hanni
13.04.10, 11:09
Dwa dni temu poznym wieczorem na odcinku niemieckiej drogi krajowej spora
kolumna samochodow jadaca 70-80 km/h przy ograniczeniu do 70-tki i zakazie
wyprzedzania. Normalny widok na niemieckich drogach przynajmniej do momentu az
w lusterku widze "miszcza" wyprzedzajacego zwawo cala kolumne. Jakos od razu
bylem gotow sie zalozyc, ze "miszcz" bedzie mial rejestracje ktoregos z
wschodnioeuropejskich krajow. Nie pomylilem sie, wyladowany do oporu Passat
mial rejestracje z Polski.
I tak jakos mi sie to od razu skojarzylo z aktualna dyskusja o tragedii w
Smolensku i pytaniem pojawiajacym sie w prasie "dlaczego ciagle my". Dlaczego
takie tragedie spotykaja ciagle Polakow?
I tak sobie mysle, ze pewnie ma to jakis zwiazek z kultura przestrzegania
PROCEDUR przewidzianych dla okreslonych sytuacji, majacych na celu
minimalizacje ryzyka tragedii.
Jesli ktos jest zbyt GLUPI (niestety musze uzyc tu tego okreslenia) zeby
rozumiec sens tych procedur i je stosowac to wlasnie znacznie czesciej placi
taka cene niz ci, ktorzy te procedury (przynajmniej liczniej) rozumieja i
stosuja.
Wspolczuje bardzo ofiarom katastrofy w Smolensku i ich rodzinom ale do
tragedii najprawdopowobniej wcale by nie doszlo, gdyby pilot najzwyczajnie
przestrzegal procedur przewidzianych w takich sytuacjach.
Problemem nie jest przy tym sam fakt wyprzedzania lub ladowania wbrew
procedurom. Problem jest przede wszystkim odbior spoleczny takich zachowan.
Gdyby wyprzedzajacy na zakazie lub ladujacy w gestej mgle mimo pomyslnego
zakonczenia manewru zostal powszechnie uznany za BURAKA a nie "miszcza" i
bohatera wiedzacego lepiej od "glupich" drogowcow, "znakologow" czy "ruskiej"
wiezy to i takich zachowan i ofiar byloby znacznie mniej.