor, był tu u nas taki jeden-poeta, IP: *.aster.pl / *.aster.pl 10.02.06, 14:01
      Tak, pani redaktor, był tu u nas taki jeden-poeta, rozumie pani. Całe dnie
      łaził i się z bele czego cieszył. A to biedronka, a to gołąb. A jak nam
      dziedziniec wróble zapaskudziły, to on ich jeszcze bronił. Taki był typ. Żyć
      się, pani redaktor, nie dało. A potem te koty wziął. Brudne, śmierdzące,
      chciałyśmy w kiblu utopić, ale nie pozwolił. Krzyż pański, pani redaktor, z nim
      miałyśmy. No i wreszcie umarł, tak ze dwa tygodnie temu. Ale i tak spokoju nie
      mamy, bo przychodzili się pytać co i jak z tym pogrzebem, bo niewdzięczna
      rodzina nie chciała wyróżnienia od księdza prymasa naszego kochanego, coby
      pochować tego, uważa pani, poetę, pochować w świątyni opatrzności Bożej.
      Chcieli go na Powązki dać, bo niby tak sobie umyślił, ale przecie on do Pana
      Jezusa należy, a zatem tak samo do księdza Prymasa. Skaranie boskie z temi
      ludźmi. Ale jeszcze Pan Bóg ześle karę na nich wszystkich i tylko nasze
      miłosierne siostry na tej ziemi zostaną, zobaczy Pani...
    • sekwana2005 Klasztor ma kota? 10.02.06, 14:22
      Dbam o nie. Jak się kocha, to trzeba się troszczyć - powiedział w zeszłym roku
      ksiądz Twardowski
      To nie były koty księdza Twardowskiego. One po prostu u nas mieszkały -
      twierdzi siostra przełożona klasztoru Maria Stanisława Czarnecka. - Nie chcemy
      tu kotów, przecież to jest klasztor zamknięty.
      koniec cytatów
      Może przeorysza zakopie te kociaki (zręcznym ruchem szpadla każdemu po łbie),
      gdzieś za płotem Powązek (gdzie Ksiądz Jan chciał być pochowany) - bo przecież
      na miejsce na budowie opatrzności nie zasłużyły...
      W ostateczności jako (niewojujący) ateista przygarnę je, zanim jakieś psy,
      kaczory etc zamordują zwierzaki...
      Bo Księdza Jana szanuję, cenię
      • Gość: ewa Re: Klasztor ma kota? IP: *.aster.pl / *.aster.pl 10.02.06, 14:49
        Jakby ktoś chciał pomoć w sfinansowaniu sterylizacji kotów ks. Twardowskiego to:
        www.canis.org.pl/ks_twardowski.htm
        a więcej informacji o akcji adopcyjnej na stronie
        forum.miau.pl/viewtopic.php?t=38280&postdays=0&postorder=asc&start=0
        Koty nadal szukają domków więc może......
      • Gość: kk Re: Klasztor ma kota? IP: *.elarnet.pl / *.elartnet.pl 10.02.06, 14:50
        Był juz jeden taki proboszczulo w Warszawie co kazł kościelnemu wytruć
        wszystkie koty " bo mu niszczą pomniki". Gdy kościelny odmówił - wyleciał na
        zbity pysk.
        Czarne jak tylko w piórka obrośnie jest wszędzie takie same - do kamery o
        miłosierdziu, pomocy , biednym Panu Jezusie etc. A jak przyjdzie potrzebujacy
        to : spadaj dziadu, po coś szła do lóżka i kolejnego bachora płodziła itd.
        TYLKO KASA, KASA i KASA to sie dla funkcjonariuszy w czerni ( zwłaszcza od
        prałata w góre) liczy.
        ONI CHYBA BIBLII NIE CZYTALI albo zapomnili jak zasmakowali ziemskich
        przyjemności mozliwych do kupienia za mamonę
    • Gość: efka Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 15:03
      Wstyd mi za was kochane siostrzyczki. Wstyd. A grosza na remont waszej siedziby
      też nie dam i nie zgadzam się aby z kasy publiczej( a więc i mojej
      kieszeni)zapłacono choć grosik.
    • kazuyoshi78 Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu 10.02.06, 15:09
      Jedynie silne państwo jest zdolne chronić najlepsze tradycje Narodu Polskiego i
      wychowywać społeczeństwo polskie w duchu patriotyzmu i przywiązania do
      polskiego dziedzictwa historyczno-kulturowego. Wspólnym wysiłkiem Narodu
      budujemy owe państwo, budujemy IV Rzeczpospolitą. Silni i zahartowani staniemy
      przeciwko liberalnym antypaństwowym szkodnikom, damy im odpór i zrealizujemy
      nasze ideały. Niech kraj nasz stanie się kuźnią niezłomnych patriotów,
      przywiazanych do tradycji i do prawdziwych katolickich wartości.

      A wy tu o jakichś kotkach. Jesteście żałośni.
      • Gość: kicia Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.acn.waw.pl 10.02.06, 17:50
        Jeśli masz pisać takie durne farmazony - to idź na forum radiomaryjne
        Tutaj wyrażamy swoje opinie o postępku siostry przełożonej.
        Zresztą koty są polskie (może też są patriotyczne)i mają prawo zostać tam ,
        gdzie mieszkały do tej pory.
        • kazuyoshi78 Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu 11.02.06, 00:26
          Jesteś żałosna, gdyż skupiasz się na sprawach błahych zamiast skupić się na
          sprawach naprawdę ważnych. Bo czymże jest kilka kotów wobec wielkiego dzieła
          naprawy państwa polskiego? Rozmieniając się na drobne i kierując swoją uwagę ku
          błahostkom oddalamy sie od celu, jakim jest zbudowanie Polski silnej, opartej
          na prawdziwych katolickich wartościach, szanującej tradycję i kultywującej
          chlubne dziedzictwo Narodu Polskiego.

          Dlatego też w dobie wielkiego przełomu nie możemy sobie pozwolić na
          rozpraszanie naszej uwagi. Wręcz przeciwnie, musimy wzmóc czujnośc, zjednoczyć
          się w walce o Polskę silną i solidarną, osiągnąć jendość moralno-polityczną
          Narodu. A zatem zanim napiszemy coś o sprawach błahych i nieistotnych,
          przemyślmy to jeszcze raz. Patriotyzm wymaga myślenia, wymaga wysiłku. Czy
          naprawdę nie stać nas na taki wysiłek?
          • d3b3 Re: Koty! 11.02.06, 02:43
            Prezydęt (i brat jego) kocha koty czysto polską miłością. Patriotyczną!
      • Gość: do_kazuyoshi'ego Budujecie IV RP, a wychodzi z tego IV Rzesza! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.02.06, 17:59
        n/t
    • Gość: Smok Wyborcza odwraca kota ogonem. Nie można uszanować IP: 62.29.248.* 10.02.06, 17:56
      klasztoru i zostawić sióstr samych sobie tylko należy spłodzić artykuł, który w
      pewnym sensie szuka dziury w całym? Koty trzeba przyjąć, natomiast aborcja ze
      względów społecznych to już 'poszukiwanie dialogu' i powinna być dozwolona?
      • anka.krysinska Re: Wyborcza odwraca kota ogonem. Nie można uszan 10.02.06, 18:14
        Wiecie co? Zamiast pomstować, może weźcie choć jednego kota. Ja się zgłosiłam i
        najprawdopodobnie jeden z tych zwierzaków do mnie wkrótce trafi. Siostrzyczki
        faktycznie są bez serca i to, co zrobiły, to skandal, ale może spróbujmy jakoś
        to naprawić. Najlepiej znaleźć dla kota księdza Twardowskiego spokojny kąt,
        pełną miskę i duuużo miłości. A siostry? No cóż - niech im Bóg i święty
        Franciszek wybaczą.
    • Gość: UFO aka McAbra Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.chello.pl 10.02.06, 21:08
      Wszyscy gadaja, wszyscy slusznym gniewem palaja, a koty jak siedzialy w
      lecznicy, tak zapewne siedza...
      A ja - ateista, antyklerykal, zyd, cyklista, mason i komuch - czekam az do mnie
      oddzwonia zebym mogl ze dwa wziac. I wcale nie potrzebowalem lekcji religii w
      szkole zeby wiedziec co jest sluszne, a co nie i co nalezy zrobic. Ot zagadka
      dziejowa ;>
      • anka.krysinska Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu 10.02.06, 22:21
        Masz świętą rację. A najlepiej wmieszać w to PiS, bliźnięta i IV Rzeczpospolitą.
        Oddzwonił ktoś do Ciebie? Bo u mnie cisza.
    • Gość: kotkotson Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.medctr.ohio-state.edu 11.02.06, 01:05
      "Nie chcemy, tu kotów, przecież to jest klasztor zamknięty."
      To moze nie wpuszczajcie tez tych co wam zrec przynosza, jak zamkniety to
      zamkniety!
    • Gość: bezimienny Re: Koty księdza Twardowskiego szukają domu IP: *.pools.arcor-ip.net 11.02.06, 14:21
      Skoro chcecie bym wtracil swoje trzy grosze -
      to bardzo prosze-
      pomodlcie sie za Siostrzyczek nawrocenie
      a sami przyjmijcie pod swoj dach
      osierocone stworzenie.
      Ksiadz Jan w niebie nie za Siostry sie wstydzi,
      lesz za kazdy Wasz list ktory z Siostr szydzi


Inne wątki na temat:
Pełna wersja