erasms11
02.03.10, 21:50
Większość mieszkańców miejscowości domagających się od rządu budowy obwodnic, jako głównego argumentu używa uciążliwości spowodowanych dużym natężeniem ruchu ciężarówek. Nie inaczej było w Bogatyni, która wprawdzie obwodnicy się już doczekała, ale... nie można jej jeszcze otworzyć. A jak już będzie można, to i tak nie będzie nią wolno jeździć TIR-om.
Droga, która miała odciążyć centrum miasta kosztowała 15 mln zł i w zasadzie od jesieni ubiegłego roku można byłoby nią jeździć - twierdzi portal "TVN 24". Niestety, jeszcze przez jakiś czas nie będzie to możliwe. Powód? Projektant nie uwzględnił linii energetycznej przecinającej trasę. Druty wiszą tuż nad jezdnią, uniemożliwiając przejazd.
By rozwiązać problem, podniesiono kable, co - jak twierdzi burmistrz Bogatyni, Andrzej Grzmielewicz - opóźniło oddanie obwodnicy. Jednak pomimo przeprowadzenia tych prac, zwisające kable nadal nie spełniają normy. Przewody wysokiego napięcia znajdują się około 30-40 cm niżej niż wymagają tego przepisy - czytamy na portalu. Ostatecznie ustalono, że po odpowiednim oznakowaniu obwodnica będzie dostępna dla kierowców, ale tylko tych, których pojazdy nie przekraczają 3,5 metra wysokości. Oznacza to, że z drogi tej nie będą mogli korzystać kierowcy tirów.
Kierowcy poczekają zatem na otwarcie obwodnicy dla ruchu jeszcze miesiąc, miasto zapowiada wystąpienie do projektanta o zwrot kosztów związanych z dodatkowym oznakowaniem, a TIR-y nadal pojadą przez centrum Bogatyni. O ewentualnej korekcie przebiegu samej linii energetycznej nikt nie wspomina.