warzaw_bike_killerz
16.03.06, 10:34
Jest wiele takich miejsc, ale wg mnie prym nagminnego lamania wszelkich
przepisow miesci sie w jednym calkiem malutkim miejscu w Warszawie. Jest to
trojkat bermudzki pomiedzy Pulawska a Al Niepodleglosci od Wilanowskiej do
Domaniewskiej. Dzis zauwazylem, ze brakuje jakichkolwiek znakow zezwalajacych
na skrecanie z prawego pasa w lewo jadac Wilanowska w kierunku Al Lotnikow.
Ktos kto wjezdza lewym pasem z Al Wilanowskiej w Niepodleglosci, aby 10 metrow
dalej skrecic w lewo w imitacje przedluzenia Wilanowskiej, moze swobodnie
kontynuowac jazde prosto w Al. Niepodleglosci. Niestety, zwyczajowo moze
zawadzic w prawopasowca, ktory uznaje na tym krotkim odcinku, ze skreca w lewo
w przedluzenie Al Niepodleglosci. Nie ma zadnych znakow nakazujacych skret
lewopasowcom. Nie wiem w takim razie, na czym polega tubylczy zwyczaj
skrecania z prawego pasa w lewo. Boje sie, ze to w celu poprawienia statystyki
wypadkowosci.
Domaniewska przecinajaca Niepodleglosci w kierunku Pulawskiej jest w sposob
ciagly narazona na blokowanie ruchu pojazdami, ktorych kierowcy uznali, ze
mozna wjechac na skrzyzowanie, pomimo niemozliwosci kontynuacji jazdy.
Prawoskret Domaniewskiej jadac od Pulawskiej do Niepodleglosci, jest
zwyczajowo uznawanym objazdem jadacych przepisowo i zwyczajowo jest
prawoskretem z mozliwoscia jazdy do przodu.
W innym miejscu Pulawska dojezdzajaca do Domaniewskiej i jej prawoskret jest
uwazany za pas na ktorym nastepuje zwezenie jezdni i na skrzyzowaniu spokojnie
mozna pakowac sie pod jadacych przepisowo.
Jest tam jeszcze pare ciekawych kombinacji "zwyczajowych", ktore nigdzie w
innym miejscu nie wystepuja w takim zageszczeniu, jak w tym bermudzkim
trojkacie bezprawia drogowego. Na szczescie, rowerzysci jeszcze nie wylegli na
ulice.