Gość: gość IP: *.eranet.pl 02.10.08, 20:36 Nie wierzę w zapewnienia p.Lipszyc. W Wesołej już teraz właśnie dzieci sześcioletnie dowożone są do innej szkoły z powodów lokalowych. Ciekawe co będzie po wprowadzeniu reformy? Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
jakw Re: Sześciolatki? W Warszawie nie ma problemu 02.10.08, 21:35 Dla 6-latków to może coś tam wykroją. A starsi będą się uczyć na 3 zmiany. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ubawiony Wesola-okręg radnej Krajewskiej,szefa gabinetuMEN IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.08, 22:20 i wiceszefowej rady W-wy!!!;-))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Danuta Rehabilitacja Paszyńskiego&Lipszyc za raport z UW! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.10.08, 22:24 Najpierw go zamówili żeby poparl Hall,ale okazalo się,że nawet zaufani ludzie PO(Piotrowski i jego siostra Putkiewicz) odpowiednich raportów pisać nie umieją.No i teraz Paszyński z Lipszyc serwilizmem walcżą o stolki;-)))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasia Lipszyc jak zwykle bez głowy IP: *.acn.waw.pl 03.10.08, 06:56 Nie wiem dlaczego PO trzyma to towarzystwo Lipszyc i Paszńskiego. Słyną z bezgłowia, lenistwa i wygodnictwa. Pani prezydent, no chyba spłaciła pani już długi dla Lypszic za "wizażystwo" jej córki dla pani w czasie kampanii wyborczej. I tak zrobiła to źle. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: alabama Sześciolatki? W Warszawie nie ma problemu IP: 193.201.167.* 03.10.08, 08:50 Najpierw Ratusz zamawia opracowanie dotyczące kondycji polskich szkół, a potem się okazuje że dane te nie są im potrzebne bo mają "system informatyczny" a w nim wszystko co wiedzieć chcieli. Placami zabaw dla sześciolatków są nazywane wydzielone cześci boiska - nie koniecznie z huśtawkami czy drabinkami - czyli zwykły kawałek trawy. Widzę że nie opracowano jakiegokolwiek standardu w tym zakresie - jeżeli coś jest nazywane placem zabaw to proszę aby to był plac zabaw. Idąc tym tropem - placem zabaw można nawet nazwać trawnik pod dworcem centralnym. W całym tekście nie znalazłam ani jednego zdania w którym przyznano by się do lekkich chociaż niedociągnieć czy problemów. Wszystko jest takie cacy że aż mi się nie chce wierzyć. Co to za pytanie do dyrektorów: czy widzą możliwość rozbudowy szkoły? Pytanie powinno brzmieć: czy przyjęcie sześciolatków zmusi szkołę do rozbudowy, a jeżeli tak to czy mają na to warunki? Dodatkowo, rozbudowa szkoły to nie to samo co lekki remoncik sali i zakup nowego sedesu i ławek. To już poważna inwestycja. Odpowiedz Link Zgłoś
twboolek Sześciolatki? W Warszawie nie ma problemu 03.10.08, 10:02 a może niech ktoś władny poda dane z SIO (system Informacji Oświatowej) ilu nauczycieli brakuje na dzień dzisiejszy w warszawie? bo co z tego że będą sale i trawniki jak same dzieciaki będą w nich siedzieć? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ala Sześciolatki? W Warszawie nie ma problemu IP: *.aster.pl 03.10.08, 19:54 Ustawa dla Warszawy. A inne miasta i wsie ustawa nie obowiazuje. Przestańcie dzielić ludzi i dzielnice np. Warszawy. Jesteśmy polakami, żyjemy w wolnym kraju i nie życzę sobie aby władza nas dzieliła i rządziła nami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ksieciu Re: Sześciolatki? W Warszawie nie ma problemu IP: *.budimex.com.pl 06.10.08, 09:18 Wczoraj w ramach niedzielnego spaceru udaliśmy sie na teren potencjalnej szkoły dla naszego syna (pięciolatka)w podwarszawskiej miejscowości. Gmach ogromny, boisko ze sztuczną murawą i plac zabaw..... a właściwie coś co powinno być placem zabaw :( jedna huśtawka z opony, jedna drewniana drabinka, która dawno zapomniała jakim kolorem była pomalowana i to koniec placu zabaw :/ Nie wyobrażam sobie jak tam obecne 6-cio latki zerówkowicze się bawią :( Obawiam się że te teksty to czcza gadanina, która ma uspokoić rodziców protestujących przeciwko źle przygotowanej reformie. Bo przecież, nikt nie ma nic przeciwko samej reformie, tylko zbyt chaotyczny i szybki sposób jej wprowadzania jest tu solą w oku rodziców. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ala Re: Sześciolatki? W Warszawie nie ma problemu IP: 195.150.49.* 11.10.08, 21:23 Jestem matką czterolatka, mam podobne obawy jak wszyscy rodzice dzieci w podobnym wieku. Wiem, że brakuje miejsc w przedszkolach, bo moje dziecko tego doświadczyło - w zeszłym roku nie dostał się do przedszkola mimo tego, że trzy lata chodził do żłobka. Nie wiedziałam co robić, na opiekunkę mnie nie stać bo niestety pracuje w szkole - i to w zapomnianym miejscu szkoły jakim jest świetlica. Pracując w molochu, bo tak należy nazwać szkołę która uczy 1300 dzieci, ponad połowa z nich to dzieci z klas młodszych - do świetlicy zapisanych jest grubo ponad 500 osób. I co szkoła ma im do zaoferowania? trzy sale i 8 nauczycieli (szkoła dwuzmianowa) - czy to jest zapewnienie opieki małym dzieciom, czy 7,8 i 9 latek nie wymaga dobrych warunków do spędzania czasu wolnego? Dlaczego wcześniej nikt się ich nie domagał? Trzy lata temu kupiono nam nowe meble (z certyfikatem)są one tak żenująco wykonane, że został z nich istny wiór, pospadały półki, poodklejały się kolorowe wykończenia, tyły mebli się powypychały przez tornistry i sterczą z nich gwoździe. Szkolnych bubli jest dużo więcej, szkolny konserwator nie nadąża z naprawami. Czy ministerstwo przewidziało fakt że za 3 lata trzeba będzie kupić wyposażenie ponownie? a może zacznie karać producentów? Poza tym dzieci strasznie wszystko niszczą, przecież wychowywane są na chińskich zabawkach, które zepsute są już w sklepie, mają w tym względzie już złe nawyki, i jak tu karać dziecko za zniszczenie tandetnej zabawki, nawet jeśli odkupi nową to historia znów się powtarza. Od wejścia reformy, która wprowadziła szkoły podstawowe 6 klasowe, staraliśmy się o plac zabaw dla dzieci - ale dyrekcja nie słyszała naszych głosów - z jednej strony się nie dziwię - bo to koszty nie tylko wyposażenia placu ale i utrzymania go w bezpiecznym stanie, co jest prawie niemożliwe biorąc pod uwagę nocne eskapady młodzieży osiedlowej niszczącej wszystko co się da i pozostawiającej po sobie mnóstwo potłuczonego szkła po wyskokowych napojach. Nieraz miałam obawy przed wyjściem z dziećmi na boisko szkolne, które powinno być bezpieczne. Na policję i straż miejską nie ma co liczyć (młodzieńcy znikną zanim się pojawią służby), kamery wokół szkoły nic nie dają - stróż bałby się wyjść na zewnątrz. Ja myślę, że stan polskich szkół jest taki jaki jest stan całego naszego społeczeństwa - wszędzie jest bylejakość, niezadowolenie, złe opłacanie, wykorzystywanie innych, złe traktowanie innych, cwaniactwo itp. itd.. Nauczyciele są niezadowoleni z zarobków, które nie wystarczają im na godne życie i rozwój zawodowy (wiem bo sama nie ma gdzie mieszkać - z taką pensją nie dawali kredytów a jak zaczęli dawać to mieszkania poszły w górę) w teatrze byłam nie wiem ile lat temu, bo ważniejsze jest to aby dziecku dać jeść... Jest to dla mnie przykre... pani minister pewnie nie ma takich problemów. Lubię swoją pracę i dlatego jeszcze pracuje na tym stanowisku, ale warunki w jakich pracuję (70 dzieci na osobę) są skandaliczne i nawet pani mister nie przekona mnie że tak wygląda przygotowane miejsce dla jakichkolwiek ludzi (czy to 6,7, czy 70 letnich) - gdzie tu prawa człowieka o których się każe nam mówić dzieciom w w tym roku? Szczerze mówiąc, to jedno mam wytłumaczenie dlaczego rządowi pomysł reformy się podoba - znacznie obniży to koszty jednego ze zobowiązań wobec społeczeństwa. Kogo obchodzi reszta? Ludzi traktuje się przedmiotowo i kalkuluje zyski jakie mogą przynieść w przyszłości, dopóki są zdrowe i produktywne to O.K. jak są młode trzeba im dać "mleka" jak są stare trzeba przestać ich leczyć. Nasz naród jest pojętny - szybko nauczył się liczyć pieniądze i kalkulować zyski i straty. Sami w końcu taki rząd wybraliśmy, on właśnie nas reprezentuje, oczekiwania i potrzeby większości. Czy myślicie Wy "młodzi rodzice" zatroskani o przyszłość waszych dzieci, że kogoś w tym kraju obchodzą wasze problemy - nie liczcie na to - ci którzy dzieci nie mają lub mają dorosłe wielce ubolewają że muszą odprowadzać podatki na kształcenie waszych. Każdy przelicza ile by zaoszczędził jeśliby nie musiał za to czy za tamto społeczne zobowiązanie płacić. Trudno się zresztą dziwić przy takim wzroście cen i ludzkich aspiracji. Z drugiej strony patrząc na trwonienie państwowych pieniędzy przez rządzących wydawanie ich na kolejne chybione projekty i programy, które niemało kosztują i pozwalają zarabiać duże pieniądze ludziom związanym z kręgami władzy. Można zapytać również kto zarobi na tej reformie? Ale to nie tylko tam na górze jest marnotrawstwo, patrząc w stołówce szkolnej na ilości wyrzucanego przez dzieci jedzenia zastanawiam się często jacy ludzie z nich wyrosną, jakie wartości im przekazujemy?. Widząc jak rzucają się na paczkę chipsów, którą kolega kupił w sklepiku szkolnym, pożerając ją dosłownie garściami (bo trudno to nazwać jedzeniem)mam ochotę nakręcić film bo w opowieści nikt mi nie chce uwierzyć. To są proszę państwa nasze dzieci, wychowane tanio i masowo, takie warunki mają również dzięki nam - tu wina leży nie tylko po stronie rządu. Na co liczy mama, która nie pracuje i pozbywa się dziecka na dziesięć godzin dziennie, niejednokrotnie spóźniając się i przychodząc dopiero na telefon pani ze świetlicy, że od pół godziny jest już zamknięte. Na co liczy tata, który porzuca rodzinę dla "internetowej lafiryndy" zostawiając ich bez środków do życia? Na co liczy młode małżeństwo, które rozwodąc się szarpie się ze sobą na oczach dziecka, robiąc sobie na złość i zabraniając wzajemnych kontaktów. Chciałoby się powiedzieć, że mamy skutek wieloletnich przemian ustrojowych, eksperymentów pedagogicznych... nieprzemyślanych i wprowadzanych pospiesznie reform, podczas realizacji których jedni się dorabiali a inni tracili. Straciło wielu a te straty jeszcze nie wszystkie się ujawniły... "to jest czubek góry lodowej, reszta jest ukryta pod powierzchnią wody". Straty społeczne są ogromne i chciałoby się powiedzieć nieodwracalne. Wartości humanistyczne nie mają znaczenia w tym świecie, liczy się tylko opłacalność. Już małe dziecko szybko się uczy tego co mu się opłaca a co nie. Kto dziś uczy dziecko szacunku dla drugiego człowieka? Rozmawiając z rodzicami coraz częściej muszę używać argumentów o bezpieczeństwie dziecka niż argumentów o poszanowaniu praw innych osób. Z roku na rok tracę nadzieję na to , że się coś zmieni na lepsze, że ludzie zaczną siebie szanować... jeżeli chodzi o dzieci to ... już można wróżyć katastrofę społeczną... gdy pokolenie obecnej szkoły podstawowej dojdzie do dorosłości ... to są straty nie do odrobienia, a już na pewno nie przez taką reformę jakiej chce pani minister. To co się dzieje obecnie w wychowaniu można by nazwać kontrolowaną a raczej monitorowaną samowolą balansującą na granicy bezpieczeństwa. nauczyciele nie radząc sobie w wielu sytuacjach wypracowali sobie styl pracy "zrobię swoje i idę do domu" z naciskiem na "idę do domu" bo nie zawsze się da "zrobić to swoje". Nikt z nich już nie wierzy, że da się nauczyć czegoś kogoś kto tego nie chce. Jeżeli chodzi o sprawy wychowawcze to każdy wie że wychowanie dokonuje się w domu , w rodzinie. Takie jest wychowanie jaki jest ten dom i tego nikt nie zmieni. Wspomnienia z rodzinnego domu są najważniejszymi w życiu wspomnieniami, oby były dla każdego dziecka najpiękniejsze. Niestety, na co dzień mam do czynienia z dziecięcymi dramatami z powodu nieodpowiedzialności rodziców. Niedawno czytałam wiersz 7 letniej dziewczynki o czarownicy, która zabrała tatusia. Osobiście powstrzymywałam agresję 6 latka, którego rodzice rozwodzili się i który w tej sytuacji zatracił poczucie bezpieczeństwa i desperacko wchodził w konflikty ze starszymi kolegami, w których od razu był na przegranej pozycji. Najsmutniejszy jest przykład niespełna 6 letniej dziewczynki pozostawionej przez rodziców na ponad 10 godzin w szkole, która znalazła sobie pocieszenie w nagminnym onanizowaniu się. Ma pani minister rację dziś dzieci dojrzewają s Odpowiedz Link Zgłoś
gdabski Re: Sześciolatki? W Warszawie nie ma problemu 19.12.08, 18:17 Jeśli mowa o podwarszawskiej miejscowości, to ten post jest nie na temat. Wątek dotyczy szkół w Warszawie. /Gdabski Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Warszawiak Miejscowości podwarszawskie to część W-wy! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.12.08, 08:46 Np.Wesola..;-))))))))))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
adri.anos Sześciolatki? W Warszawie nie ma problemu 15.01.09, 18:16 Jestem przeciwna aby mój syn poszedł do szkoły ale ,najbardziej wkurzyło mnie to że na nas próbuje się sztuczek ponizej pasa chca się posłużyć mamami 3 latów i nas poróżnić.Paranoja Odpowiedz Link Zgłoś