edek40
15.02.10, 12:42
Dobrych kilka lat temu na naszej lokalnej szosie, w zimie, samochody wyjezdzily "trojszynowa" trakcje. Metoda mijania sie polega naturalnie na tym, ze samochod na szczescie nie jest pojazdem szynowym i moze wyjechac z kolein. Ale chyba nie kazdy. Jeden taki "wyjal" moja malzonke z szosy. Po prostu calkiem nie ustapil jej drogi i choc jechala powoli, sciagnelo ja z szosy. Zapewne zbyt gwaltownie machnela kierownica, ale, jak sie tlumaczyla, gosc jechal naprawde szybko, a jej za pozno wpadlo do glowy, ze z przeciwka jedzie bandyta.
Dzis jechalem do pracy za cieciem malinowym, ktory nie przekraczal 20 km/h. Z uwagi na spory ruch z przeciwka, zamajaczyla mi wizja wielokilometrowego marnowania paliwa i czasu. Przy najblizszej okazji zjechalem wiec z glownej szosy, na taka wlasnie "trzytorowa". I oczywiscie w koncu trafilem na pojazd szynowy. Najpierw niemal wepchnal auto jadace przede mna w zaspe, a potem probowal to robic ze mna. Hm, chevy jest szeroki. Zjechalem tyle, ze zaczalem szorowac progiem po bandzie sniegowej. Dalej nie wjezdzalem, bo po pierwsze szkoda mi lakieru, a po drugie, gosc z przeciwka, gdyby tylko wyjechal z szyn, mial jeszcze ponad metr na ustapienie. Obaj zatrzymalismy sie. Pan z przeciwka mial sporo do powiedzenia przez szybe. Otworzylem swoja i pokazalem, ze nic nie slysze. Pantomima byla nawet zabawna. Pokazalem panu, ze powinien, podobnie jak ja, zjechac na prawo. Szalenie obrazony zjechal...
Ciekawe czego takie barany sie spodziewaja?