edek40
12.11.09, 13:29
W >LUBLINIE< jacys biedacy nie moga dojechac do swoich domow. No coz, zdarza sie. Mnie zainteresowalo podejscie naczelnych wladz partyjnych i panstwowych do tego problemu:
"O sprawie chcieliśmy porozmawiać z urzędnikami. W Wydziale Dróg i Mostów odesłano nas do Wydziału Inwestycji, ale tam też nie uzyskaliśmy konkretnych informacji. Dyrektor poinformował nas, że jedyny inspektor, który zna sprawę jest na urlopie i dopóki nie wróci nic nie można zrobić."
To do pewnego stopnia uzmyslawia mi, jak powazna sprawa jest stawianie znakow. Jakis bardzo madry pan/pani stawia znak i wyjezdza na urlop. No kiedys musi, nie? I nikt go/jej nie moze zastapic, taka to wielka wiedza. To teraz dwa razy sie zastanowie, jak bede chcial podbic watek moich dwoch wyjazdow z obszaru zabudowanego. Moze odpowiedzialny za znaki u mnie ma urlop zdrowotny juz od grubo ponad roku? I dlatego wciaz smiesza mnie te znaki. I wychodzi, ze ja sie smieje z czyjegos nieszczescia.