zagubiona11
31.10.08, 16:55
Dzisiaj, w piątek przed 1.11. zaczepiła mnie staruszka na ulicy.
Poprosiła, żebym jej kupiła coś do jedzenia (a dokładnie margarynę,
ryż w saszetkach i cukier). Zapytałam, dlaczego sobie sama nie kupi,
powiedziała, że pieniadze przyjdą w poniedziałek (może rentę miała
na myśli), że dostaje bony na obiad, ale jutro jest święto i
stołówka zamknięta. Stąd ta prośba. Zainteresowałam się bliżej,
powiedziała, że "podlega pod opiekę" na Pradze, że pieczywo już jej
jakaś pani kupiła (pewnie jakaś zaczepiona na ulicy, jak ja).
Pytanie do "opieki na Pradze" - czy ta pani była bezczelną
naciągaczką, czy w systemie opieki nad starszymi osobami jest
skandaliczna luka, która zmusza staruszki do żebrania na ulicach?
P.S.1 Jeśli ma to jakieś znaczenie dla sprawy, to zajście miało
miejsce w samym środku Wwy.
P.S.2 Jeśli ma to jakieś znaczenie dla sprawy, to owszem, zrobiłam
jej te zakupy.