Niby nic waznego...

12.11.09, 13:29
W >LUBLINIE< jacys biedacy nie moga dojechac do swoich domow. No coz, zdarza sie. Mnie zainteresowalo podejscie naczelnych wladz partyjnych i panstwowych do tego problemu:

"O sprawie chcieliśmy porozmawiać z urzędnikami. W Wydziale Dróg i Mostów odesłano nas do Wydziału Inwestycji, ale tam też nie uzyskaliśmy konkretnych informacji. Dyrektor poinformował nas, że jedyny inspektor, który zna sprawę jest na urlopie i dopóki nie wróci nic nie można zrobić."

To do pewnego stopnia uzmyslawia mi, jak powazna sprawa jest stawianie znakow. Jakis bardzo madry pan/pani stawia znak i wyjezdza na urlop. No kiedys musi, nie? I nikt go/jej nie moze zastapic, taka to wielka wiedza. To teraz dwa razy sie zastanowie, jak bede chcial podbic watek moich dwoch wyjazdow z obszaru zabudowanego. Moze odpowiedzialny za znaki u mnie ma urlop zdrowotny juz od grubo ponad roku? I dlatego wciaz smiesza mnie te znaki. I wychodzi, ze ja sie smieje z czyjegos nieszczescia.
    • kozak-na-koniu Re: Niby nic waznego... 12.11.09, 13:31
      Póki co, trzeba tam postawić patrol straży miejskiej i fotoradar, bo
      budżet się wali.:)
    • emes-nju Nic nie pekaj! 16.11.09, 15:05
      Na wszystko jest rada, a ja upatruje pomocy w ostatniej linijce tekstu: >Co
      ciekawe pod znakiem zakazu jest mała tabliczka z napisem: "Nie dotyczy dojazdu
      do budowy"<.

      No wiec teraz wszyscy zmotoryzowani mieszkancy zablokowanych blokow powinni
      rozpoczac remonty w swoich mieszkaniach - beda "dojezdzac na budowe".

      Chyba za duzo Barei sie naogladalem ;-)
Pełna wersja