Podwojna ciagla i rower

11.05.10, 11:10
Chyba mam pomrocznosc jasna...

Do wczoraj wydawalo mi sie, ze przekroczenie podwojnej ciaglej w czasie wyprzedzania/omijania rowerzysty czy pieszego nie jest groznym przestepstwem (choc zapewne mozna za to dostac mandat). Ale wczoraj jechalem w peletonie "ciagnietym" przez dwupedalowego lidera. "Nie dawalo sie" go wyprzedzic, bo byla podwojna ciagla.

Oczywiscie, jako ze jestem piratem, chamem i morderca dziateczek, plynnie i bez napiec wyprzedzilem calosc hurtem (tak szalenie zasadna byla ta podwojna ciagla). Nie wiem wiec co bylo dalej z peletonem, z ktorego smialym atakiem z dalszych pozycji sie wyrwalem. Byc moze jechala za rowerzysta kolejne 3,5 km, bo tyle jeszcze bylo tej ciaglej...
    • bimota Re: Podwojna ciagla i rower 11.05.10, 12:11
      Uwazaj bo cie namierza i zmandatuja... :P Moj kuzyn dostal podobno mandat za
      wyprzedzenie rowerzysty na przejsciu dla pieszych...
      • shp80 Re: Podwojna ciagla i rower 11.05.10, 15:20
        > Uwazaj bo cie namierza i zmandatuja... :P Moj kuzyn dostal podobno mandat za
        > wyprzedzenie rowerzysty na przejsciu dla pieszych...

        Znaczy rowerzysta jechał jezdnią, dojeżdżał do przejścia dla pieszych i
        wyprzedził go samochód? I za to kierowca dostał mandat? I prawidłowo. Kilka razy
        zatrzymywałem się rowerem przed przejściem, by przepuścić pieszego, ale kierowcy
        zdają się się nie widzieć tego faktu. A to jest omijanie pojazdu, jak każdego
        innego, który zatrzymał się przed przejściem, by przepuścić pieszego.. Mandat
        się należy i to taki solidny.
        • bimota Re: Podwojna ciagla i rower 12.05.10, 00:14
          To sie zdecyduj czy omijanie czy wyprzedzanie...
          • shp80 Re: Podwojna ciagla i rower 14.05.10, 13:53
            W mojej sytuacji było omijanie, więc o niej pisałem. Jednakże wyprzedzanie, czy
            omijanie przed przejściem powinno być równie surowo ścigane, bo to jedno z
            najgorszych zachowań na drodze. Niedawno w Szczecinie taki pacjent potrącił
            dwoje małych dzieci (jedno w wózku). Na szczęście nic im się nie stało. Na
            szczęście dorwał go przypadkowy motocyklista - gonił go przez kilka kilometrów.
            Kierowca miał 1,5 promila i mówił: ja nic nie zrobiłem, ja nic nie zrobiłem...
        • rapid130 Re: Podwojna ciagla i rower 12.05.10, 19:55
          Jesteś z ginącego gatunku. Daaaaaawno nie widziałem rowerzysty,
          który przepuszcza pieszych na przejściu. :PPPP
          • jureek Re: Podwojna ciagla i rower 12.05.10, 21:12
            rapid130 napisał:

            > Jesteś z ginącego gatunku. Daaaaaawno nie widziałem rowerzysty,
            > który przepuszcza pieszych na przejściu. :PPPP

            No to tu masz drugiego, który przepuszcza pieszych. Łaski nie robię, to przecież
            obowiązek.
            Jura
            • jerzyjerzy2 Re: Podwojna ciagla i rower 15.05.10, 05:05
              jureek napisał:

              > rapid130 napisał:
              >
              > > Jesteś z ginącego gatunku. Daaaaaawno nie widziałem rowerzysty,
              > > który przepuszcza pieszych na przejściu. :PPPP
              >
              > No to tu masz drugiego, który przepuszcza pieszych. Łaski nie robię, to przecie
              > ż
              > obowiązek.
              > Jura
              I trzeciego ...
    • mejson.e To nie byłem ja... 11.05.10, 12:11
      Nie ja ciągnąłem się za rowerzystą bojąc się wyprzedzić na ciągłej, choć przy traktorze miałem już wątpliwości.
      • emes-nju Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 12:38
        A wiesz, ze chcialem w tym watku od rowerzysty jadacego tylko 10-15 km/h przejsc do traktora jadecego az 15-20 km/h?

        Tego juz z cala pewnoscia nie mozna wyprzedzic i trzeba ciagnac sie za nim az nie zjedzie, albo az nie skonczy sie podwojna ciagla wymalowana BO TAK!

        Na szczescie jestem piratem i na podwojnych ciaglych wymalowanych BO TAK! wyprzedzam wszystkie te zawalidrogi, jakie uda mi sie bezpiecznie wyprzedzic. Kiedys za to "bekne", ale bede mial swiadmosc, ze jest to oplata specjalna za osiaganie na trasie srednich wyzszych niz 50 km/h ;-) Bo zeby osiagac srednie ponad 50 km/h nalezy troche sie postarac - tu zignorowac podwojna i wyprzedzic ciagnik czy rozpedzajacego sie TIRa, tam w terenie zabudowanym bialymi tablicami i krzakami (na sugestie Jurka tym razem nie sraczem soltysa) pojechac 60-70 km/h, uwdzie blyskawicznie (bo inaczej sie nie da) wyprzedzic jadacego 70-80 km/h z predkoscia znacznie przekraczajaca 90 km/h... Dzieki systemowemu olewaniu idiotyzmow i umiejetnosci szybkiego wyprzedzania (bo jestem piratem, chamem i morderca dziateczek) udaje mi sie osiagac srednie rzedu AZ 55-65 km/h, wiec przy moich pozamiejskich przebiegach wyjde na duzy plus, bo moj czas tez kosztuje (rocznie moge oszczedzic kilkadziesiat godzin bez powodowania wiekszego zagrozenia).
        • jureek Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 13:15
          emes-nju napisał:

          > zamiejskich przebiegach wyjde na duzy plus, bo moj czas tez kosztuje (rocznie m
          > oge oszczedzic kilkadziesiat godzin bez powodowania wiekszego zagrozenia).

          Dla mnie czas spedzony za kierownica nie jest czasem straconym, bo lubie prowadzic.
          Jura
          • emes-nju Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 13:31
            Poza Polska tez lubie...
            • jureek Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 13:45
              emes-nju napisał:

              > Poza Polska tez lubie...

              A ja wole w Polsce, bo lepszy jest program w radio. Sobala jeszcze Trojki nie
              zespsul do konca.
              Jura
              • emes-nju Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 14:16
                Dla mnie jazda po Polsce jest zbyt stresujaca.
          • edek40 Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 14:33
            > Dla mnie czas spedzony za kierownica nie jest czasem straconym, bo lubie prowadzic.

            Wszystko zalezy od celu podrozy. Miesiac temu moja polowica miala sluzbowe sprawy we Wroclawiu. W sobote o 11.00 rano. Sprawdzilem. Jedyny pociag, jaki wchodzi w gre odjezdza o 0:38 (na hotel na razie jej/nas nie stac, bo biznes dopiero rusza, a ponadto w piatek miala sprawy do poznego popoludnia w Warszawie) i jest to polaczenie z przesiadka!!! Jesli sie nie spozni, po 7 godzinach i 52 minutach jazdy wysadzilby moja "wypoczeta" malzonke o 8.30 rano w nieznanym miescie. Mam nadzieje zywa, bo partner z zagranicy wyposazyl ja w laptopa o znacznej wartosci (jak na menelie, ktora czasem jezdzi pociagami Tanich Linii Kolejowych). A samotna kobitka w pociagu...

            Pozostaje wiec samochod. Dla bezpieczenstwa na te 350 km przeznaczylem 6 godzin. Wyjechalismy o 4:00 rano. Zona spala bezpiecznie na prawym fotelu. Za sterem uwijal sie edek, wlewajac w siebie, z powodow osiagniecia pelnej relaksacji, tony kawy. Szybko nam sie jechalo. Po 6 godzinach bylismy w Olesnicy (10:00). Hm.... Troszke zaczelismy sie niepokoic. Wszak spotkanie bylo biznesowe, przyjechac mialo sporo osob z blizszych i dalszych okolic Wroclawia i co? Tlumaczyc sie ze spoznienia? Nie sprawialo mi przyjemnosci poganianie osiolka, ale to robilem. Fakt, warunki drogowe na to pozwalaly. Wroclaw dopiero budzil sie w sobotni poranek, wiec ruch wjazdowy byl niewielki. Dojechalismy z minimalnym zapasem czasu po troche ponad 6 godzinach 30 minutach.

            Mozesz napisac, ze to moj problem, ze jazda nie sprawia mi juz przyjemnosci. Trudno. Jestem jednym z milionow, ktorzy z braku alternatywy musza korzystac z naszych drog i miec dylematy czy wyprzedzac kolejny ciagnik w obrebie ciaglej.

            Moja kuzynka z Wroclawia pracuje w calkiem niemieckiej firmie. Prezes jest Niemcem. Czasem jej wspolpacownicy z firmy-matki z Niemiec pytaja czemu nie wladnie czasem do Warszawy, gdzie oni bywaja czesciej (samolotem naturalnie) z uwagi na jej "centralno-urzedowy" charakter. Probowala im wyjasnic, ze pociagiem (exxxxxxxpresem) to ponad 5 i pol godziny jazdy, a autostrady nie ma. Niemiec zadal wiekopomne pytanie: "a co remontuja?". I tyle w temacie. Ty Jura, w Polsce jezdzisz zapewne ot, tak sobie. Na swoje poludnie dojezdzasz A4. Nie wszyscy Polacy maja taki fart ;)
            • jureek Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 14:39
              Ja nie mam fartu. Ja mam pecha. Kolo Frankfurtu rano i po poludniu wszystko
              stoi. 35 km przejezdza sie w poltorej godziny. Ale fakt, nie ma przynajmniej
              dylematow, czy wyprzedzac, czy nie, bo i tak wszystkie pasy stoja, wiec chocbys
              na uszach stawal, to i tak nie wyprzedzisz.
              Ten Twoj Niemiec, to z jakichs malo zurbanizowanych obszarow musial byc.
              Jura
              • emes-nju Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 14:41
                Czy na niemieckich drogach laczacych wielkie miasta norma jest korek i srednie
                predkosci rzedu 50 km/h rozwijane na duktach od jednej wsi do drugiej?

                Chyba po innych Niemczech jezdzilem...
                • jureek Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 14:54
                  emes-nju napisał:

                  > Czy na niemieckich drogach laczacych wielkie miasta norma jest korek i srednie
                  > predkosci rzedu 50 km/h rozwijane na duktach od jednej wsi do drugiej?

                  Nie. Mimo to lepiej jezdzi mi sie po Polsce, bo przynajmniej dobrego programu w
                  radio moge posluchac.
                  A powodow do zniecierpliwienia znajdzie sie dosc i tu i tam.
                  Nie ulega watpliwosci, ze infrastrukture mamy gorsza, ale to wszystko jest
                  relatywne, bo i w Niemczech sa miejsca, gdzie permanentnie tworza sie korki,
                  mimo iz niedawno rozbudowano autostrade z dwoch pasow do trzech.
                  Szkoda zdrowia na to, zeby sie stresowac. Lepiej rozkoszowac sie kazda chwila
                  zycia, bo zycie jest piekne.
                  Jura
                  • edek40 Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 14:57
                    > Szkoda zdrowia na to, zeby sie stresowac. Lepiej rozkoszowac sie kazda chwila
                    > zycia, bo zycie jest piekne.

                    To fakt.
                  • emes-nju Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 15:27
                    jureek napisał:

                    > i w Niemczech sa miejsca, gdzie permanentnie tworza sie korki,
                    > mimo iz niedawno rozbudowano autostrade z dwoch pasow do trzech.

                    W Polsce wybudowano by wysepke i mikrorondo, a nie kolejny, TRZECI (w dupach im sie przewraca!), pas...

                    Mnie w Polsce najbardziej mecza ciagle wertepy (stan drog, mimo ciaglych remontow, pogarsza sie z roku na rok), waskie dukty miedzynarodowe wytyczone zgodnie z przebiegiem XIX wiecznych duktow od wsi do wsi, coraz obficiej stosowane, wymagajace ciaglego napiecia uwagi szykany odpowiednie dla drog lokalnych, a nie tranzytowych i ciagle wypatrywanie czesto kompletnie od czapy zagrozen - czyli rzeczy w Niemczech obecnych, ale nie w takim nagromadzeniu.

                    Jadac przez Niemcy (czy inny kraj majacy chociaz przyzwoita infrastrukture skierowana na potrzeby bezpiecznego ruchu, a nie tylko na statystyki wypadkow bez zawracania sobie glowy potrzebami ruchu), byc moze z nieswiadomosci, jestem zdecydowanie bardziej niz w Polsce odprezony, mimo ze jade znacznie szybciej. Odprezony jestem rowniez dzieki temu, ze nie zauwazam, ciezko mnie wk.rwiajacego, tepego uporu w spowalnianiu ruchu za wszelka cene, czesto w mechanizmie wielokrotnie wykpionej "matki waszej".

                    Inna sprawa - malo jezdzilem po niemieckich drogach krajowych i trudno mi powiedziec jak powaznym problemem na nich jest strasznie mnie stresujacy standard polskich drog, jakim sa piesi i rowerzysci traktujacy drogi jak ich prywatna wlasnosc. Jak to jest? Sporo jezdzilem w Austrii i duzo we Wloszech - takiego pieszo-rowerowego bezholowia nie zaobserwowalem nigdzie, choc trzeba przyznac, ze zjawisko najtroweru jest we Wloszech znane, ale raczej na drogach naprawde lokalnych.
              • edek40 Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 14:54
                > Ja nie mam fartu. Ja mam pecha. Kolo Frankfurtu rano i po poludniu wszystko
                > stoi. 35 km przejezdza sie w poltorej godziny.

                Odwozilem onegdaj moje pociechy do szpitala po drugiej stronie miasta.
                Przejechanie w ciagu dnia (nie w szczycie) okolo 35 km zajelo mi raz 2,5
                godziny, drugi raz 3. I to tylko dlatego tak szybko, bo znam troszke zupelnie
                lokanych skrotow. Nie ma sie co licytowac. Do Wroclawia wyjechalem, w celu
                unikniecia korkow, o 4:00 rano. Czy we Frankfurcie stoja korki w srodku nocy, a
                srednia przelotowa od tego miasta w kierunku Twoich rodzinych stron wynosi
                ponizej 50 km/h?

                > dylematow, czy wyprzedzac, czy nie, bo i tak wszystkie pasy stoja, wiec chocbys
                > na uszach stawal, to i tak nie wyprzedzisz.

                Opisywana podroz odbywa sie po tzw. "bezpiecznej osemce". Pora dnia raczej nie
                wymuszala czestego wyprzedzania, wiec i naprezac sie nie musialem. Spowolnienie
                ruchu wymusilo "bezpieczenstwo" mojego portfela, poparte licznymi fotoradarami
                oraz rekordowy obszar zabudowany ciagnacy sie z minimalnymi przerwami prawie 30
                km (wez kalkulator i policz ile czasu wloklem sie przez te spiaca wies - bylo po
                5:00 rano, wiec 50 km/h). To wiecej niz mialem do pokonania przez cala Warszawe,
                ktora z reszta na znacznym odcinku pokonalem jadac przepisowo 80 km/h, bo,
                przypominam, byla noc.

                > Ten Twoj Niemiec, to z jakichs malo zurbanizowanych obszarow musial byc.

                Chyba tak. Essen, to bardzo niewielka miescinka polozona w samym srodku niczego
                w Niemczech.
                • jureek Re: To nie byłem ja... 12.05.10, 10:57
                  edek40 napisał:

                  > > Ten Twoj Niemiec, to z jakichs malo zurbanizowanych obszarow musial byc.
                  >
                  > Chyba tak. Essen, to bardzo niewielka miescinka polozona w samym srodku niczego
                  > w Niemczech.

                  Aha. W takim razie chciał tym udawanym zdziwieniem po prostu zademonstrować
                  swoją wyższość wobec Polaków, bo jeżeli w Essen mieszka, to też więcej stoi w
                  korkach niż jeździ.
                  Jura
                  • edek40 Re: To nie byłem ja... 12.05.10, 14:06
                    > Aha. W takim razie chciał tym udawanym zdziwieniem po prostu zademonstrować
                    > swoją wyższość wobec Polaków, bo jeżeli w Essen mieszka, to też więcej stoi w
                    > korkach niż jeździ.

                    Nie wiem co chcial udowodnic. Kuzynka uznala, ze do glowy mu nie przyszlo, ze
                    nie ma zadnej drogi o standardzie europejskim, laczacym te dwa wazne miasta. O
                    korkach nic nie mowil. Chyba z Essen do Berlina nie wychodzi mu srednia 50 km/h,
                    nawet gdy sa korki. Pomijam oczywiscie katastrofy naturalne, typu tegoroczne
                    zatory sniegowe.
            • trypel Re: To nie byłem ja... 11.05.10, 21:45
              zerknij na @ a bedziesz jezdził do Wrocławia max 5 h nawet w piatkowe popołudnie
              jak ja :)
              • edek40 Re: To nie byłem ja... 12.05.10, 14:13
                > zerknij na @ a bedziesz jezdził do Wrocławia max 5 h nawet w piatkowe popołudnie
                > jak ja :)

                Dzieki. Tiges juz sie "wygadal". Nawet mialem do niego wpasc, ale akurat rozbil
                sie Prezydent i jakos nastroju nie bylo.

                Celowo ominalem te droge, poniewaz prowadzi ona czesciowo drogami bez numeru.
                Osobiscie lubie takie drogi. Tu jednak jechalem w zasadzie w srodku nocy, z
                dziecmi, ze spieszaca sie zona, ktora spala, wiec nie mogla sluzyc pomoca w
                nawigowaniu. Ale naucze sie jej. W koncu mam rodzine we Wroclawiu, a brak szosy
                zaburza kontakty rodzinne.
                • trypel Re: To nie byłem ja... 12.05.10, 16:38
                  jadąc nią nocą trąbię tylko od czasu do czasu. Żeby mi zadne drzewo nie
                  wyskoczyło na drogę.
                  Poza tym spokój cisza i pełen relaks.
                  Tyle że po drodze nie ma żadnej knajpy wiec przerwa na obiad dopiero po
                  wyjechaniu na główną
                  • edek40 Re: To nie byłem ja... 12.05.10, 16:48
                    > jadąc nią nocą trąbię tylko od czasu do czasu.

                    Ale ja znasz na pamiec. Swego czasu jezdzilem duzo po Polsce
                    polnocno-wschodniej. Kiedys wynalazlem sobie swietny krot. Mial on jednak pewna
                    wade. Nie bylo go na mapach :) Moj zmiennik wiec, jezdzil po staremu, bo obawial
                    sie zabladzenia, a wyjasnienia typu: "przy tym czarnym piesku w prawo" bywaja
                    zawodne ;)
                    • trypel Re: To nie byłem ja... 12.05.10, 17:03
                      kwestia dwóch przejazdów w jedną i drugą stronę.
                      Warto sie przemęczyć bo potem droga do Wrocławia nie bedzie wyprawą na koniec
                      świata kosztująca sporo nerwów i czasu.
                      Drugą mam ostatnio opracowaną na dojazd na autostradę do Poznania. 1.15 z Janek
                      niezależnie od pory :)
              • marecki-34 Re: To nie byłem ja... 14.05.10, 08:49
                Mógłbym poprosić o podzielenie się informacją o tej trasie?
                Z góry dziękuję :-)
    • 1realista Re: Podwojna ciagla i rower 11.05.10, 15:39
      Zgodnie z przepisami wyprzedzać nie wolno.Ani pieszego ani rowerzysty.Ja wyprzedzam ta gdzie jest faktycznie niegroxne. Trzeba natomiast bardzo uważać w obrębie skrzyżowań bo może być groxnie. Lepiej zwolnić na chwilę niż mieć kogoś na masce.
      • emes-nju Re: Podwojna ciagla i rower 11.05.10, 15:41
        Pisalem o dlugiej, miejscami kompletnie bez sensu podwojnej ciaglej w srodku
        lasu na jednej z DK. Nie o obrebie skrzyzowan.
    • oixio Re: Podwojna ciagla i rower 11.05.10, 21:18
      To pewno młody kierowca po dwu niezdanych egzaminach za naruszenie
      linii podwójnej ciągłej trzymał się dzielnie za rowerzystą.

      To jest nic - będzie tylko gorzej.
      Aktualnie posłowie uchwalają możliwość wyprzedzania wolno jadący
      pojazd z prawej strony (będą to mogli robić na żyletkę, mimo linii i
      innych przepisów ....).
      Pojedziesz potem szybciej i trzeba będzie wyprzedzić rowerzystę - a
      tu linia podwójna ciągła, a tu przejście, skrzyżowanie, a tu
      konieczny odstęp 1 metra.

      Władza szykuje nam kompletny paraliż komunikacyjny a więc paraliż
      gospodarki i państwa.

      W czyim to jest interesie?


      • shp80 Re: Podwojna ciagla i rower 14.05.10, 14:04
        > Aktualnie posłowie uchwalają możliwość wyprzedzania wolno jadący
        > pojazd z prawej strony (będą to mogli robić na żyletkę, mimo linii i
        > innych przepisów ....).

        Takie coś odbywa się w większości krajów Europy i jakoś nikt lamentu nie
        podnosi. Nie wiem.. Czy kierowców tak boli, że będą musieli częściej zaglądać do
        lusterek?

        > Pojedziesz potem szybciej i trzeba będzie wyprzedzić rowerzystę

        Nie będzie trzeba. Będzie można.

        > - a
        > tu linia podwójna ciągła, a tu przejście, skrzyżowanie, a tu
        > konieczny odstęp 1 metra.
        >
        > Władza szykuje nam kompletny paraliż komunikacyjny a więc paraliż
        > gospodarki i państwa.

        Dodaj, że grozi to wybuchem kolejnej wojny światowej.

        > W czyim to jest interesie?

        Służby zdrowia na przykład: mniej osób będzie się inhalować smrodem z ulicy ;)
    • inguszetia_2006 Re: Podwojna ciagla i rower 11.05.10, 22:19
      emes-nju napisał:

      jechalem w peletonie "ciagnietym"
      > przez dwupedalowego lidera. "Nie dawalo sie" go wyprzedzic, bo
      byla podwojna ci
      > agla.

      Witam,
      Znaczy się zakała rowerowa nie raczyła zjechać na bok?;-P
      Popatrz na zagadnienie jak optymista: rowerek jest ekologiczny, nie
      smrodzi, można mięsień wyrobić i w ogóle jezdnia była za wąska dla
      samochodu i roweru(w sensie samochody won!), więc nawet jakbyś
      dostał mandat to i tak jakie zyski wszyscy odnotowali;-)
      Pzdr.
      Inguszetia
      • jureek Re: Podwojna ciagla i rower 12.05.10, 10:50
        inguszetia_2006 napisała:

        > Znaczy się zakała rowerowa nie raczyła zjechać na bok?;-P

        Na jaki bok? Na barierkę? Do rowu? Na pole? Dokąd na bok, królowo szos?
        Jura
        • edek40 Re: Podwojna ciagla i rower 12.05.10, 14:21
          > Na jaki bok? Na barierkę? Do rowu? Na pole? Dokąd na bok, królowo szos?

          A na bezpiecznej osemce czesto gesto mamy barierke po prawej i slupki po srodku.
          Nie da sie wyprzedzic roweru i to jest sluszne.
Pełna wersja