Gość: nadzor
IP: 212.244.42.*
30.03.09, 09:54
"wasze ulice nasze kamienice" to motto developera zwłaszcza jeśli ma
"koszerne" korzenie. W mieście buduje się tak: idzie się do ratusza i tam
znajduje protektora (przyjaciel, krewny, towarzysz znajomy z wiadomej partii
lub zmotywowany odpowienią gratyfikacją). Potem idzie się do PEKINU i składa
stosowne dokumenty by uzyskać zezwolenie na budowę. W dokumentach wypisuje się
że wszystko jest naj naj i przedstawia się stosowne ekspertyzy że nie będzie
żadnych problemów. Urzędnicy są za ciency by mogli zweryfikować merytoryczną
treść w/w dokumentów. Zresztą kto mówi że będzie się budowało zgodnie z tymi
dokumentami ? Będzie się budowało tak by było jak najszybciej i jak najtaniej
a nie zgodnie z przepisami i bezpiecznie. W PEKINIE urzedasy dostają z góry
polecenie by wszelkie protesty sąsiadów inwestycji zostały odrzucone (dbają o
to nad wyraz skutecznie). Wszelkie protesty i wnioski o ekspertyzy są oddalane
jako bazzasadne. Nie na darmo developer się przecież trudził żeby jacyś
sąsiedzi zatrzymali mu inwestycje i to tylko dlatego że ich kamienica się
zawali - a niech się wali - nie nasz problem :) Oczywiście żeby dostać zgodę
na budowę trzeba wpierw "podkręcić" plan zagospodarowania. Czasami zmienia
się go na wariata za 5 dwunasta (inwestor chce tam budować a z palnu wynika że
nie można) lekceważąc wcześniejsze ekspertyzy specjalistów (którym miasto
płaci cięzkie pieniądze za ich pracę) i opracowania ekofizjograficzne, które
wykluczaja w niektórych miejscach jakąkolwiek developerkę (np. skarpy).
Żeby urzędnik w urzędzie nie dumał zbytnio co ma zrobić deweloper dostarcza mu
komplet dokumentów ze wszystkimi zaświadczeniami i zgodami do rozpoczęcia
budowy do podpisu. Niby urzednik sam powinien przygotować te dokumenty ale po
co ma się trudzić. Często urzędnik nawet tego nie czyta bo i po co. Był
telefon z góry by podpisać ? No to podpisuje i cześć !
Potem zaczyna się budowa, robią wielką dziurę w ziemi, często bez odpowiednich
zabezpieczeń i niezgodnie ze sztuką budowlaną - bo ma być taniej i szybciej.
Sąsiedzi protestują bo drży ich budynek, prace są prowadzone często i w nocy,
pojawiają się rysy i pękniecia ale to nie problem dla inwestora.
Wystarczy mieć również "swoich ludzi" w nadzorze budowlanym. Przyjeżdza wtedy
taki nadzór, mówi że uszkodzenia jakie powstały są nieistotne a zresztą pewno
powstały jeszcze przed budową i uśmiechając sie do dewelopera mówi: "buduj
tylko szybciej i ciszej żebyśmy nie mieli problemu". Ten buduje ale czasami
dzieje się to co musi się stać czyli wali się sąsiednia kamienica. Wtedy
nadzór wygania ludzi z tej kamienicy i zamyka budynek a wszyscy urzednicy,
którzy wydali zgodę developerowi, odrzucali protesty sąsiadów i nie
nadzorowali przebiegu budowy chowają się do dziury i udają że ich nie ma. W
ostateczności zasłaniają się procedurami że nic nie mogli zorobić, nie
wiedzieli itd.
A katastrofa budowlana jest faktem ale nikt nie chce ponieść kosztów
przywrócenia zniszczonego budynku do stanu pierwotnego bo najczęściej jego
mieszkańców nie było stać na ubezpieczenie kamienicy od zniszczeń do pełnej
wartości odtworzeniowej budynku.
Następna taka sytuacja jak ta opisana szykuej się na Mokotowie w samym
centrum. U zbiegu Olszewskiej i Chocimskiej powyżej Śłonecznej powstaje wielka
dziura w ziemi. Ciekawe kiedy sąsiednie budynk złożą się lub spękają jak ten
na Wiertniczej ?
Warto przypomnieć w tym miejscu (ledwo o 100 m dalej) słynną katastrofę przy
budowie CF Puławska i Euprolexu.