Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina

    • Gość: gnoj jak stolica ciemnogrodu moze byc inna?? IP: *.vodafone-net.de 12.12.08, 19:39
      niemozlie, ciemni, chamscy ludzie, brak kultury, nie
      slychac 'przepraszam', pchaja sie , wpychaja, pluja, smierdza etc...
      wystarczy?
    • aniol.milosci To wina dentysty 16.12.08, 11:30
      To on spaczył tak wyjeżdzających warszawiaków, jak "odbiorców" ich
      zachowania:
      interia360.pl/moim-zdaniem/artykul/wstyd-i-trwoga,16243
    • Gość: przyjezdna Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina IP: 195.94.222.* 17.12.08, 11:09
      Mieszkam w Warszawie od 8 lat. Mam warszawski meldunek, a mój samochód tablice
      rejestracyjne rozpoczynające się od WW. Nie jeżdżę po wałówkę w weekendy do
      mojego rodzinnego miasta (nie wszyscy przyjezdni są z wiochy), którego prawa
      miejskie są starsze od tych nadanych Warszawie, a pomnik mojego ziomka
      (nienajpiękniejszy) stoi w Warszawie. Nie byłam też w Pałacu Kultury i Nauki,
      ale wiem, w którym miejscu w Warszawie znajduje się ulica, nazywana kiedyś
      Stołeczną i znam dawne nazwy Placu Bankowego, Powstańców i przez gardło mi nie
      przejdzie "rondo Radosława" Nie nazywam siebie "warszawianką", bo nie mam do
      tego prawa. Moje dzieci się tu urodziły i mam nadzieję, że pokochają to miasto
      jako swoje. Nie podoba mi się tutaj wiele rzeczy, ale w moim rodzinnym mieście
      też nie wszystko jest "naj". Mam swoje ukochane zakątki i zachęcam wszystkich
      znajomych polskich i "zagranicznych" do przyjechania tutaj. Znam również
      warszawiaków z dziada pradziada, którzy wstydzą się swego pochodzenia -
      przykład: urodzili się na prawym brzegu Wisły, całe dzieciństwo i młodość
      spędzili w okolicach rodna Waszyngtona, teraz mieszkają na Sadybie i do mnie,
      mieszkającej obecnie po prawej stronie Wisły mówią, że to nie Warszawa. U mnie w
      bloku rodowici warszawiacy wystawiają buty na korytarz, a worki ze śmieciami i
      dwa dni potrafią "cieszyć" innych lokatorów. I o kim to świadczy - o tych
      prawdziwych warszawiakach wychodzących na "dwór", czy o nas przyjezdnych
      wychodzących na "pole"?
      Moje dzieci mówią "na dwór" i na "pole", bo są uczone szacunku dla miejsca, w
      którym żyją, ale również do miejsca, z którego się wywodzą.
    • Gość: goodman Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina IP: 194.29.137.* 18.12.08, 18:56
      Wracajcie na wies.Naprawde tam jest wasze miejsce.Z powodu waszego
      pobytu jest wiecej klopotow niz
      porzytku.Kradzierze,chodzenie ,,STADAMI''po ulicach,zabieracie
      miejsca postojowe dla samochodow,tlok w komunikacji
      miejskiej,zanizanie stawek za prace a w przyszlosci
      chcecie ,,byc''Warszawiakami i zostac tu na stale.Naprawde kwestia
      urodzenia jest bardzo wazna.W kazdym urzedzie,banku,restauracji itp.
      nie mozna juz sluchac tego WASZEGO ,,zaciagania''.Swieze powietrze
      na wsi napewno zrobi WAM duzo lepiej.Mniej stresow dla WAS-SPOKOJ
      dla nas-WARSZAWIAKOW!!!Pozdrawiam wszystkich ze wsi!
      • Gość: niezaciągająca Re: Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina IP: 195.94.222.* 19.12.08, 12:52
        Warszawa nie jest jedynym miastem w Polsce, ale na pewno jest największą wsią na
        całym globie ziemskim, a zaciągają też warszawiacy ci od dziada pradziada. z
        twojej wypowiedzi widać, że mierzi cię mowa Polski wschodniej, ale Warszawa też
        jest położona na wschodzie Polski.
        Was po prostu nie można lubić, bo się nie da;(((((((((((((((((
    • warzaw_bike_killerz Mnie mozna przylapac, ze mowie Pola Mokotowskie. 19.12.08, 14:00
      I juz tlumacze dlaczego:
      Mieszkalem na Nowowiejskiej przy Warynskiego. Kiedy bylem maly,i wyprawialem sie
      na rowerze, z reguly tlumaczylem sie gdzie chce jechac. W owczesnym czasie nie
      bylo takiego wejscia na Pole Mokotowskie, jablka rosly przy Trasie
      Lazienkowskiej, byly boiska tenisowe, fontanna po srodku z odpadajacymi
      kafelkami ceramicznymi (trofea) itp. I byly Al Niepodleglosci, ktore odcinalo
      znane mi Pole Mokotowskie od dalekiego i zakazanego przez moja mame od drugiego
      Pola Mokotowskiego.
      Tak! Mama nie pozwalala mi przejezdzac przez kladke na druga czesc tego samego
      Pola. Bo tam byl Bolek. Znane miejsce milosnikow siedzenia na murku i zagryzania
      flaszki (bynajmniej nie kupionej w Bolku) wedzonymi rybami. Bolek byl obdarta
      buda, z lornetami i meduza do roku 1991 ca, bo kiedy tam studiowalem w okolicy,
      to jeszcze sie zalapalem na lornete z meduza od 13-tej. Pozniej zaminil sie na
      Eleganckiego Bolka (sponsorowanego przez marke piwa EB - jak ktos pamieta)
      Rodzice nie pozwalali mi przejezdzac przez kladke i jezdzic kolo tej szpetnej
      speluny z pijakami (biblioteki tez tam nie bylo!).
      Pozniej, kiedy juz bylem starszy majac te jakies 13-14 lat, wreszcie na pytanie,
      "gdzie jade", moglem odpowiedziec, ze w okolice speluny, bo z kolegami sie
      umowilem przy Skrze. Baseny byly wowczas czynne i popularne. Wtedy mowilem na
      "duze pole", bo male pole, to bylo wlasnie te przed Niepodleglosci. I tak mam
      wkodowane, ze sa dwa pola - male i duze. Czasami sie zapominam i mowie Pola
      Mokotowskie. Ale mnie wolno - wszak jestem z Warszawy!
      • Gość: Ania Re: Mnie mozna przylapac, ze mowie Pola Mokotowsk IP: *.aster.pl 19.12.08, 16:20
        Tobie wolno, ja też tak mówię.
    • Gość: ursynów wita może i temat na artukuł fajny IP: *.bethere.co.uk 21.12.08, 18:08
      ale autorka leje w nim wodę i męczy takim pitoleniem
    • Gość: babcia Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.12.08, 19:16
      Moi rodzice i dziadkowie urodzili się w Warszawie (gdzie
      wcześniejsze pokolenia - nie wiem). Przez kilkadziesiąt lat nie
      czułam niechęci do ludzi z innych miast. Przyjezdni którzy wchodzili
      do mojej rodziny, z którymi pracowałam to byli mili, sympatyczni
      ludzie. Nigdy nie słyszałam, że nienawidzą Warszawy, nikt nie mówił
      plac Łylsona, nikt na klatce nie trzymał śmieci i butów. 15 lat
      temu to się zmieniło. W pracy pojawili się młodzi ludzie którzy
      dzień zaczynali narzekaniem na to okropne miasto w którym przyszło
      im żyć. W pokoju na 6 osób tylko ja byłam z W-wy, pozostała 5 dzień
      w dzień jęczała jaka ta Warszawa jest straszna. Dowiedziałam się
      też, że pl.Wilsona to mówią tylko ci co nie znają angielskiego i nie
      widzą jak się mówi poprawnie. I to powiedziała mi koleżanka, która
      nie potrafiła się nawet po angielsku przedstawić.
      Na klatce pojawili się młodzi ludzie a wraz z nimi worki ze
      śmieciami i buty. Naprawdę przedtem nigdy się z tym nie spotkałam,
      teraz mam to codziennie.
      A prowiantu przywożonego z domu, od mamy zazdroszczę koleżankom co
      poniedziałek, kiedy ja jem kupne kanapki a one pierogi i inne cuda.
    • escott Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina 29.12.08, 03:50
      O rany. Ja te wszystkie rewelacje o wpadkach zdradzających
      przyjezdnych poznałam dopiero jako przyjezdna do Warszawy z Krakowa.
      Że "Wilsona" to z głośnika w metrze i od koleżanki, że teraz taka
      moda na rdzenne w-arszawskie w-ilsonowanie. Podziemi pod centralnym
      nie opanowałam nigdy. Wystawiam głowę, by po raz kolejny się
      przekonać, że oznaczenia w przejściu są skopane i pocieszyć się, że
      może już nigdy Pekinu nie znajdę i poziom mojej satysfakcji z życia
      wzrośnie. Że Warszawa nie jest brzydka to mi nikt w twarz nawet nie
      usiłował wmawiać :D O "śmieciech" to dopiero dziś usłyszałam, całe
      życie śmieci wynosiłam. Ciekawe. Bo zanim przybyłam do Warszawy z
      bólem zębów i na chwilę jako przyjezdna z Krakowa, spędziłam tu byłam
      ponad osiemnaście lat od dnia narodzin do zdania na studia i
      szczęśliwej ucieczki. A i rodzina od pokoleń trzyma się jakoś
      dzielnie w takiej stolycy elytarnej i wymagającej... Ja widać po
      prostu nie dorosłam do poziomu :D No cóż.


      href="heterousia.blogspot.com" target="_blank"> Filozoficzne
      Pranksy Sherlocka</a>

      Forum Sherlock Holmes
      • escott Re: Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina 29.12.08, 10:52
        A jeżeli to jest "Pole Mokotowskie" a nie "Pola" to muszę poważnie
        się zastanowić, czy w ogóle miałam zaszczyt jakiegoś rdzennego
        warszawiaka poznać w życiu.
        • Gość: Bertorelli Re: Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.08.09, 23:02
          Widocznie jest was tu za dużo i nigdy nawet nie spotkałaś prawdziwego
          Warszawiaka, tylko widywałaś samych przyjezdnych...
    • Gość: zw Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina IP: *.inco-veritas.pl 29.12.08, 11:57
      Ja też mówię Łilsona. Nie wiedziałam, że to coś demaskuje... Problem
      polega na tym, że ja się tu urodziłam, ale wtedy to było Komuny
      Paryskiej, chociaż nie pamiętam tego sama, tylko mi rodzice mówili ;-
      )) W "nowych" Warszawiakach denerwuje mnie tylko jedno, kiedy
      narzekają na Warszawę, że jest be, a gdzie indziej jest super i
      cacy. I jeszcze nie mają problemu, żeby ponarzekać tak do mnie
      wiedząc, że sprawia mi to przykrość. Chyba mają jakieś kompleksy. Ja
      szanuję lokalny patriotyzm i uważam, że każdy ma prawo najbardziej
      kochać "swoje" miasto, ale żeby nie wiem jak nie podobało mi się
      miasto X nie powiem tego jego mieszkańcom. Dlaczego Warszawiakowi
      można powiedzieć o Warszawie dowolną ilość nieprzyjemnych rzeczy?
      • escott Re: Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina 29.12.08, 12:30
        A to to bardziej ogólna kwestia. Jak warszawiakiem jestem wyrodnym do
        potęgi, tak nie pozwalam sobie na brutalne krytykanctwo w rozmowie z
        kimś, kto to miasto kocha, niezależnie od tego skąd ów ktoś pochodzi.
        Osobiście nie znoszę, jak rodowite krakusy najeżdżają przy mnie na
        miasto, w którym ja się z kolei nie urodziłam, ale które wybrałam i
        pokochałam jak swoje. To zwyczajnie kwestia taktu jest i szacunku dla
        cudzych uczuć, jakkolwiek niepojęte by nam się nie wydawały ;) .
    • Gość: Magda Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina IP: *.unused.derbynet.waw.pl 09.01.09, 11:51
      Mieszkam w Warszawie 8 lat. Pochodzę nie ze wsi, lecz z innego
      miasta.
      Podaję cechy charakterystyczne dla mnie:
      -do swego rodzinnego domu jadę 1x na miesiąc
      -od 8 lat nie skorzystałam tam z żadnej usługi, ani też nie robiłam
      zakupów, do fryzjera, kosmetyczki, na masż, na trening chodze tutaj
      -znam każdą dzielnicę W-wy, bo pierwsze, co zrobiłam po przyjeździe,
      to przeczytałam o jej historii i złaziłam wszystkie ciekwe zakątki,
      obejrzałam kompletnie nieznane rdzennym Warszawiakom zabytki i
      zakamarki (mam porównanie, zwykle nie wiedzą, o czym mówię, gdzie to
      jest, a mieszkają tu np 40 lat)
      -do teatru chodzę od 8 lat przynajmniej 1x-2x w miesiącu, mój rekord
      to 6 razy teatr jednego miesiąca
      -w Zachęcie jestem 1x na 2-3 miesiące
      -wszystkie dostępne muzea zwiedzam cyklicznie, w zależności od
      atracji, jestem przynajmniej 1x na dwa miesiące
      -jestem na wielu kulturalnych portalach lokalnych i każda ciekawa
      impreza typu np spotkanie z Krafftówną, czy Zanussim w Gazeta Cafe -
      jestem obecna
      -chodzę regularnie na wykłady i odczyty, próby czytane do
      Labolatorium Dramatu, Teatru Rozmaitości i Collegium Nobilium.
      Nie chce mi się więcej wymieniać, ale jest tego dużo, znam miasto,
      jego historię i ducha.
      Większość warszawiakow znanych mi nie wie, ile kosztuje np bilet do
      teatru, więc uwierzcie, że nie jest to 30 zł.Za wszystko płacę. To
      miasto zarabia na mnie, jak szlag. Zmieniłam dotychczasowe na inne
      nie z powodu pogoni za pracą. Ale jak postanowiłam tu zamieszkać, to
      wiedzialam, że musze je poznać.
      Moja konkluzja - warszawiacy nie znają Warszawy i mało o niej
      wiedzą. może dlatego, że nie ruszają sie poza własna dzielnicę! To
      byl dla mnie szok, nie potrafię do dziś tego zrozumieć! Na moje
      pytanie - "Ale dlaczego??", odpowiadają - "No, bo mam wszystko pod
      ręką, na miejscu, po co mam gdzies na drugi koniec jechać.."
      Są pasjonaci, lubię z nimi gadać o Warszawie, ale jest ich tak
      mało...
    • Gość: Stoko NIE dla napływu IP: *.aster.pl 21.01.09, 23:32
      jw.
      • Gość: johnzi Re: NIE dla napływu IP: *.eranet.pl 12.02.09, 23:54
        Jestem Warszawianka od wielu wielu pokoleń. Nie mylcie tego... z
        ludzmi który przyjechali tu bedac małymi dziećmi i sadza ze juz mogą
        przyjąć ten zaszczyt,to nie oni ,dopiero kiedy ich dzieci beda miały
        swoje dzieci to te ostatnie beda Warszawiakami... to cos w rodzaju
        oczyszczenia krwi.:]Napisałeś tak wiele ze nie jestes z Warszawy ale
        chodzisz do wielu miejsc:] smiech mnie ogarnia (przepraszam moze nie
        potrzebnie -wiec nie gniewaj sie.Bardzo cieszy mnie fakt ze chcesz
        ja poznac... ale same ksiązki nie wystarczą... trzeba poczuc ja:] i
        wsłuchac sie w jej rytm.
        Ciesz sie wzbogaciłes swoja wiedze, ale to ze chodzisz do
        teatru ,galerii
        i wymieniasz tyle razy to włąsnie widac ze nie jestes stąd janie
        wymieniam... bo po co nie sposób tego zliczyc i nie chce bo kazde
        miejsce budzi we mnie wiele emocji.
        Pamietaj zawsze będa ludzie którzy nie będa doceniac piekna
        stolicy, i ci którzy beda sie gubić na ulicach ... . Ale nigdy nie
        staraj sie mówic ze jestes lepszy... bo ja Ci mowie ze nie
        jestes.Może masz wiedze...ale to cos zupełnie innego niż mądrość.


        Dobra rada ... wsłuchaj sie w rytm tego miasta i poczuj go!!
        zobaczysz ze jest w tym coś wiecej niz to co napisałes.
        • sunday Żaden to zaszczyt. 02.11.10, 21:48
          > Jestem Warszawianka od wielu wielu pokoleń. Nie mylcie tego... z
          > ludzmi który przyjechali tu bedac małymi dziećmi i sadza ze juz mogą
          > przyjąć ten zaszczyt

          Żaden to zaszczyt. Każdy przecież skądś jest. Ty z Warszawy, inny z Elbląga, jeszcze inny z Berlina, Moskwy, Harbinu lub z Jasła. I co za różnica?
    • Gość: Martynika Re: Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.09, 19:59
      Jestem Warszawianką od kilku pokoleń.
      Żyję w moim mieście już 53 lata. Tutaj są groby moich bliskich i
      szpital gdzie urodziłam się ja, a potem moja córka.
      Rodzice i dziadkowie "pokazali" mi miasto jakie było kiedyś.
      Znam Warszawę poobijaną, ze śladami zniszczeń powojennych. Patrzyłam
      jak powstawały nowe osiedla, zmieniały się nazwy ulic. Warszawa ma
      na pewno sporo wad, ale to mój dom. A od gości wymagam aby szanowali
      tradycje jakie w tym domu panują. Co nie wyklucza, że goście mogą do
      tej tradycji wnosić swoje wartości. Nie rozumiem natomiast
      wiecznego utyskiwania, że Warszawa okropna. Przecież nikt nikogo nie
      zmusza do mieszkania tutaj. Są inne miasta, więc dlaczego akurat
      wybieracie Warszawę ?
    • Gość: stary warszawiak Re: Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.09, 18:48
      nistety uwielbiam warszawe w czasie swiat jak boze narodzenie ale
      najbardziej w czase swiat wszystkich swietych bo element naplywowy
      wyjezdza na groby rodzinne bo tego jeszcze nie zdazyli przeniesc ze
      soba.wtedy z przyjemnoscia spaceruje i nie musze patrzec na te twarze
      burakow ktorzy zatopili to miasto .tacy jak czarek pazura czy doda
    • Gość: W-wa Re: Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina IP: 82.160.142.* 21.04.09, 10:29
      mnie zawsze bawi jak wies wraca do domu w piatek, ciagną puste
      walizy na wałówkę i jada nowi WARSZAWIACY do domu:-))
    • magnamalia Re: Warszawiaku, nie mów: To wszystko wasza wina 05.05.09, 11:48
      To nie kwestia bycia przyjezdnym. To kwestia zabrania ze sobą mózgu jak się
      wyjeżdża z małej ojczyzny. Autorka swój zostawiła na Śląsku.
    • mlotek.paramonowa Co za zakompleksiona pinda 05.05.09, 12:02
      Szkoda, ze takiemu buractwu gazeta stołeczna pensyjkę płaci, zamiast
      jakiemuś warszawiakowi.
    • Gość: krak.us To może Warszawa vs Kraków? IP: *.techentrance.com 06.06.09, 02:42
      No to ja może swoje 3 grosze ale z perspektywy innego dużego ogranizmu miejskiego...

      * A gdzie to miasto, z którego jesteś?

      W Krakowie też kiepsko znają geografię;)

      * A co się tam robi wieczorami?

      No właśnie.. co tam się robi wieczorami?

      * Jak w niedzielę korek do Warszawy zaczyna się w Jankach, to wiadomo, że wracają ze wsi do miasta z wałówką.

      Jak w niedzielę zakopianka zatkana a korek się ciągnie do Myślenic, bo warszawka wraca do domu po lansie na Krupówkach, to się wraca przez Dobczyce... ale trasa przez Wieliczkę również zatkana, gdyż Krakusy z Tarnowa z domu wałówkę wiozą;) Akurat wszyscy się lansują i z domu wracają jak na złość dokładnie wtedy, kiedy sami wracamy z weekendu.

      * Zabieracie nam pracę i psujecie rynek, bo godzicie się tyrać za grosze

      Żeby tylko pracę, Najechało tych spragnionych kultury, jak się moda na Kraków zrobiła i cena metra kwadratowego od razu się zrobiła astronomiczna - w Warszawie to taniocha;)

      * Powtarzacie ciągle, że Warszawa jest brzydka, więc po co tu siedzicie i zabieracie powietrze?

      I jeszcze marudzą, że rowerem nie da się jeździć bo chodniki za wąskie i wolnaamarykanka na wiecznie remontowanych ulicach a ścieżek brak. (Kraków też jest brzydki - wystarczy postawić nogę poza Alejami a znajdzie się dokładnie ten sam syf, co i wszędzie)

      * Przyjechali ze swoich wiosek, to niech szanują gospodarza i po sobie sprzątają.

      A jak już przyjechali, to ten syf poza Plantami po nas mogą też posprzątać;)

      * Idą do zoo, Pałacu Kultury, a potem tylko siedzą w mallach. Teatr znają tylko z afisza.

      Idą do Lasu Wolskiego (ZOO tu mamy) albo pojeździć na rolkach na Błoniach a potem tylko siedzą w Galerii Krakowskiej albo rozbijają się po knajpkach w okolicach Rynku albo na Kazimierzu.

      * Już lepsi są imigranci z Europy. Tam przynajmniej ludziom od dziecka wpaja się kulturę.

      No właśnie najechało się tego do najkulturalniejszego miasta we wszechświecie i myślą, że jak tu posiedzą, to będą równie kulturalni jak my:)

      Do tego na dwór chodzą, paniska mi wielkie, od centusiów wypominają, nie wiedzą gdzie była ulica Bohaterów Stalingradu, Aleja Koniewa i że najlepsze hot-dogi są w Alabamie na Matecznym - no dobra, przesadzam - o Alabamie pewno wiedzą;)

      konkluzja zatem moja następująca: "psy szczekają, karawana jedzie dalej" - i tyle w tym temacie;)
    • Gość: piromanka moja warszawska antycypacja winy IP: *.chello.pl 04.11.09, 20:18
      bardzo mi przykro, że mam w mieście zaplecze w postaci rodziny i
      znajomych ze wszystkich etapów edukacji, na poczet odkupienia win
      weźcie mi to drodzy ludzie "skądś tam", że ja nie mam warzywek i
      owoców z pola rodziców, ani świeżego mięska i mleka z chowu
      dziadków, że jak chcę gdzieś do głuszy pojechać na wywczas to muszę
      jakiemuś tubylcowi rzucić kasą bo nie mogę po prostu się wprosić do
      kumpeli z klasy
Inne wątki na temat:
Pełna wersja