tomek854
30.10.10, 18:07
Jechałem niedawno S1 z Czeskiego Cieszyna. Był wypadek. Wszyscy hamowali, to ja też hamowałem. Tylko że idioci przede mną jak tylko skończyli hamować to od razu zaczynali cofać. I ciekawe jak Ci z tyłu mają wyhamować? Ja jadąc za kimś zakładam, ze muszę zahamować i stanąć za nim jeżeli on zahamuje. Ale jeżeli on zacznie od razu cofać? Ile on zdąży się cofnąć zanim ja dojadę do miejsca gdzie stanąłbym bezpiecznie?
www.youtube.com/watch?v=X2qETNoX80c
No i co to w ogóle jest? Czy to znaczy, że ja w Polsce muszę mieć taki bezpieczny odstęp żeby nie tylko zahamować jak ten przede mną się zatrzyma ale jeszcze zdążyć uciec jak zacznie cofać żeby mi w przód nie wjechał...
Oczywiście to było tylko preludium. Jak widać na filmie zanim zdążyłem odpalić komórkę wokół zrobiło się pusto, przy czym ten przede mną z oburzeniem trąbił i wyzwał mnie od "pieprzonego Angola" (jechałem brytyjskim Sprinterem) bo musiał mnie na wstecznym objechać poboczem ciasno wykręcając, bo dzięki temu że od razu cofał stanąłem praktycznie na jego zderzaku.
W ogóle liznąłem tylko Polski jadąc z Czeskiego Cieszyna w Czeskie Karkonosze (najszybciej było właśnie jedynką, czwórką i piątką do Lubawki) a na szok kulturowy wystarczyło.
Nie chce mi się już wrzucać drugiego filmu, ale jak się zrobiło luźniej (czyt. jak wszyscy wycofali) to podjechałem aż za wiadukt gdzie obserwowałem tych bardziej z przodu którzy zawracali i dawali pod prąd wjazdem na dwupasmówkę.
Trochę dalej (gdzie był zjazd, którym spokojnie można było zjechać jeżeli komuś się chciało poczekać te 10 minut (jakby połowa nie cofała to moze 20) aż z dwóch pasów wepchną się na zjazd a potem wyjadą z podporządkowanej) paru niecierpliwców zdemolowało czyjś płot i próbowało jechać na przełaj przez pole, skończyło się tym, że jakiś vw Transporter się zakopał po osie w błocie.
Mi to zajęło 10 minut żeby zjechać z gierkówki zgodnie z przepisami i po kolejnych 10 włóczenia się bocznymi ścieżynkami wróciłem na nią już za wypadkiem, zdążywszy po drodze stanąć po picie i pączka pod wiejskim sklepikiem...
Tylko w tym tygodniu zrobiłem ponad 9000 mil po Europie - taka praca, a w firmie jesteśmy ostatnio wyjątkowo zajęci. Moja trasa to
Glasgow
Workington
Ljubljana
Wiedeń
Hradec Kralove
granica czesko-niemiecka
wioska pod Czeskim Cieszynem
A4 przez Lubawkę do wioski w czeskich Karkonoszach
Salzburg
Londyn
Rugby
Liverpool
Glasgow.
Korek po drodze miałem niejeden, jak się pewnie łatwo można domyśleć. Ale takie rzeczy tylko w Polsce. Wszyskie inne narody potrafią grzecznie stać w korku i nie utrudniać dojazdu karetkom, tylko nam się śpieszy...
Jak już narzekam to jeszcze dodam że na autostradzie czułem się czasem jak na dyskotece w świetle stroboskopów - mój samochód ma ogranicznik prędkości do 120 km/h (75 mph), więc nie brałem się do wyprzedzania jadących nieznacznie wolniej jeżeli nie było za mną całkowicie pusto. Ale ciężarówki wyprzedzałem norlamnie. Niektórym nie wystarczało nawet to, że jadąc 120 wyprzedzam jadącą 90 ciężarówkę. Czy 30 km/h różnicy prędkości to nie jest wystarczająco? No i to nie było tak, że ktoś jechał 160 a ja mu wjeżdżałem przed zderzak. Po prostu jadąc te swoje 120 wyprzedzałem kolumnę ciężarówek, a taki kretyn jeden z drugim dogania mnie, na zderzak i mruga... A i tak w Polsce margines "z tyłu" pozwalający mi na "wcięcie się" na zajęty lewy pas pozostawiam znacznie większy niż np. w Niemczech (UK to inny świat, tam się po prostu wrzuca prawy kierunkowskaz i od razu sami wpuszczają).
Ech. Z kulturą drogową wciąż jeszcze jesteśmy na bakier.