Dodaj do ulubionych

Gruboskórne obyczaje warszawskie

IP: 212.160.148.* 20.02.09, 12:22
tak, tez wkurzaja mnie gruboskorne zachowania tzw Warszawiakow - czyli
przyjezdnych, ktorzy mieszkaja tu latami a i tak uwazaja, ze sa tu "tylko na
chwile" i zaraz wroca do siebie
po co poznawac ludzi?
po co sie im przygladac?
po co z nimi rozmawiac?
po co tracic czas
lepiej pracowac, zarabiac i uciekac
smutne, zalosne ale prawdziwe
Obserwuj wątek
    • krwe Gruboskórne obyczaje warszawskie 20.02.09, 12:33
      No to ja mam szczęście mieszkać w normalnej okolicy :).U mnie wszyscy sąsiedzi
      są jeśli nie na"cześc" to przynajmniej dzień dobry jest zawsze.Przytrzymywanie
      tak że drzwi jest normalnością.Młodzież jest miła bo nikt już na nich nie nasyła
      strażników miejskich.
      Co do ciszy w tramwajach to rzeczywiście jest nie do zniesienia.ja zawsze żeby
      ją zabić sięgam po komórkę i gadam :)
      Pozdro kochana Warszawa !
    • Gość: Praska Zastawa Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.09, 12:36
      Zacznijmy od tego ilu Warszawiaków jest w Warszawie...
      Ile takich zachowań zostało przywleczonych z prowincji.
      Jestem Warszawiakiem w siódmym pokoleniu.
      Może jeździmy innymi liniami z Autorem tego artykułu bo ja się do ludzi uśmiecham w tramwaju, zagaduję, ustępuję miejsca i nie spotykam się jakimiś atakami.
      Na mojej klatce w kamienicy na Grochowie, Warszawiacy mówią sobie "dzień dobry". Natomiast jeśli jakiś buc przechodzi i udaje, że nie widzi to dogania go pytanie "czy zaprzestało powitań sąsiadów w Pani/Pana stronach?"
      Na koniec dodam, że boli mnie mówienie o moim mieście - mieście Bohater, które tyle przeszło, wycierpiało - warszawka...
      Jest to obraźliwe dla rodowitych mieszkańców jak i pamięci Tych, których krew wsiąkła w warszawski bruk.
      A niestety trzeba powiedzieć otwarcie - złą opinię, głównie robi Warszawie ten "napływ", który to po roku, dwóch latach mieszkania robi się "bardziej" warszawki niż my, ci z dziada pradziada, czujący ducha i tętno Warszawy.
        • Gość: 1029384 Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: 94.254.227.* 20.02.09, 13:10
          Warszawa Warszawą, a jest taki zwyczaj w górach że mijanych turystów pozdrawia
          się zwykłym cześć lub dzień dobry, lub zagaduje jakimś zdaniem. Otóż ostatnio
          coraz z tym gorzej - w tatrach tylko co drugi człowiek odpowiedział mi na takie
          pozdrowienie. Niektórzy patrzyli podejrzliwie (dodam że wyglądam zupełnie
          przeciętnie w pozytywnym tego słowa znaczeniu).
          Ech, no ale telewizja lansuje takie wzorce zachowań, że warto być chamskim,
          opryskliwym i przejawiać zero kultury, to potem ludzie to przejmują, bo
          wpatrzeni w tę telewizję jak w guru jakieś... ech
          a kto bardziej w tej telewizji chamski ten większym guru jest.

          Świat byłby taki piękny gdyby wszyscy zachowywali minimum życzliwości dla drugich...
          • dorsai68 Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie 20.02.09, 14:54
            Prawda. Wydeptuję szlaki od pacholęcia niemal i zawsze pozdrawialiśmy się z napotkanymi wędrowcami. Od kilku lat jednak pozdrowienie na szlaku zbyt często zbywane jest milczeniem i podejrzliwym spojrzeniem.
            Ciekawe, że w tej "cichej podejrzliwości" prym wiodą ludzie w sile wieku, a nie ta "dzisiejsza młodzież".
      • Gość: tirupati Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: *.acn.waw.pl 20.02.09, 14:30
        Smutno mi że takie nieszczęście spotkało Warszawę i że Wy
        Warszawiacy ponieśliście zupełną klęskę w cywilizowaniu przyjezdnego
        motłochu z prowincji... Naprawdę godne współczucia:( Jakże smutne
        jest to że musicie się męczyć z całym tym chamstwem ze wsi i
        miasteczek. I jak dobrze mają inne duże polskie miasta, gdzie 100%
        mieszkanców to rdzenni obywatele, członkowie rodzin zasiedziałych w
        nich z dziada i pradziada. Łączę się z Wami duchem Prawdzwi
        Warszawiacy i życzę Wam żebyście się rozmnażali jak Arabowie, żeby
        nie dać się skolonizować Trzeciemu Światu...
      • Gość: pm Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.02.09, 20:11
        "Jest to obraźliwe dla rodowitych mieszkańców jak i pamięci Tych, których krew
        wsiąkła w warszawski bruk." - o żesz... ale patos! a tak w ogóle to krew nie
        wsiąka zbytnio w bruk, najwyżej na nim zasycha. bruk jak to bruk jest kamienny :P

        "złą opinię, głównie robi Warszawie ten "napływ", który to po roku, dwóch latach
        mieszkania robi się "bardziej" warszawki niż my, ci z dziada pradziada, czujący
        ducha i tętno Warszawy." - o, jeszcze lepiej (tzn. gorzej). no siódme pokolenie
        to w końcu nie jest znów tak dużo, raptem 200 lat... (tak, to złośliwość). mnie
        sie po prostu wydaje, że warszawiakiem można zostać już na drugi dzień po
        przyjeździe, tylko po prostu trzeba się tu odnaleźć. inni nie odnajdą się tu
        nawet po pięćdziesięciu latach. skąd to poczucie wyższości u autora?! siedem
        pokoleń zobowiązuje/uprawnia do pogardy (użyte słowo "napływ")?
      • Gość: Gosciu Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: 94.254.157.* 21.02.09, 12:30
        Czesc!

        O tym naplywie niestety racja. :( U mnie na klatce tez mieszka taka
        rodzinka z Pcimia Dolnego, ktora uwaza sie za Warszawiakow. Kazdemu
        przyjezdnemu wyzywaja od wiochmenow (no bo oni juz tu 'som' tyle
        czasu, to znaczy, ze z nich 110% Warszawaiacy). A tymczasem ich
        zachowania wyraznie pokazuja, ze wychowali sie na jakims strasznym
        zadupiu, gdzie sasiada to chyba widzieli, jak roztopy sie skoczyly
        ;) i co za tym idzie, nie mieli okazji nauczyc sie zycia wsrod
        ludzi. Psuja atmosfere sasiedzka i opinie Warszawiakom, dokadkolwiek
        pojada (bo rzec jasna podaja sie za Warszawiakow).
        Smutne.....nasze miasto najezdzaja barbarzyncy, a pozniej ci sami
        barbarzyncy je krytykuja :(

        Pozdrawiam,
        robal.
      • Gość: EUROpejczyk Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: *.acn.waw.pl 21.02.09, 21:07
        Miasto - Bohater, ta krew wsiąknięta i każdy kamień nią przesiąknięty. Jak widać radzieckie zwyczaje "miast-bohaterów" + ileś lat nachalnej propagandy martyrologicznej zrobiło swoje. Dziwne to? Nie! Jak się od najmłodszych lat tłoczy w dziecięce główki wieczne martyrologie powstań, wojen, ofiar, to w dorosłym życiu tak się mówi i taki światopogląd wyznaje. Ja jestem odporny na indoktrynacje a że jestem stąd, z największego i najbardziej jednak kosmopolitycznego miasta tego kraju, jest mi łatwiej zachować własną tożsamość, osobowość i indywidualną odrębność.
        Nie ze zną wzniosłe gadki o wsiąkłej krwi, nie ze zmną bicie klesznych dzwonów, nie ze mna walenie w bębny na kolejnym z rzędu apelu poległych. Moje miasto, moja Warszawa to MOJE WŁASNE wspomnienia z dzieciństwa, z młodości, związane z każdą dzielnicą z osobna, z tak wieloma miejscami, rozsianymi po całym mieście i okolicach, jak np. Konstancin, Klarysew. To są własne moje wspomnienia, to jest MOJA WARSZAWA, a nie żadne tam martyrologiczne przemowy i pomniki. Dla mnie jedno zdjęcie Ogrodu Saskiego znaczy więcej od dziesiątek pomników i publikacji o Powstaniu itd. Sam sobie zbudowałem własną tożsamość i sam sobie zbudowałem własne więzy z mym miastem. Nie potrzebowałem i nie potrzebuję do tego żadnych zewnętrznych agigatorów i piewców patriotyzmu.
    • Gość: dell Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: *.u.itsa.pl 20.02.09, 13:08
      Ci którzy w Warszawie się urodzili i mieszkają tu "od zawsze", nie
      mają takich odczuć w stosunku do tych, którzy się tu urodzili i
      mieszkają tu "od zawsze". Oni wszyscy są u siebie. Zjawiska o
      których Pan pisze dotyczą prawie wyłącznie "imigrantów". Wystarczy
      tzw. długi weekend aby zaobserwować radykalną zmianę w nastawieniu
      do bliźniego w tramwaju, na ulicy, w sklepie i windzie. Oczywiście
      na lepsze. Powód? Wyjechali do domu ci, którzy nie są w Warszawie u
      siebie. Opinię warszawiakom psuje tłum "obcych" przewalających się
      codziennie ulicami i ... korytarzami sejmowymi.
      • katka08 Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie 20.02.09, 13:50
        Z komentarza powyżej, wsnioskuję, że "prawdziwi Warszawiacy" nie
        wyjeżdżają na weekendy. Podczas urlopu również nigdzie nie
        wyjeżdżają? ; )
        Tylko ci przyjezdni tacy źli, nic im się nie podoba, są
        niekulturalni i w ogóle niech wracają do siebie na wieś, bo przecież
        dla większości "prawdziwych rodzimy Warszawiaków" każde inne miasto
        to wieś.

        Pozdrawiam,
        Przyjezdna, która mówi "Dzień Dobry" sąsiadom, czeka w windzie na
        sąsiada i usmiechająca się do ludzi. Ale nie w tramwaju, bo nie
        korzystam.
      • Gość: tirupati Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: *.acn.waw.pl 20.02.09, 14:44
        Czyli zakładasz że przyjezdni są gorzej wychowani, niekulturalni i
        nie są godni miana cywilizowanych? Sam jestem 'przyjezdnym'.
        Mieszkałem w kilku róznych miejscach w Polsce i poza nią i zawsze z
        radością opowiadałem o swoim mieście we Wschodniej Polsce. Nigdzie
        nie było tak zjadliwych komentarzy jak w Wawie. Czy ja mam się tego
        wstydzic ze jestem z innego miasta? To jest ksenofobia, zdajesz
        sobie z tego sprawę? Czy Ty jak wyjedziesz do Lądka to będziesz
        następnego dnia dumnie obwieszczał że jestes Londonersem? Jeżeli tak
        to gratuluje ugruntowanej tożsamości. Jeżeli jednak byś się tak nie
        zachowywał to nie oczekuj od innych ze po roku mieszkania w Wawie
        będą czuć się Warszawiakami. Budowanie tożsamości i poczucia
        przynależności to długi proces, ale muszą w nim uczestniczyc obydwie
        strony. Jeżeli przyjezdni bedą się czuli odrzucani to bedą się w
        duchu alienować. Są kultury/miejsca w których dzień po przyjeździe
        czuje się niemal częscią społeczności, ale warunkiem jest otwartośc
        tych ludzi, gościnność, serdeczność. Jeżeli tego nie ma (a w sumie
        te cechy to nie jest atut Polaków w ogóle) to co ma mnie związać z
        tym miejscem? Pieniądze?
          • pan_i_wladca_mx ?! 20.02.09, 16:19
            nessie-jp napisała:


            >
            > Przyjezdni naprawdę się izolują od mieszkańców. Nie mówią dzień dobry, nie
            > szanują lokalnych obyczajów, nie próbują się zintegrować.
            >

            mam nadzieje, ze te wniosnki wysunelas na podstawie badania na probie np. 50
            tysiecy ankietowanych bo inaczej to smierdzi stwierdzeniem "wszyscy pijacy to
            zlodzieje"



            > I podobnie jest w niemal każdej rozmowie z nią i z innymi przyjezdnymi
            • nessie-jp Re: ?! 20.02.09, 16:59
              > mam nadzieje, ze te wniosnki wysunelas na podstawie badania na probie np. 50
              > tysiecy ankietowanych

              Nie. Wysunęłam na podstawie kręgu własnych znajomych, którzy bez żenady obrażają
              mnie i moje miasto, bo czują się do tego upoważnieni. Wyraźnie zresztą
              napisałam, kogo dotyczą przytoczone przeze mnie cytaty. Przecież piszę o
              marudach i narzekaczach, o izolacjonistach. Jeśli nie dość wyraźnie to
              zaznaczyłam, to przykro mi. Zaznaczam niniejszym: moje wypowiedzi nie odnoszą
              się do WSZYSTKICH przyjezdnych, tylko do tych, którzy stosują podwójne standardy
              oceny zachowań swoich i "tych podłych Warszawiaków".

              Jak mówisz, nie wszyscy przyjezdni są źli. Ależ oczywiście! Tylko że tych
              narzekających, tych antywarszawskich najbardziej widać i najlepiej słychać. A
              tych, którzy Warszawę lubią, nie słychać wcale.

              Czy zetknąłeś się z choćby jednym przypadkiem, żeby ktoś w twojej obecności
              skarcił takiego marudę za bezpodstawne szkalowanie Warszawy? Chociaż JEDEN raz?


              > na moich studiach (dzienne, panstwowe) 80% to przyjezdni, i kurna, na tyle
              > godzin przegadanych nie slyszalam, zeby ktos "plul" na to miasto.

              Na studiach również się z tym nie zetknęłam. Być może to wynika z faktu, że
              większość studentów jeszcze nie czuje, że "musi" zostać w Warszawie.
              Przyjeżdżają, bo chcą. A czują się dobrze, bo... 80% z nich to nie Warszawiacy,
              tylko przyjezdni.
        • Gość: Gosciu Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: 94.254.157.* 21.02.09, 12:44
          Czesc!

          Nie wiem, czy zauwazyles, ale Warszawiacy nie odrzucaja wszystkich
          przyjezdnych, a jedynie tych, dla ktorych Warszawa to nic innego jak
          warszawka, do ktorej przyjezdza sie na 5 dni w tygodniu po kase i
          wobec tego nie trzeba przejmowac sie tym, co pomysla o naszym
          zachowaniu sasiedzi z pietra czy osiedla, pani Jola z osiedlowego
          sklepiku itp. :(
          Wierz mi - z obserwacji moich wlasnych i moich znajomych wynika - ze
          ludzie, ktorzy chca naprawde zwiazac swoje zycie z tym miastem,
          zachowuja sie w sposob cywilizowany, a najgorszy motloch to ci,
          ktorym to miasto jest potrzebne tylko i wylacznie, zeby zrobic
          kariere. Ich paskudny stosunek do tego miasta widac na kazdym kroku
          :(
          A co do weekendowej 'emigracji': ci, ktorzy chca zwiazac sie z tym
          miastem, nie opuszczaja go w kazdy weekend twierdzac, ze tu nie ma
          co robic w wolnym czasie - wola poznawac to miasto, ktore ma byc (a
          moze juz jest) ich miastem. I nikt nie mowi, ze musza od razu
          wyrzekac sie swoich korzeni, gdziekolwiek by one nie byly.

          Pozdrawiam,
          robal.
      • Gość: Asia z Mokotowa Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: *.itbcg.pl 13.03.09, 14:32
        Urodziłam się w Warszawie, choć od podstawówki po koniec liceum siedziałam w
        innym, dużo większym mieście. I co? Czy to robi mnie lepszą albo gorszą od
        reszty tych z którymi jeżdżę tramwajem?
        Z przykrością zauważyłam że to napływowi czują to miasto, dużo lepiej poruszają
        się po nim, szczególnie komunikacją miejską, lepiej znają rozkład dzielnic. Bo i
        muszą bywać w większej ilości miejsc niż trasa praca - dom.
        A moi rodzice, podobnie jak prawie wszyscy Rodowici Warszawiacy, zawsze
        wyjeżdżają na długie weekendy, bo po co siedzieć w mieście jak można nieco
        zmienić klimat bez marnowania urlopu?
        Nędznie mi i smutno jak słyszę takie ksenofobiczne wypowiedzi "Prawdziwych
        Warszawiaków od 10 pokoleń", bo wtedy czuję się jakbym pochodziła z miasta
        zamieszkanego przez nowobogackie masy ciemnych średniowiecznych chłopków,
        bojących się czarownic i brzydzących Cyganami.
        • Gość: Asia z Mokotowa Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: *.itbcg.pl 13.03.09, 14:40
          A tak na marginesie robalu, gdyby Twoi starzy rodzice mieszkali poza Warszawą to
          rozumiem że zostawałbyś poznawać miasto zamiast spędzać z nimi te ostatnie lata
          jakie im zostały?

          Od powrotu do Polski pracowałam w Warszawie w 11 firmach i instytucjach, i z
          przykrością stwierdzam że bez tych brzydkich napływowych, którzy tu zostają i tu
          pracują, żadna z tych firm nie mogłaby funkcjonować, i musiałaby z braku rąk do
          pracy przenieść się do innego miasta.

          Wiesz nessie, zgodnie z tym co mówisz nie możesz dziwić się że ludzie nie lubią
          Warszawy, bo skoro na pierwszy plan wysuwają się ksenofobiczni ograniczeni
          tchórze, to ludzie muszą ich nie lubić.

          I już ostatnie - na całym świecie stolic się nie lubi, i ich mieszkańców też
          nie. Dlaczego? Bo nie. I na to już chyba nic nie poradzimy.

          PS. rzucajcie pety do koszy, ładnie proszę.
    • Gość: aborygen 90% Warszawiaków nie jest z Warszawy i nie lubi... IP: 83.238.109.* 20.02.09, 13:09
      90% Warszawiaków nie jest z Warszawy i nie lubi tego miasta.
      Przyjeżdzają to z rożnych wiosek "zrobić karierę" i przywożą ze sobą swojskie
      zwyczaje.
      Traktują to jak przymusową zsyłkę ekonomiczną, stąd ta powszechna wrogość do
      innych. Czują się tu obco, w nowym miejscu i środowisku więc każdy jest dla
      nich wrogiem i potencjalnym konkurentem. Dlatego też nie utrzymują stosunków z
      sąsiadami, jeśli już to tylko z tymi ze swych stron. Nawet ci co zamierzają
      się tu osiedlić na stałe nie meldują się w Warszawie, wola płacić podatki na
      swoje pipidówy, mimo, że korzystają z dotowanej komunikacji miejskiej,
      wodociągów, szpitali itp. Dla nich to osiedlenie jest jak zsyłka do
      Kazachstanu: niby są już Warszawiakami, ale tylko na chwilę. Choćby ta chwila
      miała trwać i 60 lat...
      • Gość: Jaś I vice versa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.02.09, 13:41
        Nie ma specjalnie nic zachęcającego w Mieście Bohaterze składającym
        się z niezagospodarowanych przestrzeni, osranych trawników i
        nieprzyjaznych ludzi, pięknych miejsc obstawionych ohydnymi
        blokowiskami oraz pomników bezgustu i łapówkarstwa. Ci, co
        postanowili się tu osiedlić na stałe po jakimś czasie dowiadują się,
        że w tym mieście nie ma zwyczaju planowania rozwoju metropolii
        (planistyka jest zwykłym bajkopisarstwem) zaś ewentualnie
        sporządzone plany nie służą do ich przestrzegania tylko do ich
        omijania. Okazuje się, że tam, gdzie miał być las będą bloki, tam
        gdzie miał być tramwaj nie ma tramwaju, tam gdzie miało być metro,
        nie ma metra, tam gdzie było kino jest biurowiec a katastrofa
        komunikacyjna stoi za progiem. Ludzie "tutejsi" są nasrani, bo
        wydaje im się, że mieszkają w drugim Paryżu, tylko nikt tego prócz
        nich nie potrafi dostrzec, ludzie przyjezdni są równie nasrani, bo
        prócz kasy, którą zarabiają nic ich z tym miastem nie wiąże i
        najchętniej by się stąd przed emeryturą wyprowadzili. I tak to
        mentalne nasranie się rozprzestrzenia jak wirus jakiś ;)
      • wayward.son Re: 90% Warszawiaków nie jest z Warszawy... 20.02.09, 13:52
        Nie pochodzę z Warszawy, ale jeśli już czegoś nie lubię, to uogólnień, poczucia
        wyższości. Twoje oceny, pomimo że jesteś warszawiakiem z x-pokolenia (sarkazm),
        są moim zdaniem błędne.

        Zapewne jest grupa osób, która traktuje mieszkanie w Warszawie jako tę twoją
        przymusową zsyłkę ekonomiczną. Jest jednak liczna grupa, która w swoim miejscu
        zamieszkania dusiła się, a w Warszawie oddycha i żyje pełną piersią.

        Podejścia, o którym mówię, nie lubię też dlatego, że legitymuje ona krzywe
        spojrzenia reszty Polski. Wypowiedzi, jak to reszta funduje stolicy urzędy,
        metro, jak rabowano cegły na jej odbudowę, są przez takie zachowanie
        legitymowane. Jedne napędzają drugie.

        Ludzie są różni i człowieka nie definiuje miejsce zamieszkania, czy zameldowania.
        • iq58 Re: 90% Warszawiaków nie jest z Warszawy 20.02.09, 16:46
          Gość portalu: tirupati napisał(a):
          ale nie mogę się poczuć jak u siebie w Warszawie. Chociaż
          > bym bardzo chciał, bo lubię poczucie przynależności. Nie wiem do
          > końca o co chodzi...
          Chyba o brak gospodarza- wszyscy czują się jak goście i oczekują na
          zachętę od kogoś kto jest tu od zawsze. W Warszawie pracuję od 6 lat
          i pomimo dośc długiego czasu blizsze stosunki towarzyskie udało mi
          się nawiązać tylko z rodowitymi Warszawiakami, to chyba nie
          przypadek. Strasznie jest jeśli wszyscy pracują od 8-16,
          błyskawicznie znikają w wyjściu i później zamykają się w czterech
          ścianach frankowych lub wynajmowanych mieszkań. Nnawet nie ma z kim
          pójśc na piwo czy umówic się na karty.
    • Gość: kixx jako warszawiak od zawsze,a nie od 3/4 swojego IP: *.acn.waw.pl 20.02.09, 13:54
      zycia musze przyznac w jednym racje.
      Cwaniaczkow wpychajacych sie bez slowa przed cala kolejke,bez
      wzgledu,czy kolejka liczy dwie ,czy 10 osob bede tepil bez skrupulow.
      Ale zdarza mi sie czasem przepuscic kogos,jesli ten ktos o to
      poprosi.
      Dzien dobry u mnie w budynku jest powszechnie stosoane,podobnie jak
      czekanie z winda-choc budynek jest w miare nowy ,a czesc mieszkancow
      pochodzi spoza Warszawy-wiec nawet wspomniana pare razy powyzej
      hipoteza o miejscu urodzenia jako o przyczynie chamstwa tez jest
      raczej bledna.
      Wydaje mi sie,ze wiele zalezy od tzw osobistej kindersztuby,a ta
      mniej jest zalezna od miejsca urodzenia,a bardziej od tego ,co sie
      wynioslo z domu(nie chodzi mi tu bynajmniej o rodowe srebra) i ze
      szkoly
    • nessie-jp Gruboskórne obyczaje warszawskie 20.02.09, 15:49
      Szczerze powiedziawszy, nie zauważyłam, żeby ktoś zaciętym wzrokiem wpatrywał
      się w nicość w tramwaju. Wręcz przeciwnie, miłe pogawędki w środkach
      komunikacji (z wyłączeniem metra) należą do codzienności.

      Zawsze też w moich blokach czeka się na sąsiada biegnącego do windy, a wita
      się go nie zdawkowym i bezosobowym 'dzień dobry', tylko miłym uśmiechem.

      Może na tym polega problem "wiecznych emigrantów", że oni nigdy tak naprawdę
      swojego rodzinnego miasta nie opuścili, a tutaj
    • japolak Gruboskórne obyczaje 21.02.09, 08:47
      Też już pierniczeję a Warszawiakiem z wyboru jestem, nie urodzenia.
      Wrażenia mam mieszane. Latem dwóch dość groźnie wygladających
      młodych ludzi zaczepiło mnie na osiedlu. Wydukali pytanie, czy umiem
      krawat zawiązać, bo jeden na jakąś imprezę idzie. Szybko to
      zrobiłem, słysząc "ja pier..ę, pan to umie!" Odpowiedziałem że to
      nie pier...nie lecz węzeł windsorski. Parę miesięcy wcześniej pod
      tym samym blokiem skopano mojego syna i okradziono...
      W autobusach i tramwajach czasem proszę młodą osobę by ustąpiła
      miejsca jakiejś osobie o lasce, a nawet mnie, gdy źle się czuję.
      Faktycznie na grzeczną prośbę za każdym razem jest grzeczna pomoc.
      Też przed paroma miesiącami z okien tramwaju patrzyłem z zachwytem
      na parę nastolatków - ona z początkowego przystanku autobusem miała
      jechać. Przytulali się jak kocięta, on "aż" w paluszek ją pocałował.
      Gdy rękę przez okno wysunęła. Zawstydzili się widząc że na nich
      patrzę, uspokoili się gdy się usmiechnąłem. A jakaś, za
      przeproszeniem, "stara krowa" koło mnie siedząca zawyła że to
      pornografia i że policję wezwie...
      To nie kwestia pochodzenia ani wieku. Uprzejmy może być nawet
      półanalfabeta z krawatem w garści. Źle może się zachować nawet
      pozornie dama. Czasem to wynik problemów w pracy lub domu. W tych
      dniach pytałem kolegę, czemu się tak na wszystkich wścieka. Przyznał
      się, iż ma hemoroidy jak kalafiory i dwa pękły, więc "ma okres".
      Gryzie przyjaciół, bo pół roku czeka na audiencję u specjalisty...
      Czy tylko Warszawa ma "walety i zady"? Uwielbiałem czeską Pragę.
      Kiedyś pisałem jakąś ekspertyzę na krajowy użytek, w przypadkowych
      piwiarniach przesiadując. Słuchając ludzi i z nimi czasem
      rozmawiając. Od tego czasu Praga mocno skomercjalizowała się, ceny
      wzrosły, prostytutek przybyło. Nie tak łatwo znaleźć knajpke dla
      zwykłych ludzi by piwo wypić i knedlika zjeść. Ale oni przynajmniej
      kultowych restauracji nie przerabiają na butiki! To niestety w
      Warszawie jest nagminne...

    • pani.misiaczkowa Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie 21.02.09, 10:28
      Może to generalizowanie, ale bardzo często mam do czynienia z
      zachowaniami, które niezbyt dobrze świadczą o przyjezdnych

      - wzięłam sobie dzień wolny przed świętami, przyjezdna koleżanka dwa
      tygodnie się do mnie nie odzywała, bo jej szefowa już wolnego dnia
      nie dała. No bo przecież ja jej świństwo zrobiłam, ona chciałaby
      spędzić czas z rodziną i pomóc w przygotowaniach. A ja nie?
      - na spotkania wspólnoty przychodziło jakieś 5, góra 10%
      mieszkańców. Pytam się sąsiadki dlaczego nie była. A po co? Ją to
      nie interesuje. Szczęka mi opadła, jak może nie interesować
      decydowanie o swoim.
      - dyskusja z kolegą z pracy (przyjezdnym) przy wódce o Warszawie.
      Jego opinia: totalne dno. On to tutaj tylko pieniądze zarabia,
      podatki to woli płacić w u siebie, ani grosza na tę warszawkę nie
      da. Tłumaczę: poprawa dróg itp itd. On woli mieć lepsze drogi u
      siebie. Ale przecież tu mieszkasz nie wolisz mieć lepiej tutaj. Nie,
      on tu jest tymczasowo, i tak wróci do siebie. Pytam się kiedy? Na
      emeryturze? Mało ważne, ważne że jest tu tymczasowo i wróci kiedyś
      do siebie. Załamałam się.
      - jak przychodzi weekend to nie ma problemu z parkowaniem na
      osiedlu :) nie ma ok 3/4 samochodów. No i te korki w piątek
      wieczorem na wyjazdówkach.
      - na poprzednim osiedlu mało kto mówił dzień dobry, na obecnym
      wszyscy. Dlaczego??? Proszę się nie czepiać, wyznaję zasadę, że
      grzeczniejszy mówi jako pierwszy. Uważam sie za tą grzeczniejszą,
      ale nie zawsze mam taką okazję :)
      • nessie-jp Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie 21.02.09, 15:24
        > - wzięłam sobie dzień wolny przed świętami, przyjezdna koleżanka dwa
        > tygodnie się do mnie nie odzywała, bo jej szefowa już wolnego dnia
        > nie dała. No bo przecież ja jej świństwo zrobiłam, ona chciałaby
        > spędzić czas z rodziną i pomóc w przygotowaniach. A ja nie?

        O, dokładnie! Ileż ja się nasłuchałam obrzydliwych uwag o "warsiawce", bo ktoś
        tam nie dostał wolnego dnia/godziny/popołudnia, a przecież jeszcze musi 'do
        domu' dojechać. A ta (tu wulgarne słowo) z Warszawy to dostała, chociaż jej się
        nie należy. A ta druga (tu równie brzydkie słowo) nie chciała zostać za mnie w
        pracy (po skończeniu własnej!), żebym ja mogła sobie do domu dojechać.

        Bo przecież jak z Warszawy, to ma obowiązek pracować za tych spoza miasta...

        Nie śmiałam się odezwać, wziąć koleżanek z Warszawy w obronę i zareagować na te
        żale, żeby nie uzasadnić opinii o 'tych gruboskórnych Warszawiakach'... Teraz
        żałuję
        • Gość: Asia z Mokotowa Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: *.itbcg.pl 13.03.09, 15:00
          Obleśne to zachowanie. A może nieco zrozumienia dla osoby która musi dojechać?
          Ty do domu jedziesz godzinę ona dzień. Ja jakoś nie mam problemu z przyjściem do
          pracy w wigilię rano, żeby kolega pojechał do swojego Pcimia. On mi się za to
          odpłaci przywożąc mi wiejskie jajka czy inne dobre rzeczy z domu. Obie strony w
          tym przypadku zachowują się po prostu ochydnie.

          A jak urodziłam się na Bródnie, i rodzinę mam na Bródnie, i tam mam plac na
          cmentarzu, to znaczy że jestem gorsza od mieszkańców Mokotowa?
          • pani.misiaczkowa Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie 14.03.09, 11:21
            Miałam zrozumienie wielokrotnie, ale też chciałam chociaż raz mieć
            wolny dzień, żeby nie wysłuchiwać od rodziny jak to się wymiguję od
            pomocy i specjalnie przed świętami siedzę w pracy, żeby sobie
            paznokci nie zniszczyć. A koleżanka nie musiała spędzać w drodze
            cały dzień, a 3 godziny.

            I wydaje mi się, że obie strony powinny wykazać zrozumienie, nie
            tylko ja. Ona po prostu wychodziła z założenia, że sie jej należy.
    • Gość: Ania Gruboskórne obyczaje warszawskie IP: *.aster.pl 21.02.09, 20:18
      Nie zgadzam się z tym, że warszawiacy się nie lubią. Jako
      warszawianka bardzo lubię warszawiaków. W jaki sposób miejscowi się
      do siebie odnoszą, najlepiej można zobaczyć w weekendy, kiedy to
      przyjezdni jadą do siebie. Wtedy znów widać życzliwość, ludzie
      przepuszczają się wzajemnie przy wsiadaniu do tramwaju.
    • elzbietawypych Prawdziwym Warszawiakiem jest tylko osoba... 22.02.09, 14:22
      której przodkowie urodzili się w przedwojennej Warszawie. My
      jesteśmy zawsze uśmiechnięci, życzliwi, witamy się z sąsiadami i
      wdajemy się z nimi w pogaduszki. Ludzie, którzy przyjeżdżali do
      Warszawy starali się dostosowywać do naszych zwyczajów. Po wojnie
      było kilka "najazdów" na Warszawę. Np. za Gierka zjechali do nas
      Ślązacy, którzy się ładnie zasymilowali. A od 1990 roku zaczęło
      przyjeżdząc tłumnie chamstwo z zaciętymi ustami, rozbieganymi
      oczkami, które nie chce albo nie potrafi zachowywać się kulturalnie.
      elzbietawypych.blog.onet.pl
    • pani.misiaczkowa Re: Gruboskórne obyczaje warszawskie 23.02.09, 11:45
      A to cytat z innego formu :

      "tam ludzie MIESZKAJĄ i najwazniejsze jest miejsce dla tych własnie
      ludzi, a nie przejechanie przez ulicę bo bez korków prawda? dla
      twojej wygody ludzie maja tam nie prakowac??? przecież tam
      mieszkają! kto ma pierszeństwo?? zreszta naciesz się tym skrótem,
      niedługo będzie zamknięty od strony alej...i ulica będzie tylko dla
      mieszkańcow! "

      dlaczego mam wrażenie, że wypowiedziała się osoba spoza Warszawy,
      która przyzwyczajona jest do parkowania w ogródku. No szlag mnie
      trafił. Postawili nowe osiedle i mieszkańcy chcą zamknąć jedną z
      ulic dojazdowych do dzielnicy, bo miejsca do parkowania nie mają.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka