Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy

08.07.07, 21:08
lipiec, 7 miesiac minus 9 to daje.. pazdziernik? czemu niby w pazdzierniku mialoby sie robic mniej dzieci?

bubu node - chmielna 10a
    • Gość: dd Absolutnie odradzam rodzenie w Warszawie czy innym IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.07, 21:31
      dużym mieście. Najlepiej jest znaleźć szpital w odległości kilkudziesięciu km od
      Warszawy. Tam są zupełnie inne warunki. Rodzi jedna, dwie kobiety dziennie i
      lekarz może się cały czas nimi zajmować. Nie trzeba płacić żadnych łapówek co
      jest standardem w Warszawie. Na prowincji nikt nie chce rodzić.
      • tetlian Re: Absolutnie odradzam rodzenie w Warszawie czy 08.07.07, 21:53
        Ale czy gdzie indziej w Polsce jest lepiej?
      • Gość: bolek Re: Absolutnie odradzam rodzenie w Warszawie czy IP: *.chello.pl 08.07.07, 22:17
        a później miejsce urodzenia w dowodzie - jakaś wioska? zabawny jesteś :-)
        • Gość: Kokon Ot, polski bufon... IP: *.chello.pl 10.07.07, 08:34
          I co z tego, jeśli nawet dziecku wpiszą, że się urodziło w Pcimiu? Czy to
          wpłynie na jego dalsze życie? Ważne jest chyba, żeby przyszło na świat
          bezpiecznie i wróciło z matką do domu zdrowe. Uważaszasz, że ktoś, kto ma
          wpisane w dowodzie jako miejsce urodzenia Kraków, Poznań, Warszawa jest lepszym
          gatunkiem człowieka od tego, co mu wpisali jakąś, jak to ty nazywasz wioskę?
          Sam pewnie jesteś z zadupia i dopadły cię kompleksy. Normalnemu człowiekowi
          takie bzdety zwisają i powiewają.
        • Gość: Joanna Re: Absolutnie odradzam rodzenie w Warszawie czy IP: *.adsl.alicedsl.de 10.07.07, 14:31
          BURAKIEM albo sie jest, albo nie. Miejsce urodzenia nie ma na to zadnego wplywu,
          mONdralo.
      • Gość: nowonarodzeni Re: Absolutnie odradzam rodzenie w Warszawie czy IP: *.chello.pl 08.07.07, 23:39
        Wlasnie dzis urodzil mi sie syn, wlasnie w szpitalu w Warszawie.
        Potwierdzam, rzeczywiscie jest straszne obłozenie w stołecznych szpitalach,
        bowiem gdy rodziła żona wszystkie sale porodowe byly zajete.
        Mimo, ze w Wawie powszechne sa uslugi indywidualnej położnej, jednak my bez
        "łapówek" nie czuliśmy się wspomożeni gorzej...

        Chciałem serdecznie podziekować ekipie z porodówki szpitala na Madalińskiego,
        jesteście kochani!

        Pozdrawiamy,
        Ekipa z dwójki !


        • Gość: art Re: Absolutnie odradzam rodzenie w Warszawie czy IP: *.macrologic.pl 09.07.07, 11:55
          1) Nie możesz powiedzieć, że byłeś obsłużony tak jak ci co zapłacili, bo nie
          wiesz jak ich obsłużono.
          2) Proszę nie wprowadzać w błąd ludzi informacjami o rzekomych "łapówkach". Na
          Madalińskiego pieniądze są wpłacane do kasy szpitala, po porodzie, wiec żadnych
          znamion łapownictwa tu nie ma. Większy komfort, za który płaci się dodatkowo,
          nie wpływa też na zmniejszenie wygody niepłacących.
      • Gość: Wyborca z dworca Re: Nasza Prezydent jest obrażona! IP: *.MAN.atcom.net.pl 09.07.07, 15:36
        Że nhiby co?Ze za Kaczyńskiego można było rodzi w Warszawie, a za Jej kadencji
        ucieka trzeba!
        Nieprawda, Pani prezydent sama urodzi w Warszawie!
      • Gość: Beatrix Inne rozwiązanie IP: *.chello.pl 10.07.07, 15:25
        Skoro już i tak dajemy w łapę (oficjalnie - tzw. cegiełki, opłaty dodatkowe,
        czy po cichu - siup parę stówek do kieszeni konowała), to może warto się
        zastanowić czy ostatecznie nie taniej byłoby urodzić całkowicie prywatnie, w
        klinice, przy asyście miłych, uśmiechniętych lekarzy i nie sfrustrowanych
        pielęgniarek, na nowoczesnym łóżku, w czystej pościeli, wśród nieodrapanych
        ścian, w ciszy i spokoju. Chyba są już nawet jakieś pakiety ubezpieczeniowe na
        tę okazję. Jest to jakieś wyjście albo...całowanie klamek renomowanych
        szpitali, znoszenie braku higieny w obskurnych zaniedbanych i
        niedofinansowanych placówkach.
    • sibeliuss Szpital Bródnowski 08.07.07, 21:41
      Dlaczego zlikwidowano tam położnictwo?
      • Gość: Gosia Re: Szpital Bródnowski IP: *.chello.pl 10.07.07, 08:37
        Naprawdę zlikwidowali? Tam zawsze był smród, brud i ubóstwo, ale placówka jakoś
        się trzymała.
      • Gość: mama-z-Wawy Re: Szpital Bródnowski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.07, 09:28
        Zamknęli? Trudno uwierzyć, ale chwała Bogu!!! Trochę o nim słyszałam a
        sama "zaliczyłam" tam oddział patologii ciąży. Chamstwo, ordynarny i leniwy
        personel, totalny bałagan. Taki skansen PRL-u. Po tych doświadczeniach sama
        rodziłam poza Warszawą i kolejny raz też tak zamierzam.
      • Gość: Olcia Re: Szpital Bródnowski IP: *.nti.net.pl 10.07.07, 12:52
        a kto ci powiedział, ze zlikwidowali? twoja wyobraźnia chyba. Jest tam cały
        czas położnictwo, cały czas czynne i nawet nie zamknięte z powodu remontu.
        Pozdr.
        Olcia
    • 111618m Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy 09.07.07, 08:15
      Zapraszamy do szpitala w Mińsku Mazowieckm, 3 miejsce w konkursie " Rodzić po
      ludzku"
    • Gość: ala Re: Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy IP: 193.201.167.* 09.07.07, 09:04
      Co zmienia nazwa miejsca urodzenia w dowodzie? Dla napływowych z prowincji to
      musi być Warszawa. To prestiż. Jaki? Nie mam pojęcia. Snobowanie się na co? Na
      Warszawiaka? Nawet jak dziecko całe życie będzie mieszkać w pipidówku, Warszawa
      w dowodzie nada prestiżu? Pozwoli zdobyć lepszą pracę i wykształcenie?
      Jestem Warszawianką z dziada pradziada, swoje dziecko urodziłam w pipidówku, z
      wyboru.
    • stasi1 ciekawe czemu niby to w wakacje trzeba przeprowadz 09.07.07, 09:27
      ać remonty szpitali? Rozumiem szkoły ale szpitale?
    • Gość: Once Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy IP: *.ardo.com.pl 09.07.07, 12:31
      Jak rodziłam 20 lat temu, było tak samo. Brakowało jeszcze środków
      higienicznych, tera też tak jest? I gdzie ten ujemny przyrost naturalny i
      opieka nad matką i dzieckiem? Za co te młode mamy mają płacić wyższą składkę?
      Za pobyt na korytarzu, tak jak ich mamy?
    • Gość: prawicowy PETER Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy IP: 83.136.224.* 09.07.07, 13:23
      Nie ma to jak spójna i zorganizowana polityka prorodzinna wspierana dotychczas
      przez nasze państwo.
      Szkoda słów...
      Jedni wyjadą a drudzy będą musieli coraz więcej płacić na niewydolne fundusze
      emerytalne ze względu na niską frekwencję młodych. Dołączając do tego kontekst
      małej aktywności ekonomicznej ludzi w podeszłym wieku rysuje niezły scenariusz
      za jakieś 20 lat (a może mniej).
    • poenari Re: Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy 09.07.07, 19:58
      kaytek34 napisał:

      > lipiec, 7 miesiac minus 9 to daje.. pazdziernik? czemu niby w pazdzierniku
      mial
      > oby sie robic mniej dzieci?

      A widziałeś program TV na październik ??????????
    • bolek571 Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy 10.07.07, 07:27
      ja tam doradzałbym rodzenie gdzieś przy granicy Polsko -Niemieckiej !
      Oczywiście po drugiej stronie :)
      Ciekawe czy dzieci urodzone na terenie Niemiec dostają automatycznie
      obywatelstwo niemieckie,a z racji rodziców polskie ??? :)
      • Gość: Cora Re: Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy IP: *.dip.t-dialin.net 10.07.07, 07:49
        Nie.
      • Gość: qqror Re: Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy IP: *.ifi.informatik.uni-goettingen.de 10.07.07, 08:36
        Dwa tygodnie temu urodzila mi sie coreczka w Niemczech. Obywatelstwo ma polskie, ale pochodzenie niemieckie, wiec jak bedzie chciala to jak osiagnie pelnoletnosc bedzie mogla sobie wybrac obywatelstwo
    • Gość: danka Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy IP: *.ptvk.pl 10.07.07, 08:25
      Polecam Przemyśl.Sama tu rodziłam.
    • Gość: m do gościa ART IP: 82.177.111.* 10.07.07, 10:44
      jeju jaki oburzony. no przeciez do kasy sie wplaca. a dlaczego w ogole trzeba
      wplacac? NFZ juz to robi. dlaczego bierzecie pieniadze dwa razy? banda zlodziei
      i nic wiecej.
    • sunday Pani Pochrzęst ! 10.07.07, 11:30
      Pani chciała po prostu ponarzekać sobie i zdenerwować kobiety w ciąży, czy im
      pomóc!? Jeśli pomóc, to zapomniała Pani napisać, kiedy otwierają zamknięte
      oddziały. To przecież powinna być podstawowa informacja w takim artykule,
      niezależnie od tego, że głupotą jest zamykanie tylu oddziałów na raz.
    • Gość: polski kibol Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy IP: 212.75.114.* 10.07.07, 11:44
      Jedzcie rodzic do Irlandii. Albo do jakiegos kraju arabskiego. Przeciez to tak
      lubicie poleczki.
      • Gość: jojo Re: Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.07.07, 07:48
        Ocho, chyba jakiś wszechpolak się odezwał.
    • Gość: gość Re: Żeby rodzić bez stresu, uciekają z Warszawy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.07, 14:19
      chyba raczej listopad....
    • Gość: Georginia I o co tyle krzyku, co roku jest ta sama sytuacja. IP: *.chello.pl 10.07.07, 15:07
      Głupi artykuł. I ta przerażona pani uciekająca z Warszawy do Olsztyna, żeby
      urodzić bezstresowo? Bzdura! A pomyślała o dziecku? Podróżowanie z noworodkiem
      (bo chyba przy okazji porodu nie zmieni jeszcze meldunku i zamierza wrócić do
      Warszawy) jest bardziej niebezpieczne i szkodliwe zarówno dla matki jak i
      dziecka, niż tłoczenie się na porodówce. Rodziłam dwa razy w ciągu 4 lat.
      Pierwszy szpital był na Solcu w Warszawie. Ja miałam farta, inne panie leżały
      na korytarzu. Mimo to, to personel - jego życzliwość i sprawne działania
      sprawiły, że dało się wytrzymać te, moim zdaniem, drobne niedogodności.
      Kombinowano umieszczając matki z noworodkami na salach, a ciężarne na
      ginekologii, zapełniano nawet te z zasady płatne sale, reasumując - nikt nie
      narzekał. Wtedy, w 2003 roku, też były jakieś remonty i inne porodówki stały
      zamknięte. To norma. Następnym razem to "Solec" był remontowany, więc
      wylądowałam w Szpitalu Kolejowym w Międzylesiu. Tu też był tłok i 2 dni leżałam
      bez potrzeby na sali pooperacyjnej, bo gdzie indziej nie było miejsc. Obok
      dochodziły do siebie panie po operacjach ginekologicznych, ale nie wspominam
      tego jako koszmar. Jedyna niedogodność - dziecko musiało być na sali
      noworodkowej (dzięki temu trochę się wyspałam). To jest niestety Polska i
      typowo polskie realia. Z drugiej zaś strony mamy szpital na Zelaznej w
      Warszawie, uznawany za vipowski i elitarny. Albo się ma farta i akurat ktoś
      przeoczy, że nie opłacaliśmy tu położnej, lekarza etc. i jakoś się
      zainstalujemy na porodówce, albo mamy opłaconych tych wcześniej wspomnianych,
      albo nas przywiozą w stanie zaawansowanego porodu i nasze upragnione maleństwo
      wyjdzie na świat na szpitalnym korytarzu, bo panie z izby przyjęć to istne
      cerbery odsyłające kobiety nawet z zagrożoną ciążą mnogą do innych placówek,
      byleby trzymać miejsce dla "swoich". Może autor/ka tego artykułu zainteresuje
      się tym problemem, popyta niedoszłe pacjentki Zelaznej, Karowej, jak
      je "spuszczono na bambus" i odeszły z kwitkiem, bo nie były "ich pacjentkami".
      To chyba o wiele istotniejsze niż pisanie, że jest tłok. Tłok jest, a na
      Zelaznej stoją puste łóżka zarezerwowane dla pacjentek, które płacą za
      indywidualną opiekę i to nie mało. Oni się nawet dalej posunęli w tej paranoi -
      moja znajoma mająca tam opłaconą położną (z którą przyjaźni się od lat)
      usłyszała, że mimo tych koligacji i chęci uiszczenia dodatkowych opłat (za
      prywatną salę, lekarza, poród rodzinny) musi się liczyć z tym, że i jej się nie
      poszczęści (!!!cud, cud, urodzić na Zelaznej), bo popyt przewyższa podaż.
      Tymczasem w innym szpitalu płacąc o połowę mniej lub wcale, bez konieczności
      rzucania monetą (uda się - nie uda) mogłaby urodzić i to wcale nie w gorszych
      warunkach. Wygląda to więc tak, że mamy duże miasto z 1 lub 2 "wypasionymi"
      szpitalami położniczymi dla wybranych i pozostałe szpitale, z których zawsze
      jakiś jeden należy omijać szerokim łukiem (w Warszawie swego czasu dziwne
      opowieści krążyły o Szpitalu Bielańskim) plus 1-2 placówki aktualnie w
      remoncie. Nie pozostawia to dużego wyboru. Co jakiś czas wybucha jeszcze afera
      z bakteriami zabijającymi wcześniaki - więc kolejny oddział wypada, ale i tak
      się to jakoś wszystko kręci. Na razie.
      • Gość: tarzynka Re: I o co tyle krzyku, co roku jest ta sama sytu IP: *.multimo.gtsenergis.pl 10.07.07, 15:33
        Rodziłam na Żelaznej w lutym, leżałam na korytarzu, w całym szpitalu nie było
        wolnego łóżka. Nawet nie mieli gdzie wstawić i z przerażeniem myśleli co zrobią,
        gdy okaże się że ktoś jeszcze przybędzie. Rzeczywiscie popyt przewyższa tam
        podaż i to nie przez ich fochy jest tak, że nawet przy opłaconej położnej itp.
        nie gwarantują miejsca. Nie jest też tak, że jeśli te miejsca mają, to nie
        przyjmują osób "z ulicy". Notabene w lutym również na porodówkach nie było
        miejsc i sama byłam świadkiem, jak odsyłano dziewczynę z akcją porodową do
        Nowego Dworu albo Otwocka. Ona się nie zgadzała i lekarka dzwoniła kolejny raz
        po szpitalach, że może jednak ktoś przyjmie. Na Żelaznej jest zasada, że jak
        odsyłają, to najpierw sprawdzają dokąd mogą, zaklepują miejsce w innym szpitalu.
        A plotek krąży o tym szpitalu mnóstwo.
        • Gość: Karolina To nie plotki. IP: *.chello.pl 10.07.07, 16:57
          Niestety, ten szpital to przedsiębiorstwo nastawione na zysk. Proponuję
          poczytać opinię na stronie www.rodzicpoludzku.pl czy coś w tym stylu. Wszystkie
          zachwyty płyną tam od pań, które opłaciły położną, lekarza, ciecia etc.
    • Gość: ELENA Przecież modne staje się rodzenie w domu... IP: *.chello.pl 10.07.07, 15:17
      ...tzw. powrót do natury, no i...w domowych pieleszach podobno bezpieczniej i
      przyjemniej. Do tego powstają jakieś domy narodzin i inne wynalazki, więc czego
      tu się bać? Bać to się może kobitka, co urodzi w autobusie albo taksówce, ale
      nie taka, co robi to pierwszy raz (na ogół te panikują i awanturują się na
      izbach przyjęć)i od pierwszych sygnałów, że się zaczęło ma jeszcze jakieś 15-20
      godzin do finału. Duży minus to to, że dzieci dzisiaj takie duże się rodzą, a
      że duże, to natura nie ma szans tego opanować, więc zamiast 2500-2700 kg przez
      otwór wielkości cytryny musi się przepchnąć 3900-4500 kg, co najczęściej kończy
      się kleszczami albo cesarskim cięciem. I to powinno martwić, a nie korki na
      porodówkach. I jeszcze jedna rada drogie panie- jak już wam upłynął 40 tydzień
      ciąży, to nie dajcie się w żadnym wypadku zbyć, jak trzeba róbcie zamieszanie
      na izbie przyjęć, udawajcie bóle, urządzajcie szopki, bo nie jest prawdą, że
      dziecko samo wie, kiedy wyjść. Tu też niestety natura zawodzi i zdarzają się
      tragedie w 41, 42 tygodniu ciąży. Najważniejsze to urodzić zdrowe dziecko -
      choćby i na parkingu przed hipermarketem w deszczowe listopadowe popołudnie.
      • Gość: Ręce opadają Re: Przecież modne staje się rodzenie w domu... IP: *.polkomtel.com.pl 10.07.07, 15:50
        Boszzz. Co za bzdury kobieto wypisujesz... Zastanowiłaś się wcześniej nad tym?
        Poczytaj sobie najpierw o fizjologii ciąży i porodzie, a potem głos zabieraj.
        Widać, że jeszcze wszystko przed tobą i tylko teoretyzujesz... :-/

        • Gość: ELENA Re: Przecież modne staje się rodzenie w domu... IP: *.chello.pl 10.07.07, 16:55
          Urodziłam 2 dzieci. Jedno o mało nie umarło z powodu konowała, który najpierw
          źle wyliczył termin porodu, a potem kazał czekać do 42 tygodnia. Widziałam też
          rozpacz kobiety, której dziecko zadusiło się, bo było wielkie (4000 g), było po
          terminie, a lekarz kazał czekać, aż samo "zadecyduje". Bzdury to ty wypisujesz.
          Poród to nie tylko sielanka. To kupę brudu i coraz częściej powikłania, śmierć
          i rozpacz. Ręce opadają? Poczytaj statystyki.
          • Gość: aga 100% racji. Niektórzy chcieliby widzieć tylko IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.07.07, 23:26
            szczęście, ale to guzik prawda. W moim otoczeniu z przyjsciem na swiat co
            drugiego dziecka wiążą sie problemy, a to z poczęciem, a to porodem, zatruciem
            ciazowym, holestazą itp, a to wadą lub chorobą... Niestety...
    • Gość: Kasia Trzeba znać przeszłość, by docenić teraźniejszość IP: *.chello.pl 10.07.07, 17:37
      Strasznie dużo narzekań na te szpitale położnicze, to ja przypomnę, jak było
      jeszcze 10-15 lat temu. Mój nastoletni brat urodził się w Szpitalu Praskim w W-
      wie. Jego matka leżała na wielkiej sali z bodajże 20 innymi kobietami. Część
      oczekiwała na poród, część była już po udanym rozwiązaniu, były też takie po
      poronieniach oraz te, których dzieci urodziły się martwe albo zmarły tuż po
      porodzie. Były też takie, których dzieci walczyły w inkubatorach. Nie do
      uwierzenia? A jednak. Stolica. Była może jedna, dwie toalety na cały ten
      kołchoz. Zero odwiedzin, karmienie na godziny, dzieci tylko do karmienia,
      dyscyplina, jak w wojsku i rejonizacja (słowo obce wielu forumowiczom!!!).
      Tatusiowie oczekiwali na "sygnały" pod oknami szpitala napruci (życie
      towarzyskie w gronie męsko-męskim kwitło). Golenie, lewatywa, nacinanie itp.
      atrakcje wykonywano bez pytania. Matka brata była w ciąży zagrożonej i poleżała
      sobie trochę na oddziale. Dużo też widziała z racji wielkości sali i liczby
      osób tam przebywających. Nie wpłynęło to na nią bynajmniej kojąco. Kiedy
      odwiedziła mnie w małym, zapyziałym szpitaliku pod Warszawą kilkanaście lat
      później, nie kryła zachwytu. Pokoje 2-3 osobowe, miła obsługa, karmienie na
      życzenie, psycholog, znieczulenie...no, znieczulenie niestety płatne, ale fakt
      istnienia takiej możliwości! Kiedy ja się rodziłam, byliśmy w epoce kamienia
      łupanego, jeśli chodzi o tę dziedzinę - nie było nawet parawanów odzielających
      od siebie rodzące, ja byłam ułożona pośladkowo, a i tak matka musiała mnie
      urodzić naturalnie (dziś to praktycznie niemożliwe, wysoki stopień ryzyka).
      Papier toaletowy i mydło nie istniały w umysłach personelu szpitalnego. Higiena
      wołała o pomstę do nieba. A dziś? Osobne pokoje, porody rodzinne, asystujący
      mąż, dziecko przy matce. Powoli wychodzimy na ludzi.
      • Gość: marta Re: Trzeba znać przeszłość, by docenić teraźniejs IP: 83.168.96.* 10.07.07, 18:16
        zgadza się. Rodziłam w 1995, kiedy własciwie akcja "rodzić po ludzku"
        raczkowała, a i tak moja mama była w szoku, że pokoje były dwuosobowe, w
        pokojach telefon do dyspozycji pacjentek. Rodzice i mąż mogli mnie odwiedzać, i
        popatrzeć na wnuka co prawda przez szybę, ale zawsze. Że już nie wspomnę o
        porodzie rodzinnym, karmieniu na życzenie, noworodkach przy mamach i miłych
        połoznych. Rodziłam w szpitalu miejskim, bez żadnych specjalnych opłat, w
        miejscowości pod Szczecinem. Jedyna niedogodność polegała na tym, ze wtedy
        obowiązywała jeszcze tzw. rejonizacja i mąz usiał pogadac (zaznaczam bez
        łapówek i znajomości) z kims z dyrekcji wcześniej, żeby wyrazili zgodę na mój
        poród tam. Dzisiaj można wybrać praktycznie każdy szpital w Polsce.
        Ciesze się, że drugie dziecko też będe mogła rodzić w takiej miłej atmosferze.
Pełna wersja