arko1
12.05.06, 22:07
Parę dni temu miałam wątpliwą okazję przysłuchiwać się rozprawie apelacyjnej
z powództwa pewnej matki o podwyższenie alimentów od ojca 11-letniego
dziecka. Do tej pory tkliła się we mnie iskierka wiary,że sąd to
sprawiedliwość, prawość, .. itd. Niestety, teraz przejrzałam na oczy jaka to
klika i ciemnogród, a do tego ślepota. Akurat w tym wypadku, byłam całkowicie
po stronie ojca, mocno oddanego swojemu dziecku, tym bardziej, że matka
domagała się podwyżki na podstawie sfałszowanych dokumentów. Przedstawiła
m.in.zaświadczenie, że córcia uczestniczyła w obozach szermierczych, w
których ..tak naprawdę dziecko nie brało udziału. Ojciec dziecka napisał
apelację od przegranego wyroku w I instancji, wykazując,że matka dopuściła
się składania fałszywych zeznań. Myślicie,że to zainteresowało sąd (3 baby!)?
Nie widziały nic niestosownego, że podtrzymały wyrok I instancji oparty na
bzdurach przedstawionych przez matkę.
Sąd rodzinny, to po prostu bagno, każdy mężczyzna z góry jest skazany na
przegraną, nie zważając na argumenty ani prawdziwe dobro dziecka.
Jednym z argumentów matki było, że córka uczy się bardzo dobrze i ona musi
jej dawać kieszonkowe aby motywować ją do nauki... .Argumenty po prostu
prymitywne a do tego mijające się z prawdą.
Wiem, że są rzeczywiście biedne matki borykające się samotnie z wychowaniem
dzieci, ale brak mi szacunku dla tych kobiet, które wykorzystują panującą
koniunkturę i są gotowe zgnoić i upokorzyć ojca dziecka.
Przykre, zwłaszcza, że matka tego dziecka wyszła za mąż za lekarza,oboje
wykazują niskie zarobki (ona jest pielęgniarką), ale przynajmniej dwukrotnie
w roku spędzają wakacje za granicą, argumentując, że w utrzymaniu pomaga im
teść... . Żałosne!!!
Tak sobie piszę aby odreagować,a tych którzy mają nadzieję, że
sąd=sprawieliwość, chcę uczulić, aby omijali tę instytucję z daleka!!!!