O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia...

09.09.09, 01:57
...idącego spokojnie po chodniku:
www.youtube.com/watch?v=gBlUv-Nl6uc
A to wredna wysepka, nie? Gdyby nie ona, spokojnie można by było wyprzedzać na
skrzyżowaniu, przejściu i podwójnej ciągłej i nikomu nic by się nie stało...
    • tiges_wiz Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 08:05
      na idiotow rady nie ma
      ale tu niestety paradoksalnie masz racje .. bez wysepki nic by sie nie stalo i
      przechodzien nie zostalby potracony.
      • sokolasty Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 12:20
        Wysepka niewinna. W konkretnej sytuacji, skoro już doszło do wyprzedzania (nie
        oceniam), to bezpiecznym zachowaniem byłoby objechanie wysepki zamiast próba
        wjechania przed nią tylko po to, żeby nie złamać jeszcze jednego przepisu.
        Wysepka sama nie wyskoczyła zza rogu.
    • wichura Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 11:34
      Fajnie, że ten kretyn został sfilmowany - jest szansa, że zostanie
      surowo ukarany. Popełnił idiotyczny błąd - bo nie chciał objechać
      przeklętej wysepki z lewej strony (co ja nieraz robię w podobnych
      przypadkach), a o wychodzeniu z poślizgu nawet nie słyszał (o
      trenowaniu nie wspominając).
      Oczywiście nikt nie wyciągnie wniosku (a szkoda!), że do wypadku
      przyczyniła się zbędna przeszkoda na drodze w postaci wysepki +
      szykany + krawężnika.
      • samspade Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 12:01
        To nie był idiotyczny błą. To celowe działanie. Popełnił wykroczenie bo
        wyprzedzał na skrzyżowaniu, bezpośrednio przed przejściu dla pieszych i z pasu
        do skrętu w lewo chciał pojechać prosto. Wysepka nie jest wcale przeklęta.
        • edek40 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 12:33
          > To nie był idiotyczny błą. To celowe działanie. Popełnił wykroczenie bo
          > wyprzedzał na skrzyżowaniu, bezpośrednio przed przejściu dla pieszych i z pasu
          > do skrętu w lewo chciał pojechać prosto. Wysepka nie jest wcale przeklęta.

          A to dlatego, ze ma dosc rozumu, aby wiedziec, ze tu nie ma fotoradaru ani
          policji, a zdecydowanie za malo, aby ocenic swoje dzialanie.
          • samspade Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 12:49
            Fotoradar stoi na wylocie z miasta.
            • edek40 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 12:54
              > Fotoradar stoi na wylocie z miasta.

              Zapewne w lesie, na wylotowce 3+3 pasy i ograniczeniu do 50 km/h.
      • askierownicy Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 26.09.09, 00:42
        wichura napisał:

        > Fajnie, że ten kretyn został sfilmowany - jest szansa, że zostanie
        > surowo ukarany. Popełnił idiotyczny błąd - bo nie chciał objechać
        > przeklętej wysepki z lewej strony (co ja nieraz robię w podobnych
        > przypadkach), a o wychodzeniu z poślizgu nawet nie słyszał (o
        > trenowaniu nie wspominając).

        Popełnił błąd???
        On nie popełnił błędu - On jest debilem! Jak można wyprzedzać w taką
        pogodę, w taki sposób, nie upewniając się, czy ma się odpowiednio
        dużo miejsca do wyprzedzania? Kłaniają się podstawowe przepisy KD.

        > Oczywiście nikt nie wyciągnie wniosku (a szkoda!), że do wypadku
        > przyczyniła się zbędna przeszkoda na drodze w postaci wysepki +
        > szykany + krawężnika.

        BZDURA!
        Jak do wypadku przyczynić się mogła wysepka, szykany czy krawężnik???
        To tak samo jak powiedzieć, że do wypadku przyczyniła się zła
        pogoda...
        Do wypadku przyczyniło się błędne zachowanie kierującego, błędna jego
        ocena, błędne zachowanie, brak doświadczenia, głupota itd.
        Wypadkom winni są zawsze ludzie, a nie jakaś wysepka!!!

        Podobnie jest z informacjami typu: "Pociąg uderzył w samochód"... Tak
        ułożona składnia sugeruje, że to pociąg jest "zły" i "nie dobry".
        Media kreują rzeczywistość - czemu nie napisać tytułu: "Kolejny debil
        wjechał samochodem pod pociąg"???
        [url=http://www.askierownicy.pl]Mój MOTO BLOG/url]
      • askierownicy Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 26.09.09, 00:44
        wichura napisał:

        > Fajnie, że ten kretyn został sfilmowany - jest szansa, że zostanie
        > surowo ukarany. Popełnił idiotyczny błąd - bo nie chciał objechać
        > przeklętej wysepki z lewej strony (co ja nieraz robię w podobnych
        > przypadkach), a o wychodzeniu z poślizgu nawet nie słyszał (o
        > trenowaniu nie wspominając).

        Popełnił błąd???
        On nie popełnił błędu - On jest debilem! Jak można wyprzedzać w taką
        pogodę, w taki sposób, nie upewniając się, czy ma się odpowiednio
        dużo miejsca do wyprzedzania? Kłaniają się podstawowe przepisy KD.

        > Oczywiście nikt nie wyciągnie wniosku (a szkoda!), że do wypadku
        > przyczyniła się zbędna przeszkoda na drodze w postaci wysepki +
        > szykany + krawężnika.

        BZDURA!
        Jak do wypadku przyczynić się mogła wysepka, szykany czy krawężnik???
        To tak samo jak powiedzieć, że do wypadku przyczyniła się zła
        pogoda...
        Do wypadku przyczyniło się błędne zachowanie kierującego, błędna jego
        ocena, błędne zachowanie, brak doświadczenia, głupota itd.
        Wypadkom winni są zawsze ludzie, a nie jakaś wysepka!!!

        Podobnie jest z informacjami typu: "Pociąg uderzył w samochód"... Tak
        ułożona składnia sugeruje, że to pociąg jest "zły" i "nie dobry".
        Media kreują rzeczywistość - czemu nie napisać tytułu: "Kolejny debil
        wjechał samochodem pod pociąg"???
        Mój MOTO BLOG
    • edek40 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 12:03
      Musze z zalem przyznac, ze zaczynasz prowokowac w stylu budzika albo hanniego :(

      Przeciez tu sprawa jest tak ewidentna, ze az bolesna. Tu nie wysepka byla winna
      tylko gosc z omegi. W terenie zabudowanym (naprawde, co wyraznie widac) nie
      jezdzi sie tak, jak ten kierowca.

      Same wysepki rowniez nie sa winne niczemu. No moze irytacji kierowcow, ktorzy
      musza sie do nich stosowac, choc pieszych raczej nie uswiadczysz. Zle zaczyna
      sie dziac wtedy, gdy takich wysepek ktos nawtyka na mocno obciazona szose
      tranzytowa i to w szczerym polu (konkretnie DK7 na odcinku miedzy Grojcem, a
      Bialobrzegami, przed przebudowa na dwujezdniowke). Same wysepki problemem nie
      sa. Problemem jest ruch. Brak oznakowania po obu stronach drogi powoduje, ze
      wysepka moze byc zauwazona za pozno. Nie chce wdawac sie w glupie dysputy, ze
      TIR nie moze zaslonic, ze trzeba uwazac itp. Wazne jest to, ze jesli jest
      wysepka, to teoretycznie czemus ma sluzyc. Skoro wystarczylo pieniedzy na taka
      przebudowe, dlaczego poskapiona na oznakowanie z obu stron jezdni, tak aby zaden
      kierowca nie mogl sie tlumaczyc, ze znak z prawej zaslonil mu TIR, w wysepke
      swiatlami "nakryl" samochod z przeciwka. Gdy ten przejechal, olsniony kierowca
      wyszedl na wyprzedzanie i centralnie skasowal wysepke. Na szczescie po nocy
      zaden glupek nie chodzi w tamtych rejonach. W dzien rowniez zadziwiajaco rzadko...
      • tomek854 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 16:51
        > Przeciez tu sprawa jest tak ewidentna, ze az bolesna. Tu nie wysepka byla winna
        > tylko gosc z omegi. W terenie zabudowanym (naprawde, co wyraznie widac) nie
        > jezdzi sie tak, jak ten kierowca.

        Wiem, świadomie się przekomarzam...

        I nie do Ciebie piję... Tak to wkleiłem, bo mogło tak być przecież, że kierowca
        wyprzedzał wolno jadącą naukę jazdy i po prostu niedokładnie ocenił odległośc
        (każdemu się zdarza) i mu tych 15 metrów zabrakło... ;-)
        • edek40 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 17:09
          > I nie do Ciebie piję...

          Wiem ;)

          > Tak to wkleiłem, bo mogło tak być przecież, że kierowca
          > wyprzedzał wolno jadącą naukę jazdy i po prostu niedokładnie ocenił odległośc
          > (każdemu się zdarza) i mu tych 15 metrów zabrakło... ;-)

          A jednak znizasz sie do poziomu budzika czy hanniego. Jak moglo zabraknac 15
          metrow, gdy tu cale wyprzedzanie moglo miec jakies 50-70 m?

          Co innego wysepka w szczerym polu i wyprzedzanie TIRa zza ktorego nic nie widac
          i ktory do tego jedzie deczko szybciej niz ta nauka jazdy.
          • tomek854 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 18:49
            > A jednak znizasz sie do poziomu budzika czy hanniego. Jak moglo zabraknac 15
            > metrow, gdy tu cale wyprzedzanie moglo miec jakies 50-70 m?

            Skoro można pomylić się o 5% to dlaczego nie o 10? Skoro można pomylić się o 10%
            to dlaczego nie o 30?

            > Co innego wysepka w szczerym polu i wyprzedzanie TIRa zza ktorego nic nie widac
            > i ktory do tego jedzie deczko szybciej niz ta nauka jazdy.

            Jak ktoś wyprzedza nic nie widząc...
            • edek40 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 19:01
              > Jak ktoś wyprzedza nic nie widząc...

              W naszym kraju nie jest zadnym wykroczeniem posiadanie oswietlenia oswietlajacego glownie nakrotsza droge do nieba. Taki ktos oslepia Cie dosc porzadnie. Nie jest to jednak wiekszy problem, poniewaz nastepny "wrog" z przeciwka rowniez cos tam mam, co swieci, wiec go zobaczysz. A wysepki mozesz nie zauwazyc, bo znak zdemontowal ktos wczesniej. Nieistotne z jakiej przyczyny - istotne dlaczego nikt nie oznakowal miejsca z brakujacym znakiem, znaczy dlaczego u nas nikt nie patroluje drog pod katem wad czy brakow w oznakowaniu. Ale to takie tam gdybanie, wszak na tzw. zachodzie kierowcy jezdza zawsze tak, ze brak w oznakowaniu czy tez najzwyklejszy blad w tym oznakowaniu nie moze go zaskoczyc i do tego nie jest to zaden powod do wyciagniecia konsekwencji sluzbowych od odpowiedzialnego za dana droge.
              • tomek854 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 19:50
                Jest wykroczeniem, tylko wszyscy to mają w dupie, z powodów, które opisaliśmy
                już powyżej.
      • tymon99 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 21.09.09, 20:58
        edek40 napisał:

        > na odcinku miedzy Grojcem, a Bialobrzegami, przed przebudowa
        > wyszedl na wyprzedzanie i centralnie skasowal wysepke

        podwójną ciągłą linię też mu coś zasłoniło? rój motyli, na przykład?
    • inguszetia_2006 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 15:38
      Witam,
      Kierownica chyba się popsuła, bo nie zadziałała. To taki sarkazm,
      oczywiście.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • jorn Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 09.09.09, 16:59
        Oczywiście wszyscy wiemy, że nie należy jeździć tak, jak ten sfilmowany. Tyle
        tylko, że świat nie jest idealny i niestety tacy idioci istnieją. I – jak było
        widać na filmie – wysepka nie przeszkodziła mu w podjęciu decyzji o wyprzedzaniu
        w niedozwolonym miejscu, za to zwielokrotniła skutki tego wykroczenia...
        Pozdrawiam
        • nazimno + sliska nawierzchnia, ktorej ten idiota 09.09.09, 17:13
          jakby tez nie zauwazyl. (to o zwielokrotnianiu)
          • sokolasty Re: + sliska nawierzchnia, ktorej ten idiota 09.09.09, 19:23
            I znowu:
            głupota
        • tymon99 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 21.09.09, 21:01
          jorn napisał:

          > wysepka nie przeszkodziła mu w podjęciu decyzji o wyprzedzaniu
          > w niedozwolonym miejscu, za to zwielokrotniła skutki

          śliska nawierzchnia, zatrucie testosteronem, brak wyobraźni i rwd. gdyby
          pojechał dalej - nie wiadomo, co by się stało..
    • hanni Bo "w zabudowanym tez sie wyprzedza" 11.09.09, 10:06
      Zrobil tylko to, co widzi wszedzie w Polsce na codzien.
      • edek40 Re: Bo "w zabudowanym tez sie wyprzedza" 11.09.09, 10:30
        > Zrobil tylko to, co widzi wszedzie w Polsce na codzien.

        A na codzien to gdzie mieszkasz?
        • hanni Re: Bo "w zabudowanym tez sie wyprzedza" 11.09.09, 10:35
          edek40 napisał:

          > A na codzien to gdzie mieszkasz?

          A co to ma tutaj do rzeczy?
          • kozak-na-koniu Re: Bo "w zabudowanym tez sie wyprzedza" 11.09.09, 11:18
            hanni napisał:

            > A co to ma tutaj do rzeczy?

            To ma do rzeczy, że na przykład ja na codzień mieszkam w Polsce i
            wcale na codzień takich wybryków nie widuję. No, chyba że w
            telewizorni, ale takie widokisiłą rzeczy traktuję z odpowiednim
            dystasem, przymrużeniem oka oraz politowaniem - ale rozumiejąc
            ciężką pracę pismaków, którzy też przecież z czegoś muszą żyć. Nie
            powiem, że nie widuję ich w ogóle, ale widuję stosunkowo rzadko.
          • edek40 Re: Bo "w zabudowanym tez sie wyprzedza" 11.09.09, 11:29
            > A co to ma tutaj do rzeczy?

            Tylko tyle, ze ja na codzien nie widuje takich wybrykow. A nawet taki, w ktorych
            nikt nie jest poszkodowany, a tylko dochodzi dokoniecznosci hamowania. To sie
            nie zdarza na tyle czesto, aby mozna bylo powiedziec "na codzien". Szczegolnie,
            gdy na codzien nie mieszka sie w Polsce, a tylko moralizuje z kraju, w ktorym
            kierowcow wykastrowano juz razem z glowa, jak widac.
            • hanni Re: Bo "w zabudowanym tez sie wyprzedza" 11.09.09, 12:21
              edek40 napisał:

              > > A co to ma tutaj do rzeczy?
              >
              > Tylko tyle, ze ja na codzien nie widuje takich wybrykow. (...) To sie nie
              zdarza na tyle czesto, aby mozna bylo powiedziec "na codzien".

              kozak-na-koniu napisał:

              > > A co to ma tutaj do rzeczy?
              >
              > To ma do rzeczy, że na przykład ja na codzień mieszkam w Polsce i
              > wcale na codzień takich wybryków nie widuję.

              -----------------------------------------------

              A nie powtarzam w kolko - czytac ale ze zrozumieniem?

              Przeciez wyraznie napisalem: "w zabudowanym tez sie wyprzedza", "Zrobil
              tylko to, co widzi wszedzie w Polsce na codzien" - a wiec (widzi) wyprzedzanie
              "w zabudowanym" a nie takie wyczyny.

              Takie wyczyny to tylko oczywista konsekwencja nagminnego przekraczania
              ograniczen predkosci i wyprzedzania jadacych przepisowo "w zabudowanym".

              Rozumiecie juz czy ciagle jeszcze nie?

              • kozak-na-koniu Re: Bo "w zabudowanym tez sie wyprzedza" 11.09.09, 12:34
                hanni napisał:

                > A nie powtarzam w kolko - czytac ale ze zrozumieniem?

                A WSy rozumicie to, co inni piszą? No to,nie pieprzcie w kółko tych
                samychgłodnych kawałków, na każdy temat.

                > Przeciez wyraznie napisalem: "w zabudowanym tez sie wyprzedza
                ", "Zrobil
                > tylko to, co widzi wszedzie w Polsce na codzien" - a wiec (widzi)
                wyprzedzanie
                > "w zabudowanym" a nie takie wyczyny.

                Piszcie na temat, towarzyszu. Jak macie coś do dodania w tamtym
                temacie, zawsze możecie to zrobić we właściwym wątku. Nie jesteście
                moim idolem i nie myślcie sobie, że czytam z wypiekami wszystkie
                Wasze wydaliny. W gruncie rzeczy, czytuję je tylko dla rozrywki.

                > Takie wyczyny to tylko oczywista konsekwencja nagminnego
                przekraczania
                > ograniczen predkosci i wyprzedzania jadacych przepisowo "w
                zabudowanym".

                Kłamiecie, towarzyszu. Ani to nagminne ani konsekwencja
                przekraczania ograniczeń prędkości, tylko kretyństwo,
                nieodpowiedzialność i brak wyobraźni.

                > Rozumiecie juz czy ciagle jeszcze nie?

                Ciągle jeszcze nie i marne szanse w tej materii na przyszłość.:P
              • edek40 Re: Bo "w zabudowanym tez sie wyprzedza" 11.09.09, 12:58
                > Przeciez wyraznie napisalem: "w zabudowanym tez sie wyprzedza", "Zrobil
                > tylko to, co widzi wszedzie w Polsce na codzien" - a wiec (widzi) wyprzedzanie
                > "w zabudowanym" a nie takie wyczyny.

                Wskaz mi jakikolwiek ogolny zakaz tak kodeksowy, jak i zdroworozsadkowy,
                zabraniajacy wyprzedzania w terenie zabudowanym.

                > Takie wyczyny to tylko oczywista konsekwencja nagminnego przekraczania
                > ograniczen predkosci i wyprzedzania jadacych przepisowo "w zabudowanym".

                Takie wyczyny to tylko konsekwencja wychowywania kierowcow fotoradarami i
                kontrolami radarowymi w miejscach powszechnie znanych.

                > Rozumiecie juz czy ciagle jeszcze nie?

                Ja na przyklad rozumiem. I wspolczuje.
                • hanni Re: Bo "w zabudowanym tez sie wyprzedza" 11.09.09, 13:11
                  edek40 napisał:

                  > Wskaz mi jakikolwiek ogolny zakaz tak kodeksowy, jak i
                  > zdroworozsadkowy, zabraniajacy wyprzedzania w terenie zabudowanym.

                  Pisalem - czytac ale ze zrozumieniem:
                  Napisalem przeciez wyraznie: konsekwencja nagminnego przekraczania ograniczen
                  predkosci i wyprzedzania jadacych przepisowo"
                  Zakazu wyprzedzania oczywiscie nie ma ale jest zakaz przekraczania dopuszczelnej
                  predkosci. Nagminne wyprzedzanie "jadacych przepisowo" w terenie zabudowanym w
                  Polsce to wynik nagminnego lamania ograniczen predkosci, co z kolei owocuje
                  takimi wlasnie wyczynami jak na tym filmie.

                  > Takie wyczyny to tylko konsekwencja wychowywania kierowcow
                  > fotoradarami i kontrolami radarowymi w miejscach powszechnie znanych.

                  Acha... Czyli jesli ktos wyprzedza jak swir w terenie zabudowanym to jest wina
                  "radarow" a to, ze wszyscy powszechnie lamia ograniczenia i wyprzdzaja nie ma z
                  tym zadnego zwiazku.

                  Rozumiem. To, ze dziecko alkoholikow pije i pali jest konsekwencja kampanii
                  edukacyjnych w szkole przeciw alkoholowi i papierosom.
                  To, ze rodzice pija i pala na umor nie ma oczywiscie z tym najmniejszego zwiazku.
                  • edek40 Re: Bo "w zabudowanym tez sie wyprzedza" 11.09.09, 15:25
                    > Pisalem - czytac ale ze zrozumieniem:
                    > Napisalem przeciez wyraznie: konsekwencja nagminnego przekraczania ograniczen
                    > predkosci i wyprzedzania jadacych przepisowo"

                    Alez ja rozumiem! Jednak logicznie rzecz ujmujac zakazujesz wyprzedzania w terenie zabudowany, co z kolei jest niezgodne z KD. Logicznie, podkreslam to trudne slowo, przepisowo w terenie zabudowanym jedzie ten, ktory przestrzega dokladnie 50 km/h (o ile nie ma innych wytycznych) oraz ten, ktory snuje sie 25,5 km/h. Ty zabraniasz wyprzedzania tych, ktorzy jada przepisowo 25,5 km/h. Z reszta przepisowo to rowniez 1 km/h, jak rowniez 0,00001 km/h. No nie da sie nikogo wyprzedzic w terenie zabudowanym!

                    > Acha... Czyli jesli ktos wyprzedza jak swir w terenie zabudowanym to jest wina
                    > "radarow" a to, ze wszyscy powszechnie lamia ograniczenia i wyprzdzaja nie ma z
                    > tym zadnego zwiazku.

                    Nie, baranku. To wina naszych wladz, ktore wylacznie za pomoca tych urzadzen probuja europeizowac polskich kierowcow. Z widocznym skutkiem.

                    > Rozumiem. To, ze dziecko alkoholikow pije i pali jest konsekwencja kampanii
                    > edukacyjnych w szkole przeciw alkoholowi i papierosom.

                    Nie, misiaczku. Zupelnie nie rozumiesz. Otoz, kampania antynikotynowa lub antyalkoholowa wyczerpuje calkowicie temat tych konkretnych problemow. W wypadku bezpieczenstwa ruchu drogowego takiej kampanii nie ma. Wladze, media, "eksperci" itp. koncentruja sie glownie na predkosci ruchu, co nie wyczerpuje spektrum zagadnien zwiazanych z bezpieczenstwem ruchu. Nawet wg statystyk predkosc odpowiada tylko za 30% przyczyn wypadkow. Gdzie jest mowa o 70%. W przystepny sposob. Gdzie sa jakiekolwiek dzialania policji w zakresie scigania tych 70%?

                    Sprowadzajac sprawy do pytania o walke z alkoholizmem, znak rownosci moznaby postawic tylko wtedy, gdy kampanie alntyalkoholowe beda dotyczyc wylacznie tematu spozywania jabola pod sklepem.. A antynikotynowe dotyczyc beda wylacznie palenia papierosow light. Tak, dopiero wtedy bedziesz mogl porownywac akcje antynikotynowe, antyalkoholowe i dotyczace bezpieczenstwa ruchu drogowego.
                    • hanni Re: Bo "w zabudowanym tez sie wyprzedza" 11.09.09, 17:19
                      edek40 napisał:

                      > Alez ja rozumiem!

                      To ci sie tylko tak wydaje, co widac po ponizszym.

                      > Jednak logicznie rzecz ujmujac zakazujesz wyprzedzania w terenie zabudowanym.

                      Gdzie dokladnie? Prosze wskazac to miejsce, gdzie tego "zakazuje".
                      Problem z wami (toba, kozakiem i paru innymi) polega na tym, ze nie rozumiecie
                      tego co czytacie i potem prowadzicie zaciekle spory z wytworami wlasnej wyobrazni.


                      > Ty zabraniasz wyprzedzania tych, ktorzy jada przepisowo 25,5 km/h
                      > Z reszta przepisowo to rowniez 1 km/h.

                      Mozna pisac jak byk o "nagminnym przekraczaniu ograniczen
                      predkosci
                      i wyprzedzaniu jadacych przepisowo".
                      Ty i kozak doczytacie sie w tym "zakazu (!) wyprzedzania" jadacych
                      "przepisowo 25 km/h".
                      Choc kazdy doskonale rozumie, ze "przepisowo" w tym kontekscie znaczy z
                      maksymalna dopuszczelna predkoscia czyli 50 km/h.

                      > To wina naszych wladz, ktore wylacznie za pomoca tych urza
                      > dzen probuja europeizowac polskich kierowcow.

                      No przeciez pisze: winne sa radary a nie to, ze wszyscy wszedzie nagminnie lamia
                      przepisy.

                      > Otoz, kampania antynikotynowa lub antyalkoholowa wyczerpuje
                      > calkowicie temat tych konkretnych problemow.

                      Ze niby jak? Jest co prawda piatek ale zeby o tej porze juz nie wiedziec, co sie
                      pisze?

                      > W wypadku bezpieczenstwa ruchu drogowego takiej kampanii nie ma.

                      Naprawde? Jeszcze nigdy nie widziales w mediach apeli, ze lamanie przepisow i
                      ograniczen jest szkodliwe? Gdzie ty zyjesz, jesli wolno spytac?

                      > Wladze, media, "eksperci" i tp. koncentruja sie glownie na
                      > predkosci ruchu, co nie wyczerpuje spektrum zaga dnien zwiazanych
                      > z bezpieczenstwem ruchu.

                      Ach czyli jednak "Wladze, media, "eksperci" i tp. koncentruja sie" ale "kampanii
                      nie ma". Zarzcalem ci juz kiedys zupelny brak umiejetnosci logicznego myslenia?

                      > Nawet wg statystyk predkosc odpowiada tylko za 30% przyczyn wypadkow.

                      No widzisz, to tak, jak palenie powoduje 30% zgonow na raka. Dlatego wlasnie
                      informuje sie dzieci, ze palenie prowadzi do raka.
                      I wedlug twojej zabojczej logiki dzieci notorycznych palaczy i pijakow pija i
                      pala wlasnie tylko z powodu tej kampanii a nie z powodu wzorcow, jakie wynosza z
                      domu.
                      Ze zacytuje:

                      "Takie wyczyny (wypadki) to tylko konsekwencja wychowywania kierowcow
                      fotoradarami i kontrolami radarowymi w miejscach powszechnie znanych."
                      w
                      odpowiedzi na zarzut: "Takie wyczyny to tylko oczywista konsekwencja
                      nagminnego przekraczania ograniczen predkosci i wyprzedzania jadacych przepisowo
                      "w zabudowanym"





                      • kozak-na-koniu Re: Bo "w zabudowanym tez sie wyprzedza" 11.09.09, 21:42
                        hanni napisał:

                        [/b]".
                        > Ty i kozak doczytacie sie w tym "zakazu (!) wyprzedzania"
                        jadacych
                        > "przepisowo 25 km/h".

                        Towarzyszu, macie rację, to jest nagminne! Zamilkłem, bo musiałem
                        wyjechać w 400km trasę (już wróciłem - 400km w 8 godzin, to daje
                        mniej więcej 50km/godz. - czyli zgodnie z przepisami) i
                        rzeczywiście - jeden włąśnie tak mnie wyprzedził, w dodatku na
                        zakręcie. Omal się nie pierdyknął czołowo!
    • kociogon Ale kto jest winny? 11.09.09, 10:18
      Moim zdaniem winni są w kolejności:

      1. Znakolodzy - nie byłoby wysepki, nie byłoby wypadku. To nie podlega wątpliwości.
      2. Pieszy - mógł uskoczyć.
      3. Trochę też winy ponosi kierowca - jakby mocniej depnął, to by się bez problemu zmieścił przed wysepką. Ja bym ten manewr wykonał bez problemu.

      A co Wy o tym sądzicie?
      • hanni Re: Ale kto jest winny? 11.09.09, 10:23
        Zapomniales jeszcze o jednym winnym - o "tranzycie".
      • edek40 Re: Ale kto jest winny? 11.09.09, 10:37
        > A co Wy o tym sądzicie?

        Kolega caly jest "koci ogon", czy ma rowniez jakas glowe?
        • hanni Re: Ale kto jest winny? 11.09.09, 18:51
          edek40 napisał:

          > Kolega caly jest "koci ogon", czy ma rowniez jakas glowe?

          Jak sie nie ma nic do powiedzenia na temat to zaczynaja sie wycieczki osobiste.
          • edek40 Re: Ale kto jest winny? 14.09.09, 08:51
            > Jak sie nie ma nic do powiedzenia na temat to zaczynaja sie wycieczki osobiste.

            Alez ja juz napisalem, co mam do powiedzenia. A bzdury, ktore wypisuje ogon koci
            charakteryzuja sie taka zawartoscia merytoryczna, ze z glowy raczej nie pochodza...
        • tomek854 Re: Ale kto jest winny? 12.09.09, 14:34
          Najwyraźniej nie, skoro obwinia w pierwszej kolejnosci znakologów... Ale zaraz
          zaraz, są tu tacy inni na tym forum, którzy myślą tak samo... Kto to może być? :>
      • kozak-na-koniu Re: Ale kto jest winny? 11.09.09, 11:20
        kociogon napisał:

        > A co Wy o tym sądzicie?

        Sądzimy, że albo jesteście porządnie pierdzielnięci, albo płacą Wam
        za wypisywanie pierdół na internetowych forach.:P
        • hanni Re: Ale kto jest winny? 11.09.09, 12:22
          Czemu tak sie wsciekasz, gdy ktos posluguje sie twoja wlasna argumentacja?
          • kozak-na-koniu Re: Ale kto jest winny? 11.09.09, 12:39
            Weźcie pigułkę, towarzyszu. Ani ja się wściekam, ani to, co napisano
            ma cokolwiek wspólnego z moją argumentacją. Nauczcie się czytać ze
            zrozumieniem i nie odnoście się tylko do tych fragmentów
            tekstu,które odpowiadają Waszej chorej wizji świata.
            • hanni Re: Ale kto jest winny? 11.09.09, 13:02
              kozak-na-koniu napisał:

              > Ani ja się wściekam

              Gdyby tak bylo to sie nie rzucalbys "towarzyszami" i innym miesem tudziez
              pisalbys na temat a nie o tym co sadzisz rozmowcy.

              Co ja na to poradze, ze tak szybko wysiadasz i jeszcze to wszystkim pokazujesz?
              • kozak-na-koniu Re: Ale kto jest winny? 11.09.09, 21:23
                hanni napisał:

                > Gdyby tak bylo to sie nie rzucalbys "towarzyszami" i innym miesem
                tudziez
                > pisalbys na temat a nie o tym co sadzisz rozmowcy.

                Ja tylko staram się wczuć w Wasz tok myślenia (o ile to można nazwać
                myśleniem) oraz argumentacji - towarzyzu.

                > Co ja na to poradze, ze tak szybko wysiadasz i jeszcze to
                wszystkim pokazujesz?

                Skąd wicie, towarzyszu, że wysiadam? Myślicie że ja nie mam zajęć
                ciekawszych od czytania Waszego gęgania? Wyliczyliście to sobie na
                podstawie wielkości obrazu na siatkówce w zależności od drogi
                hamowania, czy w ogóle niczego nie liczyliście - bo i bez tego
                wicie, że dzieli nas taka przepaść kulturotwórcza, że siłą rzeczy to
                Wy jesteście najmundrzejsze, a Wasze wypociny z założenia każdy
                powinien traktować jak prawdy objawione?
                • hanni Re: Ale kto jest winny? 11.09.09, 21:47
                  kozak-na-koniu napisał:

                  > Skąd wicie, towarzyszu, że wysiadam?

                  Bo to widac za kazdym razie po tym ze:
                  1. zaczynasz widziec podwojnie.
                  2. piszesz tak, jakbys ciagle jeszcze nalezal do PZPR.
                  3. stajesz sie wulgarny.
                  4. pleciesz trzy po trzy o rzeczach o ktorych kiedys przeczytales ale ktorych do
                  tej pory nie zrozumiales.
                  • kozak-na-koniu Re: Ale kto jest winny? 12.09.09, 09:48
                    hanni napisał:

                    > Bo to widac za kazdym razie po tym ze:
                    > 1. zaczynasz widziec podwojnie.

                    Aha. Jednak wyliczył. Zapewne uwzględnił wskazówkę, która się
                    zatrzymała.

                    > 2. piszesz tak, jakbys ciagle jeszcze nalezal do PZPR.

                    O sobie, towarzyszu, piszecie? Nie łamcie się, dla takich jak Wy też
                    znajdzie się miejsce.

                    > 3. stajesz sie wulgarny.

                    Być może, ale tylko wobec dwóch osobników, którzy ciężko na to
                    zapracowali całą swoją radosną twórczością na tym forum.

                    > 4. pleciesz trzy po trzy o rzeczach o ktorych kiedys przeczytales
                    ale ktorych d
                    > o
                    > tej pory nie zrozumiales.

                    Nie poznaję Was, towarzyszu. Skąd tyle samokrytyki - i to w jednym
                    poście?:D
                  • kozak-na-koniu Aha, zapomniałem 12.09.09, 10:04
                    "Jak się nie ma nic do powiedzenia, to się zaczynają wycieczki
                    osobiste".:P
    • marek.dumle Przeszarżował 12.09.09, 12:32
      Przeszarżował.
      Zdarza się każdemu.
      Pardon, nie każdemu :) hanniemu i jurkowi się nie zdarza :)
      • jureek Re: Przeszarżował 21.09.09, 18:22
        marek.dumle napisał:

        > Przeszarżował.
        > Zdarza się każdemu.

        Sam przedrostek "prze-" wskazuje, że przeszarżowanie może zdarzyć się nie
        każdemu, lecz tylko temu, kto szarżuje. Bez szarżowania nie ma przeszarżowania.
        Proste, nie?
        Jura
    • karw123 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 14.09.09, 09:48
      Jakiś czas temu była płomienna dyskusja w prasie w obronie pirata, który
      tłumaczył się, że wyprzedzając TIR-a nie mógł widzieć znaku o przejściu dla
      pieszych.

      Analogicznie tu, przecież skąd kierowca mógł wiedzieć, że tam będzie wysepka,
      przejście dla pieszych i pas wyłączony z ruchu. A już stanie przechodniów na
      przystanku autobusowym to jawna złośliwość. Dać mu medal, a dla eL-ki mandat za
      tamowanie ruchu.
      • emes-nju Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 21.09.09, 16:14
        karw123 napisał:

        > Jakiś czas temu była płomienna dyskusja w prasie w obronie pirata,
        > który tłumaczył się, że wyprzedzając TIR-a nie mógł widzieć znaku
        > o przejściu dla pieszych.

        No bo nie mogl!

        Naszym fspanjalym ot drug brakuje piatej klepki i w miejscach tak
        niebezpiecznych jak okolice przejsc dla pieszych nie umieszczaja
        znakow z dwoch stron jezdni wlasnie po to, zeby ci, ktorzy
        PRZEPISOWO rozpoczynaja manewr mieli w czasie jego trwania szanse na
        zauwazenie przeszkody jezeli, co nie jest takie rzadkie (!),
        oznakowania wysepki nie ma.
        • karw123 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 21.09.09, 17:01
          Niesamowite. Wyjaśnij jak można przepisowo rozpocząć manewr wyprzedzania nie
          widząc 20m drogi przed sobą. Jasnowidz?
          • emes-nju Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 21.09.09, 17:04
            Czy na wyprzedzenie TIRa wystarcza Ci 20 m? Jak az tak szybko nie
            jezdze...
            • tomek854 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 21.09.09, 17:43
              Oczywiście że nie. Dlatego jeżeli 20 m dalej jest wysepka to się nie wyprzedza.
              I po to tam ta wysepka jest.
              • emes-nju Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 21.09.09, 17:58
                Wiem, wiem - nie widze, nie wyprzedzam.

                Jak nie widze oznakowania wysepki, to przeciez nie znaczy, ze jej
                tam nie ma. Dlatego w nocy nalezy calkowiecie zaniechac
                wyprzedzania! Dogonimy TIRa, wleczemy sie za nim. TIR wyprzedzi
                Zuka, zostajemy za Zukiem. Zuk wyprzedzi furmanke, wleczemy sie za
                furmanka. Furmanka pieszego...

                No bo wiesz... Jak czegos nie widzisz, to nie znaczy, ze tego nie
                ma. W nocy nie wolno zatem wyprzedzac! Bo ostatnio do
                nieoswietlonych pieszych i rowerzystow (juz tylko z ich powodu w
                nocy absolutnie nie wolno wyprzedzac!) dolaczyly budowle na srodku
                drogi. Budowle teoretycznie dobrze oznaczone. Tylko, ze teoria nie
                bierze pod uwage praktyki. A zgodnie z praktyka nie wszyscy sa
                idealami... I tak jeden niezbyt idealny kosi oznakowanie wysepki, a
                drugi niezbyt idealny rozpoczyna manewr, bo jak nie widzi
                przeszkody, to uznaje, ze jej nie ma (bo zgodnie ze zdrowym
                rozsadkiem na srodku jezdni w szczerym polu nic nie powinno byc - a
                jezeli juz jest, to MUSI byc oznakowane w taki sposob, zeby trzeba
                bylo dolozyc staran, zeby tego nie zauwazyc, a nie dolozyc staran,
                zeby to zauwazyc zza wyprzedzanego auta :-P ).

                MAM WRAZENIE, ze kosztujacy grosze kawalek blachy po drugiej stronie
                jezdni moze nie pomoc pierwszemu nieidealnemu. Ale drugiemu juz tak!
                Tylko po co? Wystarczy zawsze w nocy powstrzymac sie od
                wyprzedzania. Albo byc wrozka. Albo chociaz zainwestowac w
                noktowizor :-P
                • karw123 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 21.09.09, 19:22
                  No cóż, jest dokładnie tak jak napisałeś.

                  Zakładam oczywiście, że Twoja wypowiedź stosuje się do Twojego punktu widzenia i
                  w szczególności wygląda to tak, że:

                  "Dogonisz TIRa, wleczemy sie za nim[, jeśli nie potrafisz wyprzedzić]. TIR
                  wyprzedzi Zuka, zostajesz za Zukiem[, jeśli nie potrafisz wyprzedzić]. Zuk
                  wyprzedzi furmanke, wleczesz sie za furmanka[, jeśli nie potrafisz wyprzedzić].
                  Furmanka pieszego...[, jeśli nie potrafisz wyprzedzić]"

                  Dokładnie tak jest. Jeśli faktycznie nie jesteś w stanie wyprzedzić furmanki nie
                  waląc w ciemno, to radzę zostać w domu.
                  • emes-nju Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 22.09.09, 11:27
                    karw123 napisał:

                    > "Dogonisz TIRa, wleczemy sie za nim[, jeśli nie potrafisz
                    > wyprzedzić].

                    Kolejna forumowa wrozka :-P

                    Ty oczywiscie szykujac sie do nocnego wyprzedzania uruchamiasz
                    zdolnosci paranormalne i juz wiesz, ze to czego nie widzisz to
                    wysepka. Albo rowna droga. Albo rowna droga ze snujacym sie
                    rowerzysta bez oswietlenia.

                    No, zuch! Wiecej takich!
                    • karw123 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 22.09.09, 15:38
                      Z autopsji? Oczywiście z twojego punktu widzenia może to wyglądać niesamowicie,
                      pozostaje ci tylko wiara, że tak się da. Trzeba mieć nieźle poharataną psychikę
                      tak waląc w ciemno non stop. Cóż, natura poskąpiła niektórym pewnych
                      umiejętności. Musisz niezłe zagrożenie powodować dla innych użytkowników ruchu.
                      • emes-nju Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 22.09.09, 16:03
                        karw123 napisał:

                        > Trzeba mieć nieźle poharataną psychikę tak waląc w ciemno non
                        > stop.

                        Nie non stop. Ale kazdy, kto duzo jezdzi po Polsce WIE, ze w nocy
                        poza zasiegiem wzroku zawsze moze byc cos, czego byc nie powinno
                        . Kiedys byli to glownie nieoswietleni piesi i rowerzysci, a
                        teraz, w ramach poprawy bezpieczenstwa, doszly jeszcze pobudowane
                        radosnie w osi jezdni budowle, ktore zwykle swieca jak szalone
                        (skutecznie uniemozliwiajac zauwazenie nieoswietlonych, w ktorych
                        istnienie uwierzysz, jak...), ale czasem (dosc czesto) nie swieca,
                        bo z jakichs powodow ktos zniszczyl oznakowanie.

                        Masz racje - koniecznosc pokonywania duzych dystansow po polskich
                        duktach haracze psychike.

                        > Cóż, natura poskąpiła niektórym pewnych umiejętności.

                        Zdarza sie. Jedni maja wyobraznie i potrafia sobie wyobrazic rozne
                        rzeczy, a drudzy dopoki nie nadzieja sie na te rzeczy, nie wierza w
                        ich istnienie. Zycze Ci zatem, zebys sie nie nadzial na to, czego
                        nie potrafisz sobie wyobrazic :-P

                        > Musisz niezłe zagrożenie powodować dla innych użytkowników ruchu.

                        Otoz nie. Wlasnie dzieki mojej wyobrazni, ktora byc moze haracze mi
                        psychike, jezdze bezpiecznie. I wiem, ze moze mi sie zdarzyc na
                        drodze blad (np. niezauwaznie nieoswietlonej wysepki!), ktorego
                        skutki DEZorganizator ruchu radosnie spoteguje, bo, tak jak Ty, nie
                        widzi potrzeby POMOCY kierowcy poprzez ustawianie oznakowania
                        wysepek po obydwu stronach jezdni. Koszt oznakowania zaden, skutki
                        nie do przecenienia. Tylko po co? Wystarczy "dostosowac" :-P

                        O tym, ze to OD LAT nie dziala przekonuja nas statystyki, ale to
                        nikomu, z wyjatkiem rodzin ofiar nie przeszkadza -
                        jakby "dostosowal", to by zyl. Po co robic cos, co zmniejszy
                        skutki "niedostosowania"? :-/
                • tomek854 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 22.09.09, 17:11
                  emes-nju napisał:

                  > Wiem, wiem - nie widze, nie wyprzedzam.

                  Ja bym to ujął inaczej: widzę, że nic nie ma = wyprzedzam.

                  > Jak nie widze oznakowania wysepki, to przeciez nie znaczy, ze jej
                  > tam nie ma.

                  Fascynuje mnie to twoje uparte przekonanie, że nie można zobaczyć wysepki, która
                  wystaje ponad jezdnię, a można zobaczyć linię, która nie wystaje a jedynie jest
                  namalowana.

                  Podpowiem Ci zatem: patrz na linię. Jak dwukrotna ciągła nagle znika, to może
                  tam być wysepka!

                  Dlatego w nocy nalezy calkowiecie zaniechac
                  > wyprzedzania!

                  Jak się nie umie, nie ma pewności, albo nie widzi, czy droga jest wolna, to tak.
                  Ja tak robię. Na szczęscie często się zdarza, ze widzę, że droga jest wolna i
                  wtedy wyprzedzam.

                  NIe chce mi się komentować dalej, powtarzam tylko:
                  NIE: Wyprzedzamy jak nie widzimy przeszkód - bo skończymy jak ślepy koń na
                  Wielkiej Pardubickiej
                  TAK: Wyprzedzamy, jak widzimy, że nie ma przeszkód.
                  • emes-nju Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 23.09.09, 11:28
                    tomek854 napisał:

                    > emes-nju napisał:
                    >
                    > > Wiem, wiem - nie widze, nie wyprzedzam.
                    >
                    > Ja bym to ujął inaczej: widzę, że nic nie ma = wyprzedzam.

                    Skoro wiec nie mozesz miec W NOCY pewnosci, ze nic nie ma, nie
                    wyprzedzasz. (Widocznie masz ten luksus, ze sie nigdy nie spieszysz).

                    I wlasnie dlatego, dla ulawienia jazdy i uczynienia jej bardziej
                    bezpieczna (!!!), skoro juz buduje sie betonowe szykany w osi
                    jezdni, to nalezy je oznaczac w taki sposob, zeby nie dalo sie
                    oznakowania przeoczyc - oznacza to znaki po obydwu stronach jezdni
                    (!). To moze pomoc komus, kto nie stosuje swiatlych raz z gatunku
                    j.w. i podejmuje manewr wyprzedzania nie widzac wysepki, ktorej
                    oznakowanie ktos zdjal. Nie widzac tez linii ba srodku drogi, bo te
                    w Polsce nie zawsze sa widoczne (zatarte, zalane woda, zasyfione
                    blotem itd.).

                    > Fascynuje mnie to twoje uparte przekonanie, że nie można zobaczyć
                    > wysepki, która wystaje ponad jezdnię

                    Mnie raczej fascynuje Twoje przekonanie, ze kazdemu ta sztuczka sie
                    uda...

                    Twoje przekonanie fascynuje, a przekonanie DEZorganizatora ruchu
                    przeraza! Bo naprawde chodzi o JEDNA, kosztujaca grosze blaszke po
                    lewej stronie jezdni!!!
                    • tomek854 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 23.09.09, 15:56
                      Dlaczego nie mogę wyprzedzać w środku nocy? Dlaczego sądzisz, że nie jestem w
                      stanie zobaczyć braku zagrożeń? Nie mówimy o czynnikach niespodziewanych jak
                      rowerzyści wyskakujący z krzaków czy pijani piesi śpiący na gałęzi i znienacka
                      spadający na ziemię, bo to są rzeczy, których nie ma na drodze, ale jakoś w
                      świetle świateł krótkich jestem w stanie widzieć na kilkadziesiąt metrów do
                      przodu, przy czym na kilkanaście mam bardzo jasno.

                      Tak więc obserwuję sobie drogę w świetle świateł moich oraz pojazdu
                      wyprzedzanego oraz w świetle jego świateł długich, jeżeli nikt przed nim nie
                      jedzie, tudzież w świetle samochodów poprzedzających go.

                      Takie oświetlenie wystarcza zazwyczaj do zobaczenia wszelakich przeszkód jak
                      ciągłe linie, wysepki, słupki, zakręty, wierzchołki gór i tak dalej.

                      Nawet jednak zakłdawszy, że mam jedynie swoje światła, zawsze świecę na te
                      kilkanaście-kilkadziesiąt metrów i wystarczy to, aby w razie potrzeby przerwać
                      manewr wyprzedzania nawet jeśli coś nagle zobaczymy.

                      Naprawdę nie widzę, w czym masz problem. Jeżeli nie jesteś w stanie ocenić w
                      świetle swoich świateł oraz w świetle świateł innego użytkownika ruchu czy
                      manewr jest bezpieczny, to chyba faktycznie nie powinieneś wyprzedzać - nawet,
                      jeśli się śpieszysz.

                      > Mnie raczej fascynuje Twoje przekonanie, ze kazdemu ta sztuczka sie
                      > uda...

                      Jestem świadom, że nie każdemu. Ludzie są rózni. Miałem kiedyś doczynienia z
                      kierującym który wyjechał z własnego garażu (PRZODEM!!!) i walnął w bok mojej
                      cięzarówki stojącej na światłach (znaczy w oczekiwaniu na czerwone, bo poza tym
                      bez świateł to było - w dzień) w poprzek jego wyjazdu BO PATRZYŁ W PRAWO CZY
                      NIKT AKURAT NIE JEDZIE!!!

                      > Twoje przekonanie fascynuje, a przekonanie DEZorganizatora ruchu
                      > przeraza! Bo naprawde chodzi o JEDNA, kosztujaca grosze blaszke po
                      > lewej stronie jezdni!!!

                      Owszem, znak po lewej stronie może być przydatny. Ale najpierw trzeba by
                      usunąć z polskich dróg ten nadmiar kakofonii znakowej oraz nabdżdżone wszędzie
                      reklamy, szyldy, billboardy i reklamiszcza, bo tak, to on tylko zginie w ogólnym
                      znakologicznym bełkocie.
              • hanni Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 21.09.09, 18:08
                tomek854 napisał:

                > Oczywiście że nie. Dlatego jeżeli 20 m dalej jest wysepka to się nie wyprzedza.
                > I po to tam ta wysepka jest.

                Ale emesnju chcialby, zeby byl wczesniej znak ostrzegawczy... przed wysepka i
                przejsciem!!!!


                "w miejscach tak niebezpiecznych jak okolice przejsc dla pieszych nie
                umieszczaja znakow z dwoch stron jezdni wlasnie po to, zeby ci, ktorzy
                PRZEPISOWO rozpoczynaja manewr mieli w czasie jego trwania szanse na zauwazenie
                przeszkody jezeli, co nie jest takie rzadkie (!),oznakowania wysepki nie ma".


                Moze jeszcze by tak.... znaki przed znakami? Tak na wszelki wypadek rozumie sie.
                Zeby tez te znaki przed przeszkodami zauwazyc.

                • tomek854 Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 22.09.09, 17:15
                  A przed nimi jeszcze znaki "inne niebezpieczeństwo" ostrzegające o stojących na
                  poboczu słupkach od znaków ostrzegających przed znakami ostrzegającymi przed
                  niebezpieczeństwem.

                  Bo same znaki to owszem, żółte są albo białe i odblaskowe, łatwo zobaczyć. Ale
                  się tak może zdarzyć, że ktoś akurat taki znak z nieznanych powodów usunie. I
                  wtedy nawet jadący przepisowo człowiek, który nagle będzie musiał salwować się
                  ucieczką albo np. popełni bład (wiadomo - każdemu może sie zdarzyć) jest
                  narażony na uderzenie w taki słupek po znaku ostrzegawczym przed znakiem
                  ostrzegawczym przed znakiem ostrzegawczym przed np. wysepką. A takie słupki
                  znakowe, to jeszcze gorsze są niż te plastikowe na środku jezdni normalnie :-)
          • hanni Re: O tym jak wysepka chciała zabić przechodnia.. 21.09.09, 18:04
            karw123 napisał:

            > Niesamowite. Wyjaśnij jak można przepisowo rozpocząć manewr wyprzedzania nie
            > widząc 20m drogi przed sobą. Jasnowidz?

            Obled, nie? Wyprzedza jadaca jakies 40-50 km/h "elke" w miescie i potrzebuje
            znaki ostrzegajace przed... przejsciem i wysepka.
            Bo jak sie bierze za wyprzedzanie to jednego i drugiego nie widzi.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja