Miętcy

24.04.10, 22:48
Dzis wieczorkiem po zmroku widzialem dziwną sytuacje.

Koleś wyprzedzał powietrze. Zamrugal w lewo. Objechal. Zamrugał w prawo. Wrócił na swoj pas.

No to cóż, coś tam na pewno było, więc podświeciłem dlugimi. Oczywiście (no może nie tak oczywiście, naprawdę musiałem ślipia mocno wybałuszyć). Rowerzysta. Nawet odblaski mial na rowerze. Szkoda, że nie działały.
Bylo niezle hamowanie - cos mi z przeciwka niestety jechalo i nie dalo rady sie zmiescic.

Chamsko go strąbiłem. Az mu kredki powypadaly. Malo co z roweru nie spadl. Ale moze to chociaz tego jednego rowerzyste nauczy, ze cos nie tak z tą jego jazdą jest.

I tak najlepsze sa dzieci (za dnia) krecace sie na rowerkach kolo drogi. Hitchcock wysiada.
    • jorn Re: Miętcy 24.04.10, 23:33
      Myślisz, że go to coś nauczyło? Oby, ale obawiam się, że raczej się teraz na forum rowerowym żali, że jakiś cham w "blachosmrodzie" (jakoś tak chyba nazywają samochody) go strąbił...

      Niektórych nic nie nauczy...
      • wolfgang87 Re: Miętcy 25.04.10, 00:09
        No niestety, wydaje mi sie, ze rowerzysta forumowy=uświadomiony.

        Doszło do paranoi, ze czasami mam ochote stanac, i usciskac serdecznie dobrze oznakowanego rowerzyste, gdy spotkam takiego poza miastem.
      • rekrut1 Re: Miętcy 25.04.10, 00:11
        Niektórych nic nie nauczy...

        Przepraszam,a kto ma ich nauczać??
        Pozdr.
        • rekrut1 Re: Miętcy 25.04.10, 00:16
          Przecież na rower może wsiąść każdy, od Papuasa(nic mu nie ujmując)
          po szefa Pana Galasa.
          • wolfgang87 Re: Miętcy 25.04.10, 00:29
            Kiedys aby wsiasc na rower trzeba bylo miec albo karte rowerowa, albo dowod osobisty. Wprowadzili to parenascie lat temu chyba?
            No wiec niestety policja powinna prowadzic pogadanki i pokazowki w szkolach. Ale pewnie kasy nie maja :)
            • kozak-na-koniu Re: Miętcy 25.04.10, 08:41
              Prowadzą, ale za mało i nieefektywnie. Słyszeliście? Rowerkowi
              ekstremiści właśnie wymyślili kolejną, po możliwości jazdy "na
              cyku", lawirowania pomiędzy jadącymi pojazdami, wyprzedzania "po
              uważaniu" i "na gazetę" paranoję: podobno domagają się, by prawo
              zezwalało im na jazdę lewą stroną jezdni - "bo na Zachodzie tak
              jest"...:D
              • wojtek33 Re: Miętcy 25.04.10, 08:59
                a nie pod prąd jednokierunkowymi? i jeszcze chcą mieć możliwość wyboru
                jak jest ścieżka rowerowa, czy mają nią jechać, czy jezdnią.
                • jureek Re: Miętcy 27.04.10, 17:33
                  wojtek33 napisał:

                  > a nie pod prąd jednokierunkowymi? i jeszcze chcą mieć możliwość wyboru
                  > jak jest ścieżka rowerowa, czy mają nią jechać, czy jezdnią.

                  Straszne to. Normalnie sodoma i gomora, panie dzieju.
                  Jura
                  • wojtek33 Re: Miętcy 27.04.10, 20:18
                    jureek napisał:

                    > Straszne to. Normalnie sodoma i gomora, panie dzieju.

                    Nie, ku..., bezpieczeństwo na drodze
                    • jureek Re: Miętcy 28.04.10, 13:59
                      wojtek33 napisał:

                      > jureek napisał:
                      >
                      > > Straszne to. Normalnie sodoma i gomora, panie dzieju.
                      >
                      > Nie, ku..., bezpieczeństwo na drodze

                      Noż ku... mówię, panie dzieju, że jak w niemcach pozwolili tym paskudnym
                      cyklistom pod prąd jednokierunkowymi jeździc, to normalnie horror panie dzieju
                      na ulicach, a nie żadne bezpieczeństwo. Kto to takie fanaberyje widział, żebym
                      ja moim wypucowanym autkiem drogi nadkładać musiał i objeżdżać kawał miasta
                      musiał, a taki gołodupiec na dwóch kółkach na skróty jednokierunkową pod prąd
                      sobie pojedzie? Sodoma i gomura, ruja i poróbstwo.
                      Jura
    • tiges_wiz Re: Miętcy 25.04.10, 09:14
      mlodziez zazwyczaj jednak ma lampki.
      ale nie wiem ktorzy gorsi. ci co nie maja lampki z tylu (jednak czasem na
      drogowych mam szanse takiego zobaczyc), czy ci co nie maja z przodu. tych moge
      skosic wyorzedzajac kogos, a wtedu jade na mijania. pan z przodu tez nie
      podswieci drogowymi.
      • emes-nju Re: Miętcy 25.04.10, 11:48
        tiges_wiz napisał:

        > nie wiem ktorzy gorsi. ci co nie maja lampki z tylu (...), czy ci
        > co nie maja z przodu.

        Nie majacych z przodu najbardziej sie boje. Sumujace sie predkosci nie daja w praktyce zadnych szans na hamowanie jak w ostatniej chwili zobaczy sie najtrowera - pozostaje tylko liczyc na to, ze klient czmychnie w krzaki :-( Poza tym jadacy na przeciw mnie sa zdecydowanie mocniej "przykrywani" przez jadacych w tym samym kierunku - jadacy zgodnie z moim kierunkiem jazdy sa o szerokosc pasa ruchu oddaleni od swiatel jadacych z przeciwka (ale mnie nie widza wiec nieoswietlony kretyn nawet nie wie, ze jade na niego, bo go nie widze...).

        A najgorsze jest to, ze na ruchliwej drodze, zwykle rowerowe swiatelka, to za malo. Chyba, ze ktos zainwestuje w swiatla kilka stowek i kupi cos, co ma szanse swiecic na poziomie porownywalnym ze swiatlami aut jadacych w tym samym kierunku. Tanie "supermarketowki" czasem nie zapewniaja odpowiedniego oswietlenia nawet na miejskiej, oswietlonej sciezce dla rowerow...

        Na codzien jezdze z takim SWIATLEM. Jest na tyle mocne (piec poteznych diod swiecacych), ze w instrukcji odradzaja patrzenie prosto w swiatlo ;-) Ale w konkurencji ze swiatlmi jadacego nawet dosc daleko za mna samochodu jestem w praktyce niewidoczny...
        • wolfgang87 Re: Miętcy 25.04.10, 11:54
          Ale przyznasz, ze te lampki dodadza rowerzyscie troche dodatkowych metrow widocznosci. Moze i 5 diód to pikuś, ale lepsze to niż nic.
          I lepsze niz jakies dziwne odblaski, co to nic nie odblaskują :/
          • emes-nju Re: Miętcy 25.04.10, 19:40
            wolfgang87 napisał:

            > Ale przyznasz, ze te lampki dodadza rowerzyscie troche dodatkowych
            > metrow widocznosci.

            Bez watpienia.

            > Moze i 5 diód to pikuś, ale lepsze to niż nic.

            Ta lampa naprawde dobrze daje i jest widoczna. Jezeli kierowcy spodziewaja sie rowerzysty, to wystarczy.

            Klopot tym, ze kierowcy nadal nie spodziewaja sie rowerzystow - na tych "nieswiadomych" pomoze tylko reflektor porownywalny jasnoscia z reflektorem samochodu. Juz mozna takie kupic, ale kosztuja ponad 200 zl :-(

            > I lepsze niz jakies dziwne odblaski, co to nic nie odblaskują :/

            Standardowe odblaski sa dobre i widac je dosc dobrze. Jezeli sa... Nie wiem dlaczego najtrowery nie maja tego wyposazenia - nawet dosc stare rowery mialy odblaski.
    • edek40 Re: Miętcy 25.04.10, 10:49
      I wlasnie dlatego powinienes jezdzic wciaz wolniej i wolniej...
      • wolfgang87 Re: Miętcy 25.04.10, 11:14
        No serio. Zastanawiam się, jak ten koles przede mna tak ladnie zobaczyl tego rowerzyste. I tak elegancko, zgrabnie to "powietrze" wyminal.

        Moze jednak te odblaski dzialaly? Ale mi przy drogowych swiatelkach nie zaskoczyly. Czas wymienic na xenony?:)
        • rekrut1 Re: Miętcy 25.04.10, 11:30
          Przy większym natężeniu ruchu nie włączam długich,częsta zmiana
          męczy wzrok(przy najmniej mój).Radzę sobie w ten sposób że obserwuje
          prawe pobocze korzystając ze świateł jadącego przede mną lub tych z
          naprzeciwka.W światłach jadących z naprzeciwka widać znacznie
          większy odcinek drogi(dynamika ruchu).
          Może ten koleś to wykorzystał?
          Pozdr.

          PS. Baczne obserwowanie w nocy prawego pobocza zostało mi od czasu
          gdy znajomy kierowca wpadł na pozostawioną nie oświetloną przyczepę
          na moście w Dębe Wielkie(wtedy most był jeszcze nie oświetlony).
          • edek40 Re: Miętcy 25.04.10, 11:33
            > PS. Baczne obserwowanie w nocy prawego pobocza zostało mi od czasu
            > gdy znajomy kierowca wpadł na pozostawioną nie oświetloną przyczepę
            > na moście w Dębe Wielkie(wtedy most był jeszcze nie oświetlony).

            Sam widzisz. Trzeba jezdzic wolniej i wolniej...
          • wolfgang87 Re: Miętcy 25.04.10, 11:38
            Oczywiscie, ze dlugie wlacza sie bardzo rzadko. Wystarczy srednie natezenie. Wlaczam tylko czasami, zeby poczuc klimat dawnych lat :)
            A to "powietrze" to musialem sobie podswietlic, bo musialem sie jakos ustosunkowac.

            Jakis czas na mniej glownej drodze tez sie zdarzylo. W ostatniej chwili zobaczylem, wyminalem, tez strabilem. Ale nic nie jechalo z naprzeciwka, wiec miejsce bylo.

            Wiec moze to nie jest az tak niebezpieczne taka jazda rowerkiem po ciemku?
            • apodemus Re: Miętcy 25.04.10, 17:45
              wolfgang87 napisał:

              > Jakis czas na mniej glownej drodze tez sie zdarzylo.
              > W ostatniej chwili zobaczylem, wyminalem, tez strabilem.
              > Ale nic nie jechalo z naprzeciwka, wiec miejsce
              > bylo.

              Podobne zdarzenie miałem kiedyś na drodze z Kłodzka do Wrocławia. Było ciemno, a
              ja się dziwiłem, że jadący w dość gęstej kolumnie przede mną, kolejno robią
              nagły, nerwowy "skok" w lewo. Po chwili zrobiłem to samo, kiedy jadący przede
              mną odsłonił mi niemal doskonale zamaskowanego w ciemności "najtrowerzystę". Mam
              nadzieję, że dojechał do celu, a nikt z wyprzedzających go nie spotkał się z
              kimś z przeciwka...
              • tiges_wiz Re: Miętcy 25.04.10, 18:14
                lepsze slowo to stealthbiker ;)
        • edek40 Re: Miętcy 25.04.10, 11:32
          > No serio.

          No serio. Mogl zobaczyc go, bo ktos/cos go podswietlilo od tylu. Fakt, ze gosc
          zobaczyl, a Ty nie nie powinien spedzac Ci snu z powiek. Martwic sie powinien
          kretyn, ktory wychodzi ze skory, aby pogorszyc statystyke smiertelnosci na
          naszych drogach.
    • model.testowy Re: Miętcy 25.04.10, 20:38
      Dobrze, że ten przed Tobą użył kierunkowskazów, bo tym samym dał Ci niejako ostrzeżenie. Piszę o tym ponieważ większość kierowców wyprzedzając rowerzystów uważa, iż nie musi tego sygnalizować.
      A co do samych rowerzystów: korzystają z dróg publicznych ale całkiem sporo z nich jest przekonanych, że przepisy dotyczą wszystkich innych ale ich akurat nie.
      • wolfgang87 Re: Miętcy 25.04.10, 21:33
        A tak, trzeba powiedzieć o drugiej stronie, o daydriverach :)

        Jade sobie przez stopień Dąbie nad Wisełką. Wąska dosyć droga, sporo pieszych, zaparkowanych samochodów i rowerzystów.

        Akurat zaobserwowałem, że rowerzystę należy wyprzedzić bez zwalniania. Na pewno się zmieścimy wszyscy troje. Rower i 2 auta. Na pewno.
        Taka pewnosc na krotkim odcinku posiadlo 4-5 aut. Koszmar i przy okazji straszne chamstwo, ale cóż. Wiosna - kierowcom odbija agresja.
      • emes-nju Re: Miętcy 26.04.10, 10:39
        model.testowy napisał:

        > większość kierowców wyprzedzając rowerzystów uważa, iż nie musi
        > tego sygnalizować.

        A "najsympatyczniej" jest jak robi tak kierownik furgonetki. Jest to urzadzenie
        tylez zwinne, co zaslaniajace widocznosc. Pare razy mialem tak, ze furgonetka
        bez zadnych sygnalow robila zgrabne "myk", a ja zostawalem sam na sam z
        rowerzysta i samochodem jadacym z przeciwka...
        • 0rwell Re: Miętcy 28.04.10, 00:05
          emes-nju napisał:

          > A "najsympatyczniej" jest jak robi tak kierownik furgonetki. Jest to urzadzenie
          > tylez zwinne, co zaslaniajace widocznosc. Pare razy mialem tak, ze furgonetka
          > bez zadnych sygnalow robila zgrabne "myk", a ja zostawalem sam na sam z
          > rowerzysta i samochodem jadacym z przeciwka...

          To nie jeździj na zderzaku emes.
          Ha ha, i tu cię mam.


          Co to zmienia jeśli furgonetka da ten kierunkowskaz? NIC.
          Jeśli zaskakują cię takie sytuacje oznacza to tylko i wyłącznie, że jeździsz
          zbyt blisko.

          I powiem ci coś jeszcze. Kiedyś byłem w identycznej sytuacji, jednak jako
          pasażer. Samochód przed nami zrobił myk w lewo, po czym wyłonił się zza niego z
          prawej strony rowerzysta, następnie znowu zrobił myk w prawo i odsłonił samochód
          z przeciwka. W ostatniej chwili udało się nam ominąć rowerzystę ale urwaliśmy
          lusterko o samochód z przeciwka. Wszystko trwało nie więcej niż sekundę i
          jechaliśmy blisko 100/h. Ten pan już mnie nigdy więcej nie przewiózł. Oczywiście
          jego wytłumaczenie brzmiało: bo nie dał kierunku.

          Nie gniewaj się ale to co napisałeś jest dziecinne.
          Powtórzę pytanie: co to zmieni jeśli furgonetka da ten kierunkowskaz? NIC. A
          nawet gdyby coś zmieniało to popełniasz poważny błąd zdając się na łaskę tego co
          jedzie przed tobą.
          • emes-nju Re: Miętcy 28.04.10, 13:48
            0rwell napisał:

            > To nie jeździj na zderzaku emes.
            > Ha ha, i tu cię mam.

            Wiem. Nie ten winien, kto ukradl, a ten, co krzyczy zlodziej ;-P

            Nie bede tlumaczyl, ze CZASEM takie akcje odbywaja sie przy 90-tce, co
            niezaleznie od tego w jakiej odleglosci od poprzednika jade, powoduje co
            najmniej ostry skok cisnienia. Jakna razie zadnego rowerzysty nie potracilem -
            nie masz mnie wiec :-P

            > Nie gniewaj się ale to co napisałeś jest dziecinne.

            Tak, wiem. Nie ma tak kretynskiego zachowania INNYCH, ktorego NIEKTORZY geniusze
            kierownicy nie byliby w swej DOROSLEJ wszechmadrosci przewidziec :-P

            > Powtórzę pytanie: co to zmieni jeśli furgonetka da ten
            > kierunkowskaz?

            No to po jaka cholere w ogole sie go uzywa skoro NIC nie daje?
            • 0rwell Re: Miętcy 28.04.10, 15:56
              emes-nju napisał:

              > 0rwell napisał:
              >
              > > To nie jeździj na zderzaku emes.
              > > Ha ha, i tu cię mam.
              >
              > Wiem. Nie ten winien, kto ukradl, a ten, co krzyczy zlodziej ;-P
              >
              > Nie bede tlumaczyl, ze CZASEM takie akcje odbywaja sie przy 90-tce, co
              > niezaleznie od tego w jakiej odleglosci od poprzednika jade, powoduje co
              > najmniej ostry skok cisnienia.

              z tego co piszesz wynika, że jeśli jedziesz 90-ką 200 metrów za furgonetką i ta szybkim ruchem przeskoczy rowerzystę ale nie zasygnalizuje to ty masz skok ciśnienia. A jeśli zasygnalizuje, to ciśnienie ci nie podskoczy. Ale to chyba nie jest tak. jeśli będziesz maił odstęp 50-100 metrów (2-4 sekundy) to zdążysz wyhamować i to wcale nie z piskiem opon, aby przepuścić samochód z przeciwka. Jeśli furgonetka dużo wcześniej zasygnalizuje wyprzedzanie (pod warunkiem że nie jedzie komuś na zderzaku i zdąży to zrobić zawczasu i wyraźnie) to zdążysz wyhamować łagodnie. Ale jeśli będziesz jechał 10 metrów za furgonetką - to zostaje ci tylko celować między rowerzystę i samochód z przodu i modlić się aby w najgorszym razie skończyło się to urwanym lusterkiem.

              > Jakna razie zadnego rowerzysty nie potracilem -
              > nie masz mnie wiec :-P

              Tylko dlatego że zaden z nich jak na razie nie zachwiał się w lewo w czasie gdy ty celowałeś miedzy niego a samochód z przeciwka. A pijaków i trzesących się dziadków na rowerach u nas jest sporo.

              > > Nie gniewaj się ale to co napisałeś jest dziecinne.
              >
              > Tak, wiem. Nie ma tak kretynskiego zachowania INNYCH, ktorego NIEKTORZY geniusz
              > e
              > kierownicy nie byliby w swej DOROSLEJ wszechmadrosci przewidziec :-P
              >

              a czy tak trudno jest przewidzieć że na drodze będzie rowerzysta? i że nie uda się go wyprzedzić przepisowo jeśli się go zauważy w ostatniej chwili?
              > > Powtórzę pytanie: co to zmieni jeśli furgonetka da ten
              > > kierunkowskaz?
              >
              > No to po jaka cholere w ogole sie go uzywa skoro NIC nie daje?

              Taki jest przepis. Kiedy furgonetka będzie się zbliżała do zakrętu i zobaczy rowerzystę, mignie kierunkiem i zniknie za tym zakrętem, to będzie znak dla ciebie że tam może być coś do ominięcia lub wyprzedzenia (przy zachowaniu minimum 2-sekundowego dystansu). Ale nawet bez furgonetki musisz się za każdym razem czegoś takiego spodziewać. To daje całkiem sporo ale na nic się zdaje kiedy ktoś jedzie na zderzaku. Na podjęcie odpowiednich działań nie wystarcza czasu.
              • emes-nju Re: Miętcy 28.04.10, 16:08
                Co ty mi tu wypisujesz, ze jezdze 10 ma za furgonetka!

                Wiem, ze to z grzecznosci, bo przeciez nie wiesz, ze naprawde zawsze jezdze 2 m za czymkolwiek, trabie na pieszych, a rowezystow spycham do rowu i do tego zawsze jezdze 220 km/h po Warszawie. Itd. :-P
                • 0rwell Re: Miętcy 28.04.10, 17:08
                  Oj emes, to tylko przykładowe odległości. Ja tylko udowadniam że jeździsz zbyt
                  blisko skoro musisz lawirowac między rowerzystą a samochodem z przeciwka, a ile
                  to jest dokładnie to ci nie powiem. Też by mi ciśnienie skoczyło. Tylko ze ja
                  jeżdżę z minimum 2 sekundowym odstępem. Zawsze. Nawet kiedy wyprzedzam. Bo
                  akurat w tym momencie , kiedy do samochodu z przeciwka zostaje 50 metrów i
                  czekam tylko na wyminięcie się z nim i rozpoczęcie wyprzedzania, może być ten
                  rowerzysta i furgonetka nie wyprzedzi go prawidłowo. Nie zwolni żeby przepuścić
                  samochód z naprzeciwka (i nie zasygnalizuje) tylko przeskoczy rowerzystę a ja go
                  rozjadę, siedząc na zderzaku. Jej kierunek w niczym mi nie pomoże. Co z tego że
                  wyprzedzanie trwa wtedy dłużej? Na tym forum i ogólnie wszędzie panuje pogląd,
                  że należy czas wyprzedzania zmniejszyć do minimum, choćby się to miało wiązać z
                  jazdą na zderzaku i nieograniczonym przekraczaniem prędkości. I ten żelazny
                  argument bez większego logicznego uzasadnienia: "przebywanie na lewym pasie jest
                  szalenie niebezpieczne, bo jedzie się pod prąd, dlatego trzeba wyprzedzac
                  zamaszyście,w czasie poniżej 5 sekund, bezwzględnie gaz do podłogi" i tym
                  podobne teoryjki. Jeśli nic nie jedzie z przeciwka, to jazda na lewym pasie jest
                  mniej więcej tak samo niebezpieczna jak jazda pasem prawym. Wiem, odbiegłem
                  troche od tematu ale ty chyba jedziesz za tą furgonetką z zamiarem jej wyprzedzenia?

                  A teraz wrócmy do dyskusji.
                  • emes-nju Re: Miętcy 28.04.10, 17:18
                    0rwell napisał:

                    > Ja tylko udowadniam że jeździsz zbyt blisko skoro musisz lawirowac
                    > między rowerzystą a samochodem z przeciwka

                    Nic nie udowadniasz, a robisz zalozenie. Niesluszne zreszta ;-)

                    > Tylko ze ja jeżdżę z minimum 2 sekundowym odstępem. Zawsze.

                    Gratuluje. Samozadowolenia!

                    Sek w tym, ze 2 sek. przy 90-tce oznacza to 50 m. ostepu (a Ty mi cos pisales o
                    200 m...). To dramatycznie malo (czasem za malo), zeby bez ostrej walki
                    wyhamowac z 90 km/h do predkosci rowerzysty. Dlatego pisze o skoku cisnienia i o
                    powaznym zagrozeniu, jakie powoduje niesygnalizowane omijanie rowerzysty -
                    szczegolnie najtrowerzysty.
                    • wolfgang87 Re: Miętcy 28.04.10, 17:24
                      Ja w swojej sytuacji jechałem spokojnie. 50 metrów było na pewno. Może i więcej, ale nie chcę kłamać, bo nie pamiętam.
                      Zdążyłem sobie podświecić (chamsko, ale tak trzeba było) długimi, powybałuszać oczy, a potem podjąć decyzję, że nie wymijamy, lecz hamujemy. Pisku nie było, dało radę nawet zatrąbić parę razy (a jak!), popatrzeć jak koleś na rowerze dygocze (mam wyrzuty sumienia) ale ciśnienie skoczyło mocno...
                      • wolfgang87 Re: Miętcy 28.04.10, 17:26
                        Sorry, enter się nacisnął za szybko :/

                        Chodzi o to, że dałem radę, ale to nie tak ma wyglądać przewidywalna jazda. Nie ma polegać na dawaniu rady. Sytuacja jest prosta, wręcz banalna, ale nie ma miejsca na błąd. A ja na pewno jeżdze z odstepami i wszelkich nygusów z ogona też zganiam. Po to, zeby miec miejsce na blad i reakcje.
                    • 0rwell Re: Miętcy 28.04.10, 18:04
                      emes-nju napisał:

                      > 0rwell napisał:
                      >
                      > > Ja tylko udowadniam że jeździsz zbyt blisko skoro musisz lawirowac
                      > > między rowerzystą a samochodem z przeciwka
                      >
                      > Nic nie udowadniasz, a robisz zalozenie. Niesluszne zreszta ;-)

                      Oj, udowadniam. Na podstawie tego co napisałeś wcześniej. I nie będzie ci łatwo ci się z tego wykręcić.

                      > > Tylko ze ja jeżdżę z minimum 2 sekundowym odstępem. Zawsze.
                      >
                      > Gratuluje. Samozadowolenia!
                      >
                      > Sek w tym, ze 2 sek. przy 90-tce oznacza to 50 m. ostepu (a Ty mi cos pisales o
                      > 200 m...). To dramatycznie malo (czasem za malo), zeby bez ostrej walki
                      > wyhamowac z 90 km/h do predkosci rowerzysty. Dlatego pisze o skoku cisnienia i
                      > o
                      > powaznym zagrozeniu, jakie powoduje niesygnalizowane omijanie rowerzysty -
                      > szczegolnie najtrowerzysty.

                      Zawsze mam minimum 2 sekundy. Ale zwykle to bedzie 70 metrów. Kiedy widze że zbliża się ostatni samochód z przeciwka zaczynam przyspieszać i zaraz po nim przeskakuję na lewy pas majac w tym momencie do furgonetki 50 metrów, ale w takim minimalnym odstępie trwam tak krótko jak to tylko możliwe. Czyli, gdyby pojawił się rowerzysta miałbym 50-70 metrów odstępu od furgonetki. Jej prawidłowe sygnalizowanie lub jego brak miałyby tylko wpływ moje na mniej lub bardziej gwałtowne hamowanie za rowerzystą

                      Mam pod ręką tabelki z droga hamowania:

                      Tekst linka

                      Załózmy, (pomijajac czas reakcji i zadziałania hamulców) że droga hamowania z 90/h to będzie 40 metrów. Czyli hamując na maksa zwalniamy do prędkości rowerzysty i jesteśmy jeszcze 10 metrów za nim. Ale rowerzysta tez jedzie i parę metrów przejedzie. to plus dla nas. Mając do dyspozycji jeszcze 10+ metrów możemy hamowac łagodniej. Ponizszy post wolfganga to potwierdza. Napisałem 200 metrów bo przy takiej odległości będziesz widział z daleka furgonetke przeskakująca rowerzystę bez kierunkowskazu; w rzeczywistości ciśnienie ci nie podskoczy. wystarczy że lekko przyhamujesz, wyminiesz pojazdy z przeciwka i go wyprzedzisz bez istotnej zmiany prędkości (przy odstępie 200 metrów). No napisałeś przecież że ci skacze niezależnie od zachowanego odstępu.
                      • emes-nju Re: Miętcy 29.04.10, 10:39
                        0rwell napisał:

                        > Oj, udowadniam. (...) I nie będzie ci łatwo ci się z tego wykręcić.

                        Oj, bardzo latwo! Wygrales! Przejrzales mnie! Udowodniles!

                        Lepiej?

                        > Zawsze mam minimum 2 sekundy. Ale zwykle to bedzie 70 metrów.

                        Tylko pozazdroscic jazdy wylacznie w malym ruchu. To po pierwsze.

                        A po drugie. 90 km/h to 25 m/s. Calkowity czas od zauwazenia przeszkody, do rozpoczecia hamowania moze siegnac 1 sek (czas reakcji czlowieka i mechanizmow). I juz ze 20-25 m poszlooooo! Prawie bez watpienia hamowanie z 90 km/h do 10-15 (z takimi predkosciami poruszaja sie wiejscy rowerzysci) uda sie na pozostalych nieco ponad 50 m, ale bedzie goraco. Wystarczy nierowny asfalt (raczej norma), zeby teoretyczne ~40 m na wyhamowanie 90-0 km/h w praktyce stanowilo znacznie wiecej. Wystarczy, zeby jadacy za mna, np. akurat konczacy wyprzedzanie (zdarza sie, prawda - nawet jak Ty nigdy nie wyprzedzasz i zawsze utrzymujesz dystans, to nie znaczy, ze inni tak robia), dal mi kopa w zadek i juz z teoretycznych 40 m zrobi sie praktyczne "ciut" wiecej (byc moze decydujace o zyciu lub smierci).

                        Mam wyobraznie i nie zadowalam sie stosowaniem do komunalow jako pacaneum na wszystko. I tylko o tym pisze, a nie o "pokocie" jaki mam na koncie, bo jezdze za blisko ;-P

                        Ale skonczymy. Udowodniles mi cos, czego ja sam nie wiedzialem, lepiej Ci, bo okazales sie jak zawsze lepszy, wiec EOT.
Pełna wersja