zdziwiony_krolik_z_jowisza
02.10.03, 22:23
Wyszedłem z metra, chciałem iść na przystanek, a tam nie ma przejścia - stoją
jakieś stoliki, a na nich ubrania, blielizna dla pań, perfumy, sznurowadła. I
tak musiałem iść wzdłuż tych stolików. Albo z przejścia podziemnego wyszedłem
i na chodnik wszedłem. I tak ciasno było, szło dużo ludzi - ale z obu stron
stały całe rzędy stołów z ubraniami, perfumami i tym samym co przy metrze.
Pomyślałem sobie, że w Warszawie nie ma sklepów ani kiosków, ani butików -
dlatego wszystko kupuje się na ulicy. A może to dlatego, że tu taki gorący
klimat - i w sklepach jest za gorąco?
Czy ktoś może królikowi z innej planety wytłumaczyć dlaczego w Warszawie nie
sprzedaje się ubrań w sklepach tylko na ulicach?