emes-nju
24.11.09, 15:44
Znakowaniem drog zajmuje sie ok. 2500 urzedow. W kazdym pracuje jakas liczba urzednikow, ktorzy stawiaja znaki. Imponujaca ilosc! A jak jeszcze wezmie sie pod uwage, ze urzedy te podlegaja roznym instytucjom, obrazu chaosu wylania sie glebia.
Oczywiscie kazdy urzednik, ktory postawi znak, stawia go w osobistym przekonaniu, ze stawia go prawidlowo i z korzyscia dla ruchu (nie jest przeciez sabotazysta owladnietym mania dezorganizowania ruchu! :-P ).
I tu zaczynaja sie "schody". Kazdy, kto musial skorygowac przez siebie napisany tekst, doskonale wie jakie to trudne - trudno znalesc literowki, a takze BLEDY LOGICZNE. Znokologowi tez... Ten urzednik, jadac "swoja" droga (prywatnie - na wyjazdy sluzbowe nie ma kasy), nie zauwazy swoich bledow! A jak zauwazy je ktos inny, to zanim trafi do odpowiedzialnego za to urzednika, zdarzy sie zniechecic...
Szczerze powiedziawszy do zalozenia tego watku sklonila mnie TA odpowiedz eksperta. Ekspertowi zajelo prawie 3 tygodnie ustalenie, ze opisywany odcinek drogi to nie jego dzialka. Ciekawe ile jeszcze czasu trwaloby dojscie, ktory personalnie urzednik zasadzil konkretnego kfjatuszka...