akodo78
09.05.10, 22:39
a było to tak:
Jakieś 4 godziny temu jechałem gierkówką do Warszawy, w miejscu bliżej mi nieznanym zauważyłem na jezdni "coś" co z daleka wyglądało na ślad mocnego hamowania ale w miarę zbliżania się do tego czegoś ze zgrozą zauważyłem, że na środku jezdni leży dość spory szpej który chyba był nadkolem.
Dałem po hamulcach, jakoś to ominąłem w lusterku widzę że Ci za mną też widząc że zwalniam ominęli przeszkodę.
Myślę sobie - zadzwonię na 112, zgłoszę niech się tym zajmą bo za parę godzin zrobi się ciemno i ktoś sie w to wpakuje. Ale po doświadczeniach z przeszłości z numerem 112 odechciało mi się, dodatkowo nie potrafiłem wskazać miejscowości itp itd.
No ale sumienie nie dawało spokoju więc szybko rzuciłem okiem na numer drogi, kilometr na którym jestem no i akurat minąłem tablicę Tomaszów Mazowiecki więc dzwonie.
Zgłaszam policjantowi że na 343km na pasie w kierunku Warszawy coś leży a on mi przerywa i mówi - że jak to, że ja dzwonie zamiast się zatrzymać i usunąć to z drogi i dlaczego nie usunąłem i że on teraz musi partol tam wysłać i żebym miał nadzieję że nikt w to nie wjechał itp.
No i zgłupiałem. Bo rzeczywiście gdybym nie był zaskoczony tą przeszkodą przy prędkości z jaką jechałem to pewno, że bym się zatrzymał i usunął przeszkodę (nieraz tak robiłem jeśli zdążyłem wyhamować i warunki pozwalały) ale czy policjant nie mogl powiedzieć - dzięki za zgłoszenie a następnym razem proszę najpierw samemu próbować?
I czy na tej drodze (gdzie chwilę wcześniej prawym pasem wyprzedziło mnie BMW5 prawym pasem tak ok. 180km/h a przeciętna tam prędkość to 130km/h) ja mam obowiązek zatrzymywać sie na poboczu i usuwać przeszkody? Nie ma od tego służb? Czy na autostradzie też powinienem działać na własną rękę?
Cholera dość mam takich sytuacji bo wiem, że większość machnęła ręką i pojechała dalej, ja zadzwoniłem a ten mnie zjebał i jeszcze straszył jakby potencjalny wypadek miał być z mojej winy. Aha, po drodze minąłem 5-6 patroli z suszarkami... widoczne zbyt zajęci