tokida
30.12.06, 22:40
W zasadzie nie była to dla mnie jakas nowość, bo już wcześniej w Gdańsku
ochrona zaatakowała mnie gdy usiłowałem wejśc z dwuletnią córką na teren
sklepu. Ostatecznie wtedy dali się przekonać, że dziecko będzie przez cały
czas siedziało w wózku. Dzisiaj kiedy chciałem zrobić zakupy w olsztyńskim
Makro pracownicy okazali się tępo wręcz przywiązani do regulaminu od
szeregowego ochroniarza po kierownika całego marketu.
Na nic zdały się tłumaczenia - Makro z dziećmi nie wpuszcza i już. Poniżej
zamieszczam link do dyskusji na ten temat, którą odnalazłem.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25239&w=48078106&v=2&s=0
Tam jednak kobietki wykazały skrajną bezkrytycznośc w stosunku do krtńskich,
kompletnie nielogiocznych przepisów. "Chodzi o bezpieczeństwo dzieci"
wszystkie zgodnie przyznały. Na tej samej zasadzie należałoby pogonić rodziców
z dziećmi ze wszystkich marketów z tymi budowlanymi na czele. Tam to dopiero
jest niebezpiecznie! Tymczasem ani "Obi", ani "Praktiker" takiego wzrostowego
apartheidu (Makro daje szlaban dzieciarni poniżej 140 cm wzrostu)nie stosują.
Zatem tłumaczenia pracowników "Makro" są cąłkowicie bezsensowne. Rzecz jasna
niby nie powinienem obrażac się na wewnętrzne przepisy prywatnej firmy - nie
chce wpuszczać dzieci na teren sali to ich sprawa. Z drugiej strony mnie jako
klienta oburza takie traktowanie. Jestem gotów przyjąć do wiadomości,
przepisy, które choć w niewielkim stopniu nie kłócą się ze zdrowym rozsądkiem,
ale to co wymyśliło sobie Makro to bzdura do kwadratu.
Otóż dopuszczają zakupy z dziećmi w niedziele, bo jak sami opowiadają "po sali
jeżdzi wtedy mniej wózków widłowych". Te same wózki szaleją po wszystkich
innych marketach, ale to "Makro" uważa , że na ich terenie jest szczególnie
niebezpiecznie. Co o tym sądzicie? Jak dla mnie zasłużyli sobie co najmniej na
bojkot wszystkich rodziców z małymi dziećmi. Nie zawsze wszyscy rodzice
prowadzący działalność są w stanie robić zakupy bez swoich pociech. Co mają
wtedy zrobić? "Makro" ma to w dupie. Nie ma tam nawet maleńkiego wydzielonego
miejsca gdzie można by było zostawić dziecko pod opieką choć na kilka,
kilkanaście minut. Wielkiej hurtowni nie stać na wynajęcie opiekunki i
zagospodarowanie mini placyku zabaw skoro tak się trzęsą ze strachu o
bezpieczeństwo naszych milusińskich?