Gość: bono
IP: *.chello.pl
25.07.07, 11:15
Rzeczpospolita wczoraj: Urzędnicy przerobili prezydenta
Miejska urzędniczka bezprawnie zmieniła zapisy dokumentu, który nie pozwalał
na postawienie wysokiego bloku wśród mokotowskich willi. Budowy zabronił
prezydent, uwzględniając wniosek mieszkańców. Sprawa poprawki trafiła do
prokuratury
Długi na 30 metrów i wysoki naprawie 16 metrów budynek ma stanąć wśród
jednorodzinnych domów osiedla Służew Niski przy ul. Puławskiej. Na inwestycję
zezwala studium zagospodarowania Warszawy.
Znikające zapisy
Studium to dokument szczególny. Miejscy planiści szczegółowo opisali w nim,
gdzie może być nowa zabudowa, a gdzie zostanie zieleń, jak ma wyglądać system
komunikacyjny miasta, jakie tereny i budynki znajdą się pod ochroną ze względu
na wartość historyczną. W kwietniu ub.r. ratusz przedstawił swoje propozycje
mieszkańcom do oceny.
Niezadowoleni mogli zgłaszać uwagi. W sumie było ich około 5 tys.
Zastrzeżenia złożyła m.in. grupa mieszkańców domów przy Wołodyjowskiego,
Niedźwiedzia i Puławskiej. - Studium pozwalało na budowę na działce obok
naszych domów ogromnego bloku z dwiema kondygnacjami podziemnych garaży -
opowiada Barbara Kontkiewicz, której dom sąsiaduje ze spornym terenem. - Nie
dość, że tak wielki budynek nie pasuje do otoczenia, to jeszcze na tym terenie
rośnie dwustuletni dąb, pomnik przyrody. Gdyby zrealizowano inwestycję, na
pewno by usechł.
Dlatego mieszkańcy wystąpili o zmianę projektu. - Chcieliśmy ograniczenia
wysokości zabudowy do 12 metrów - mówią.
3 października 2006 r. pełniący obowiązki prezydenta stolicy Kazimierz
Marcinkiewicz wydał zarządzenie, w którym uwzględnił ich wniosek. Radość
mieszkańców nie trwała jednak długo. -Kiedy tydzień później Rada Warszawy
uchwaliła studium, okazało się, że korzystne dla nas zapisy wyparowały
-denerwuje się pani Kontkiewicz.
W dokumencie przyjętym przez radnych dopuszczalna wysokość z zatwierdzonych
przez Marcinkiewicza 12 m wzrosła do 20 m.
Prywatne śledztwo
-Okazało się, że studium zostało zmienione na wniosek wicedyrektor ówczesnego
Biura Naczelnego Architekta Miasta Jolanty Latały - wyjaśnia Barbara
Kontkiewicz. - Przedstawiła radzie autopoprawkę, nie informując jej, że jest
całkowicie sprzeczna z tym, co w tej sprawie zarządził prezydent Warszawy.
Radni wnioskiem mieszkańców osiedla Służew Niski więc się nie zajęli, ponieważ
rozpatrywali wyłącznie uwagi nieuwzględnione przez prezydenta. Całkiem inną
informację urzędnicy BNAM przesłali wojewodzie, który badał studium po
uchwaleniu przez radę. - Oświadczyli, że nasze uwagi zostały odrzucone przez
radnych -mówi pani Kontkiewicz.
- Uwag do studium było tyle, że nikt nie był w stanie skontrolować, czy
urzędnicy postępują zgodnie z tym, co zarządził prezydent -mówi radny
poprzedniej kadencji Andrzej Kropiwnicki ("Solidarność"). - To może być
wierzchołek góry lodowej - przyznaje Grzegorz Buczek z Rady Architektury i
Rozwoju Warszawy. - SARP złożyło wiele uwag do dokumentu. W studium nie ma po
nich śladu mimo informacji, że prezydent je uwzględnił.
Skorzystał inwestor
Dlaczego urzędnicy zmienili zapisy studium dotyczące osiedla Służew Niski? -
Kiedy jesienią zeszłego roku próbowałam się tego dowiedzieć, tłumaczyli, że
zmiany to wynik rozmów z inwestorem - opowiada Barbara Kontkiewicz.
- Przeanalizowaliśmy sytuację i wyszło nam, że warto dopuścić tam wyższą
zabudowę -tłumaczy Jolanta Baczewska z Biura Architektury i Planowania
Przestrzennego (kilka miesięcy temu zastąpiło Biuro Naczelnego Architekta Miasta).
Gdy przygotowywano studium, o warunki zabudowy dla spornego terenu starał się
znany architekt Krzysztof Chwalibóg. Chciał zgody urzędu na budynek o
wysokości 30metrów. Po uchwaleniu studium dostosował swoje plany do złożonej
przez urzędników autopoprawki - chciał zgody na budynek wysoki na ok.16
metrów. Urząd warunki zabudowy wydał 28 lutego.
-Gdyby urzędnicy nie zlekceważyli zarządzenia prezydenta, apartamentowiec nie
mógłby powstać -mówi Barbara Kontkiewicz.
O podejrzeniu sfałszowania studium mieszkańcy powiadomili prokuraturę i
Najwyższą Izbę Kontroli.
Zdaniem ekspertów to, co zrobili urzędnicy, było niedopuszczalne.
- Urzędnik nie może zlekceważyć zarządzenia prezydenta. Jeśli zaś prezydent
zmieniłby zdanie, musiałby zmienić zarządzenie, a uwagi jako nieuwzględnione
przekazać radnym do rozpatrzenia. Mieszkańcy mogą teraz skutecznie zaskarżyć
studium -mówi Buczek.
Profesor prawa Michał Kulesza z UW mówi, że rada miasta w ogóle nie mogła
uchwalać studium z autopoprawkami. - To zupełnie inny dokument niż ten, który
przedstawiono mieszkańcom -mówi. -Należało go odnowa wyłożyć i pozwolić na
składanie kolejnych uwag.
MICHAŁ KOZAK