Rozdział Kościoła od państwa?

28.06.10, 22:04
Jak byłem mały, procesje w święta Bożego Ciała odbywały się wokół kościoła, za murami, na terenie zamkniętym.
Teraz procesje wychodzą na ulice, publiczne drogi, nawet na drogi krajowe.
Bez ostrzeżenia i całkowicie nieprzygotowani możemy za zakrętem czy wzniesieniem spotkać wolno idących ludzi w zwartej gromadzie, czasem całą szerokością drogi.
Albo ludzi zgromadzonych wokół kościołów w bezpośredniej bliskości jezdni, zajmujących chodniki i okolice przejść dla pieszych.

Czy to naprawdę jest dozwolone w Prawie o Ruchu Drogowym?

A czy w ogóle jest niezbędne zakłócanie ruchu drogowego?

Czy można odczuć w takich sytuacjach konstytucyjny rozdział Kościoła od państwa? ;-)

Policja miałaby wszelkie prawo, by przeganiać ludzi z krawężników i przejść, organizować kolumny pieszych, usuwać samochody blokujące ruch.

A co robi?

Albo organizuje objazdy jadących drogą krajową po okolicznych wertepach albo drzemie w samochodach obserwując ... kierowców.

Zwróćcie uwagę choćby na to, jak policja reaguje na samochody zaparkowane na drodze krajowej na końcu tego filmu...
    • jorn Re: Rozdział Kościoła od państwa? 28.06.10, 22:21
      Jako zaciekły antyklerykał, ale też liberał napiszę tak: rozumiem, że dla katolików te procesje są ważnym elementem tradycji i, choć sam w nich nigdy nie biorę udziału, jakoś bym nie głosował za ich wtłaczaniem za mury kościelne. Ale powinny być organizowane tak, żeby w miarę możliwości nie dezorganizowały ruchu, a jeśli już muszą przebiegać jakimś odcinkiem drogi publicznej, to niech ten odcinek będzie zgodnie z przepisami zamknięty czasowo dla ruchu, porządnie zabezpieczony i oznakowany, a nie taka partyzantka, jak widać na załączonym filmie. Mam tu na myśli ten fragment, gdzie ludziska idą sobie połową jezdni, a kierowcy niech się martwią, jak tu ich nie pozabijać. O ten fragment, gdzie musiałeś jechać objazdem, jakoś nie miałbym pretensji.

      I mój przykład sprzed kilku lat: jadę sobie lokalną drogą i widzę tłum blokujący całą jezdnię. Szlag mnie lekki trafił, ale postanowiłem być wspaniałomyślny i poczekać te parę minut. Zatrzymałem samochód przy krawędzi jezdni i wyłączyłem silnik. Po kilku minutach tłum zakończył modły przy ołtarzu i ruszył w kierunku następnego przechodząc obok mnie. Szczęka mi opadła, gdy niektórzy uczestnicy procesji zwrócili się do mnie z pretensjami, że stoję na jezdni, a nie zjechałem w krzaki i oni muszą się zmieścić na 2/3 szerokości jezdni...
      • wolfgang87 Re: Rozdział Kościoła od państwa? 28.06.10, 23:23
        Ja popełniłem w tym roku błąd i pojechałem w Boże Ciałko nach Hause. No i w Rajgrodzie klops. Z lewej jezioro, z prawej jezioro, a z przodu rozmodlony tłum... Przyszło dłuższą chwilę pospacerować nad jeziorem.
        • jureek Re: Rozdział Kościoła od państwa? 28.06.10, 23:38
          wolfgang87 napisał:

          > Ja popełniłem w tym roku błąd i pojechałem w Boże Ciałko nach Hause. No i w Raj
          > grodzie klops. Z lewej jezioro, z prawej jezioro, a z przodu rozmodlony tłum...
          > Przyszło dłuższą chwilę pospacerować nad jeziorem.

          A ja sobie pewnego dnia posiedziałem pół godziny w samochodzie, bo całą
          szerokość ulicy opanowali wrotkarze, nawet policjanci pomykali na wrotkach.
          Wcześniej było ogłaszane, że będą utrudnienia w ruchu, ale jakoś zapomniałej o
          tej postmodernistycznej formie procesji.
          Jura
    • babaqba Re: Rozdział Kościoła od państwa? 29.06.10, 01:02
      Taka procesja całą szerokością najważniejszej drogi to pokaz siły. Nic
      nie poradzisz. Mamy państwowy katolicyzm i już. Takie są fakty. Jakieś
      śmieszne zapisy w Konstytucji-Prostytucji niczego nie znaczą. Gdyby
      znaczyły, to konkordat byłby nieważny a Suchocka, Rokita i Skubiszewski
      siedzieli by w więzieniach.
      • misiu-1 Re: Rozdział Kościoła od państwa? 29.06.10, 09:26
        A ja, jako postronny obserwator, wolę starodawny obrządek z procesją raz w roku,
        w dodatku w dzień ustawowo wolny od pracy, niż nowomodny, w którym procesja
        odbywa się co miesiąc, w dodatku w piątkowe popołudnie.
    • edek40 No az sie prosi, aby walnac z grubej rury :) 29.06.10, 11:18
      Jezeli ktokolwiek na tym forum pisze, ze piecdziesiatka w srodku niczego to
      kiepski pomysl, staje sie natychmiast morderca matek z dziecmi. Jesli ktos
      uwaza, ze procesja w taki dzien nie moze spacerowac po autostradzie, to na pewno
      nie jest PRAWDZIWYM POLAKIEM!!! Co wiecej, ta piecdziesiatka w srodku niczego to
      stoi na wypadek procesji, gradobicia, gololedzi i grzybobrania, wiec jest sluszna...

      No i mejson, wreszcie wylazi z Ciebie cala natura ;)

      Kiedys zauwazylem, jeszcze jak mieszkalem z mamusia, ze w okolicy "wysypywania"
      po porannej, niedzielnej mszy, uduchowieni rodacy przelaza przez jezdnie 2+2 bez
      pasa zieleni, poza przejsciem (sygnalizacja obok - okolo 100 m) i to powodowani
      instynktem stadnym. Jeden wlazi jeszcze w miare bezpiecznie, a za nim reszta
      owieczek zupelnie nie patrzac. Bylo to na poczatku lat 90tych, gdy kosciol
      dopiero intensywnie oddzielal sie od panstwa. Dzis, jak widac poczynil bardzo
      powazny krok naprzod.
    • emes-nju Re: Rozdział Kościoła od państwa? 29.06.10, 17:12
      Procesja, to procesja. Postoisz, a potem pojedziesz (chyba, ze Cie stratuja, bo przeszkadzasz).

      Natomiast moi starzy natkneli sie kiedys na zamkniety dlugi odcinek jakiejs DK, bo w jakims miasteczku byl prymas. Droga byla zamknieta zgodnie z toria wzglednosci (stad do wieczora), a o objazdach nikt nie mogl/nie chcial informowac. Skonczylo sie na 40 km objezdzie doraznie szukanym po jakichs wertepach.

      Bo prymas nawiedzil miasteczko...
    • rapid130 Re: Rozdział Kościoła od państwa? 29.06.10, 20:17
      Drogowe procesje i kondukty pogrzebowe toleruję.
      Natomiast nie cierpię kolumn weselnych.
      Jechać za czymś takim, to jest większy dopust.
      • mejson.e Tolerancja 29.06.10, 23:33
        rapid130 napisał:

        > Drogowe procesje i kondukty pogrzebowe toleruję.

        Jak widzisz - ja też toleruję, nie rozpędzam tłumu klaksonem ;-)

        Ale to nie znaczy, że popieram procesje po drogach krajowych - ani to bezpieczne
        ani ... społeczne.
    • inguszetia_2006 Re: Rozdział Kościoła od państwa? 29.06.10, 22:19
      Witam,
      Co do rozdziału to mam mieszane uczucia, bo mi bardzo pasują
      kościelne święta. Jak było Boże Ciało, to dostałam jeszcze za jakieś
      inne święto wolne w piątek i miałam dwa dni wolnego za friko. Mogą
      kościelni jeszcze coś dołożyć jako państwowe;-P Jak się ma 26 dni
      urlopu w roku, to człowiek nie ma czasu odpocząć, zwłaszcza, że na
      wakacje trzeba jechać z dzieckiem, a wakacje z dzieckiem to nie jest
      dla mnie żaden wypoczynek,raczej walka z rozpasanym
      konsumpcjonizmem, bo wszędzie są jakieś stragany pełne skarbów i te
      skarby trzeba koniecznie kupić. Poza tym dzieci jęczą, mają inne
      rozrywki niż dorośli i do dziś zachodzę w głowę, jak rodzice
      wypoczywali ze mną i moimi braćmi. Podczas podróży samochodowej
      biliśmy się cały czas,ja ryczałam,że brat mnie pobił, mój brat
      ryczał, że go szczypię, a rodzice wydzierali się na nas, bo "bobas
      śpi i ma być ciszej". Bobas to mój najmłodszy braciszek. I tak sobie
      wypoczywaliśmy najpierw w samochodzie, potem w pensjonacie. W
      pensjonacie było jeszcze gorzej, bo biliśmy się non stop kolor i
      byłam zazdrosna, bo mój brat mógł jeść lody, a ja nie,
      ponieważ "zaraz dostanę anginy i popsuję wszystkim wyjazd". Obżerał
      się bezczelnie lodami Kalipso, a ja dostawałam na pocieszenie jakieś
      cholerne gofry;-P A teraz nie jem lodów, bo nie lubię. Co za ironia!
      Suma sumarum, przecierpię każdą procesję, byle by dali dzień wolny
      od pracy;-P
      Pzdr.
      Inguszetia
      • emes-nju Re: Rozdział Kościoła od państwa? 30.06.10, 09:15
        Czasem zazdroszcze etatowcom...

        Mi urlop przysluguje. I owszem. Ale w tym roku sie nie uda... A w przyszlym moze z tydzien (5 dni roboczych). Nie zawsze udaje mi sie nawet w pelni wykorzystac weekend (o swietach nie wspominajac - zdarzalo mi sie juz pracowac i w Boze Narodzenie i w Nowy rok) wiec jezeli juz gdzies jade wypoczac, to mam ochote pospychac do rowu "swietoszkow" jezeli powoduja oni, ze mam tracic MOJ czas z tych z trudem urwanych dni wolnych. A jak spiesze sie na jakies spotkanie "biznesowe", tym bardziej - oni sobie radosnie swietuja na drodze publicznej, a ja trace pieniadze, a moze i kontrahenta, bo "co konia opbchodzi, ze sie woz wywraca" - znajdzie sobie innego wykonawce :-/
        • jureek Re: OT 30.06.10, 11:06
          Emes, ja Ci szczerze współczuję. To nie jest żadna ironia, tylko szczere
          zatroskanie - chłopie, żyjąc na takich obrotach spalisz się i wykończysz. Sam
          też pracuję sporo, oprócz etatu (i nie jest to 40-godzinny tydzień pracy, lecz
          przeważnie 50-60 godzinny) robię jeszcze tłumaczenia, w ostatnich tygodniach
          spałem po 4-5 godzin, ale w takim pośpiechu i nerwówce, jak Ty to przedstawiasz
          nie potrafiłbym żyć. Na dojazdy do pracy schodzi mi trochę ponad godzinę
          dziennie, ale wcale nie uważam tego czasu jako stracony. To jest właśnie czas
          relaksu, mogę w pociągu poczytać, posłuchać radia czy po prostu podrzemać i
          dobrze, że jest ten czas, bo wiem, że gdybym te 2 godziny dłużej był w domu, to
          raczej nie wykorzystałbym ich na wypoczynek. Podobnie jazda do Polski - to też
          dla mnie relaks. Nie stresuję się, że muszę jakiś kawałek jechać sześćdziesiątką
          za rozklekotaną ciężarówką, bo po prostu lubię prowadzić i jest to czas relaksu,
          a te parę minut dłuższej jazdy - co to jest choćby w porównaniu do czsu, który
          tracę tu na forum :)
          Jura
          • emes-nju Re: OT 30.06.10, 11:20
            Takie sa warunki zycia w kraju na dorobku jezeli ktos postanowil pracowac na swoim, a kapitalu zakladowego nie odziedziczyl po przodkach i do tego jeszcze zdarzyl sie swiatowy kryzys, ktory wprawdzie Polski za bardzo nie zwilzyl, ale na tyle wysoko podniosl oprocentowanie lokat, ze bardziej oplaca sie wlozyc na lokate pieniadze nalezne emesowi niz mu zaplacic ;-)

            Dlatego tak irytuja mnie wszelkie NIEPOTRZEBNE szykany. Zabieraja mi czas. Koniec koncow, rowniez na spanie. A mam wrazenie, ze chronicznie niewyspany emes moze byc grozniejszy niz wyspany emes-pirat jadacy 60 km/h na ciagnacym sie kilometrami 40 km/h (BO TAK!).

            Taki przyklad -> Nie wiem czy dla przecietnego obywatela zamoznych krajow standardem jest wyruszanie na tygodniowy urlop w piatek w nocy (po pracy), zeby po calonocnej podrozy np. do Chorwacji (przy czym dystans W-wa-Cieszyn zajmuje mi polowe czasu CALEJ poltoratysiecznej podrozy) wsiasc na jacht i wreszcie wylaczyc telefon. Mysle, ze przecietny Niemiec wyjechalby we czwartek...
            • misiu-1 Re: OT 30.06.10, 22:34
              emes-nju napisał:

              > przy czym dystans W-wa-Cieszyn zajmuje
              > mi polowe czasu CALEJ poltoratysiecznej podrozy)

              Różnie to bywa. Dwa lata temu, wyjechawszy z Warszawy o północy, w 4 godziny
              dojechałem do Zwardonia, za to w Zadarze byłem dopiero po 16:00, do czego walnie
              dopomogły mi roboty drogowe koło Lendavy.
        • inguszetia_2006 Re: Rozdział Kościoła od państwa? 30.06.10, 21:49
          emes-nju napisał:

          > Czasem zazdroszcze etatowcom...
          >
          > Mi urlop przysluguje. I owszem. Ale w tym roku sie nie uda... A w
          przyszlym moz
          > e z tydzien (5 dni roboczych).
          Witam,
          Emes,jeśli pracujesz w swojej firmie, to do cholery musisz mieć
          zastępcę, a jak nie masz, to idź po rozum do głowy i go zatrudnij;-P
          Sam sobie robisz kuku i w imię czego tak sobie robisz to kuku? Życie
          masz jedno, samochody, mieszkania i inne frykasy nie są ważne. Ważne
          jest by mieć przy boku przyjaciela i jakieś fajne zwierzatko domowe.
          Może być dziecko;-D Reszta jest bez znaczenia;-)
          Pzdr.
          Inguszetia



Pełna wersja