wszechwarszawiak
24.09.03, 09:43
www1.gazeta.pl/warszawa/1,34862,1685558.html
Robert Ostrowski, członek Federacji Zielonych, koordynator warszawskich
obchodów Dnia bez Samochodu w poprzednich latach: - Nastawienie warszawskich
władz do rowerzystów ciągle jest karygodne. To prawda, że się zmienia, ale
zbyt wolno. W tak wielkim mieście jak Warszawa zmiany powinny być
rewolucyjne, a nie ewolucyjne. Tymczasem wciąż powstaje tu mnóstwo
absurdalnych rozwiązań drogowych. Ponieważ codziennie poruszam się Trasą
Siekierkowską, skupię się tylko na tym odcinku. Po pierwsze: drogi dla
rowerów są tu z kostki betonowej, a powinny być z asfaltu, który jest równy,
długowieczny, tańszy w budowie i utrzymaniu. Po drugie: przy każdym
przejeździe przez ulicę są krawężniki, a to powoduje, że jazda rowerem staje
się niekomfortowa. Po trzecie: na wielu przejazdach dla rowerów ograniczona
jest widoczność, co sprawia, że są niebezpieczne. Po czwarte: lampy
oświetlają chodniki i jezdnię, ale ścieżki rowerowe toną w ciemności. Po
piąte: nieumiejętnie rozwiązano estakady rowerowe. Powstały zjazdy z mostu na
mało uczęszczany Wał Zawadowski, podczas gdy 100 proc. rowerzystów chce
jechać dalej, na Czerniaków. Po szóste: brak estakady nad Wałem
Miedzeszyńskim. Po siódme: droga dla rowerów po stronie praskiej jest
poprowadzona tylko po stronie Wawra, a wielkie osiedle Gocław-Lotnisko jest
od niej odcięta.