edek40
29.01.10, 12:20
Wczoraj wracalem sobie do domu po pracy. Oczywiscie wieczorowa pora i po bialej (nie brunatnej od soli tylko bialej) jezdni. Ponadto, aby ulatwic mi jazde padal gesty snieg, a szosa, jak to szosa, oswietlona nie byla. No i jechalem sobie spokojnie. Moj spokoj zburzylo jakies cos, co zamajaczylo mi przez snieg. Po wyhamowaniu z niebezpiecznej dla zycie predkosci okolo 40 km/h, w czterokolowym uslizgu, ominalem to cos, co mi zamajaczylo. Byla to bardzo elegancka pani. Miala na sobie bardzo ladny, puchowy plaszczyk poza kolana. Do tego pieknie kolorystycznie pasujace buciki. Naprawde elegancka i jakas taka na czasie. Otoz kobieta owa byla ubrana od stop do glow na bialo. Lacznie z czapka. Naturalne jest to, ze szla do mnie tylem, wiec nawet twarz nie powodowala dysonansu kolorystycznego. Byla znakomicie zamaskowana. Ani chybi ogladala "Tylko dla orlow".
Oczywiscie wyjde na malkontenta, bo zawsze twierdze, ze nie ma nic gorszego niz pieszy ubrany na czarno...