ukos
19.07.06, 08:31
Mądry Polak zamieszkały od dziesięcioleci w Szwajcarii i ceniący tamtejszą
prawdziwą demokrację lokalną alarmuje:
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3489526.html?nltxx=961608&nltdt=2006-07-19-02-05
Pisze:
"Dlaczego nikt w Polsce nie protestuje, gdy ktoś przywieziony w teczce
kandyduje na urząd samorządowy.
Podkreślam - samorządowy, to jest taki, który pozwala miejscowej społeczności
brać udział w sprawowaniu władzy. Kandydaci "z teczki" w najlepszym razie
reprezentują interesy partyjne, a nie lokalne.
Polscy wyborcy i dziennikarze obudźcie się! Zrozumcie, co to jest samorząd!".
No cóż, warszawska lokalna "społeczność" przzyjmuje ponoć kaczą teczkę z
entuzjazmem. A może za mało ją jeszcze ubezwłasnowolniono? Skoro jednak
warszawska PiSowska "Rada Miasta" potulnie zgodziła się kiedyś na kaczego
komisarza, a "obywatele" nawet nie pisnęli, to może ładnie poproszą, żeby ich
Kaczory pozbawiły jeszcze jakichś uprawnień? I żeby nie trzeba było chodzić
na te męczące wybory...