Bezpieczny odstęp w wersji polskiej.

30.10.10, 18:07
Jechałem niedawno S1 z Czeskiego Cieszyna. Był wypadek. Wszyscy hamowali, to ja też hamowałem. Tylko że idioci przede mną jak tylko skończyli hamować to od razu zaczynali cofać. I ciekawe jak Ci z tyłu mają wyhamować? Ja jadąc za kimś zakładam, ze muszę zahamować i stanąć za nim jeżeli on zahamuje. Ale jeżeli on zacznie od razu cofać? Ile on zdąży się cofnąć zanim ja dojadę do miejsca gdzie stanąłbym bezpiecznie?

www.youtube.com/watch?v=X2qETNoX80c
No i co to w ogóle jest? Czy to znaczy, że ja w Polsce muszę mieć taki bezpieczny odstęp żeby nie tylko zahamować jak ten przede mną się zatrzyma ale jeszcze zdążyć uciec jak zacznie cofać żeby mi w przód nie wjechał...

Oczywiście to było tylko preludium. Jak widać na filmie zanim zdążyłem odpalić komórkę wokół zrobiło się pusto, przy czym ten przede mną z oburzeniem trąbił i wyzwał mnie od "pieprzonego Angola" (jechałem brytyjskim Sprinterem) bo musiał mnie na wstecznym objechać poboczem ciasno wykręcając, bo dzięki temu że od razu cofał stanąłem praktycznie na jego zderzaku.

W ogóle liznąłem tylko Polski jadąc z Czeskiego Cieszyna w Czeskie Karkonosze (najszybciej było właśnie jedynką, czwórką i piątką do Lubawki) a na szok kulturowy wystarczyło.

Nie chce mi się już wrzucać drugiego filmu, ale jak się zrobiło luźniej (czyt. jak wszyscy wycofali) to podjechałem aż za wiadukt gdzie obserwowałem tych bardziej z przodu którzy zawracali i dawali pod prąd wjazdem na dwupasmówkę.

Trochę dalej (gdzie był zjazd, którym spokojnie można było zjechać jeżeli komuś się chciało poczekać te 10 minut (jakby połowa nie cofała to moze 20) aż z dwóch pasów wepchną się na zjazd a potem wyjadą z podporządkowanej) paru niecierpliwców zdemolowało czyjś płot i próbowało jechać na przełaj przez pole, skończyło się tym, że jakiś vw Transporter się zakopał po osie w błocie.

Mi to zajęło 10 minut żeby zjechać z gierkówki zgodnie z przepisami i po kolejnych 10 włóczenia się bocznymi ścieżynkami wróciłem na nią już za wypadkiem, zdążywszy po drodze stanąć po picie i pączka pod wiejskim sklepikiem...

Tylko w tym tygodniu zrobiłem ponad 9000 mil po Europie - taka praca, a w firmie jesteśmy ostatnio wyjątkowo zajęci. Moja trasa to
Glasgow
Workington
Ljubljana
Wiedeń
Hradec Kralove
granica czesko-niemiecka
wioska pod Czeskim Cieszynem
A4 przez Lubawkę do wioski w czeskich Karkonoszach
Salzburg
Londyn
Rugby
Liverpool
Glasgow.

Korek po drodze miałem niejeden, jak się pewnie łatwo można domyśleć. Ale takie rzeczy tylko w Polsce. Wszyskie inne narody potrafią grzecznie stać w korku i nie utrudniać dojazdu karetkom, tylko nam się śpieszy...

Jak już narzekam to jeszcze dodam że na autostradzie czułem się czasem jak na dyskotece w świetle stroboskopów - mój samochód ma ogranicznik prędkości do 120 km/h (75 mph), więc nie brałem się do wyprzedzania jadących nieznacznie wolniej jeżeli nie było za mną całkowicie pusto. Ale ciężarówki wyprzedzałem norlamnie. Niektórym nie wystarczało nawet to, że jadąc 120 wyprzedzam jadącą 90 ciężarówkę. Czy 30 km/h różnicy prędkości to nie jest wystarczająco? No i to nie było tak, że ktoś jechał 160 a ja mu wjeżdżałem przed zderzak. Po prostu jadąc te swoje 120 wyprzedzałem kolumnę ciężarówek, a taki kretyn jeden z drugim dogania mnie, na zderzak i mruga... A i tak w Polsce margines "z tyłu" pozwalający mi na "wcięcie się" na zajęty lewy pas pozostawiam znacznie większy niż np. w Niemczech (UK to inny świat, tam się po prostu wrzuca prawy kierunkowskaz i od razu sami wpuszczają).

Ech. Z kulturą drogową wciąż jeszcze jesteśmy na bakier.
    • misiek4111 Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 30.10.10, 22:25
      na szok kulturowy wystarczyło.

      120 wyprzedzałem kolumnę ciężarówek, a taki kretyn jeden z drugim dogania m
      > nie, na zderzak i mruga... A i tak w Polsce margines "z tyłu" pozwalający mi na
      > "wcięcie się" na zajęty lewy pas pozostawiam znacznie większy niż np. w Niemcz
      > ech (UK to inny świat, tam się po prostu wrzuca prawy kierunkowskaz i od razu s
      > ami wpuszczają>
      > Ech. Z kulturą drogową wciąż jeszcze jesteśmy na bakier.

      Nic dodać nic ująć, szok kulturowy. Jako kierowca wychowany w USA doświadczam go ciągle, w swoim miejscu pracy jestem pośmiewiskiem bo jeżdżę zgodnie z przepisami i nigdy nie dostałem żadnego pktu. Na tym forum jest wielu "ekspertów", jeden jedzie motorem za poprzednikiem w odl. 5m przy prędkości ok. 60, drugi przy ostrzejszym hamowaniu poprzednika wpada na pobocze, ale oczywiście winne są wysepki, jeszcze inny (prawnik ale jednocześnie anarchista!) otwarcie opisuje jak spycha jadące z przeciwka auta na krajówkach na pobocze, to tylko nieliczne przykłady, ale każdy z nich jest mądralą nie do przegadania.
      Potoczna opinia to "zbudujcie autostrady", tymczasem to już nie pierwszy post opisujący szok kulturowy na nich doznawany przez zachodnich kierowców.
      Ostatnio Senat wprowadził poprawki do KD i jedyne co postanowił to podnieść limit szybkości do 140, nikogo nie interesuje bezpieczny odstęp tak surowo egzekwowany choćby w D, F czy USA. Gość jadący 171/50 w ter. zabudowanym dostaje 500zł i puszcza się go wolno, tak w praktyce wygląda walka z piratami.
      Podobnie mają zniknąć puste maszty FR, a pozostałe mają być odblaskowe, ciekawe jak to wpłynie na bezpieczeństwo na kolizyjnych skrzyżowaniach choćby na gierkówce, gdy Durczok znowu będzie mógł jeździć z W-wy do Katowic w 2h i nie będzie już "ginął przez FR", nie do wiary, ale taki eksperyment zostanie w PL przeprowadzony w pełnym majestacie prawa.

      • foam_maker Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 01:26
        Bo w wersji polskiej:

        Zatrzymujemy się tylko "na chwilę" w niedozwolonym miejscu
        Parkujemy tak aby inny niekoniecznie miał łatwiej
        Jeździmy nagminnie szybciej niż pozwalają przepisy
        Jeździmy nagminnie WOLNIEJ niż pozwalają przepisy
        I wiele innych

        Ale przede wszystkim - pokażcie mi takiego który po kilku godzinach jazdy jest dobrze wyszkolonym kierowcą. Dlaczego do jasnej cholery nie mogę zacząć uczyć kogoś jeździć prywatnym samochodem w majestacie prawa na moją odpowiedzialność. Przekazując te wszystkie rzeczy których on nie wie:

        NIE zatrzymujemy się tylko "na chwilę" w niedozwolonym miejscu
        Parkujemy tak aby innym NIE utrudniać
        Jeździmy zgodnie z przepisami
        I wiele innych
        • kozak-na-koniu Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 08:44
          ...Bo niestety "w wersji polskiej" cały PR i takie tam inne od wielu lat kręcą się wyłącznie wokół wytartego sloganu, któremu na imię "kierowco zwolnij" oraz przy okazji którejś tam kolejnej durnej akcji dorzuca się coś o wódzie. Poza tym nie interesuje nic. Nikomu nie zależy na promowaniu wyobraźni, przewidywalności, widzialności, czytelności zachowań, współpracy na drodze, kultury...:(
          • hannni kozi "PR" 31.10.10, 14:04
            koza-na-koniu napisała:

            > ...Bo niestety "w wersji polskiej" cały PR i takie tam inne od wielu lat kręcą
            > się wyłącznie wokół wytartego sloganu, któremu na imię "kierowco zwolnij"

            Juz tyle razy pisalem ci Julka zebys nie uzywala okreslen, ktorych nie rozumiesz.
            • kozak-na-koniu Re: kozi "PR" 31.10.10, 14:20
              hannnnnnia napisała:

              > Juz tyle razy pisalem ci Julka zebys nie uzywala okreslen, ktorych nie rozumies
              > z.

              Już tyle razy Ci pisałem, hannnnnnnniu, żebyś wzięła tabletki zanim siądziesz do kompa.
              • hannni Re: kozi "PR" 31.10.10, 14:24
                No to moze Julka wyjasnisz, czyje to "PR"? Mysle, ze nie tylko ja chetnie sie posmieje :-)
      • hannni Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 08:15
        misiek4111 napisał:

        > Nic dodać nic ująć, szok kulturowy. Jako kierowca wychowany w USA doświadczam g
        > o ciągle, w swoim miejscu pracy jestem pośmiewiskiem bo jeżdżę zgodnie z przepi
        > sami i nigdy nie dostałem żadnego pktu.

        Ale gdy jeden miszcz z drugim sie nie wyrabia i paskudzi statystyki (jedne z najgorszych w Europie) to "winne sa drogi".
    • hannni Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 08:17
      tomek854 napisał:

      > Jechałem niedawno S1 z Czeskiego Cieszyna. Był wypadek. Wszyscy hamowali, to ja
      > też hamowałem. Tylko że idioci przede mną jak tylko skończyli hamować to od ra
      > zu zaczynali cofać.

      To jeszcze nic. Ja jakis czas temu na A4 ni stad ni z owad w podobnej sytuacji mialem samochody jadace najzwyczajniej z przeciwka.
      • kozak-na-koniu Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 08:47
        hannni napisał:

        > To jeszcze nic. Ja jakis czas temu na A4 ni stad ni z owad w podobnej sytuacji
        > mialem samochody jadace najzwyczajniej z przeciwka.

        Bo druga jezdnia była w remoncie, czy też może hannnnnia jechała którąś z dróg lokalnych? A może hannnnnnnnnia znów zapomniała okularów i jezdnie dwujezdniowej drogi się jej popitoliły?
        • jorn Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 09:38
          Ja to chyba jakąś inną Polskę znam. Granicę RP przekraczam samochodem kilka razy w roku i jakoś szoku kulturowego nie doświadczam. Przez kilkanaście lat robienia po Polsce dużych jak na niezawodowego kierowcę przebiegów i kilka lat robienia takich samych przebiegów po zachodniej części Europy i na trasie Bruksela - Polska sytuacji podobnej do opisanej przez Tomka doświadczyłem raz (podobnej, bo nie takiej samej - nie było korka, tylko jedna pani przegapiła zjazd i postanowiła sobie cofnąć). Objeżdżanie korków wbrew twierdzeniom autora wątku jest powszechnym zjawiskiem np. w Niemczech - nawet takie objazdy są wytyczone odpowiednimi znakami, a gdy i ten objazd się zakorkuje, różne dziwne rzeczy się dzieją i jakoś nie chce mi się wierzyć, że to tylko Polacy. Gdy w późniejszych postach przeczytałem, jak to w Polsce wszyscy parkują nielegalnie "na chwilę", a na zachodzie jest to nie do pomyślenia, to mnie śmiech ogarnął. Od tego, jak np. parkują brukselczycy (a także paryżanie, barcelończycy i inni) może się włos na głowie zjeżyć - parkując w tych miastach przepisowo zawsze ryzykujemy zastawienie przez takiego "chwilowego", który ustawił się w drugim rzędzie.

          Pozdrawiam
          • hannni Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 13:58
            jorn napisał:

            > Ja to chyba jakąś inną Polskę znam. Granicę RP przekraczam samochodem kilka raz
            > y w roku i jakoś szoku kulturowego nie doświadczam.

            Czyli te samochody z przeciwka na autostradzie sobie wymslilem?
            Albo moze dla odmiany podaj pare mniejszych nazw miejscowosci np. w Niemczech, gdzie nagminne jest wyprzedzanie samochodowo jadacych przepisowo w obszarze zabudowanym.
            Albo moze jakies miejscowosci w Polsce, gdzie jadac przepisowo nie jestes wyprzedzany?

            • kozak-na-koniu Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 14:15
              hannnnnnia napisała:

              > Czyli te samochody z przeciwka na autostradzie sobie wymslilem?

              Dokładnie, haniu.

              > Albo moze dla odmiany podaj pare mniejszych nazw miejscowosci np. w Niemczech,
              > gdzie nagminne jest wyprzedzanie samochodowo jadacych przepisowo w obszarze zab
              > udowanym.

              Niech hania poda parę "mniejszych albo większych nazw" miejscowości w Polsce, gdzie nagminne jest wyprzedzanie samochodów jadących przepisowo w obszarze zabudowanym.

              > Albo moze jakies miejscowosci w Polsce, gdzie jadac przepisowo nie jestes wyprz
              > edzany?

              Są takie. Nawet sporo ich. A co to ma do rzeczy?
              • hannni Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 14:26
                koza-na-koniu napisaa:

                > Dokładnie

                No to musialabys wtedy tez byc na tej autostradzie razem ze mna Julka, nie uwazasz?.

                Napisz, kiedy i gdzie dokladnie to bylo albo przynajmniej pochwal sie, co ci dodaja do kapusty :-)
            • jorn Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 19:31
              hannni napisał:
              Czyli te samochody z przeciwka na autostradzie sobie wymslilem?

              Nie wiem. Za to gdybyś uważnie przeczytał, co napisałem zamiast się od razu rzucać do kontrowania mojego wpisu, to może byś zauważył, że nie napisałem, że takie rzeczy się w Polsce nie zdarzają. Chodziło mi o to, że nie zdarzają się częściej niż w wielu innych krajach. Niemal za każdym razem jadąc przez Niemcy słyszę w radiu ostrzeżenie o kimś jadącym pod prąd (Falschfahrer). Po Belgii jeżdżę codziennie, więc nie zawsze trafiam na takiego, ale też się często zdarza (w zależności od regionu Spookrijder albo Chauffeur fantôme).

              Albo moze dla odmiany podaj pare mniejszych nazw miejscowosci np. w Niemczech, gdzie nagminne jest wyprzedzanie samochodowo jadacych przepisowo w obszarze zabudowanym.
              Podobnie jak w Polsce, w żadnym mieście nie jest to nagminne, ale się zdarza. Np. w Guben, Akwizgran (Aachen). W Belgii, czy we Francji zdarza mi się to znacznie częściej. Np. taka miejscowość Vilvoorde czy Zaventem koło Brukseli, Bouillon na południu Belgii, Compiegne na północy Francji i wiele, wiele innych. Podejrzewam, że wszędzie się zdarza od czasu do czasu.

              Albo moze jakies miejscowosci w Polsce, gdzie jadac przepisowo nie jestes wyprzedzany?
              Zielona Góra, Krosno Odrzańskie, Rawa Mazowiecka, Mszczonów i również wiele innych. Po Polsce od wielu lat zawsze jeżdżę z prędkością rónwą limitowi (np chyba, że pozostało ograniczenie do 30 po remoncie, o którym wiem, że się dawno skończył, albo warunki zmuszają mnie do jazdy wolniejszej) i wyobraź sobie, że to ja wyprzedzam znacznie częściej niż inni wyprzedzają mnie, co oczywiście też się zdarza. Za to tu w Belgii i w sąsiedniej Francji nagminnie zdarza się, że ktoś siada mi na ogonie i wali światłami, bo te przepisowe 120/130 to dla niego za mało (dla mnie też za mało, ale się niechętnie stosuję).
              • jorn Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 19:40
                Chociaż nie, są faktycznie są miejsca, gdzie wyprzedzanie pojazdów jadących zgodnie z ograniczeniem jest nagminne. W Polsce zwykle na przelotowych trasach typu Trasa Łazienkowska (kilkanaście km bezkolizyjnej dwujezdniowej arterii z dwoma lub trzema pasami dla każdego kierunku do niedawna z ograniczeniem do 50), albo w miejscach gdzie formalnie jest teren zabudowany, choć żadnych zabudowań nie ma; w Niemczech czy w Holandii w miejscach, gdzie z powodu wyłączenia z ruchu jednego pasa na pozostałych dwóch-trzech ustawiono przesadne ograniczenie do 80 czy 70; w Danii na drogach prowadzących przez pustkowia z idiotycznym kodeksowym ograniczeniem do 80, a w Belgii na na obrzeżach miasteczek, gdzie często mamy 100, 150 metrów bez zabudowy i bez podniesienia limitu prędkości, a także na autostradach, gdzie dla wielu 120 to za mało.
                • kozak-na-koniu Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 21:35
                  Hani nie warto tłumaczyć, bo hania i tak nie zrozumie a nawet jak coś tam zrozumie, to i tak nic z tego nie będzie, bo hania i tak w kółko będzie gęgała to samo, co gęga już od paru lat. Taki z niej "ciekawy przypadek"...:D
              • hannni Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 01.11.10, 09:08
                jorn napisał:

                > to może byś zauważył, że nie napisałem, że takie rzeczy się w Polsce nie zdarzają.
                > Chodziło mi o to, że nie zdarzają się częściej niż w wielu innych krajach.

                Nawracanie na autostradzie i jazda pod prad zdarza sie np. w Niemczech tak samo czesto jak w Polsce? Ty naprawde myslisz to powaznie?

                > Niemal za każdym razem jadąc przez Niemcy słyszę w radiu ostrzeżenie o kimś jadącym
                > pod prąd (Falschfahrer).

                Musisz w taki razie bardzo rzadko jezdzic przez Niemcy i miec wyjatkowego pecha.
                Jesli (przy takiej masie pojazdow poruszajacych sie autostradami!) w ogole dochodzi do takich przypadkow to sa to z reguly pojedynczy kierowcy, ktorzy pomylili wjazdy a nie cale stado kierowcow, ktorzy po prostu nawracaja, gdy autostzrada jest nieprzejezdna.

                > Podobnie jak w Polsce, w żadnym mieście nie jest to nagminne, ale się zdarza. N
                > p. w Guben, Akwizgran (Aachen).

                Akwizgran to wedlug ciebie "mniejsza miejscowosc"? I czy poza Guben nie nasz w Niemczech zadnej mniejszej miejscowosci (a wiec pozbawionej drog dwupasmowych)?
                Nie wiem, na czym to polega ale osobiscie na przestrzeni ostatnich lat nie pamietam przypadku, aby w takich krajach jak D, CH, albo A na moich oczych ktos w mniejszej miejscowosci (pozbawionych jezdni z dwoma pasami rzuchu w jednym kierunku) wyprzedzal przepisowo jadacy pojazd. W Polsce jadac przepisowo przez obszar zabudowany jestem wyprzedzany od pierwszego do ostatniego dnia pobytu, gdy tylko istnieja ku temu warunki (niezaleznie od tego, gdzie jestem).



                > Zielona Góra, Krosno Odrzańskie, Rawa Mazowiecka, Mszczonów i również wiele inn
                > ych. Po Polsce od wielu lat zawsze jeżdżę z prędkością rónwą limitowi i wyobraź sobie, że to ja wyprzedzam znacznie częściej niż inni wyprzedzają mnie,

                Czyli jezdzisz w obszarze zabudowanym w Polsce nie predzej niz 50-tka i to ty wyprzedzasz innych (ta 50-tka) a ciebie nikt. W takim razie cala reszta kierowcow musi tez jezdzic nie predzej niz 50-tka. Chyba rzeczywiscie zyjemy w jakichs rownoleglych rzeczywistosciach.

                "Rekord! Fotoradar w dwa dni złapał 2,5 tys. kierowców"
                miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,7250330,Rekord__Fotoradar_w_dwa_dni_zlapal_2_5_tys__kierowcow.html
                • jorn Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 01.11.10, 11:11
                  Nawracanie na autostradzie i jazda pod prad zdarza sie np. w Niemczech tak samo czesto jak w Polsce? Ty naprawde myslisz to powaznie?
                  Tak, mniej więcej prawie tak samo często, czy raczej tak samo rzadko.

                  sa to z reguly pojedynczy kierowcy, ktorzy pomylili wjazdy a nie cale stado kierowcow, ktorzy po prostu nawracaja, gdy autostzrada jest nieprzejezdna.

                  No to dokładnie tak samo jak w Polsce, też jazda pod prąd zdarza się rzadko, a taka jazda w stadzie prawie nigdy. Akurat ty na takie stado trafiłeś (jeśli to w ogóle prawda) i twój zakompleksiony móżdżek uznał, że to standard. Gdy coś takiego zdarza się w innym kraju, twoje kompleksy karzą ci myśleć, że albo to Polacy, albo jakaś wyjątkowa sytuacja. Na to nic nie poradzę, psychiatrą nie jestem.

                  Akwizgran to wedlug ciebie "mniejsza miejscowosc"? I czy poza Guben nie nasz w Niemczech zadnej mniejszej miejscowosci (a wiec pozbawionej drog dwupasmowych)?
                  Nie umiesz czytać? Przecież ci napisałem, że w Niemczech jeżdżę prawie wyłącznie po autostradach, więc nawet jeśli zdarzy mi się przejechać przez małe miasteczka, to zwykle nie zapamiętuję ich nazw. Stąd nie potrafię podać innych przykładów, podałem z innych krajów.

                  Czyli jezdzisz w obszarze zabudowanym w Polsce nie predzej niz 50-tka i to ty wyprzedzasz innych (ta 50-tka) a ciebie nikt. W takim razie cala reszta kierowcow musi tez jezdzic nie predzej niz 50-tka. Chyba rzeczywiscie zyjemy w jakichs rownoleglych rzeczywistosciach.

                  Akurat tu mi chodziło o trasy pozamiejskie - jadę 90, a większość jedzie trochę wolniej, choć oczywiście zdarzają się i szybsi. W obszarach zabudowanych jadę te 50 i zwykle ani ja nikogo nie wyprzedam, ani nikt nie wyprzedza mnie, choć oczywiście zdarzają się wyjątki. Nie dotyczy to dróg, na których limit powinien być podniesiony, bo są one zbudowane tak, że można bezpiecznie jechać szybciej. Tam rzeczywiście większość przekracza, podobnie jak i w innych znanych mi krajach. Problem w tym, że w Polsce takich miejsc jest znacznie więcej. Zauważyła to np. warszawska policja i zarekomendowała na kilku przelotowych arteriach (Trasa Łazienkowska, Wisłostrada, Wał Miedzeszyński) podniesienie limitu, na co ZDM zareagował pozytywnie. Podobnie uczyniły władze Brukseli na małej obwodnicy (R20). I co? Po podniesieniu limitu średnia prędkość pojazdów pozostała mniej więcej taka sama, podobnie jak liczba kolizji, za to mandatów mniej.

                  A teraz proszę cię o przeprowadzenie małego eksperymentu. Wiem, że to dla ciebie trudne, ale spróbuj na chwilę zapomnieć o tych swoich formułkach, które tu klepiesz i pomyśleć samodzielnie: jeśli zachodnie społeczeństwa są tak zdyscyplinowane, że ograniczenie prędkości jest dla nich świętością, to po jaką cholerę ich rządy wydają miliony euro, funtów, czy koron na fotoradary, samochody z wideorejestratorami, kamery, akcje zachęcające do zmniejszenia prędkości i tym podobne działania?
                  • hannni Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 01.11.10, 11:48
                    jorn napisał:

                    > No to dokładnie tak samo jak w Polsce,

                    Wlasnie nie. I Tomek ja piszemy nie o pojedynczych a o wielu kierowcach, ktorzy swiadomie nawracaja i jada pod prad autostrada, gdy autostrada jest zablokowana.


                    > a taka jazda w stadzie prawie nigdy.

                    Owszem, przez wiele lat jazdy autostradami w D, CH albo A nie spotkalem sie NIGDY z takim zachowaniem. W Polsce na A4, choc jezdze tam znacznie rzedziej, nawrocenie i jazda pod prad bylo czyms zupelnie oczywistym.

                    > Akurat ty na takie stado trafiłeś

                    Owszem trafilem i od razu pomyslalem, ze w krajach, ktore opisalem powyzej, cos takiego byloby nie do pomyslenia.

                    > (jeśli to w ogóle prawda) i twój zakompleksiony móżdżek uznał,

                    Twoja absurdalna nieufnosc i dopatrywanie sie w kazdym klamcy dowodzi tu chyba najlepiej,
                    kto ma "zakompleksiony mozdzek".

                    > że to standard.

                    Owszem, zdumiala mnie oczywistosc, z jaka sporo kierowcow po prostu jechala pod prad nie zdajac sobie zupelbie sprawy z zagroezenia, jakie powoduja.

                    > Gdy coś ta
                    > kiego zdarza się w innym kraju, twoje kompleksy karzą ci myśleć, że albo to Pol
                    > acy, albo jakaś wyjątkowa sytuacja. Na to nic nie poradzę, psychiatrą nie jeste
                    > m.

                    Jesli odczuwasz brak argumentow to lepiej byloby sobie dac spokoj, zamiast uciekac w ta prymitywne wycieczki osobiste.


                    > Nie umiesz czytać? Przecież ci napisałem, że w Niemczech jeżdżę prawie wyłączni
                    > e po autostradach,

                    W takim razie nie wypowiadaj sie w kwestiach o ktorych - jak widac - nie masz bladego pojecia.
                    "Nie umiesz czytać?" Przeciez wyraznie pisalem o mniejszych miejscowosciach a wiec takich, gdzie wyprzedzanie jest mozliwe tylko przy zjechaniu na przeciwny pas ruchu.


                    > Akurat tu mi chodziło o trasy pozamiejskie - jadę 90,

                    No to moze w koncu zadasz sobie trud i ustosunkujesz sie do tego, czym pisze a nie do czegos calkiem innego?

                    > W obszarach zabudowanych jadę
                    > te 50 i zwykle ani ja nikogo nie wyprzedam, ani nikt nie wyprzedza mnie,

                    Jednym slowem zupelna sielanka, jak w reklamie Szwajcarii - wszyscy jada nie predzej niz 50.
                    A wszyscy ci, ktorzy przyznaja otwacie, ze malo kogo obchodza ograniczenia w Polsce to fantasci. A przytoczony artykul o 2,5 tysiacach kierowcow przylapanych tylko w ciagu dwoch dni w Ustce za przekroczenie predkosci o co najmniej 20 km/h(!) to pewnie tez wymysl Wyborczej.

                    > Nie dotyczy to dróg, na których limit powinien
                    > być podniesiony, bo są one zbudowane tak, że można bezpiecznie jechać szybciej.
                    > Tam rzeczywiście większość przekracza,

                    Acha, czyli wszyscy jezdza przepisowo ale jednak tez wcale nie bo gdzies tam w obszarze zabudowanym "limit powinien być podniesiony".
                    Mozesz jeszcze wyjasnic, co dzieje sie tam z jadacymi przepisowo? Nadal nie sa wyprzedzani, choc "rzeczywiście większość przekracza"? Jak to w ogole mozliwe?

                    > podobnie jak i w innych znanych mi krajach.

                    Przed chwila przyznales, ze nie masz bladego pojecia o ruchu w obrebie miejscowosci w D, CH albo A, wiec moze byloby zdrowiej dac sobie spokoj z uzywaniem okreslenia "znany" ci.

                    > A teraz proszę cię o przeprowadzenie małego eksperymentu. Wiem, że to dla ciebi
                    > e trudne, ale spróbuj na chwilę zapomnieć o tych swoich formułkach, które tu kl
                    > epiesz i pomyśleć samodzielnie:

                    A ja dla odmiany poprosze cie, odpuscic sobie te gowniarskie formulki, bo jeden debil w osobie kozy to juz dosyc jak na to forum. No chyba, ze chcesz wystepowac w roli jego blizniaka. Twoj wybor.

                    > jeśli zachodnie społeczeństwa są tak zdyscyplinowane, że ograniczenie prędkości jest dla
                    > nich świętością, to po jakąch olerę ich rządy wydają miliony euro, funtów, czy koron na
                    > fotoradary, samochody z wideorejestratorami, kamery, akcje zachęcające do zmniejszenia
                    > prędkości i tym podobne działania?

                    To prostsze niz ci sie wydaje.
                    Jako, ze zachodnie spoleczenstwa (w duzej czesci, szczegolnie w krajach, do ktorych sie odnosze) wcale nie odbieraja ograniczen jako "swietosc" a tylko jako bardzo pozyteczny konsens , nie maja nic przeciwko temu, zeby policja stosowala wszelkie mozliwe srodki do wylapywania z ruchu jednostek, ktore istoty tego konsensu nie sa w stanie zalapac i szkodza i jemu i innym uzytkownikom drog swoim prymitywnym zachowaniem.


                    • jorn Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 01.11.10, 20:12
                      Wlasnie nie. I Tomek ja piszemy nie o pojedynczych a o wielu kierowcach, ktorzy swiadomie nawracaja i jada pod prad autostrada, gdy autostrada jest zablokowana.
                      Piszecie o pojedynczych przypadkach, które wam się trafiły. Mnie nigdy. Za to np. w Paryżu przytrafiło mi się coś, co w Polsce nie tylko nie zdarzyło się ani mnie, ani nikomu z moich znajomych, ale nawet na forum o takim przypadku nie czytałem: jechałem sobie jednokierunkową ulicą i nadziałem się na samochód jadący z przeciwka, którego kierowczyni była święcie oburzona, że jej natychmiast nie przepuściłem. Czy to oznacza, że Francuzi są beznadziejnymi kierowcami? Nie, to jest pojedynczy przypadek, z którego nie należy wyciągać uogólniających wniosków.

                      Owszem, przez wiele lat jazdy autostradami w D, CH albo A nie spotkalem sie NIGDY z takim zachowaniem.
                      Ja również nie, ani za granicą, ani w Polsce. Równie dobry argument, jak twój.

                      Twoja absurdalna nieufnosc i dopatrywanie sie w kazdym klamcy...
                      Kolega za miliony cierpi? Nie dopatruję się kłamcy w każdym, tylko w tobie i Habudziku. To duża różnica.

                      Owszem, zdumiala mnie oczywistosc, z jaka sporo kierowcow po prostu jechala pod prad

                      A nie pomyślałeś, że mógł to być odosobniony przypadek? Jak często na coś takiego trafiasz? Mnie się to nigdy nie zdarzyło, a mam już za sobą ok. 600 tys. km, z czego większość po polskich drogach.

                      "Nie umiesz czytać?" Przeciez wyraznie pisalem o mniejszych miejscowosciach a wiec takich, gdzie wyprzedzanie jest mozliwe tylko przy zjechaniu na przeciwny pas ruchu.

                      No to ci podałem przykłady, tyle tylko, że z innych krajów. Gdy zabrakło ci argumentów, to sobie wymyśliłeś, że dyskutujemy tylko o Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Nawiasem mówiąc, Akwizgran małym miastem nie jest, ale z wyjątkiem układających się w owal ulic dookoła centrum (drogi nr 1 i 1a) i niektórych dróg wylotowych nie ma prawie wcale ulic o wielu pasach ruchu.

                      zachodnie spoleczenstwa (w duzej czesci, szczegolnie w krajach, do ktorych sie odnosze) wcale nie odbieraja ograniczen jako "swietosc" a tylko jako bardzo pozyteczny konsens , nie maja nic przeciwko temu, zeby policja stosowala wszelkie mozliwe srodki do wylapywania z ruchu jednostek, ktore istoty tego konsensu nie sa w stanie zalapac i szkodza i jemu i innym uzytkownikom drog swoim prymitywnym zachowaniem.
                      Aaa..., czyli istnieją takie aspołeczne jednostki? W końcu to przyznałeś. Wyobraź sobie, że w Polsce też takie jednostki istnieją i wbrew twoim urojeniom wcale nie stanowią większości, ani nawet licznej mniejszości. Może są nieco liczniejsze niż w Niemczech, czy gdzie indziej, ale nie na tyle, żeby można było mówić o szoku kulturowym przy przekraczaniu granicy.
                      • jureek Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 01.11.10, 20:25
                        jorn napisał:

                        > Może są nieco licznie
                        > jsze niż w Niemczech, czy gdzie indziej, ale nie na tyle, żeby można było mówić
                        > o szoku kulturowym przy przekraczaniu granicy.

                        Racja, to tylko jednostki.
                        trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,89917,7250330,Rekord__Fotoradar_w_dwa_dni_zlapal_2_5_tys__kierowcow.html
                        Tutaj mamy w ciągu 2 dni 2500 tysiąca takich jednostek, w tym 500 jednostek jadących szybciej niż 70 km/h tam, gdzie dozwolone było 50 km/h.
                        Jura
                      • hannni Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 01.11.10, 21:29
                        jorn napisał:

                        > Piszecie o pojedynczych przypadkach, które wam się trafiły. Mnie nigdy.

                        Ale nam sie trafily, przy takim a nie innym doswiadczeniu w obu kregach kulturowych: W Niemczech MIMO wielu wielu kilometrow na autostradach nie widzialem NIGDY stada kierowcow jadacych beztrosko pod prad z powodu korku, w Polsce mimo znacznie mniejszych przebiegow owszem.


                        > Ja również nie, ani za granicą, ani w Polsce. Równie dobry argument, jak twój.

                        Ale ja i Tomek spotkalismy sie z tym TYLKO w Polsce, dlatego nasze argumenty maja wieksza wymowe niz twoje, poniewaz nasze wynikaja z doswiadczenia a twoje z jego BRAKU.


                        > Kolega za miliony cierpi? Nie dopatruję się kłamcy w każdym, tylko w tobie i Ha
                        > budziku. To duża różnica.

                        Czyli dopatrujesz sie klamcy nie w kazdym, tylko w kazdym, kto ma inne zdanie od twojego.
                        To rzeczywiscie "roznica". :-)


                        > A nie pomyślałeś, że mógł to być odosobniony przypadek?

                        Jesli widze jednego kierowce jadacego pod prad to jest to odosobniony przypadek, jesli widze cale stado kierowcow jadacych pod prad lub cofajacych chaotycznie to widze pewne zjawisko pozwalajace wyciagnac okreslone wnioski - tym bardziej, jesli w setkach podobnych sytuacji w innych krajach nikomu nawet nie przychodzi do glowy, zeby zawracac lub cofac.

                        > Gdy zabrakło ci argumentów, to sobie wymyśliłeś, że dyskutujemy tylko o Niemczech,
                        > Austrii i Szwajcarii.

                        Dobrze byloby, gdybys sprawdzil najpioerw kolejnosc, kto pierwszy pisal o malych miejscowosciach w D, CH i A a komu zabraklo w zwiazku z tym argumentow do tego stopnia, ze uciekl do prymitywnych wycieczek osobistych.


                        > Aaa..., czyli istnieją takie aspołeczne jednostki? W końcu to przyznałeś.

                        Nie, to ty przyznales, ze (jako chyba dorosly czlowiek) chyba wychodzisz zalozenia, ze gdzies istnieja spolecznosci doskonale, pozbawione jednostek patologicznych. Pogratulowac "wiedzy".

                        > Wyobraź sobie, że w Polsce też takie jednostki istnieją

                        Gratuluje po raz drugi odkrywczosci.

                        > Może są nieco liczniejsze niż w Niemczech, czy gdzie indziej, ale nie na tyle, żeby można
                        > było mówić o szoku kulturowym przy przekraczaniu granicy.

                        Nie mam zamiaru prowadzic sporow o to, jak nazywac stada samochodow jadace pod prad autostrada, diametralnie inne podejscie do szeregu norm, wyzsza ilosc zabitych (ponoc) nawet na autostradach niz gdzie indziej na zwyklych drogach krajowych.
                        Wszystko mi jedno czy to nazwiesz "szokiem kulturowym" czy "specyfika narodowa".
                      • tomek854 Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 04.11.10, 19:52
                        > Piszecie o pojedynczych przypadkach, które wam się trafiły. Mnie nigdy. Za to n
                        > p. w Paryżu przytrafiło mi się coś, co w Polsce nie tylko nie zdarzyło się ani
                        > mnie, ani nikomu z moich znajomych, ale nawet na forum o takim przypadku nie cz
                        > ytałem: jechałem sobie jednokierunkową ulicą i nadziałem się na samochód jadący
                        > z przeciwka, którego kierowczyni była święcie oburzona, że jej natychmiast nie
                        > przepuściłem. Czy to oznacza, że Francuzi są beznadziejnymi kierowcami? Nie, t
                        > o jest pojedynczy przypadek, z którego nie należy wyciągać uogólniających wnios
                        > ków.

                        Widzisz. I to jest właśnie ta róznica. W Szkocji też widziałem ze dwa razy jadacych pod prąd moją jednokierunkową ulicą (mieszkam cztery lata).

                        Za to ostatnio w krakowie będąc szedłem sobie ulicą jednokierunkową którą przez czas, który mi zajęło przejście całej jej kilkusetmetrowej długości przejechało pod prąd pewnie ze sto samochodów (nie liczyłem, ale jechały jeden za drugim) omijających w ten sposób korek. I oni tamtędy, moge się założyć, jeździli zanim wszedłem na tą ulicę i na pewno też po tym jak skręciłem za róg!

                        Jedna Francuzka czy jeden Szkot to nie powód żeby wyciągać wniosek. Ale setki kierowców już chyba o czymś świadczy?
                  • tomek854 Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 04.11.10, 19:48
                    NIe mogę się zgodzić. W Niemczech jestem o wiele częsciej niż w Polsce i jescze nie widziałem ani razu takiego czegoś zeby ludzie zawracali. W Polsce w ciągu ostatniego roku byłem raz i się na to nadziałem a o dwóch innych przypadkach w tym samym okresie czasu przeczytałem w gazecie...
          • tomek854 Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 23:39
            Różnica pomiędzy Polską i NIemcami jest taka, że jak w Niemczech zdarzy się wypadek, to wszyscy grzecznie stają, przyjeżdża policja, rozstawia znaki, organizuje zjazd z autostrady, objazdy i wszystko. A u nas jak to się odbywa to widać na moim filmie.

            Co do parkowania na drugiego i trzeciego - to jest nagminne na zachodzie, oczywiście, sam tak często robię. Różnica jest taka, że tam taki parkujący wie, że on że tak powiem korzysta z czyjejś uprzejmości blokując go i jak się pojawia problem to przybiega i przeprasza (tylko raz mi się zdarzyło inaczej i musiałem mu załatwić policyjną lawetę). Natomiast u nas to jest Pan Świata i jemu się należy i o co w ogóle Ci chodzi głupi gnoju jak ja tylko na godzinkę.
          • ab_extra Masz rację... 03.11.10, 09:59
            Właśnie wielokrotnie widząc, jak na tzw. zachodzie parkują sobie "na chwileczkę" na rondach (czasami całkowicie blokując ruch) myślałem sobie, że u nas nigdy w życiu bym się na cos podobnego nie poważył...

            Zastanawiam się, skąd u "wyjechanych" z Polski za pracą, jest tyle związanych z Polską kompleksów.
            • jureek Re: Masz rację... 03.11.10, 10:29
              ab_extra napisał:

              > Zastanawiam się, skąd u "wyjechanych" z Polski za pracą, jest tyle związanych z
              > Polską kompleksów.

              A to ci "wyjechani" piszą o tym, jaka to na Zachodzie jest wspaniała organizacja ruchu, jacy wspaniali znakolodzy (bo przez niektóre wioski siedemdziesiątką można jechać), jakie wspaniałe i szybko budowane drogi? To ci "wyjechani" piszą o "sraczach sołtysa" i w ogóle z pogardą o polskiej wsi? To ci "wyjechani" narzekają na polskie piesze święte krowy, na polskie najtrowery, na nieoświetlone furmanki?
              Dlaczego napisanie czegoś krytycznego o polskich kierowcach wyzwala od razu patriotyczne tony i zarzuty kompleksów, a psioczenie na tak samo polskich pieszych, rowerzystów, znakologów, policjantów z takimi zarzutami się nie spotyka? Czy tak jak kiedyś narodem była tylko szlachta, tak teraz narodem są tylko kierowcy, a cała reszta to pospólstwo nie tworzące narodu?
              Jura
              • ab_extra Re: Masz rację... 03.11.10, 10:43
                My sobie, ot, tak po prostu, narzekamy. Często nie bez powodu. Nie ma w tym nic o "szoku kulturowym" po zetknięciu się z barbarzyńską "polską mentalnością", zaraz po przekroczeniu polskiej granicy. Taka antropologiczna ciekawostka - okazuje się, że kilka miesięcy fizycznej pracy na Wyspach dramatycznie potrafi zmienić osobowość Polaka. O akcencie nie wspominając :) Jak u tej paniusi ze starego dowcipu, która po roku mieszkania w mieście, będąc z wizyta na wsi zapominała, jak się nazywają grabie!
                • hannni Re: Masz rację... 03.11.10, 11:04
                  ab_extra napisał:

                  > Taka antropologiczna ciekawostka - okazuje się, że kilka miesięcy fizycznej pracy na
                  > Wyspach dramatycznie potrafi zmienić osobowość Polaka.

                  Nie wiem czy od razu "osobowosc" ale znam kogos, kto po takim doswiadczeniu probowal przez jakis czas jezdzic w Polsce tak jak w Anglii. Ponoc wywolywal ciagle tyle agresji u innych kierowcow, ze po jakims tygodniu nie pozostalo mu nic innego jak dostosowac sie ponownie do reszty.

                  Tyle w kwestii "szoku kulturowego", ktorego wedlug ciebie nie ma.
                  • ab_extra Re: Masz rację... 03.11.10, 11:15
                    To ciekawe. Po jakim czasie zajarzył, że w Polsce obowiązuje ruch prawostronny?

                    "znam kogos, kto po takim doswiadczeniu probowal przez jakis czas jezdzic w Polsce tak jak w Anglii. Ponoc wywolywal ciagle tyle agresji u innych kierowcow, ze po jakims tygodniu nie pozostalo mu nic innego jak dostosowac sie ponownie do reszty."
                    • tomek854 Re: Masz rację... 03.11.10, 15:23
                      > To ciekawe. Po jakim czasie zajarzył, że w Polsce obowiązuje ruch prawostronny?

                      Haha, to dobre było, ale żarty żartami a on ma rację.

                      Próbowałem jeździć jak w UK - przepuszczałem ludzi na pasach, skręcających w lewo i tak dalej. Ilość klaksonów i wyzwisk była niesamowita.
                      • ab_extra Re: Masz rację... 03.11.10, 20:46
                        To dziwne. Też tak jeżdżę, w zabudowanym nie przekraczam 60, pomagam włączać się do ruchu, przepuszczam na pasach, a zostałem otrąbiony jedynie na Słowacji. Jakoś ci nie wierzę.
                        • tomek854 Re: Masz rację... 03.11.10, 22:13
                          Moze Cię to zdziwi ale prawdziwość wydarzeń opisywanych przeze mnie nie jest zależna od Twojej wiary w nie :-)
                        • jureek Re: Masz rację... 04.11.10, 10:33
                          ab_extra napisał:

                          > To dziwne. Też tak jeżdżę, w zabudowanym nie przekraczam 60,

                          No to spróbuj nie przekraczać 50 w terenie naprawdę zabudowanym ale na drodze krajowej mając za plecami tira albo suva.
                          Jura
                • jureek Re: Masz rację... 03.11.10, 11:12
                  ab_extra napisał:

                  > My sobie, ot, tak po prostu, narzekamy. Często nie bez powodu. Nie ma w tym nic
                  > o "szoku kulturowym" po zetknięciu się z barbarzyńską "polską mentalnością", z
                  > araz po przekroczeniu polskiej granicy.

                  Och, czyżby? Nie było tu tekstów o szoku po przekroczeniu granicy w drugą stronę, jak to wspaniale gdzie indziej się jeździ, bo najtrowerów i pieszych łażących po drodze w środku lasu nie ma, a dobra policja wręcz pogania, żeby jechać szybciej? Tego nie nazwiesz kompleksami?

                  > Taka antropologiczna ciekawostka - okaz
                  > uje się, że kilka miesięcy fizycznej pracy na Wyspach dramatycznie potrafi zmie
                  > nić osobowość Polaka. O akcencie nie wspominając :) Jak u tej paniusi ze stare
                  > go dowcipu, która po roku mieszkania w mieście, będąc z wizyta na wsi zapominał
                  > a, jak się nazywają grabie!

                  Jeżeli o mnie chodzi, to trafiłeś jak kulą w płot. Nikt nie pozna po akcencie, że już ponad 20 lat mieszkam za granicą. Nie wstydzę się tego, że jestem Polakiem, nie wstydzę się tego, że jestem ze wsi. Nie odczuwam jednak potrzeby pocieszania się, jakimi to świetnymi kierowcami jesteśmy, jeżeli dla Ciebie brak takiej potrzeby równoznaczny jest z kompleksami, to niech Ci bedzie, że są to kompleksy.
                  Jura
        • hannni Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 13:56
          koza-na-koniu napisała:

          > Bo druga jezdnia była w remoncie,

          Nie tepy czworonogu. "W podobnej sytuacji" znaczy, ze rowniez po wypadku, jak w opisie Tomka, do ktorego sie odnioslem.
          Gdybys dysponowala IQ przynajmniej na poziomie 6-latka to nie zadawalabys tak kretynskich pytan.
          • kozak-na-koniu Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 14:17
            hannnnnnia napisała:

            > Nie tepy czworonogu. "W podobnej sytuacji" znaczy, ze rowniez po wypadku, jak w
            > opisie Tomka, do ktorego sie odnioslem.

            Nie tępaczko. Tępa hania jak zwykle nic nie zrozumiała, ale pierdnęła po swojemu.

            > Gdybys dysponowala IQ przynajmniej na poziomie 6-latka to nie zadawalabys tak k
            > retynskich pytan.

            Na kretyńskie "wypowiedzi" hannnnnnnni inaczej zareagować się nie da.
            • hannni Demonstracja potegi koziego intelektu: 31.10.10, 14:23
              tomek854:
              "Jechałem niedawno S1 z Czeskiego Cieszyna. Był wypadek. "

              hannni na to:
              "na A4 ni stad ni z owad w podobnej sytuacji "

              koza na to...
              "Bo druga jezdnia była w remoncie,?"


              Ale nie przejmuj sie Julka, jakby nie bylo to az 3 (slownie trzy) zdania polaczone ze soba logicznie. To naprawde bylby cud, gdybys sie polapala.
    • 0rwell Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 31.10.10, 15:36
      tomek854 napisał:

      > No i co to w ogóle jest?

      Paniczny lęk przed staniem w miejscu.
      Lęk przed tym co pomyślą obcokrajowcy.
      Polak nie może być gorszy. Polak musi pokazać! że nie jest gorszy.
      Gorszy jest ten, kto stoi.
      A na wolnych obrotach samochód spala najwięcej paliwa
      na 100 km. To też ważny powód.
    • rysiekk111 wqr..nie szybkiego i wsciekłego - bezcenne ! 31.10.10, 20:00
      sądziłem że kampania społeczna propagjąca to hasło trwa już dość długo by uodpornić na takie sytuacje:

      tomek854 napisał:

      >Po prostu jadąc te swoje 120 wyprzedzałem kolumnę ciężarówek, a taki kretyn jeden z drugim dogania m nie, na zderzak i mruga...

      by ci którzy jej doświadczają nie czuli presji lecz satysfakcję z dobrze wykonywanej funkcji nauczyciela
      ..no cóż, trzeba kampanię zintensyfikować
      • kozak-na-koniu Re: wqr..nie szybkiego i wsciekłego - bezcenne? 31.10.10, 21:42
        rysiekk111 napisał:

        > by ci którzy jej doświadczają nie czuli presji lecz satysfakcję z dobrze wykony
        > wanej funkcji nauczyciela
        > ..no cóż, trzeba kampanię zintensyfikować

        Wiesz, bywają "szybcy i wściekli", którzy dysponują środkami i determinacją wystarczającą, by takiego domortosłego "nauczyciela" odpowiednio "ustawić do pionu"... Jeśli jesteś organizatorem takich kampanii mam nadzieję, że bierzesz to pod uwagę i w razie czego przyjmiesz odpowiedzialność za przykre tego następstwa? Ja w każdym razie i od takich "szybkich i wściekłych" i od takich "nauczycieli" wolę trzymać się z daleka a edukację oraz wymierzanie sprawiedliwości pozostawić uprawnionym do tego czynnikom - choćby czynności te były ostatnimi, jakie wymienione czynniki interesują. Uważam bowiem, że na drodze i nie tylko rzeczą najgorszą jest nakręcanie agresji. To nigdy nie prowadzi do niczego dobrego...
        • rysiekk111 konieczna powszechna mobilizacja społeczna 01.11.10, 09:43
          kozak-na-koniu napisał:

          > Wiesz, bywają "szybcy i wściekli", którzy dysponują środkami i determinacją wys
          > tarczającą, by takiego domortosłego "nauczyciela" odpowiednio "ustawić do pionu
          wniosek: nauczyciel winien sie zaopatrzyć w środki obrony. wszak oprócz broni ostrej prawo zezwala na posadanie wielu innych skutecznych urządzeń neutralizacji agresora, nieprawdaż ?

          > "... Jeśli jesteś organizatorem takich kampanii mam nadzieję, że bierzesz to po
          > d uwagę i w razie czego przyjmiesz odpowiedzialność za przykre tego następstwa?
          W żadnym razie. To organy powinny zapewnić całkowitą nietykalność tym którzy poruszają się zgodnie z przepisami. poza tym porównaj ryzyka : ile było dotąd w PL przypadków naruszenia nietyklaności " nauczycieli", a jakie są dokonania sz. i wśc.

          > Ja w każdym razie i od takich "szybkich i wściekłych" i od takich "nauczycieli
          > " wolę trzymać się z daleka
          sęk w tym, że naprawdę ostateczne rozwiązanie kwesti tych pierwszych wymaga powszechnej obecności drugich

          > a edukację oraz wymierzanie sprawiedliwości pozosta
          > wić uprawnionym do tego czynnikom - choćby czynności te były ostatnimi, jakie w
          > ymienione czynniki interesują.
          albo jesteś tak naiwny by wierzyć w ich skuteczność (co tym dziwiejsze, że lobby sz. i wśc. ma wejścia na same górze, o czym świadczy skrajny sabotaż w postaci likwidacji atrap fotoradarów ), albo tak na prawdę nie chcesz tej skuteczności

          >Uważam bowiem, że na drodze i nie tylko rzeczą najgorszą jest nakręcanie agresji.
          nie miejsce na psychologiczne rozważania. "agresja" w postaci reakcji na argesję prawdziwą jest pożyteczna, a w tym wypadku chodzi tylko o motywowanie ,by nie bali się n.p.trąbienia
          możliwość odczucia satysfakcji na pewno takim motywowaniem jest

          >To nigdy nie prowadzi do niczego dobrego...
          fizyczne wymuszenie właściwych zachowań to nic dobrego?
          • kozak-na-koniu konieczna miska ryżu i mundurek. 01.11.10, 16:39
            Dla każdego.:D
          • kozak-na-koniu Re: konieczna powszechna mobilizacja społeczna 01.11.10, 16:42
            rysiekk111 napisał:

            > fizyczne wymuszenie właściwych zachowań to nic dobrego?

            Tak, ja też uważam, że dostęp do broni powinien być potrzebny. Gdyby był, żaden domorosły "nauczyciel" nie odważyłby się uczyć mnie przepisów, które "nauczając" sam łamie, boby wiedział że jak się wkurzę, to mu odstrzelę łeb przy samej dupie.:P
            • rysiekk111 bandyci na forum ?? 01.11.10, 18:30
              bo nawoływanie do nienawiści do tych którzy nie naruszają żadnych przepisów ani norm, właśnie bandytyzmem jest.
              trzymając się przykładu podanego przez autora: gdy jadąc 120 wyprzedza kolumnę ciężarówek i w tym momencie siada mu na ogon szyb. i wść. migając i trąbiąc to :
              po 1 sze ,kontynując wyprzedzanie dawnym tempem nie popełna żadnego przestepstwa
              po 2 gie ma pełne prawo odczuwać złośliwą satysfakcję z wq..nia debila bo to zdrowe i pożyteczne i nie powinien się tego wstydzić, co właśnie usiłuję uświadomić

              więc p..lenie o przemocy wobec niego jest jawnym nawoływanie do bandytyzmu i nim samym
              • 0rwell Re: bandyci na forum ?? 01.11.10, 22:11
                A co powiecie na to:

                jadę sobie 90/h, droga kręta, przede mną samochód jedzie tyle samo, nie mam zamiaru go wyprzedzać bo i po co, więc jadę sobie w odległości 100-150 m za nim, no i zaczyna się.

                W średnim tempie dogania mnie jakieś próchno, nie miga i nie trąbi co prawda, ale droga kręta no i mam samochód na zderzaku i już myślę co będzie za zakrętem, najczęściej za zakrętem jest rowerzysta. I dalej. Ja na rowerzystę jestem przygotowany i jak tylko go zobaczę to sobie zdążę wyhamować za nim, jeżeli z przeciwka będzie ruch. Ale ten za mną na pewno nie, więc: zdejmuję nogę z gazu (dostosowuję prędkość do warunków które stały się niebezpieczne przez kierowce za mną), wytracam prędkość, przy 60/h redukuję do 4 biegu, wytracam do 50/h (powiedzmy że w tym momencie uznałem jego odstęp za wystarczający), wkładam trójkę, rozpędzam się żwawo do 90/h i oddalam się od ogona na 150-200 m. Tyle samo mam w danym momencie do poprzedzającego samochodu więc kontynuuję jazdę 90/h. No i znowu - powoli acz konsekwentnie zbliża się do mnie ten sam pojazd i mi siada na zderzaku. Stosuję więc ponownie procedurę opisaną wyżej. Wjeżdżamy do obszaru zabudowanego i tamten koleś zjeżdża z głównej drogi. Nie było żadnej agresji z jego strony. Z mojej też bo nie hamowałem mu gwałtownie przed nosem. Zwalniałem bo bezpieczeństwo stawiam na pierwszym miejscu. Nieco wcześniej, w identycznej sytuacji na krętej drodze też mnie ktoś tak ścigał więc zwolniłem i po wejściu w zakręt przy 50/h wyłonił się zza niego rowerzysta (choć akurat nic nie jechało z przeciwka). Mam nawet filmik. Gdybym jechał 70-80 to najpewniej zastałbym go na środku zakrętu i wtedy możliwe byłyby 2 scenariusze: 1. celowanie między rowerzystę a samochód z przeciwka lub 2. hamowanie, które i tak nic by nie dało bo ten z tyłu by nas na tego rowerzystę wepchnął.

                Skoro ruch jest zorganizowany w hierarchii: 1. Bezpieczeństwo, 2. Płynność i 3. Szybkość, to nie można mnie ukarać za utrudnianie ruchu, ponieważ robię to dla bezpieczeństwa, które stoi najwyżej. Nie musiałbym tego robić gdyby inni użytkownicy postępowali zgodnie z przepisami (w tym wypadku przekroczenie prędkości + niezachowanie odstępu). Wcale mnie to nie bawi bo wolałbym jechać. Nie popełniam wykroczenia którym jest hamowanie bezpośrednio przed poprzedzającym samochodem. Większość gromady kierowców ma takie dziwne przekonanie, że jak ktoś podjedzie pod zderzak to trzeba przyspieszyć. Ale to dodatkowe wykroczenie które ani nie zwiększy odstępu, ani nie podniesie bezpieczeństwa, wręcz przeciwnie, cham który ściga i mruga będzie to robił do póki nie nadarzy się okazja do wyprzedzenia. Typowe dla takiego momentu jest rozpędzanie się chama i jazda prosto na nas w jeszcze czasie zmiany pasa, czyli: zabieraj się stąd albo cię jeszcze zaczepię i zobaczysz!

                Gdyby policja usiadła mi na zderzaku (i prowokowała, jak to podobno często ma miejsce) tak bym właśnie zrobił. Gdyby to było w trakcie wyprzedzania na 2-pasmówce (z maksymalną dozwoloną) - zdjąłbym nogę z gazu, włączył prawy kierunkowskaz i jechał tak dopóki odległość między mną a tirem nie zwiększy się do ok 100 m (a nie od razu - po co ograniczać sobie widoczność?), następnie zająłbym prawy pas. Inny numer to obserwowanie w lusterku zachowania policji i zmiana pasa na prawy dokładnie wtedy kiedy oni postanowią to zrobić. W razie jakichś ale tłumaczenie jest proste: panowie policjanci podjechali na tyle blisko że nie byłem w stanie zobaczyć w lusterku kierunkowskazu, ani we wstecznym, ani w prawym bocznym (włączonego zawczasu i wyraźnie)bo oczywiście agresywna i zniecierpliwiona policja jechała metr za mną i wyglądała z lewej strony mojego samochodu, więc nie miałem szans nic zauważyć. A mój kierunkowskaz maja nagrany! I niech sobie prują dalej albo zatrzymają mnie pod zarzutem utrudniania ruchu. Wtedy ja bym im zarzucił aggressive driving, podjeżdżanie pod zderzak, błyskanie światłami, a na filmiku z przejażdżki maiłbym pięknie, czarno na białym: dostosowanie prędkości do warunków (skoro policja wykorzystuje ten slogan przeciwko nam to dlaczego nie mielibyśmy posłużyć się tą bronią my przeciwko NIM?), żadnego hamowania, żadnych gwałtownych manewrów i wyprzedzający mnie radiowóz, jego numery, błędy w prowadzeniu policji (pewnie i brak kierunkowskazu by się trafił, i jeszcze coś, nawet bym im wytknął zajechanie drogi i ograniczanie widoczności do którego miałoby dojść poprzez zmianę pasa w zbyt bliskiej odległości ode mnie. I niech się boją. I niech mędrkują czy to im się opłaca.

                A gdyby z kolei wywołało tu agresję u cywilnego użytkownika - ta sama reguła. Zwykle taki cham nie odróżnia omijania, wymijania i wyprzedzania, więc nie będzie raczej w stanie skłanie opisać, co ja takiego złego uczyniłem. Ja natomiast zachowałem się zgodnie z przepisami i apelami policji - o dostosowanie.

                Co sądzicie o takiej logice?
                Nie lepsze to od uciekania przed chamem albo hamowania mu przed maską?
                Oczywiście można powtarzać sobie: niech wariat jedzie, i nie robić nic.
                Tylko czasem będzie trzeba wziąć na siebie skutki jego wariactwa.

                • tomek854 Re: bandyci na forum ?? 03.11.10, 00:53
                  Jak ktoś mi siedzi na zderzaku i mruga to zwalniam, daję sie wyprzedzić wyprzedzanemu TIRowi i zjeżdżam na prawy pas po czym uprzejmym gestem pokazuję mu wolną drogę :-)
                  • 0rwell I o to chodzi. /bt. 03.11.10, 00:59
                    • nazimno Co nie zmienia faktu istnienia idiotow. 03.11.10, 09:27
                      Chorych na nieuleczalna / az do "czolowki" / sraczke wyprzedzaczeke.
    • silver.arrow Re: Bezpieczny odstęp w wersji polskiej. 04.11.10, 21:42
      tomek854 napisał:

      > Jak już narzekam to jeszcze dodam że na autostradzie czułem się czasem jak na d
      > yskotece w świetle stroboskopów - mój samochód ma ogranicznik prędkości do 120
      > km/h (75 mph), więc nie brałem się do wyprzedzania jadących nieznacznie wolniej
      > jeżeli nie było za mną całkowicie pusto. Ale ciężarówki wyprzedzałem norlamnie
      > . Niektórym nie wystarczało nawet to, że jadąc 120 wyprzedzam jadącą 90 ciężaró
      > wkę. Czy 30 km/h różnicy prędkości to nie jest wystarczająco? No i to nie było
      > tak, że ktoś jechał 160 a ja mu wjeżdżałem przed zderzak. Po prostu jadąc te sw
      > oje 120 wyprzedzałem kolumnę ciężarówek, a taki kretyn jeden z drugim dogania m
      > nie, na zderzak i mruga...

      Ciekawe ilu bystrzaków-poganiaczy wzięło udział w tym wypadku?

      Karambol na A4

      "Jak informuje Wirtualną Polskę asp. sztab. Robert Kęska z komisariatu autostradowego w Krakowie przyczyny wypadku nie są znane. Ze wstępnych ustaleń wynika, że przyczyną było niezachowanie należytej ostrożności i odległości między pojazdami."
      • 0rwell Komentarz do jazdy obwodnicą 3-miasta 04.11.10, 23:22
        Wyczytałem pod informacją o karambolu:

        Kupica x tysiąc napisał:

        "W momencie zdarzenia na drodze panowały dobre warunki". To nie ma znaczenia, bo jak zwykle panowały bardzo złe warunki w deklach. Jeżdżę do pracy 72 km w jedną stronę i codziennie walczę o życie na obwodnicy Trójmiasta. Jazda prawym pasem nie ma sensu, bo dekle ptasich móżdżków, jadących w kapeluszach albo beretach, pochylonych z nosem na kierownicy i z prędkością 65 km na godzinę nie reagują na bodźce. Nie rozumieją, że wolna jazda to śmierć w oczach lub raczej w kręgosłupie. Z kolei na lewym pasie toczy się śmiertelna walka o Pozition. Dekle zasrańców niedouczonych na kursach otwierają się na wiatr i jadą 160 km na godzinę, w odległości 5 m za poprzedzającym ich samochodem. Karamboli będzie więcej i śmierci tez więcej, bo dekle są odporne na każdy rodzaj lekarstwa. Szczególnie niebezpieczne są dekle motorniczych dostawczaków, których tragedia w Świętokrzyskiem niczego kompletnie nie nauczyła. To bydło trzeba po prostu wykosić jakimś karabinem maszynowym lub czymś podonbnym. No to do jutra, bydło! Do zobaczenia na drodze do śmierci!!!"

        Ciekawe, ciekawe... Widać, nie tylko ja posługuję się określeniem "bydło".
        To już coś. Nie jestem sam.
Pełna wersja