robert.zimnicki
13.11.07, 21:29
No coz, przez skore czulem, ze gdzies jest miejsce, gdzie w szkole sredniej
przygotowuje sie do tego, co umie sie robic, a nie co wypada. Sam oblalem
mature, potem napisalem ja jeszcze raz, wymyslajac bzdury na temat
zakompleksionych bohaterow. Dostalem troczyne na szynach, ale nie odciagnelo
mnie to od poznawania elektrotechniki, mechaniki, podstaw informatyki, ktore w
technikum mechanicznym (ktore zglebialem) byly olewane kosztem nauki o poezji
i innych tego typu... Efekt, 10% kolegow wybralo ekonomie i zarzadzanie, dwie
(z trzydziestu) kierunki politechniczne, mnie udalo sie zrozumiec i polubic
chemie.... Ale pieniadze na ksztalcenie wydano, szkoda, ze niefortunnie, bo
przymusowy program nauczania nie obejmowal samoksztalcenia i doskonalenia sie
w automatyce, informatyce, mechanice..... co niezbedne jest przyszlemu
inzynierowi, ktorego technikum ma przygotowac, po to w koncu zostalo sworzone.
Za to wychowano kilkudziesieciu ludzi, ktorzy pomimo egzaminu dojrzalosci
dokonuja decyzji zyciowych jak dziesieciolatki (wybory, cel zycia, niezbyt
szczesliwe zalozenie rodziny). Ktos mi zarzuci, ze nie wszyscy po technikum
sa do niczego. I ja sie z tym zgodze, bo trzeba postawic na to co sie lubi,
stad wybitne jednostki zostaja KIMS (inzynierami, projektantami...),a reszta
wyjezdza myc gary do Anglii, badz klepie biede jako asystenci na polibudach,
badz zmienia kwalifikacje zaraz po otrzymaniu dyplomu technika. I jak tu mowic
o odbudowie polskiej nauki i gospodarki, jak mlodym nabija sie glowy tonami
niepotrzebnej wiedzy. Moze za jakis czas obronie dyplom doktora nauk
technicznych, ale tylko dzieki swojemu samozaparciu, a nie wiedzy wyniesionej
z technikum.