bulba1000
18.07.07, 06:30
Mój syn ma od września uczęszczać do szkoły na Jagielońskiej. Zapisałem go tam
z nadzieją na normalne warunki do nauki. Nie miałem pańskich zachcianek, ot
drobiazgi, żeby smarkowi podczas lekcji tynk z sufitu nie sypał się na
głowę,żeby lekcje wf-u odbywały się w sali gimnastycznej nie na korytarzu i
wreszcie,by uczniowie za starszych klas nie kopali go częściej w jego
siedmioletni tyłek niż raz w tygodniu wkurzeni koniecznością ocierania się o
pętającego, się miedzy ich nogami pierwszaka.
Z nadzieją na świetlaną przyszłość mojego dziecka, którą zapewni mu IV R.P
pomaszerowałem na zebranie organizacyjne. I usłyszałem,że nowe skrzydło
budynku jest,ale....informacje w artykule powyżej.K...mać !! przecież
istnieje"nawet w IV RP" takie cuś jak nadzór budowlany.Pan Inspektor powinien
zdawać sobie sprawę,że nie doróbki wykonawcy spowodowane czy to brakiem
finansowania, błedami projektowymi, czy czymkolwiek innym będą skutkować
opisaną w artykule sytuacją.Facet jest tam właśnie po to,by wyłapywać i NIE
dopuszczać do tego typu historii.Bierze za to nie małe pieniądze.Chcieli
dobrze.Jest jak zwykle.Za wszystko zapłacą dzieci.Szkoła wysyła swoich
wychowanków do innych placówek w gości, rodziców trafia szlag, a urzędasy
nagrody za dobrze wykonaną pracę zapewne zdąrzyli już pobrać.Przecież, się
należały.