owca111
19.02.10, 13:20
mieliśmy wypadek, a właściwie kolizję na wisłostradzie, gdzie wiadomo, 50km/h
raczej sie nie jezdzi. Samochod przed nami zdarzyl zjechac na lewy pas, my
niestety nie i stuknelismy w ustawione na prawym skrajnym pasie audi (jakby
nic tanszego stac tam nie moglo) podobno zabraklo mu paliwa. Pyanie, bo mial
tylko awaryjne, trasa szybka, trojkata ostrzegawczego nawet nie mial w
wyposazeniu. Nie wzywalismy policji, bo doszlismy do wniosku ze to wylacznie
nasza wina...facet spisal dowod, ubezpieczenie. no wlasnie bo dluzszym
zastanowiniu i ochlonieciu przyszla mysl, ze moze niekoniecznie? Jak to
wyglada w rzeczywistosci? wina po obu stronach, czy tylko nasza? i kolejne
pytanie czy bez udzialu policji ma sie prawo do obciazenia cudzego ubezpieczenia?
z gory dziekuje za odp.