kratzer
19.05.06, 02:27
Czemu służą "parady gejów"?
Jak wiele osób nie uważam spraw związanych ze współżyciem płciowym, bez
względu na jego rodzaj, za rzecz, która mogłaby być przedmiotem dyskusji
publicznej, a co za tym idzie, celem na który miałyby być łożone publiczne
pieniądze. Jest to rzecz wyłącznie indywidualna, intymna, i większości osób
życie seksuale innych jest obojętne, bez względu na "orientacje".
Jest to już pierwszy powód, dla którego będę przeciwnym takim manifestacjom
osób o poglądach przeciwnych.
Zgoda lub brak sprzeciwu na manifestacje homosiów umożliwia im narzucenie
innym fałszywego, odpowiadającego ich życzeniom znaczenia słowa "tolerancja"
jako równoważnego akceptacji. Po przeforsowaniu żądania umożliwienia im
manifestacji pojawia się postulat stworzenia dla nich praw nadzwyczajnych
jako dla szczególnie "cierpiącej mniejszości". Każdy człowiek zalicza się
lub "przechodzi" w ciągu swego życia przez bardzo wiele mniejszości i tylko w
przypadku bardzo niewielu - są to osoby trwale lub czasowo niezdolne do
wykonywania wszystkich czynności, jakimi może posługiwać normalny, zdrowy
człowiek - istnieje prawo pisane bądź zwyczajowe, przyznające im pewne prawa
nadzwyczajne w określonym zakresie. Z jakiego powodu o przyznaniu praw
nadzwyczajnych jakiejś mniejszości miałoby rozstrzygać kryterium dotyczące
ich upodobań seksualnych? Prawa nadzwyczajne przyznano homosiom w Europie
Zach. i Ameryce Płn. i jakie są tego skutki? "Nieżyczliwy stosunek" do tej
mniejszości może być zaskarżany i karany w sądach. Co to oznacza? Oznacza to
ograniczenie resztek wolności ludzi niepodzielających poglądów homosiów i ich
popleczników, tj., zwolenników politpoprawności, ograniczenie wolności
poglądów i wypowiedzi. Oznacza, że ja sam nie mogę decydować o mych
sympatiach i antypatiach, lecz że decydują o tym ustawy, przepisy itd., wobec
których muszę się tłumaczyć z mych mych upodobań i które w przypadku
niezgodności mych upodobań z nimi stanowią podstawę do wymierzenia mi kary.
Faworyzowanie jednej grupy oznacza dyskryminację pozostałych.
Każdy przeciętny człowiek mija na drodze swego życia tysiące innych ludzi i
zgodnie ze swą wolą lub potrzebami stara się nawiązać kontakt jedynie z
nielicznymi. Jest to jego wolna wola, zainteresowania itp. lub przymus.
Parady homosiów zmuszają nas do ustosunkowania się do nich, choć problem
stanowiący pretekst do nich, tj., współżycie płciowe ich uczestników, jest
nam zupełnie obojętny. Jeśli przyjmować je będziemy obojętnie, będzie to
stanowić pretekst do twierdzenia, iż akceptujemy ich postulaty. Jeśli się
sprzeciwiamy, czyli gdy tracimy nasz czas nie zgodnie z naszą wolą, lecz
zmuszeni postawą homosiów i sytuacją, w jakiej ona stawia, zostajemy
okrzyknięci oszołomami itp.
Uważam, że ze względu na fakt, iż obojętność oznacza przyzwolenie na
ograniczenie resztek wolności, warto jednak stracić trochę czasu, by jasno
dać do zrozumienia, że tolerowanie "najbardziej cierpiącej mnniejszości" nie
oznacza akceptacji jej żądań. Dyskusyjna jest jedynie forma tego sprzeciwu.
ale to już rzecz osobna.