edek40
18.02.10, 10:50
Stoje sobie, wraz z kilkoma autami na drodze podporzadkowanej. Glowna jedzie jeden samochod. Na obu jezdniach pod kolami bialo, wiec nie decyduje sie na wyjazd, choc jadacy glowna jest dosc daleko. Po co ryzykowac? Przejedzie, to i ja wjade. Jadacy glowna zdaje sie zwalniac, choc w nocy trudno to ocenic. Jest juz jednak zdecydowanie zbyt blisko, aby podejmowac jakiekolwiek proby wyjazdu. Czekamy wiec wszyscy, a jest nas juz ponad 10 aut (tyle widze w lustrach - moze byc wiecej, bo ktos moze komus zaslaniac swiatla). Samochod jadacy glowna zbliza sie do skrzyzowania, zwalnia, zaczyna skrecac i zapewne przypadkiem, przy kreceniu kierowcnica, kierowca traca dzwigienke kierunkowskaza. Ten blyska raz i juz. Samochod skreca. Ruszam. Niby nic takiego sie nie stalo. Jednak dzieki takiemu "oszczednemu" zrobil sie maly korek, ktory bedzie sie rozladowywal dobra chwile, bo pojawiaja sie kolejne auta na glownej. Ciekawe ile z nich wlaczy kierunkowskaz w podobnej metodzie, calkowicie ignorujac tak KD, jak i zwykla ludzka kulture - korek wszak widac tu z daleka, bo nic nie zaslania widoku i to z obu stron.
To typowa sytuacja naszych drog - liczy sie wylacznie to, co przed moim autem. Pozostali niech sie martwia. Zjezdzam z ronda, nie wlaczam kierunku. W d...pie mam, ze kilka aut mogloby wjechac. Ja zjezdzam, wiec z nikim sie nie stukne. Policja ma urzadzac kaskadowe, stacjonarne kontrole, bo predkosc zabija... A reszta kierowcow niech sobie radzi, niech uczy sie od chamow, chamskiego zachowania, bo policji to nie interesuje - radzic wiec trzeba sobie samemu.
Co tu duzo gadac. Tytul watku nie tyczy sie tylko bezmozgich kierowcow. Zdecydowanie bardziej tyczy sie naszej dzielnej policji, ktora nie ma absolutnie zadnego pomyslu na eliminacje wszelkiej masci patologi naszych drog. Jakby powszechne, uciazliwe czy wrecz grozne nie byly. Oni maja swoja predkosc...