mejson.e
30.05.10, 22:54
Jeżdżąc z przepisowymi prędkościami przez miejscowości wokół Warszawy raczej nie zadziwiam innych i nie powoduje to najeżdżania mi na zderzak, poganiania światłami czy połajanki via cb.
Co innego na innych "dziwnych" ograniczeniach, jak sześćdziesiątka na przez pola i łąki w okolicach Puszczy Kampinoskiej.
Sytuacja mocno zmienia się dalej od stolicy.
Podawałem już przykłady popychania mnie nosem nie tylko przez osobówki ale nawet duże ciężarówki.
Na wątku "Czysto było" podałem przykład, że takie zwalnianie ma swoje uzasadnienie.
Tego samego dnia, kilkadziesiąt km dalej, za takie zwalnianie zostałem obśmiany na paśmie obywatelskim przez lokalnego kierowcę.
A przecież to jego matka mogła pchać ten rower na poprzednim filmie... ;-)
I tak się zastanawiam - mieszkańcy miejscowości na trasach "tranzytowych" powinni znać znaczenie ograniczeń prędkości w miejscach, gdzie mieszkają ich rodziny.
A sami nagminnie przekraczają tam te ograniczenia i są zirytowani, gdy inni ich przestrzegają.
I śmieją się, że w naszym tempie to oni odprowadzają panny do domu po randkach...