warka_strong
04.03.08, 23:54
W zasadzie wiadomo jest w jakim stanie znajduje się służba zdrowia. Dlatego też można by było powiedzieć, że się zwyczajnie czepiam, ale...
Ostatnio musiałem odwiedzić kilka szpitali prowadzących tzw. "ostry dyżur". I to co zobaczyłem przeraziło mnie.
Szpital na ul. Kondratowicza - już samo znalezienie gabinetu (bez uzyskania informacji o jego lokalizacji) jest wyczynem. Dyżur pełniony przez jednego (!) lekarza, a na korytarzu okazała kolejka pacjentów. Z rozmów toczonych pomiędzy oczekującymi dowiaduję się, że niektórzy czekają na wizytę od... pięciu godzin. Jest jednak coś pozytywnego - pełniąca dyżur pani doktor jest dokładna i nie wstydzi się skonsultować z bardziej doświadczonym lekarzem, który akurat pełni dyżur na oddziale.
Szpital na ul. Banacha - czas oczekiwania nieco krótszy (mniej pacjentów), ale za to lekarz mało uprzejmy i chętnie traktujący pacjenta z góry. Duży plus dla szpitala - całodobowa apteka na jego terenie.
Szpital MSWiA ul. Wołoska - pozytywne jest to, że dyżur pełni miła i sympatyczna lekarka. Dużo mniej pozytywne jest to, że jest ona jedna, a kolejka oczekujących spora (niektórzy czekają po dwie godziny). Poważny minus - brak całodobowej apteki (co w przypadku tego typu szpitala jest raczej dziwne).
W tej mało pozytywnej dziedzinie jest jeden szpital, który zdaje się być bardzo dobry pod względem organizacji pracy na ostrych dyżurach. To Szpital Bielański - kolejka w zasadzie niewielka. Pacjenci przyjmowani szybko i dość sprawnie (na zapleczu widać całkiem sporo personelu).
W kontekście tego co napisałem rodzi się jedno pytanie - czy w mieście tak dużym jak Warszawa ostre dyżury pełnione przez jednego lekarza to coś pożądanego? Efektywność raczej mała, a koszty przez to ponoszone są całkiem poważne. Czy są sposoby na poprawę zabezpieczenia medycznego dla stolicy?