bimota
30.11.09, 11:50
Trafilem wczoraj w TVN Turbo na kawalek programu o tym jak policja mandatowala
kolesia za wjazd na "czerwonym". Ten, oczywiscie twierdzil, ze bylo zolte.
Jako dowod pokazywali zdjecie z drogi poprzecznej na ktorym widac bylo zielone
swiatlo i delikwenta na srodku skrzyzowania, wniosek, ze musial wjechac na
czerwonym. Nawet jesli faktycznie tak bylo to wg mnie takie zdjecie nie
powinno byc dowodem bo nie widac sygnalizatora na drodze, ktora tamten jechal
i nie widac momentu wjazdu na skrzyzowanie. Na pewno w tej sytuacji nalezalo
by odstapic od karania za wjazd na zoltym bo z tej perspektywy trudno oceniac
czy mial szanse bezpiecznie zahamowac. Pod koniec chyba migneli dluzszym
kawalkiem filmu i z tego co zauwazylem w momencie wjazdu na skrzyzowanie na
poprzecznej bylo zolte. Wydaje mi sie, ze jednoczesnie nie powinno byc zoltego
na obu drogach, wiec tamten raczej mial czerwone, ale to tylko domysly.
Generalnie zastanawiam sie czy takie cos powinno byc traktowane jako dowod.
Moim zdaniem policjant powinien miec wglad na konkretny sygnalizator by dawac
mandaty. W praktyce to trudne do zrealizowania i zaczynam rozumiec dlaczego
tak rzadko za to mandatuja i wymysla sie jakies drogie fotoradary. No ale
mozna by chyba zrobic jakis prosty system dajacy "cynk" z sygnalizatora do
radiowozu...