W Zachęcie jak na placu zabaw dla dzieci

    • Gość: artysta W Zachęcie jak na placu zabaw dla dzieci IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.03.09, 14:08
      Tłum ludzi z dziećmi, połowa instalacji albo nie działa albo musi obsługiwać
      taką liczbę interaktywnych, że nie widać żadnej interakcji.
      Pan Pilnujący zeznał, że najlepiej działało jak nie było zwiedzających, tzn.
      przed wernisażem. Mógł wszystkiego spróbować i była interakcja.
      Kto chce oglądać niech złoży CV w sekretariacie Zachęty...
      Tymczasem doradzam spacer na świeżym powietrzu i interakcję jaka zachodzi przy
      rysowaniu patykiem po piasku. Działa.
    • Gość: calineczka W Zachęcie jak na placu zabaw dla dzieci IP: 87.204.23.* 12.03.09, 14:59
      Nie wm jak mozna naglasniac taki niewypal. I probowac komus
      wartosci - ktorych nie ma.
    • Gość: mamant Re: W Zachęcie jak na placu zabaw dla dzieci IP: 87.204.245.* 12.03.09, 16:53
      Wystawa w Zachecie to nie jest Kolorado, Hula-kula i basen z
      pileczkami w Ikei. Ten kto oczekuje takich atrakcji wyjdzie
      zawiedziony. Szkoda, ze nikt nie pisze, ze to jest mala wystawa
      (tylko 3 sale)i 5 obiektów. Ale przekaz wystawy jest dosyc prosty: 1
      galeria sztuki wspolczesnej to tez miejsce dla dzieci, 2 - kolor,
      perspektywa, faktura to abc plastyki. Od czegos trzeba zaczac.
      Kubiki RGB to super zabawa. Malowanie swiatlem tez, choc oczywiscie,
      dla tych co na co dzien spedzaja czas na grach komputerowych to nic
      takiego. Pewnie ta wystawa nie zadowoli wszystkich, ale fajnie, ze
      Zacheta sie stara. Niech inne instytucje tez sie postarają!!!! Za
      malo jest takich miejsc w Warszawie!!!
    • Gość: zenon W Zachęcie jak na placu zabaw dla dzieci IP: 87.204.245.* 12.03.09, 17:56
      Jak widzę z komentarzy, najbardziej wszystkim przeszkadza duża promocja
      wydarzenia.... I, że nie można "tak jak się chce", tylko są jakieś reguły.
      Może rodzice powinni stosować przynajmniej normy "nie kop Pana, bo się
      spocisz"? Brawo dla krytyków za konstruktywne podejście do tematów wystaw dla
      dzieci. Trochę wygląda mi to na polskie narzekające podejście. A szkoda, bo
      wreszcie coś fajnego, bezpretensjonalnego i dla dzieci
    • Gość: Postosek W Zachęcie jak na pl zabaw dla dzieci - BAWCIE SIĘ IP: *.sup.waw.pl 12.03.09, 20:56
      Wystawa świetna, zabawa - przednia.
      Ci co to wściekają się, że brak organizacji, bałagan itp. popełniają kilka błędów:
      1. Jest to WYSTAWA a nazwa plac zabaw jest pewną przenośnią opisującą pomysł
      na interakcję dzieci ze sztuką.
      2. Zachęta, jak na moje oko, nie była przygotowana aż na taki zalew ludności.
      Ostatni raz widziałem tam tyle ludu na Wilkoniu a teraz ponoć mają tak nie
      tylko w weekendy.
      3. Sam widziałem jak jakiś dziki rodzic bawił się nieodpowiedzialnie mieczem
      świetlnym, który zniszczył. Inna Pani pozwoliła dziecku wejść NA kubiki itd..
      Szaleństwo i nieokrzesanie. Czyżby ludzie nie odróżniali pojęć? Może Zachęta
      popełniła błąd nazywając to wprost "placem zabaw"? Ale jak miała tę wystawę
      nazwać?!
      Myślę że uwagi krytyczne pochodzą w dużej części właśnie od ludzi, którzy nie
      rozumieją tej różnicy: nie jesteśmy w piaskownicy tylko w Zachęcie.
      A bawcie się tak, jak Wam na to pozwalają. Nie miejcie podejścia klient -
      sługa. Skupcie się na samej sztuce i przekazie. No i zabawie. :)))

    • Gość: adam_ski Re: W Zachęcie jak na placu zabaw dla dzieci IP: 195.95.164.* 13.03.09, 10:20
      Zacznijmy od tego, że dla przeciętnej (choć nieprzeciętnej)
      sześciolatki cała wystawa jest na pół godziny zainteresowania :-)

      Labirynt z kolorowych kubików - zapewniam twórców, że żadne z widzianych dzieci
      nie zwróciło uwagi na "mieszanie barw". Zresztą cóż to za mieszanie barw przez
      nakładanie filtrów RGB, lol. Pani z młoteczkiem do zmontowywania tego
      wszystkiego do kupy była.

      Malowanie po ścianie - polega to na tym, że poruszamy czymś świecącym, a na
      ścianie pokazują się pikselowate różnokolorowe maziaje - coś jak sfilmowany
      obraz ruchu w lampie stroboskopowej. Generalnie ciężko było cokolwiek namalować,
      a najlepsze efekty uzyskiwało się machając bez ładu i składu "świetlnym
      mieczykiem" na wszystkie strony. Myśleliśmy, że da się tym jak pędzelkiem
      "namalować" coś na ścianie, ale guzik.

      Obraz "kamienie, woda, trawa, kora, para" - najpierw myślałem, że chodzi o to,
      ze tak się oderwaliśmy od natury, że trzeba dzieciom pokazywać te rzeczy na
      wystawie. Ale nie. Machanie rękoma nad tym miało zmieniać kolaż wyświetlany na
      ścianie, ale... on się zmieniał i tak, i chyba niezależnie od tego. A może za
      dużo dzieci machało rączkami i przekładało kamyki. Najzabawniejsze było, jak
      panienka z obsługi mentorskim tonem rzekła do trzylatka "A jak pomachasz rączką
      nad tą chmurką, to jak myślisz, co się pojawi na ekranie?". Popatrzyliśmy
      wszyscy stojący i chórem zawołaliśmy "Kaktusy!" Skonfundowana pani wymamrotała
      tylko, że "komputer się czasem spóźnia".

      Bopi (bębenki) były nieczynne. Dzieci popsuły?

      Przesuwanki ze zmianą perspektywy - pomysł fajny, tylko że to jak tańczenie o
      architekturze.

      Jasny punkt to sala z wyświetlanymi starymi polskimi filmami animowanymi, i
      bynajmniej nie "Kotem Filemonem" czy "Marcelim Szpakiem" - same fantastyczne
      unikaty z czasów, kiedy bardziej dbano o narrację, przekaz, pomysł, zaskakiwanie
      widza, niż o efekty specjalne. Widziałem, jakim szokiem poznawczym jest prosta
      historyjka o ożywającym kocie z rysunku i jego pogoni za sprytną myszką.
      Dziesięć razy prostsze niż Tom i Jerry, i dziesięć razy bardziej wciągające.
      Plus fantastycznie wygodne poduchy do położenia się na (Młoda zniosła sobie całą
      stertę i ułożyła się jak królewna ;-) ale później się ładnie podzieliła z innymi
      dziećmi).

      Po raz kolejny wychodzę z Zachęty z natrętnie powracającym przypuszczeniem, że
      ktoś mnie robi w konia. Cóż, może tak właśnie wygląda sztuka konceptualna. Jeśli
      ktoś ma wolne czwartkowe popołudnie (wstęp gratis ;-) i ochotę, to nie będzie
      żałował. Co do nas, chyba więcej stymulacji zapewnia przeciętny, nowoczesny plac
      zabaw. Ale podobno w Zachęcie jest Sztuka, więc żeby nie wyjść
      na prostaków, będziemy czasem chodzili.
    • Gość: monika n. W Zachęcie jak na placu zabaw dla dzieci IP: 77.223.228.* 14.03.09, 17:34
      polacy, jak zwykle narzekają, zamiast sie cieszyc z takich inicjatyw, ja
      popieram całym sercem takie wystawy, oby takich wiecej i na większą skale!!!
      • Gość: Budlog Re: W Zachęcie jak na placu zabaw dla dzieci IP: *.gprs.plus.pl 15.03.09, 00:33
        Być może Zachęta nie podołała, ale też wystawa nie dla każdego. Jak
        ktoś myśli że oszczędzi pare złotych (bilet rodzinny bodaj 17 zł,
        godzina w Kolarado czy innym syfonie ponad 20 zł) też się grubo
        myli, bo jeżeli dziecko spodziewa się Kolorado czy innego HulaKula
        to rzeczywiście się rozczaruje. To nie jest wystawa prototypów
        zabawek! I rzeczywiście bez sensu jest zwiedzanie jej w tłumie,
        jeżeli w dodatku odporność eksponatów została poważnie naruszona.
        Ale też pisanie że same pomysły sa badziewne świadczy o badziewiu
        jakie gnieździ się w mózgu piszącego.....One są po prostu INNE niż
        Kidiland, gry komputerowe itp. NIe działają na zasadzie prostej i
        przyswajalnej reguły - wynik jest nieoczekiwany i każdy może go
        odczytać po swojemu. Bo właśnie o to chodzi w sztuce!
    • Gość: kapulo W Zachęcie jak na placu zabaw dla dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.03.09, 16:52
      porażka,nie polecam,można ciekawiej spędzić czas...
    • Gość: mama Pl W Zachęcie jak na placu zabaw dla dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.09, 01:31
      A ja byłam na wystawie gdy była wcześniej w Gdańsku, i teraz drugi raz: w
      Warszawie. To, co dzieje się w Zachęcie jest dalekie od tego co można było
      zobaczyć w Gdańsku: tam wszystkie eksponaty były całe i wszystko działo. W
      Warszawie wszystko jest porozwalane - wygląda tak, jakby nikt tego nie
      pilnował. Wiem, że ta wystawa może funkcjonować dobrze (mówię o tych obiektach
      gdzie było można coś uruchomić przez dotykanie albo malowanie światłem). W
      Zachęcie jest po prostu za dużo ludzi! W samej kolejce stoi się godzinę. Te
      zabawki musiały by być pancerne żeby wytrzymać taki przepływ ludzi.
Pełna wersja