edek40
13.07.10, 11:21
Przypominaja mi sie czasy poczatku lat osiemdziesiatych. W ramach
"poluzowania" pokazywali w TV zycie Polakow, ktorzy zdecydowali sie na
emigracje, korzystajac z obozu przejsciowego w Wiedniu. W tej relacji uderzyly
mnie dwie rzeczy - lektor oswiadczyl, ze podstawowe zakupy przedswiateczne
zajmujaja wiedenczykowi okolo 2 godzin; ponadto nie do uwierzenia bylo to, ze
tak blisko jest kraj, w ktorym lada z miesem i wedlinami moze miec 20 m i byc
tak pelna, ze az sie wysypuje. To po prostu byla kwestia warunkow, w ktorych
zyjemy. Rzeczy oczywiste dla tzw. zachodu Polakom jakos nie miescily sie w
glowie. Dlaczego o tym pisze, po 30 latach od tamtych zlych czasow? Ano
dlatego, ze wciaz sa rzeczy, ktore w podobny sposob wprawiaja w niedowierzanie
i oslupienie. Otoz moj znajomy musial pilnie wyruszyc do Niemiec. Z uwagi na
niewielka ilosc czasu do organizacji wybral pociag. Jako zabawne mozna uznac
to, ze tuz przed Warszawa zapalil sie jeden z wagonow, co spowodowalo
koniecznosc zageszczania pasazerow. To co wprawilo w oslupienie, to ostatni
odcinek podrozy - wszystkiego 45 minut i... 210 km. Koleja (odcinki byly trzy:
PKP, DB, DB)! To jest wlasnie ta "lada z miesem", ktora oczy widzialy, a rozum
nie pojmowal. Pomyslec, ze sa w Polsce nizinnnej miejsca, gdzie w 45 minut
nasza kolej potrafi pokonac nawet 50 km albo nawet mniej...
W Polsce, jesli juz ktos musi naprawde szybko, to kozakuje, grubo ryzykuje
itp. Dzieki temu 350 km do Wroclawia pokonuje w 5 godzin, a nie jak ekspresem
w bez mala 6 godzin. Kto wie czy zmuszajace do pilnej podrozy zdarzenia losowe
nie sa po czesci odpowiedzialne za tragedie na naszych drogach...?
Zdecydowanie zbyt czesto nie ma zadnej alternatywy dla "bezpiecznych osemek".