Z niewielką pomocą...

03.10.09, 17:34
Drobne przysługi potrafią czasem komuś naprawdę dużo pomóc.
Niewielkim wysiłkiem można poprawić i bezpieczeństwo i atmosferę na
drodze.
Film o
tym, że czasem warto patrzeć dalej/szerzej niż zderzak poprzednika...
    • tiges_wiz Re: Z niewielką pomocą... 03.10.09, 17:37
      ja tez wole wpuscic ;)
      lepiej niech wjedzie przede mnie niz sie ma pchac na sile
      • mejson.e Re: Z niewielką pomocą... 03.10.09, 17:44
        tiges_wiz napisał:

        > ja tez wole wpuscic ;)
        > lepiej niech wjedzie przede mnie niz sie ma pchac na sile
        >
        Poza tym, czasami odblokowuje się jadących z przeciwka.

        Trzeba zawsze zrobic bilans, ile stracę ja a ile zyska ten drugi?

        Tylko trzeba uważać, by nie przesadzić i nie silić się na uprzejmość
        zbędną - gdy jedziemy jako ostatni samochód w kolumnie, albo nasze
        hamowanie może mocno zamieszać za naszymi plecami.

        I NIGDY nie wpuszczać dzieci poza przejściem!
        • tiges_wiz Re: Z niewielką pomocą... 03.10.09, 17:48
          mowisz o rzeczach oczywistych ;) jasne ze jak jade ostatni w kolumnie to zaraz
          bedzie miejsce.
          • mejson.e Re: Z niewielką pomocą... 03.10.09, 17:55
            tiges_wiz napisał:

            > mowisz o rzeczach oczywistych ;) jasne ze jak jade ostatni w
            kolumnie to zaraz
            > bedzie miejsce.

            Nie dla wszystkich oczywiste.
            Nieraz trafi się jakiś uprzejmy i daje po heblach bo do przejścia
            zbliża sie pieszy.
            A jak bywał nieuprzejmy wiele razy wcześniej, to może nieźle
            zaskoczyć tych za sobą..
        • edek40 Re: Z niewielką pomocą... 05.10.09, 12:31
          > Tylko trzeba uważać, by nie przesadzić i nie silić się na uprzejmość
          > zbędną - gdy jedziemy jako ostatni samochód w kolumnie, albo nasze
          > hamowanie może mocno zamieszać za naszymi plecami.

          I to sie wpisuje w moje pytanie, czy puszczanie pojedynczych pieszych ma sens.
          Pojawiaja sie ciagle glosy, aby wzorem innych panstw, bezwarunkowo puszczac
          pieszych, gdy tylko pojawia sie w poblizu. Z jednej strony dosc czesto zdarza mi
          sie zatrzymywac i odgrywac pantomime z pieszym, ktory wcale nie chce przejsc,
          choc stoi na krawedzi (klaniaja sie przyslowiowi harcerze, ktorzy "przymusowo"
          spelniaja dobry uczynek i przeprowadzaja saruszke pod rece - czuwaj!). Z drugiej
          strony ciag pojedynczych pieszych moze skutecznie zablokowac ruch dla samochodow
          (vide korek do wjazdu na most Slasko-Dabrowski zaraz za tunelem, gdzie piesi w
          tej zlej dla nich Warszawie generuja korek po horyzont).
    • black.tiguan Dwie uwagi 03.10.09, 18:11
      Po pierwsze: jeśli za mną jest sznur samochodów, to wpuszczam. Jeśli zaś
      za mną są max. 2 pojazdy, nie wstrzymuję ruchu. Szybciej zresztą będzie,
      gdy przejedziemy, niż zanim włączający się do ruchu upewni się, że może to
      zrobić bezpiecznie.
      To samo dotyczy pieszych stojących przed przejściem.

      Po drugie: nie znoszę sytuacji, gdy przepuszczam (w długim korku) kogoś z
      przeciwka skręcającego w lewo, a wykorzystuje to jakiś burak, który
      właśnie wyjechał z prawej i ładuje się w lukę :/

      A tego chama w merolu na 3:50 bym chyba strąbił ;)
      • mejson.e Re: Dwie uwagi 03.10.09, 23:24
        black.tiguan napisał:

        > Po pierwsze: jeśli za mną jest sznur samochodów, to wpuszczam. Jeśli zaś
        > za mną są max. 2 pojazdy, nie wstrzymuję ruchu. Szybciej zresztą będzie,
        > gdy przejedziemy, niż zanim włączający się do ruchu upewni się, że może to
        > zrobić bezpiecznie.
        > To samo dotyczy pieszych stojących przed przejściem.

        Robię tak samo, jeśli dotyczy to zwykłego wpuszczania pieszego czy kogoś z
        bocznej uliczki.
        Inaczej jest w przypadku kogoś, kto musi wycofać zamiast wyjeżdżać przodem.
        Wtedy często fragment jezdni widzianej przez manewrującego jest bardzo krótki i
        nie widać nadjeżdżających. Wtedy pojawienie się w zasięgu wzroku kogoś, kto
        zatrzymał się i pozwala bezpiecznie wyjechać, bywa wybawieniem.
        >
        > Po drugie: nie znoszę sytuacji, gdy przepuszczam (w długim korku) kogoś z
        > przeciwka skręcającego w lewo, a wykorzystuje to jakiś burak, który
        > właśnie wyjechał z prawej i ładuje się w lukę :/

        Podobnie, gdy asekurujesz wycofującego a z przeciwka jadą jakby nigdy nic -
        przykład tego widać w 2:10.

        > A tego chama w merolu na 3:50 bym chyba strąbił ;)

        Widziałeś, z jak długiego korka "pochodził"?
        Snuł się ogłupiały od wielu minut i nawet mu do głowy nie przyszło, że z bocznej
        uliczki może chcieć ktoś wyjechać.
        Po co zresztą miał się martwić?
        Przecież miał pierwszeństwo...
    • magdalena2lbn Re: Z niewielką pomocą... 03.10.09, 23:54
      Z wielka przyjemnoscia obejrzalam Twoj filmik.Sama po sobie widze
      jak zmienia sie kultura jazdy.Kiedys wstyd przyznac, ale zdarzalo mi
      sie jezdzic po pietach ludzi przechodzacych przez zebre.
      Teraz jest to nie do pomyslenia.Czlowiek stojacy przy przejsciu jest
      dla mnie zawsze sygnalem "stop", a jak zdarzy sie,ze ludzie za to
      dziekuja kiwnieciem glowy czy usmiechem to od razu robi sie cieplej
      na duszy.
      Rowniez bardzo sobie cenie podziekowanie swiatlami za wpuszczenie
      kogos z boku.Mam wlasne obserwacje kto zwykle dziekuje mrugnieciem
      swiatlami, a kto nigdy.Zawsze na trasie dziekuja za drobne
      uprzejmosci
      warszawiacy , a nigdy Radom i Kielce

      .....uderz w nożyce,a stół się odezwie.....;)
      • basia961 Re: Z niewielką pomocą... 04.10.09, 04:44
        Oczywistości same...
        Ale - cięzarówka...nie kierowcy "wina" że wyjazd wąski jest i musi całą drogę
        blokować. Nie rozumiem natomiast dlaczego wydaje się pozwolenia na działalność
        firmy bez odpowiedniego wjazdu. Mieszkam przy drodze wojewódzkiej, po drodze do
        miasta (3km raptem) mam dwa składy budowlane i jedną firmę spedycyjną? - diabli
        wiedzą, szyldu nie ma, ciężarówki ma. Trzy na odcinku trzech kilometrów. Wjazdy
        do tych firm są wąskie, ciężarówka ledwo na szerokość się mieści. Każdy wjazd -
        wyjazd to blokowanie drogi, na dość długo - bo "na raz" manewr nie
        wyjdzie...Dlaczego wjazdy wąskie? - przy drodze są drzewa, wycięcie kosztuje to
        wycina się jedno. Gdyby wyciąć dwa, wjazd mógłby być szeroki...Po co właściciel
        ma ponosić koszty, droga się korkuje - a co go to obchodzi?
        Drugie "ale" - dlaczego "wpuszczeni" kierowcy mrugają awaryjnymi? Nagle samochód
        sie popsuł? Dziwny zwyczaj...A nie prościej unieść prawą rękę i tak podziękować?
        • basia961 Re: Z niewielką pomocą... 04.10.09, 05:05
          Droga jest krajowa, nie wojewódzka (choć niewiele to zmienia)...
        • tiges_wiz Re: Z niewielką pomocą... 04.10.09, 10:09
          ja dziekuje albo reka, albo migam prawo-lewo-prawo
          awaryjne wlaczam jak korek jest poza terenem zabudowanym
          • mejson.e Podziękował... 04.10.09, 10:28
            tiges_wiz napisał:

            > ja dziekuje albo reka, albo migam prawo-lewo-prawo
            > awaryjne wlaczam jak korek jest poza terenem zabudowanym

            Ja z reguły dziękuję prawą ręką, czasem pojedynczym mrugnięciem awaryjnymi, ale
            tylko wtedy gdy jest to jednoznaczne i nie wprowadza w błąd.
            Przede wszystkim jadę, by nie opóźniać uprzejmego, a potem myślę o podziękowaniu...
    • inguszetia_2006 Re: Z niewielką pomocą... 04.10.09, 10:25
      Witam,
      Najzabawniejszy jest Mercedes na środku skrzyżowania, który (a
      jakże!) ma dwa metry przed maską i nie może podjechać, bo odstęp
      rzecz święta;-D I wciska się taki biedny Mejson, choć powinien
      trąbić na idiotę. Zamiast wzbudzać litość(nie tędy droga, tym razem)
      trzeba było pogonić go w diabły ze skrzyżowania, bo miał możliwość
      manewru, tylko głupota wrodzona nie pozwoliła mu skorzystać z
      możliwości.
      Pzdr.
      Inguszetia
      • mejson.e Nie wiedzą co czynią... 04.10.09, 13:32
        inguszetia_2006 napisała:

        > Zamiast wzbudzać litość(nie tędy droga, tym razem)
        > trzeba było pogonić go w diabły ze skrzyżowania, bo miał możliwość
        > manewru, tylko głupota wrodzona nie pozwoliła mu skorzystać z
        > możliwości.

        Wybacz mu, wszak nie wiedział, co czyni...

        Klakson wzbudza agresję, pokazanie rozwiązania bez hałasu budzi często zawstydzenie.
        Chyba że ktoś jest na tyle (o)tęp(iał)y, że nawet nie zauważy, co się stało...
        • black.tiguan Wiedzą, wiedzą.. 04.10.09, 13:52
          Zawstydzenie takiego głąba jest większe, gdy się podjedzie do jego
          burty, włączy długie i klakson. Wtedy wszyscy naokoło widzą, co
          zrobił.

          Wychodzę z założenia, że lepiej niech on się denerwuje niż ja. Poza
          tym być może na następne skrzyżowanie nie wjedzie, póki nie będzie
          miał szansy zjechać.

          Powiecie, że to mało eleganckie postępowanie. Owszem. Ale wybaczyć
          można błąd, lekkie zagapienie, spóźnienie przy zmianie pasa.
          Cwaniactwo nie zasługuje na pobłażanie. A brak jego potępiania
          powoduje moim zdaniem rozzuchwalenie sprawców.
          • mejson.e Re: Wiedzą, wiedzą.. 04.10.09, 20:16
            black.tiguan napisał:

            > Zawstydzenie takiego głąba jest większe, gdy się podjedzie do jego
            > burty, włączy długie i klakson. Wtedy wszyscy naokoło widzą, co
            > zrobił.
            >
            > Wychodzę z założenia, że lepiej niech on się denerwuje niż ja. Poza
            > tym być może na następne skrzyżowanie nie wjedzie, póki nie będzie
            > miał szansy zjechać.

            Człowiek obtrąbiony to człowiek wściekły, a wściekły to niebezpieczny dla innych.


            > Powiecie, że to mało eleganckie postępowanie. Owszem. Ale wybaczyć
            > można błąd, lekkie zagapienie, spóźnienie przy zmianie pasa.
            > Cwaniactwo nie zasługuje na pobłażanie. A brak jego potępiania
            > powoduje moim zdaniem rozzuchwalenie sprawców.

            To nie było cwaniactwo, tylko najzwyklejsza, głupia, otępiała bezmyślność...
            • black.tiguan Re: Wiedzą, wiedzą.. 04.10.09, 22:07
              Być może wyraziłem się nieprecyzyjnie ;)
              Zagapienie czy też "otępienie" na przeciągły klakson nie zasługuje,
              ale wjazd z pełną premedytacją na skrzyżowanie już i owszem :)
      • kaqkaba Re: Z niewielką pomocą... 05.10.09, 09:26
        > Najzabawniejszy jest Mercedes na środku skrzyżowania, który (a
        > jakże!) ma dwa metry przed maską i nie może podjechać, bo odstęp
        > rzecz święta;-D I wciska się taki biedny Mejson, choć powinien
        > trąbić na idiotę.

        Ja jako kierowca i pieszy mam nieco inny zwyczaj. Podjeżdżam blisko takiego i
        czekam (oczywiście bez przesady jak utrudniałbym ruch innym to nie). Z przodu są
        dość często przytomni i robią miejsce.
        Jako pieszy jestem bezwzględny. Albo staje tuż przy szybie kierowcy i czekam, aż
        zjedzie patrząc z wyrzutem ewentualnie pobłażaniem na kierownika. A jak się
        spieszę przechodzę obok i zawsze przed maską nigdy za delikwentem (oczywiście
        patrzenie obowiązuje).
    • ano.nim Re: Z niewielką pomocą... 06.10.09, 08:41
      Gdyby nie obserwacja różnego oświetlenia, koloru liści itp. w poszczególnych
      scenach filmu, to można by pomyśleć, że mejson non stop kogoś wpuszcza i robi
      uprzejmości.
      Jazda za kimś takim to wk... na maksa. :-)
      Widać jednak, że to zbitka scen nakręconych na przedziale kilku miesięcy. Na
      szczęście.

      Z uprzejmością nie należy przesadzać, bo łatwo nie tylko o zdenerwowanie
      jadących za nami ale i o nieporozumienie prowadzące do kolizji czy wypadku.
      Rezygnacja z własnego pierwszeństwa musi być przeprowadzana odpowiedzialnie.

      Ja najczęściej lituję się nad nieborakami próbującymi wycofać na ruchliwą
      jezdnię - to tak koszmarny manewr, że sam z reguły wjeżdżam tyłem, by wyjeżdżać
      przodem. :-)

      Druga grupa wspomaganych przeze mnie to kierowcy dużych pojazdów - ciężarówek
      czy autobusów.
      Mało kto zdaje sobie sprawę na drodze, że wyjeżdżającemu w prawo kolosowi nie
      wystarczy miejsca na swoim pasie ruchu i potrzebuje całej szerokości wąskiej
      jezdni - idealny przykład tego jest w trzeciej scenie filmu.

      Naśladowcy pilnie poszukiwani, ale tylko naśladowcy rozsądni. :-)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja