stolek
10.09.06, 02:05
Co robiliście tego dnia? Jak dowiedzieliście się o zamachach w Nowym Jorku i
Waszyngtonie? Jak się czuliście?
Do mnie przysłała esemesa koleżanka ze studiów, Dominika: "Włącz TVN, w Nowym
Jorku wielki zamach..." Byłem jeszcze na studiach, więc mieliśmy jeszcze
wakacje. Mieszkaliśmy we czworo i od tamtego esemesa telewizor grał do nocy.
Moment uderzenia drugiego samolotu widzieli wszyscy. Zakołotało mi serce -
bliźniacze wieże kojarzyły mi się strasznie miło, marzyłem o wyjeździe do
Wielkiego Jabłka. Pisałem wtedy reportaże dla polskiego nowojorskiego "Nowego
Dziennika".
Widok jak z filmu. Gdy runęła pierwsza wieża, pomyślałem "to co, teraz będzie
tylko jedna stała?"...
Za chwilę kolega Marek, który był wtedy świetnym reporterem w RDC (dzisiaj
świetny redaktor w TVN24) odebrał telefon od szefa. Po chwili pędziłem z nim
taksówką na Okęcie - za parę godzin miał wylądować zawrócony z Nowego Jorku
drugi polski samolot, a pierwszy w Warszawie.
Na terminalu płacz. Nikt się nie skarży, wszyscy cieszą się, że żyją.
A my dwaj szukamy pilota, by Marek miał dobry materiał do radia.
Znaczy - to wszystko nie był film. Później dowiaduję się, że koleżanka Magda
całą scenę widziała ze statku płynącym, zdaje się, na Long Island. Wiedziałem
też o drugiej koleżance w NYC. Dzwonię do jej rodziców - wszystko w porządku.
Rano na drugi dzień czytam w "Gazecie" relacje Janka Latusa z "Nowego
Dziennika" i Roberta Leszczyńskiego. I tysiące innych relacji.
Rok później w TVP1 film dokumentalny o strażakach (a właściwie ich
autorstwa), którzy rankiem pojechali na interwencję - w studzience pod
jezdnią ulatniał się gaz. Oni jedyni nakręcili pierwszy samolot. A później
księdza, którego już nieżywego niesionego widzieliśmy na jednym ze słynnych
zdjęć. I ludzi uciekających w lobby w jednej z wież.
Poryczałem się na tym filmie.
Napiszcie, jak Wy to przeżyliście.
Marcin Kochanowski