Dodaj do ulubionych

Fobia społeczna - jak ja leczyć

IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 30.05.03, 09:52
Ja mialem taki problem zwlaszcza w liceum, ale jakos udalo mi
sie stopniowo z tego wyjsc - bez pomocy specjalistow ;)
A byly czasy gdy koledzy z LO nie wiedzieli jak brzmi moj glos...
Teraz na ogol potrafie ostro walczyc o swoje prawa, choc nadal
sa sytuacje w ktorych wole siedziec cicho!
Byc moze kogos moze zdziwic ze ludzie maja takie problemy, ale
dla mnie to bylo kiedys norma...
trzymajcie sie panowie!
Obserwuj wątek
    • Gość: pp Re: Fobia społeczna - jak ja leczyć IP: 62.233.201.* 30.05.03, 11:35
      Mój brat to miał.
      Ta fobia jest może doprowadzić nawet do samobójstwa.
      Jest wynikiem ciągłego krytykowania przez rodziców, opiekunów
      itp. Młody człowiek sądzi wtedy, że jest beznadziejny i boi się
      kontaktu z ludźmi, bo sądzi że będą go krytykować.
      Mój brat wyszedł z tego dzięki pomocy psychologa i dziewczyny.
      Miał problemy z nauką w liceum, a teraz kończy studia.
      W wakacje się żeni.
      Dzięki Bogu wyszedł z fobi.
      • Gość: Mikro Re: Fobia społeczna - jak ja leczyć IP: *.acn.pl 30.05.03, 23:10
        Q...wa. Teraz wszyscy się mondrzom. A kiedy miałem problemy to
        wysłali mnie do psycholog, która pytała się czy mi się ręce
        pocom. Ano pociły się. To ona, że nadpobudliwy jezdem. I co? I
        nic. Cały ogólniak się bałem, że mnie nikt nie lubi. Dobrzy
        nauczycielie wypchnęli mnie ze szkoły. Studjów nie skończyłem,
        nie dałem psychicznie rady pilnować tych terminów i tematów i
        pracować i uczyć się. Za dużo na raz. Zacząłem się staczać.
        Uratowała mnie miłość. Platoniczna bo nic z niej nie wyszło. Ale
        kop do pracy nad sobą od Pana Boga dostałem. Przez kila lat żem
        się starał. I ożeniłem się z dziewczyną (inną) zakochaną w tym co
        we mnie widziała. Bóg daje i odbiera. Teraz czuje się wypalony.
        Rodzinę trzeba utrzymać a ja znów zasypiam. Czy po trzydziestce
        też są szanse na ratunek?
        • Gość: Fox.ca@gazeta.pl Re: Fobia społeczna - jak ja leczyć IP: *.sympatico.ca 31.05.03, 02:45
          Gość portalu: Mikro napisał(a):

          > Bóg daje i odbiera. Teraz czuje się wypalony.
          > Rodzinę trzeba utrzymać a ja znów zasypiam. Czy po trzydziestce
          > też są szanse na ratunek?

          Ludzie ktorzy wiencza sukcesem swoje przedsiewziecia powiadaja, ze zawsze jest
          czas na wejscie na droge do sukcesu - trzeba tylko samemu chciec i nie szukac
          wymowek, usprawiedliwien tylko pracowac nad soba i brac byka za rogi.

          Ja zawsze twierdzilem, ze najpierw idzie praca a pieniadze przyjda potem, czego
          duzo ludzi nie zauwaza i robi dwrotnie - szukajac najpierw pieniedzy bez pracy
          a Pan Bog daje tylko pracowitym jak w tym powiedzeniu, ze "strzyzonego fryzjer
          strzyze a obrosnietego i zaniedbanego nikt"

          Wez sie do roboty a sukces przyjdzie wczesniej niz sie spodziewasz i nie
          narzekaj, ze wszyscy sa winni tylko nie ty. Wszelkie naprawy/poprawy, nalezy
          rozpoczac od siebie. Powodzenia zycze.
          • Gość: Fox.ca@gazeta.pl Re: Fobia społeczna - jak ja leczyć IP: *.sympatico.ca 01.06.03, 16:24
            Gość portalu: Fox.ca@gazeta.pl napisał(a):

            > Gość portalu: Mikro napisał(a):
            >
            > > Bóg daje i odbiera. Teraz czuje się wypalony.
            > > Rodzinę trzeba utrzymać a ja znów zasypiam. Czy po trzydziestce
            > > też są szanse na ratunek?

            1- Czym sie kierujesz, ze nie kontynuujesz dyskusji na lamach tego forum?
            2- Fakt, ze nie mozesz sie zmobilizowac, aby zerwac z przeszloscia w sumie musi
            ci sie oplacac. Czlowiek ma taka nature, ze za wszelkie swoje poczynania
            oczekuje "nagrody/zaplaty". Inaczej mowiac twoj brak "checi" przynosi ci
            korzysci osobiste, bo inaczej bys tego nie robil. Znajomi podajac ci pomocna
            dlon, patrza na ciebie z uczuciem, ze moze wkoncu "obudzisz sie" wezmiesz
            sprawe w swoje rece, jako, ze kazdy ma swoje slabosci, ktore czasami go
            przytlaczaja, ale kazdego dnia budzi sie i mobilizuje swoja energie, aby nie
            byc ciezarem dla innych.
            3- Na pytanie "a po co" musisz sam znalesc odpowiedz, bo tego co inni sugeruja
            ty juz dawno przestales brac pod uwage. Jesli nie wiesz po co "zyc" domyslam
            sie, to sprawdz raz jeszcze na sobie i nie pros znajomych o pomoc, albo jesli
            ofiarowuja ci te pomoc bez proszenia, odmow jej przyjecia i poczekaj na
            nastepny dzien. Zrob to kilka razy pod rzad a zobaczysz co bedzie dalej.
            Nikt nie jest w stanie do niczego cie naklonic, jesli ty tego nie zechcesz.
            Zwatpionym mozna pomoc dobrym slowem i duchowym wsparciem z ktorego ty nie
            chcesz skorzystac - co wynika z twojego oswiadczenia.(jestem pasozytem)
            4- Powolujesz sie na Boga jako czlowiek wierzacy, ale nie chcesz skorzystac z
            gloszonej filozofii religijnej i prowadzic zycie doczesne tak, aby spokojnie
            moc za nie odpowiedziec na Sadzie Ostatecznym, kiedy Stworca zapyta " dlaczego
            tak postepowales"? Jesli juz znasz na takie pytanie odpowiedz to mozesz spac
            spokojnie.
            5- Piszesz, ze musisz utrzymac swoja rodzine - jesli tak, to czy zapytales sie
            tej rodziny czy masz prawo, aby "nie chcialo ci sie chciec"???

            Przemysl to sobie przed snem, to moze na drugi dzien znajdziesz w sobie energie
            i odpowiedz na to pytanie.

            > Wszelkie naprawy/poprawy, nalezy
            > rozpoczac od siebie. Powodzenia zycze.

            Pozdrawiam i powodzenia zycze
            • Gość: Mikro Re: Fobia społeczna - jak ja leczyć IP: *.acn.pl 01.06.03, 23:39
              Gość portalu: Fox.ca@gazeta.pl napisał(a):

              > Gość portalu: Fox.ca@gazeta.pl napisał(a):
              >
              > > Gość portalu: Mikro napisał(a):
              > >
              > > > Bóg daje i odbiera. Teraz czuje się wypalony.
              > > > Rodzinę trzeba utrzymać a ja znów zasypiam. Czy po
              trzydziestce
              > > > też są szanse na ratunek?
              >
              > 1- Czym sie kierujesz, ze nie kontynuujesz dyskusji na
              lamach tego forum?

              Sam nie wiem. Nie chciałem moją osobą zaprzątać uwagi
              szanownych czytelników. A może trzeba być ekshibicjonistą
              by wszystkie brudne sprawy przestały mieć znaczenie?

              > 2- Fakt, ze nie mozesz sie zmobilizowac, aby zerwac z
              przeszloscia w sumie musi
              > ci sie oplacac. Czlowiek ma taka nature, ze za wszelkie
              swoje poczynania
              > oczekuje "nagrody/zaplaty". Inaczej mowiac twoj brak
              "checi" przynosi ci
              > korzysci osobiste, bo inaczej bys tego nie robil.
              Znajomi podajac ci pomocna
              > dlon, patrza na ciebie z uczuciem, ze moze wkoncu
              "obudzisz sie" wezmiesz
              > sprawe w swoje rece, jako, ze kazdy ma swoje slabosci,
              ktore czasami go
              > przytlaczaja, ale kazdego dnia budzi sie i mobilizuje
              swoja energie, aby nie
              > byc ciezarem dla innych.

              Wkraczamy na trudniejszy grunt. Mam wrażenie, że moja
              leniwa część się z Tobą zgodzi. Natomiast ta bardziej
              żywa, większość czasu uśpiona oburzy się: jak to? ona nie
              chce być ciężarem tylko nie ma już siły walczyć o głębszy
              oddech, nie ma możliwości przejąć sterów. A patrząc na to
              trzeźwo to nie rozumiem tej księgowości zysków i strat.
              Cóż takiego zyskuję staczając się w nicość? Gdy rano się
              budzę to nie czuję napędu by podoływać wyzwaniom. Co bym
              nie zrobił znowu się pojawią jak natrętne muchy.

              > 3- Na pytanie "a po co" musisz sam znalesc odpowiedz,
              bo tego co inni sugeruja
              > ty juz dawno przestales brac pod uwage. Jesli nie wiesz
              po co "zyc" domyslam
              > sie, to sprawdz raz jeszcze na sobie i nie pros
              znajomych o pomoc, albo jesli
              > ofiarowuja ci te pomoc bez proszenia, odmow jej
              przyjecia i poczekaj na
              > nastepny dzien. Zrob to kilka razy pod rzad a zobaczysz
              co bedzie dalej.
              > Nikt nie jest w stanie do niczego cie naklonic, jesli
              ty tego nie zechcesz.
              > Zwatpionym mozna pomoc dobrym slowem i duchowym
              wsparciem z ktorego ty nie
              > chcesz skorzystac - co wynika z twojego
              oswiadczenia.(jestem pasozytem)

              Ależ chcę tylko nie umiem. Gdy już pomoc otoczenia
              doprowadzi do jako takiej normalności to znów zasypiam. A
              co będzie dalej?: .... NIC ....

              > 4- Powolujesz sie na Boga jako czlowiek wierzacy, ale
              nie chcesz skorzystac z
              > gloszonej filozofii religijnej i prowadzic zycie
              doczesne tak, aby spokojnie
              > moc za nie odpowiedziec na Sadzie Ostatecznym, kiedy
              Stworca zapyta " dlaczego
              > tak postepowales"? Jesli juz znasz na takie pytanie
              odpowiedz to mozesz spac
              > spokojnie.

              Staram się. Jako grzesznik mam wiele sobie do zarzucenia
              ale Jemu nie odpowiadam NIE. ON tyle mi dał, że nie
              jestem w stanie nawet MU powiedzieć dziękuję. Choć może
              zbyt spokojnie przechodzę nad tym do prorządku dziennego.
              Ot, kolejny mój grzech.

              > 5- Piszesz, ze musisz utrzymac swoja rodzine - jesli
              tak, to czy zapytales sie
              > tej rodziny czy masz prawo, aby "nie chcialo ci sie
              chciec"???
              >

              Jutro zapytam. I dostanę nowy ochrzan. Same kije ...

              > Przemysl to sobie przed snem, to moze na drugi dzien
              znajdziesz w sobie energie
              >
              > i odpowiedz na to pytanie.
              >
              > > Wszelkie naprawy/poprawy, nalezy
              > > rozpoczac od siebie. Powodzenia zycze.
              >
              > Pozdrawiam i powodzenia zycze

              Ogromne, wielkie, serdeczne dzięki. Wybacz, że poprzedni
              list wysłałem na priva. Teraz będę się kajał przed całym
              światem.

              Mikro
              • Gość: Fox.ca@gazeta.pl Re: Fobia społeczna - jak ja leczyć IP: *.sympatico.ca 02.06.03, 05:02
                Gość portalu: Mikro napisał(a):

                > Wkraczamy na trudniejszy grunt.

                Grunt naszego zycia jest tak trudny jak my go widzimy.apewno znasz to
                powiedzenie o zdzble w cudzym oku i belce we wlasnym. Tak jest i z zyciem -
                jeszcze nigdy tak nie bylo aby nie moglo byc gorzej.

                > Mam wrażenie, że moja leniwa część się z Tobą zgodzi.

                A to juz jest poczatek dobrego o reszte trzeba troche powalczyc z wlasnymi
                slabosciami.

                > A patrząc na to trzeźwo to nie rozumiem tej księgowości zysków i strat.
                > Cóż takiego zyskuję staczając się w nicość? Gdy rano się
                > budzę to nie czuję napędu by podoływać wyzwaniom. Co bym
                > nie zrobił znowu się pojawią jak natrętne muchy.

                Jak juz poprzednio pisalem my nic nie robimy bez osobistych zyskow, choc nie
                chcemy sie do tego przyznac, ale to jest nasza naturalne motywacja. Pewnie
                slyszales takie powiedzenie, ze w przyrodzie nic nie ginie i balans musi byc
                zachowany i tu jest ta ksiegowosc.

                Jesli prawda jest to co piszesz o tym braku wewnetrznej motywacji bo wyzwania
                sa natretne jak muchy to moze poprostu jestes chory i twoj organizm cos
                oczekuje, czego ty swoim sposobem zycia (jedzenie, nawyki, uzywane srodki
                pobudzajeace)nie dostarczasz i stad masz ten problem.Oczywiscie diagnoza bez
                twojej pomocy napewno nie jest latwa lub mozliwa. Napewno slyszales o takim
                czlowieku co zawsze narzekal, ze on nigdy nic nie wygral - zapytany czy kupil
                los na loterie odpowiedzial, ze nie.

                Z tym pojawianiem sie nieustajacych wyzwan to jest naturalny proces w ktorym
                czlowiek bierze udzial i nic na to nie poradzisz - spojrz na Slonce i krazace
                wokol planety - kraza nieustannie, ale to jest to piekno swiata w ktorym zyjemy.

                > Gdy już pomoc otoczenia doprowadzi do jako takiej normalności to znów
                zasypiam. A co będzie dalej?: .... NIC ....

                Popelniasz podstawowy blad w swojej filozofii zycia czlowieka uzaleznionego, bo
                oczekujesz ze otoczenie zawsze ci poda pomocna dlon. A jak ta omoc sie skonczy
                to znow pytasz co dalej i sam sobie odpowiadasz ze NIC. Czy ty nie krazysz
                wokol siebie jak pies za swoim ogonem?
                > Jako grzesznik mam wiele sobie do zarzucenia
                > ale Jemu nie odpowiadam NIE. ON tyle mi dał, że nie
                > jestem w stanie nawet MU powiedzieć dziękuję.

                Z tego widac, ze ty jestes zawodowy gerzesznik, bo masz odpowiedz na wszystkie
                swoje grzechy, bez wyciagania z nich wnioskow aby sie poprawic w swoim
                postepowaniu.
                >>czy masz prawo, aby "nie chcialo ci sie chciec"???
                > Jutro zapytam. I dostanę nowy ochrzan. Same kije ...

                Z takim podejsciem do sprawy to ty zyjesz od "ochrzanu do ochrzanu" i aby do
                maja. To zla polityka w zyciu osobistym, aczkolwiek niejestes odosobniony w
                takim postepowaniu, dlatego swiat miejscami jest taki biedny pelen zazdrosci a
                miejscami taki bogaty pelen przepychu.
                >
                > Wybacz, że poprzedni list wysłałem na priva. Teraz będę się kajał przed całym
                > światem.

                Mnie sie wydaje, ze rozwazania nad takimi problemami moga byc pozyteczne
                rowniez dla innych, ktorzy nie maja odwagi przyznac sie i o tym pisac. W tym
                punkcie postapiles bardzo odwaznie i nobliwie. Z tym tlumaczeniem sie to lekka
                przesada, bo ani ja ani czytelnicy nie ukarza cie za mowienie tego co mowisz,
                wiec jest to dzielenie sie swoimi troskami a nie kajanie sie co jest z natury
                rzeczy upokarzajace, czego ty nie miales na mysli.

                Prowadzenie prywatnej korespondencji jest pozyteczne przy obopolnej zgodzie
                ludzie sobie zaprzyjaznionych, czego o nas tego jeszcze powiedziec nie mozna.
                • Gość: Mikro Re: Fobia społeczna - jak ja leczyć IP: 195.117.20.* 02.06.03, 11:52
                  Gość portalu: Fox.ca@gazeta.pl napisał(a):


                  Po pierwszym przeczytaniu Twojego posta miałem ogromny
                  mętlik w głowie. Zmusiłem się więc by przeczytać go
                  powtórnie kilka razy. Może trochę więcej zrozumiałem.

                  > Gość portalu: Mikro napisał(a):
                  >
                  > > Wkraczamy na trudniejszy grunt.
                  >
                  > Grunt naszego zycia jest tak trudny jak my go
                  widzimy.apewno znasz to
                  > powiedzenie o zdzble w cudzym oku i belce we wlasnym.
                  Tak jest i z zyciem -
                  > jeszcze nigdy tak nie bylo aby nie moglo byc gorzej.
                  >

                  Ponoć isnieje zasada wzrostu beznadziei (analogia do
                  wzrostu entropii). To o ostatnim zdaniu.
                  Jeśli dobrze rozumiem ewangeliczną przypowieść to w moim
                  oku jest belka bo wyolbrzymiam sobie problemy a źdźbło
                  jest w oku brata, który moich problemów nie widzi?
                  Ciekawe spojrzenie, dzięki za oświecenie mnie.


                  > > Mam wrażenie, że moja leniwa część się z Tobą zgodzi.
                  >
                  > A to juz jest poczatek dobrego o reszte trzeba troche
                  powalczyc z wlasnymi
                  > slabosciami.
                  >

                  Czyli muszę podnieść cztery litery i zacząć zrzucać sadło.

                  > > A patrząc na to trzeźwo to nie rozumiem tej
                  księgowości zysków i strat.
                  > > Cóż takiego zyskuję staczając się w nicość? Gdy rano się
                  > > budzę to nie czuję napędu by podoływać wyzwaniom. Co bym
                  > > nie zrobił znowu się pojawią jak natrętne muchy.
                  >
                  > Jak juz poprzednio pisalem my nic nie robimy bez
                  osobistych zyskow, choc nie
                  > chcemy sie do tego przyznac, ale to jest nasza
                  naturalne motywacja. Pewnie
                  > slyszales takie powiedzenie, ze w przyrodzie nic nie
                  ginie i balans musi byc
                  > zachowany i tu jest ta ksiegowosc.
                  >

                  Czytałem kiedyś o Teorii Gier w relacjach między ludźmi.
                  Byłem pod wrażeniem jak tym rachunkiem zysków i strat
                  można wiele dziwnych zachowań wytłumaczyć. Chętnie bym
                  poznał co też takiego kąbinuje moja podświadomość, że
                  opłaca jej się chować mnie przed ludźmi do kokona.

                  > Jesli prawda jest to co piszesz o tym braku wewnetrznej
                  motywacji bo wyzwania
                  > sa natretne jak muchy to moze poprostu jestes chory i
                  twoj organizm cos
                  > oczekuje, czego ty swoim sposobem zycia (jedzenie,
                  nawyki, uzywane srodki
                  > pobudzajeace)nie dostarczasz i stad masz ten
                  problem.Oczywiscie diagnoza bez
                  > twojej pomocy napewno nie jest latwa lub mozliwa.
                  Napewno slyszales o takim
                  > czlowieku co zawsze narzekal, ze on nigdy nic nie
                  wygral - zapytany czy kupil
                  > los na loterie odpowiedzial, ze nie.
                  >

                  Ten mój brak odpowiadania NIE sytuacjom zsyłanym przez
                  Boga jest moją próbą kupowania losów. Ciągle czuję, że
                  należy coś jeszcze tylko nie wiem co.
                  Co do choroby: ponoć mam mało ruchu ale nie mogę mieć
                  więcej bo nie mam na to czasu. Mam mało czasu bo za dużo
                  zajmują mi różne obowiązki społeczne w pracy i domu.

                  > Z tym pojawianiem sie nieustajacych wyzwan to jest
                  naturalny proces w ktorym
                  > czlowiek bierze udzial i nic na to nie poradzisz -
                  spojrz na Slonce i krazace
                  > wokol planety - kraza nieustannie, ale to jest to
                  piekno swiata w ktorym zyjemy
                  > .

                  Jak zdejmę ciemne okulary i zaczynam odczuwać piękno to
                  jest wtedy świetnie i jest motywacja. Zdaża się to coraz
                  żadziej przygniatany obowiązkami nie mam czasu na piękno.

                  >
                  > > Gdy już pomoc otoczenia doprowadzi do jako takiej
                  normalności to znów
                  > zasypiam. A co będzie dalej?: .... NIC ....
                  >
                  > Popelniasz podstawowy blad w swojej filozofii zycia
                  czlowieka uzaleznionego, bo
                  > oczekujesz ze otoczenie zawsze ci poda pomocna dlon. A
                  jak ta omoc sie skonczy
                  > to znow pytasz co dalej i sam sobie odpowiadasz ze NIC.
                  Czy ty nie krazysz
                  > wokol siebie jak pies za swoim ogonem?

                  I wtedy kopniak na krótko mnie zatrzymuje w tym obłędzie.
                  Teraz już widzę trzy rzeczy do naprawienia: pozbyć się
                  ociężałości myślowej (obudzić się), przestać wyolbrzymiać
                  problemy i przestać kręcić świat wokół mojej osoby.


                  > > Jako grzesznik mam wiele sobie do zarzucenia
                  > > ale Jemu nie odpowiadam NIE. ON tyle mi dał, że nie
                  > > jestem w stanie nawet MU powiedzieć dziękuję.
                  >
                  > Z tego widac, ze ty jestes zawodowy gerzesznik, bo masz
                  odpowiedz na wszystkie
                  > swoje grzechy, bez wyciagania z nich wnioskow aby sie
                  poprawic w swoim
                  > postepowaniu.

                  I jeszcze jedno: nie grzeszyć. A jeśli już się przytrafi
                  to przestać.

                  > >>czy masz prawo, aby "nie chcialo ci sie chciec"???
                  > > Jutro zapytam. I dostanę nowy ochrzan. Same kije ...
                  >
                  > Z takim podejsciem do sprawy to ty zyjesz od "ochrzanu
                  do ochrzanu" i aby do
                  > maja. To zla polityka w zyciu osobistym, aczkolwiek
                  niejestes odosobniony w
                  > takim postepowaniu, dlatego swiat miejscami jest taki
                  biedny pelen zazdrosci a
                  > miejscami taki bogaty pelen przepychu.
                  > >

                  Tą myśl najtrudniej mi zrozumieć. Szczególnie z tym
                  przepychem. Nieodosobniony i ochrzan rozumiem. Może
                  chodzi o moją zazdrość gdy patrzę jak ludzie umieją być
                  szczęśliwi bez zmuszania się do czegokolwiek?

                  > > Wybacz, że poprzedni list wysłałem na priva. Teraz
                  będę się kajał przed ca
                  > łym
                  > > światem.
                  >
                  > Mnie sie wydaje, ze rozwazania nad takimi problemami
                  moga byc pozyteczne
                  > rowniez dla innych, ktorzy nie maja odwagi przyznac sie
                  i o tym pisac. W tym
                  > punkcie postapiles bardzo odwaznie i nobliwie. Z tym
                  tlumaczeniem sie to lekka
                  > przesada, bo ani ja ani czytelnicy nie ukarza cie za
                  mowienie tego co mowisz,
                  > wiec jest to dzielenie sie swoimi troskami a nie
                  kajanie sie co jest z natury
                  > rzeczy upokarzajace, czego ty nie miales na mysli.
                  >

                  Jak widać służę moimi problemami innym. Niech się uczą
                  jeśli cokolwiek z tego potrafią zrozumieć i będą chcieli
                  wziąć do siebie.


                  > Prowadzenie prywatnej korespondencji jest pozyteczne
                  przy obopolnej zgodzie
                  > ludzie sobie zaprzyjaznionych, czego o nas tego jeszcze
                  powiedziec nie mozna.

                  Rozumiem. Już sobie idę. I więcej nie będę.

                  Mikro
                  • Gość: Fox.ca@gazeta.pl Re: Fobia społeczna - jak ja leczyć IP: *.sympatico.ca 02.06.03, 16:28
                    Gość portalu: Mikro napisał(a):

                    > Ponoć isnieje zasada wzrostu beznadziei (analogia do
                    > wzrostu entropii).

                    Widze, ze jestes oblatany w termodynamice, mowiac o entropii. Wnioskuje, ze
                    wpuszczasz ludzi w maliny - dobra zabawa, bo przy okazji mozna sie czegos
                    nauczyc.

                    > Czyli muszę podnieść cztery litery i zacząć zrzucać sadło.

                    Jezeli masz duzo sadla np.wiecej niz 10% ponad norme, to zdecydowanie
                    powinienes sie tym zajac i walczyc z wlasnymi 4 lterami a to napewno bedzie
                    dluga i uciazliwa wojna. Nadmiar sadla grozi zawalem lub nagla smiercia.

                    > Chętnie bym poznał co też takiego kąbinuje moja podświadomość, że
                    > opłaca jej się chować mnie przed ludźmi do kokona.

                    Odpowiedz znajdziesz w lustrze i w nadmiarze sadla - reszta jest nie wazna.

                    > Ten mój brak odpowiadania NIE sytuacjom zsyłanym przez
                    > Boga jest moją próbą kupowania losów. Ciągle czuję, że
                    > należy coś jeszcze tylko nie wiem co.

                    Wyglada na to, ze ty dobrze sobie to wykombinowales - skoro Bog mnie stworzyl,
                    to niech sie teraz o mnie martwi, a ja popatrze co bedzie dalej. Twoim
                    szczesciem jest to, ze zyjesz w Polsce, bo jak bys zyl w Etiopii, to Bog by sie
                    z toba szybko rozliczyl zsylajac ci smierc glodowa. Pamietasz, ze
                    strzyzonego ....

                    > Co do choroby: ponoć mam mało ruchu ale nie mogę mieć
                    > więcej bo nie mam na to czasu. Mam mało czasu bo za dużo
                    > zajmują mi różne obowiązki społeczne w pracy i domu.

                    Z tego widac, ze musisz zrewidowac swoje obowiazki wobec tych 3 potrzeb
                    (rodzina,praca zawodowa i spoleczna)i ustalic co jest co i zredukowac jedno na
                    korzysc drugiego a trzeciego sie pozbyc. Znasz to powiedzenie, ze jesli picie
                    wodki przeszkadza ci w pracy to rzuc prace.
                    >
                    > Jak zdejmę ciemne okulary i zaczynam odczuwać piękno to
                    > jest wtedy świetnie i jest motywacja.

                    Czyzbys zabawial sie w Jaruzelskiego, ktoremu okulary przeszkadzaly widziec co
                    robi a teraz uwaza, ze nie zrobil nic zlego?

                    > kopniak na krótko mnie zatrzymuje w tym obłędzie.
                    > Teraz już widzę trzy rzeczy do naprawienia: pozbyć się
                    > ociężałości myślowej (obudzić się), przestać wyolbrzymiać
                    > problemy i przestać kręcić świat wokół mojej osoby.

                    Czy nalezy rozumiec, ze wchodzisz na droge naprawy? Biadolenie nad soba zwykle
                    prowadzi do wypaczen wzrokowych i uczuciowych w srodowisku w jakim zyjemy.
                    >
                    > I jeszcze jedno: nie grzeszyć. A jeśli już się przytrafi
                    > to przestać.

                    Takim stwierdzeniami wypaczasz to co nazywasz wiara. Musisz zmienic definicje
                    grzechu, aby zmienic relacje grzechu i dobra.

                    > swiat miejscami jest taki biedny pelen zazdrosci a
                    > > miejscami taki bogaty pelen przepychu.
                    >
                    > Tą myśl najtrudniej mi zrozumieć. Szczególnie z tym
                    > przepychem. Może chodzi o moją zazdrość gdy patrzę jak ludzie umieją być
                    > szczęśliwi bez zmuszania się do czegokolwiek?

                    Nie wiem czy jestes zazdrosny czy nie, ale takie sa realia i niewlasciwa
                    interpretacja szczescia w postaci bogactwa czy niedostatku. Na zlej
                    interpretacji zbudowano komunizm, ktory dal czlowiekowi mniej niz wzial a
                    obecnie trudno jest sie wyzbyc choroby zabierania bogatym i dawania biednym, bo
                    ludzie stracili poczucie wlasnej wartosci osobistej i ty przejawiasz odcienie
                    takiej filozofii zycia.

                    Szczescie nie jest funkcja posiadania dobr materialnych, choc one nie
                    przeszkadzaja. Szczescie jest droga do celu a nie celem w samym sobie i wymaga
                    nieustannego wysilku i pozytywnego spojrzenia wstecz i w przyszosc.
                    >
                    > Jak widać służę moimi problemami innym. Niech się uczą
                    > jeśli cokolwiek z tego potrafią zrozumieć i będą chcieli
                    > wziąć do siebie.

                    W ogolnosci takim celom sluza wlasnie takie fora. Gdyby nie to forum to napewno
                    nie mielibysmy okazji ze soba dyskutowac na taki temat, bo jak sam napisales ja
                    jestem gdzies tam na drugim koncu drutu telefonicznego.
                    >
                    > Rozumiem. Już sobie idę. I więcej nie będę.

                    Dobrze, ze rozumiesz w co nie watpilem, ale odchodzic nie musisz a to co robisz
                    tu na forum jest zdrowa rozrywka i odskocznia od twojej normalki.

                    Pozdrawiam
                    • Gość: Mikro Re: Fobia społeczna - jak ja leczyć IP: *.acn.pl 02.06.03, 22:32
                      Gość portalu: Fox.ca@gazeta.pl napisał(a):

                      ) Gość portalu: Mikro napisał(a):
                      )
                      ) ) Ponoć isnieje zasada wzrostu beznadziei (analogia do
                      ) ) wzrostu entropii).
                      )
                      ) Widze, ze jestes oblatany w termodynamice, mowiac o
                      entropii. Wnioskuje, ze
                      ) wpuszczasz ludzi w maliny - dobra zabawa, bo przy
                      okazji mozna sie czegos
                      ) nauczyc.
                      )
                      Ani moja intencja ani działanie nie miało wpuszczać ludzi
                      w maliny. To co pisałem to najprawdziwsza prawda. A
                      termodynamiki nie lubię. Nauki ścisłe obrzydły mi w
                      ogólniaku i wolę rozszerzać spojrzenie i dopatrywać się
                      podobnych praw w humnistycznym świecie. Taka np zasada
                      nieoznaczoności Heisenberga w relacjach międzyludzkich.

                      ) ) Czyli muszę podnieść cztery litery i zacząć zrzucać
                      sadło.
                      )
                      ) Jezeli masz duzo sadla np.wiecej niz 10% ponad norme,
                      to zdecydowanie
                      ) powinienes sie tym zajac i walczyc z wlasnymi 4 lterami
                      a to napewno bedzie
                      ) dluga i uciazliwa wojna. Nadmiar sadla grozi zawalem
                      lub nagla smiercia.
                      )
                      Miałem na myśli sadło otaczające moje ego. Taką
                      ociężałość w życiu. Tak na prawdę to jestem chudzielcem.
                      Choć żona wytyka mi, że mięsień piwny to mi widać.

                      ) ) Chętnie bym poznał co też takiego kąbinuje moja
                      podświadomość, że
                      ) ) opłaca jej się chować mnie przed ludźmi do kokona.
                      )
                      ) Odpowiedz znajdziesz w lustrze i w nadmiarze sadla -
                      reszta jest nie wazna.
                      )

                      Jak pisałem w lustrze mało co widać. I dla mnie
                      ważniejsze jest to czego nie widać a co siedzi pod
                      sufitem. Więc widzę, że mamy inne kryteria w hierarchi
                      wartości.


                      ) ) Ten mój brak odpowiadania NIE sytuacjom zsyłanym przez
                      ) ) Boga jest moją próbą kupowania losów. Ciągle czuję, że
                      ) ) należy coś jeszcze tylko nie wiem co.
                      )
                      ) Wyglada na to, ze ty dobrze sobie to wykombinowales -
                      skoro Bog mnie stworzyl,
                      ) to niech sie teraz o mnie martwi, a ja popatrze co
                      bedzie dalej. Twoim
                      ) szczesciem jest to, ze zyjesz w Polsce, bo jak bys zyl
                      w Etiopii, to Bog by sie
                      )
                      ) z toba szybko rozliczyl zsylajac ci smierc glodowa.
                      Pamietasz, ze
                      ) strzyzonego ....
                      )
                      Wydaje mi się, że zapominasz od czego zaczęła się ta
                      nasza dyskusja. Ja nie wiem jak się strzyże. Albo
                      inaczej: boję się ostrych narzędzi.

                      ) ) Co do choroby: ponoć mam mało ruchu ale nie mogę mieć
                      ) ) więcej bo nie mam na to czasu. Mam mało czasu bo za dużo
                      ) ) zajmują mi różne obowiązki społeczne w pracy i domu.
                      )
                      ) Z tego widac, ze musisz zrewidowac swoje obowiazki
                      wobec tych 3 potrzeb
                      ) (rodzina,praca zawodowa i spoleczna)i ustalic co jest
                      co i zredukowac jedno na
                      ) korzysc drugiego a trzeciego sie pozbyc. Znasz to
                      powiedzenie, ze jesli picie
                      ) wodki przeszkadza ci w pracy to rzuc prace.

                      Odczuwam w Twoich słowach sarkazm. Łatwo się nabijać z
                      czyjejś nieudolności temu komu przychodzi coś łatwo. I
                      nie wiem tak na prawdę co redukować bo już bardziej nie
                      można. Więc rzucę w końcu w cholerę przypadkowo wybrany
                      obowiązek.

                      ) )
                      ) ) Jak zdejmę ciemne okulary i zaczynam odczuwać piękno to
                      ) ) jest wtedy świetnie i jest motywacja.
                      )
                      ) Czyzbys zabawial sie w Jaruzelskiego, ktoremu okulary
                      przeszkadzaly widziec co
                      ) robi a teraz uwaza, ze nie zrobil nic zlego?
                      )

                      Taaak. Dokop leżącemu, sam sobie winien, że taki porypany.

                      ) ) kopniak na krótko mnie zatrzymuje w tym obłędzie.
                      ) ) Teraz już widzę trzy rzeczy do naprawienia: pozbyć się
                      ) ) ociężałości myślowej (obudzić się), przestać wyolbrzymiać
                      ) ) problemy i przestać kręcić świat wokół mojej osoby.
                      )
                      ) Czy nalezy rozumiec, ze wchodzisz na droge naprawy?
                      Biadolenie nad soba zwykle
                      ) prowadzi do wypaczen wzrokowych i uczuciowych w
                      srodowisku w jakim zyjemy.
                      ) )
                      Czyli nie ma już co naprawiać, bo to co mi się wydaje to
                      efekt długotrwałego wypaczonego odbierania otaczającj
                      rzeczywistości.

                      ) ) I jeszcze jedno: nie grzeszyć. A jeśli już się przytrafi
                      ) ) to przestać.
                      )
                      ) Takim stwierdzeniami wypaczasz to co nazywasz wiara.
                      Musisz zmienic definicje
                      ) grzechu, aby zmienic relacje grzechu i dobra.
                      )

                      Q..wa teraz to już kompletnie nie kumam. To co grzech
                      jest dobry czy jak? Grzeszni jesteśmy ze swej natury więc
                      zaprzeczanie grzechowi jest jeszcze większym grzechem.
                      Wiara pozwala ponoć podnieść się z grzechu i żyć w
                      zgodzie z prawdą o sobie samym, czyli z tym, że
                      grzeszymy. I starać się budować dobrą stronę osobowości.
                      I pomimo tego grzechu dane nam jest osiągnąć zbawienie
                      nie za zasługi nasze lecz jako łaskę daną od Stwórcy.
                      Jedyne co możemy to przekreślić to wszystko odpowiadając
                      Mu NIE i tworząc własny, sztuczny, tymczasowy świat. Albo
                      zgadzać się z całą prawdą o sobie bardziej się z Nim
                      zespalając. Więc może moim kolejnym grzechem pychy jest
                      myślenie, że mogę nie grzeszyć. Nie dam rady. Wiele razy
                      próbowałem i lądowałem twarzą w błocie. I zapewne znów
                      będę Mu kłamał bo przewrotną mam naturę i sam siebie
                      wprowadzę w bagno. Jednak temu nie zaprzeczam bo taka
                      jest Prawda. Ja nie chcę a tak wychodzi. Wierzę mimo
                      wszystko w Boga i Syna Jego i Ducha, którego posyła.


                      ) ) swiat miejscami jest taki biedny pelen zazdrosci a
                      ) ) ) miejscami taki bogaty pelen przepychu.
                      ) )
                      ) ) Tą myśl najtrudniej mi zrozumieć. Szczególnie z tym
                      ) ) przepychem. Może chodzi o moją zazdrość gdy patrzę
                      jak ludzie umieją być
                      ) ) szczęśliwi bez zmuszania się do czegokolwiek?
                      )
                      ) Nie wiem czy jestes zazdrosny czy nie, ale takie sa
                      realia i niewlasciwa
                      ) interpretacja szczescia w postaci bogactwa czy
                      niedostatku. Na zlej
                      ) interpretacji zbudowano komunizm, ktory dal czlowiekowi
                      mniej niz wzial a
                      ) obecnie trudno jest sie wyzbyc choroby zabierania
                      bogatym i dawania biednym, bo
                      ) ludzie stracili poczucie wlasnej wartosci osobistej i
                      ty przejawiasz odcienie
                      ) takiej filozofii zycia.
                      )

                      Ja nie chcę być Janosikiem. Ja nie czuję się bardziej
                      szczęśliwy gdy więcej mam. Choć gromadzę te toboły
                      doczesności. I tu jestem ze sobą sprzeczny. Bo
                      najbardziej byłem szczęśliwy gdy nie miałem kompletnie
                      nic. Ani rodziny ani pracy ani przyjaciół ani rzeczy,
                      które są teraz częścią mego sadła.
                      Nie czuję bym coś stracił z poczucia wartości. Ja tego
                      nigdy nie miałem. Jak ktoś coś chce to mu daję. Więc nie
                      wiem czemu wrzuciłeś mnie do szufladki homo sovietikus.
                      Może dla tego, że czekam na zlitowanie?

                      ) Szczescie nie jest funkcja posiadania dobr
                      materialnych, choc one nie
                      ) przeszkadzaja. Szczescie jest droga do celu a nie celem
                      w samym sobie i wymaga
                      ) nieustannego wysilku i pozytywnego spojrzenia wstecz i
                      w przyszosc.
                      ) )
                      Fakt. Szczęście to droga, dążenie do celu. Celu
                      wystarczająco daleko by go za wcześnie nie osiągnąć.
                      Inaczej to będzie gorycz spełnienia doczesnych marzeń.

                      ) ) Jak widać służę moimi problemami innym. Niech się uczą
                      ) ) jeśli cokolwiek z tego potrafią zrozumieć i będą chcieli
                      ) ) wziąć do siebie.
                      ) W ogolnosci takim celom sluza wlasnie takie fora. Gdyby
                      nie to forum to napewno
                      ) nie mielibysmy okazji ze soba dyskutowac na taki temat,
                      bo jak sam napisales ja
                      ) jestem gdzies tam na drugim koncu drutu telefonicznego.
                      ) )

                      Telefonicznego piszesz. To powinienem się streszczać by
                      nie obciążać zbytnio twego rachunku impulsami. A tak na
                      serio to myślisz, że poza nami ktoś to jeszcze czyta?

                      ) ) Rozumiem. Już sobie idę. I więcej nie będę.
                      )
                      ) Dobrze, ze rozumiesz w co nie watpilem, ale odchodzic
                      nie musisz a to co robisz
                      )
                      ) tu na forum jest zdrowa rozrywka i odskocznia od twojej
                      normalki.
                      )

                      Nie czuję by była to całkiem zdrowa odskocznia. Po
                      pierwsze chronimy się pod maskami anonimowości. Po drugie
                      piszemy cokolwiek nam się nasunie więc równie dobrze mogą
                      to być totalne bzdury. I po trzecie nie jest to kontakt
                      naturalny twarzą w twarz więc z ludzi wychodzą dziwne
                      cechy charakteru, które normalnie są bardziej schowane.
                      Mimo to piszę tu do Ciebie bo liczę, że mi odpowiesz. Tak
                      mało kto to robi.

                      Pozdrawiam i dzięki za wytrwałość
                      Mikro
          • Gość: Mikro Re: Fobia społeczna - jak ja leczyć IP: *.acn.pl 01.06.03, 23:34
            Gość portalu: Fox.ca@gazeta.pl napisał(a):

            > Gość portalu: Mikro napisał(a):
            >
            > > Bóg daje i odbiera. Teraz czuje się wypalony.
            > > Rodzinę trzeba utrzymać a ja znów zasypiam. Czy po
            trzydziestce
            > > też są szanse na ratunek?
            >
            > Ludzie ktorzy wiencza sukcesem swoje przedsiewziecia
            powiadaja, ze zawsze jest
            > czas na wejscie na droge do sukcesu - trzeba tylko
            samemu chciec i nie szukac
            > wymowek, usprawiedliwien tylko pracowac nad soba i brac
            byka za rogi.
            >
            > Ja zawsze twierdzilem, ze najpierw idzie praca a
            pieniadze przyjda potem, czego
            >
            > duzo ludzi nie zauwaza i robi dwrotnie - szukajac
            najpierw pieniedzy bez pracy
            > a Pan Bog daje tylko pracowitym jak w tym powiedzeniu,
            ze "strzyzonego fryzjer
            > strzyze a obrosnietego i zaniedbanego nikt"
            >
            > Wez sie do roboty a sukces przyjdzie wczesniej niz sie
            spodziewasz i nie
            > narzekaj, ze wszyscy sa winni tylko nie ty. Wszelkie
            naprawy/poprawy, nalezy
            > rozpoczac od siebie. Powodzenia zycze.

            Drogi Fox.ca.

            Dzięki za dobre słowo. Jest dużo racji w tym co
            napisałeś. Główny mój problem to rozczulanie się nad
            sobą. Choć z drugiej strony to nie obwiniam kogokolwiek
            za to co zrobiłem. To jedynie moja i moich grzechów
            zasługa. Sukces mnie nie interesuje. Miałem może nawet
            kilka mniejszych. Ale jakoś wcale mnie nie cieszą.
            Dlatego ciężko mi znaleźć motywację do działania.
            Jak piszesz muszę się obudzić i wziąć do roboty. Nad
            sobą. Tylko to ciągłe, cholerne pytanie "po co?".
            Jak na razię żyję dzięki kopniakom: a to od Pana Boga, a
            to od życzliwych ludzi. Wychodzi na to, że jestem
            pijawką, która wysysa życiodajne soki z innych bo nie ma
            we mnie życia.
            Wybacz, że Ci tak natrułem o sobie. Jesteś gdzieś tam na
            końcu internetowych kabelków jedną z niewielu dusz,
            których rusza mój problem. Więc podświadomie czuję, że
            możesz coś. Choć faktycznie to tylko ja sam mogę sobie
            pomóc. Już to przerabiałem.
            Więc dobranoc.
            Mikro


    • czarnykrzyk Re: Fobia społeczna - jak ja leczyć 03.06.03, 22:35
      " Boją się zlekceważenia lub kompromitacji. Mają niską samoocenę
      i skłonność do depresji. Zazwyczaj nie udaje im się założyć
      rodziny"."

      TAK

      "poprzedzała analiza: "Co sobie pomyśli? Czy nie będę się
      narzucał? A jeśli jest z kimś i będzie zła?". Przez ten strach
      straciłem kilka okazji, żeby mieć dziewczynę - zwierza się."

      TAK. Stukrotna analiza każdego słowa i tysiąckrotna każdego
      czynu.

      "Na zajęciach nie odzywałem się. Próby przełamania się kończyły
      się klęską. Potem było jeszcze gorzej - mówi. - Rano budziłem
      się i czułem beznadzieję: pójdę na uczelnię, wrócę i nic się nie
      wydarzy. Wiedziałem, że ludzie dzwonią do siebie, spotykają się,
      coś robią. Ja siedzę w domu albo w internecie. Nie potrafię tego
      zmienić. Życie ucieka."

      TAK

      "- nie odzywają się w towarzystwie innych

      - nie umawiają się na randki


      - prowadzą najczęściej samotniczy tryb życia."


      TAK


      Moje życie jest gówno warte. Wegetacja. Pobudka, śniadanie,
      obiad, śpać. Jestem po prostu aspołeczny. Ciągłe oczekiwanie na
      pomoc, na zbawienie i jednocześnie odtrącanie jej, gdy jest
      sznasa, że może być lepiej. Zawsze w złym miejscu, zawsze za
      wcześnie albo za późno. Lęk przed kompromitacją staje się
      większy z każdą kolejną porażką. Coraz mniejsza skłonność do
      podjęcia ryzyka poprawy tego stanu, bo w końcu i tak WIEM, jak
      to się skończy. Nieumiejętność podejmowania decyzji. Igranie z
      losem, kpina z normalnego życia i normalnych ludzi z jednoczesną
      tęsknotą za NORMALNOŚCIĄ. Najśmieszniejsze jest to, że większość
      bierze mnie za przebojowego faceta, co to nie ma żadnych
      problemów w relacjach z innymi. I właśnie dlatego tak trudno im
      uwierzyć, że potrzebuję najprostszych uczuć, gestów.
      Najzwyklejszego dotyku i pocałunku. A jednocześnie gardzę tą
      zwykłością, rutyną do jakiej prowadzi. Poczucie życiowej klęski,
      uciekającego czasu, nieuchronnego końca. Może spróbuję jeszcze 2
      razy wyrwać się z tego, ale potem już chyba nie warto. Matnia
      samotoności, niedopasowania i wyobcowania.

      • Gość: Mikro Re: Fobia społeczna - jak ja leczyć IP: *.acn.pl 04.06.03, 00:50
        czarnykrzyk napisał:

        > Moje życie jest gówno warte. Wegetacja. Pobudka,
        śniadanie,
        > obiad, śpać. Jestem po prostu aspołeczny. Ciągłe
        oczekiwanie na
        > pomoc, na zbawienie i jednocześnie odtrącanie jej, gdy
        jest
        > sznasa, że może być lepiej. Zawsze w złym miejscu,
        zawsze za
        > wcześnie albo za późno. Lęk przed kompromitacją staje się
        > większy z każdą kolejną porażką. Coraz mniejsza
        skłonność do
        > podjęcia ryzyka poprawy tego stanu, bo w końcu i tak
        WIEM, jak
        > to się skończy. Nieumiejętność podejmowania decyzji.
        Igranie z
        > losem, kpina z normalnego życia i normalnych ludzi z
        jednoczesną
        > tęsknotą za NORMALNOŚCIĄ. Najśmieszniejsze jest to, że
        większość
        > bierze mnie za przebojowego faceta, co to nie ma żadnych
        > problemów w relacjach z innymi. I właśnie dlatego tak
        trudno im
        > uwierzyć, że potrzebuję najprostszych uczuć, gestów.
        > Najzwyklejszego dotyku i pocałunku. A jednocześnie
        gardzę tą
        > zwykłością, rutyną do jakiej prowadzi. Poczucie
        życiowej klęski,
        > uciekającego czasu, nieuchronnego końca. Może spróbuję
        jeszcze 2
        > razy wyrwać się z tego, ale potem już chyba nie warto.
        Matnia
        > samotoności, niedopasowania i wyobcowania.
        >

        Proszę byś spróbował jeszcze 7 razy. Czuję, że nawet 2 to
        za dużo na Twoje zmęczenie. Ale ja proszę zrób to dla
        mnie. Bardzo mi na tym zależy byś spróbował.

        Mikro

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka