Nie moglbym byc instruktorem jazdy

08.12.10, 11:51
I to nie dlatego, ze jestem piratem oraz publicznie przyznaje sie do tego, ze (jak kazdy) w nocy za pozno widze pieszych i nie widze innego rozwiazania poza tym, aby piesi stali sie widoczni.

Chodzi mi o to, ze zapewne nie zarobilbym na chleb. Po pierwsze uczylbym jezdzic, wiec kursanci oblewaliby na placyku. Po drugie minimalny czas kursu to moim zdaniem o wiele za malo. Chocby dlatego, ze choc raz chcialbym kursanta wywiezc na porzadna ekspresowke, a z 1/3 kursu ganialbym po miejskich ulicach wielopasmowych, w tym z podwyzszonym limitem predkosci, gdzie kursant na pewno nie nauczylby sie na pamiec gdzie w okolicy WORDu jest zatarta linia ciagla, na ktora nie wolno wjezdzac, bo egzaminator ma lepszy wzrok i wie, ze ta linia tu jest. Nie wspomne, ze ryzykowalbym zycie kursanta, poniewaz jezdzilbym zapiety, wiec nie siegnalbym do kierownicy, bo podobno jak pas sie zablokuje, to sie nie siega. A chyba najgorsze jest to, ze uczylbym kursanta co to jest predkosc bezpieczna, co nie jest tozsame z utrzymywaniem stale wyznaczonej znakami predkosci maksymalnej.

Skad tak glebokie przemyslenia? Otoz dzis mialem niewatpliwa przyjemnosc podwozic dwie moje mlodociane sasiadki do Warszawy. Na Trasie Torunskiej doszlo do standardowej kolizji TIRa z osobowka. TIR zmienial pas w prawo i natknal sie na niewidoczna osobowke w poblizu swojego prawego kola. Obie panny (prawo jazdy od dwoch lat i od niespelna roku) oswiadczyly, ze boja sie duzych, bo ci jezdza jak ostatnie chamy i zmieniaja pasy, jakby ich zasady pierwszenstwa nie obowiazywaly. Zadalem im pytanie jak czesto w tym wlasnie miejscu widuja takie kolizje. Zgodnie ze stanem faktycznym odpowiedzialy, ze bardzo czesto. Wlaczyl mi sie "stary instruktor" i powiedzialem im to, czego instruktor parkowania na kursie im nie powiedzial. Byly bardzo zaskoczone, ale zrozumialy skad biora sie te kolizje i jak mozna im zaradzic (w skrocie: jak widza prawy kierunek ciezarowki, a jej przednie kolo maja na wysokoci drzwi, to najlepiej podhamowac i puscic duzego)
    • novationen Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:07
      z wszystkim się zgadzam, ale z tym puszczaniem TIRa to mnie trochę zaskoczyłeś...

      to nielogiczne, skoro jestem na wysokości jego kabiny i mogę depnąć w pedał by szybciej obok niego przejechać, to po co mam przyhamowywać i przepuszczać? skoro bliżej mi to jego ominięcia, niż jemu minąć mnie... pozostaje prawie cała długość składu...


      no albo nie zrozumiałem ironii to sorry... po prostu to martwe pole kierowcy w kabinie (jak ktoś siedział w ciągniku to wie że do przed i na prawym boku osobówki może nie być widać), ale z reguły nie jest tak, że TIRowiec włącza kierunek i od razu zmienia pas - włącza co ma być sygnalizacją dla tych na pasie sąsiednim. Czas na rekację - czyli w gaz, albo w hamulec jest wystarczający, a zachowanie powinno być zależne od sytuacji.

      • wolfgang87 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:12
        Jak jest korerk, to nie ma miejsca, zeby docisnąć i pójść do przodu. Latwiej przyhamować. No i kwestia przyspieszenia. Jesli sie uprawia ekodriving albo z innych powodów w danym momencie jestes na 5-tce a masz słabsze auto, to łatwiej przyhamować, niż wyskoczyć do przodu.
        • novationen Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:42
          w odp. poniżej bardziej rozwinąłem swą myśl

          i zgadzams się, że jak w korku to puszczam, a jak na trasie i mam możliwość to mijam - ale jeśli jestem na wysokości kabiny, jeśli natomiast gdzieś po środku składu czy z tyłu to też puszczam. O to chodziło

          a za nielogiczne uważam przyhamowywanie będąc na wysokości kabiny - bezpieczniej w tym przypadku przyśpieszyć i odskoczyć - jeśli silnik na to pozwala... W SUMIE KOŁO SIĘ ZAMYKA... :P

      • emes-nju Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:12
        novationen napisał:

        > z wszystkim się zgadzam, ale z tym puszczaniem TIRa to mnie trochę zaskoczyłeś.

        To nie puszczanie TIRa, a unikanie kolizji :-)

        Mimo ze od jakiegos czasu duze ciezarowki musza miec dodatkowe lustro, kolizje z autam schowanymi za prawa burta kabiny nadal sie zdarzaja.

        Ja tam wole nie ryzykowac i jak zauwazam, ze TIR zaczyna mrugac, zwalniam, zebym nie musial korzystac z jego polisy OC ;-)

        > skoro jestem na wysokości jego kabiny i mogę depnąć w pedał by
        > szybciej obok niego przejechać, to po co mam przyhamowywać i przepuszczać?

        Mozna i tak. Mysle jednak, ze Edek pisal o takich, ktorzy w zadne sposob nie raguja na ewentualne zagrozenie az do bum, trach, ze az strach.
        • tomek854 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:35
          "Mimo ze od jakiegos czasu duze ciezarowki musza miec dodatkowe lustro, kolizje z autam schowanymi za prawa burta kabiny nadal sie zdarzaja. |

          Bo to lustro dotyczy przodu ciężarówki, jej rogu przy krawężniku, a nie martwego pola z boku.
      • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:20
        > to nielogiczne, skoro jestem na wysokości jego kabiny i mogę depnąć w pedał by
        > szybciej obok niego przejechać

        Napisze jak hannnnnnia, co mnie boli. Otoz nie kazdy samochod dysponuje wystarczajaca moca, aby to zrobic. Po drugie nie wiesz do konca czy "tirowiec" bedzie zmienial pas ostroznie, czekajac na ewentualny klakson (z reguly tak wlasnie robia), czy jednak zaufa temu, co widzial w lustrach i zmieni pas energicznie. Zwalniajac wiec po piewsze pojawiasz sie w prawym lustrze, w ktore "tirowiec" moze patrzec uwazniej niz w szybe czolowa, w ktorej wciaz jeszcze bedzie widac tylko kawalek Twojego wylaniajacego sie auta. A najwazniejsze, po zwolnieniu masz wiecej czasu na wszystko w razie sytuacji awaryjnej. A jesli juz dojdzie do kolizji masz wieksza szanse na zapanowanie nad autem. Pomijam juz kwestie zrozumienia problemu oraz najzwyklejszej kultury wobec goscia, ktory nie jezdzi dla zabawy. Jesli wiec zwalniasz i robisz luke dla niego, sytuacja z dynamicznej robi sie dla niego duzo bardziej statyczna. A za przyspieszajacym autem moze pojechac prawdziwy glupek i w niego wlasnie trzepnie TIR.

        > nim. Czas na rekację - czyli w gaz, albo w hamulec jest wystarczający, a zachow
        > anie powinno być zależne od sytuacji.

        Podkreslam - obie panny byly raczej swiezymi kierowcami. Mogly wiec miec za malo doswiadczenia na "aktywne" unikanie kolizji i na ocene ktora opcja jest w danym momencie lepsza. Na razie niech lekko zwolnia i bedzie po sprawie.
        • novationen Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:35
          Ja tylko napisałem jak ja to robię :) - zależnie czy stoję w korku - wtedy puszczam, czy jadę na trasie - wtedy albo puszczam, albo mijam - zależnie w którym miejscu TIRa się znajduję (w sesnie obok)

          poza tym fakt, że kierowcy świeżo po kursie to dalej żółtodzioby... kursy tak naprawdę uczą jeździć, ale nie ma w nich za grosz praktycznej nauki jazdy samochodem, czyli sytuacji w jakiś sposób podbramkowych (osobiście uważam, że głupotą jest element hamowanie awaryjne - pedał hamulca w podłogę i ok, tak?, a gdzie próba uniknięcia kolizji poprzez dynamiczne omijanie przeszkody?)

          osobiście żałuję, że nie ma na naszych kursach takiego elementu:
          -wsadzają Cię do auta z trolejami, albo do zwykłego i wio na płytę poślizgową i test łosia... żeby tylko jeden z drugim, którym się wydaje że są mistrzami kierownicy zobaczyli, że g*wno potrafią i rozpieprzą się od drzewo w lewym rowie, albo o słup w prawym. NIESTETY to podniosło by cenę kursu - dlatego tego nie ma... a z drugiej strony na doszkalanie na takich właśnie płytach młodych nie stać, bo wtedy zabrakło by na paliwo do szrota stylizowanego na M3...
          • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 13:52
            > poza tym fakt, że kierowcy świeżo po kursie to dalej żółtodzioby... kursy tak n
            > aprawdę uczą jeździć,

            Kursy ucza jak zdac egzamin. Przypadkowo jest to tozsame z opanowaniem ruszania, jazdy mniej wiecej po protej i zatrzymywania auta. W miare mozliwosci bez zgaszenia. I niewiele wiecej, bo nie starcza czasu.
          • blotosmetka Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 12:34
            Zgadzam się. W Skandynawii przykładowo egzamin obejmuje jazdę na lodzie i nie jest zdawany za dnia, tylko raczej po ciemku. Inna sprawa, że tam prawo jazdy kosztuje krocie. Ale przynajmniej nie panikują jak spadnie troszkę śniegu. I uważam, że tak powinno być również u nas.

            Ale, na pociechę powiem, że i tak w PL kwestia prawa jazdy wygląda lepiej niż w Irlandii. To chyba jedyny kraj, gdzie po oblaniu egzaminu można wsiąść za kierownicę i wrócić do domu. (Jeździ się z naklejką L w towarzystwie innego kierowcy (chyba min 3letniego)).

            A co do testu łosia, mieliśmy kolegę, który prowadząc NASZ samochód (Jeep, napęd na tylną oś) w nocy przy przymrozku (luty), na wiadukcie przy rzece, z 3 pasażerami, przy 80km/h, trzeźwy, nagle w trakcie rozmowy krzyknął "A wiesz co to jest test łosia?" po czym go wykonał. Na dodatek zaczynając w złą stronę, bo na zewnątrz drogi. Samochodu już nie mamy. Kolegi też nie. Nic się nikomu nie stało na szczęście, samochód oczywiście wpadł w poślizg, czołowo uderzył w zewnetrzną barierkę i tyłem przeleciał przez dwa pasy i wjechał na to tory tramwajowe (oddzielone wysokim krawężnikiem).
      • hannni Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:32
        novationen napisał:

        > to nielogiczne, skoro jestem na wysokości jego kabiny i mogę depnąć w pedał by
        > szybciej obok niego przejechać, to po co mam przyhamowywać i przepuszczać?

        Nie oczekuj zbyt wiele od edka. Ten "instruktor" - funkcjonalny od siedmiu bolesci juz tak ma.
        • novationen Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:38
          nie koniecznie MAŁE SPROSTOWANIE - kwestia tego, gdzie obok tego TIRa się znajdujesz. Jesli jedziesz na trasie, na wysokości jego kabiny i widzisz że chce zmienić pas to wtedy nie hamuję, nie zwalniam, tylko go mijam.

          jeśli w korku - przepuszczam.

          co do edka z wieloma rzeczami można się nie zgadzać, a z wieloma i owszem - można. kwestia tematu i indywidualnego podejścia.


          > Nie oczekuj zbyt wiele od edka. Ten "instruktor" - funkcjonalny od siedmiu bole
          > sci juz tak ma.

          - TAKIE PRZYTYKI ZOSTAW DLA KOLEGI, któremu wg nicku jest ZAZIMNO - on lubi takie uderzenia.
          • hannni Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:41
            novationen napisał:

            > nie koniecznie MAŁE SPROSTOWANIE - kwestia tego, gdzie obok tego TIRa się znajd
            > ujesz. Jesli jedziesz na trasie, na wysokości jego kabiny i widzisz że chce zmi
            > enić pas to wtedy nie hamuję, nie zwalniam, tylko go mijam.

            Oczywiscie, bo to o prostu szybciej, skoro jest sie juz i tak blisko przodu Tira.


            > - TAKIE PRZYTYKI ZOSTAW DLA KOLEGI, któremu wg nicku jest ZAZIMNO - on l
            > ubi takie uderzenia.

            Tez za tym nie przepadam ale edek sam sie o to prosi, a szkoda:
            forum.gazeta.pl/forum/w,510,119635894,119637178,Re_Nie_moglbym_byc_instruktorem_jazdy.html

            • novationen Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:46
              he he.. :) dlatego uważam, że np. zlot "pisarzy" z forum auto-moto tudzież bezpieczeństwo na drodze czy eksploatacja samochodu zakończył by się w pewnym momencie mordobiciem :):):)

              za dużo demokracji, filozofii, życia, poglądów, stereotypów i testosteronu (a także róznicy wieku - zapewne) :] czasem czyta się fajnie, a czasem, ktoś pyta o konkret a my sobie jedziemy w odpowiedziach olewając pytanie :P
              • emes-nju Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:51
                novationen napisał:

                > he he.. :) dlatego uważam, że np. zlot "pisarzy" z forum auto-moto tudzi
                > eż bezpieczeństwo na drodze czy eksploatacja samochodu zakończył
                > by się w pewnym momencie mordobiciem :):):)

                Nie ma wiekszych szans na zlot. Za duzo animozji.

                Ale jezeli udaloby sie cos takiego zroganizowac, to dyskusja raczej nie wyszlaby poza ramy dyskusji ozywionej, co najwyzej ostrej. Co innego parskac wzajemny jadem poprzez klawiature, a co innego face-to-face.
              • hannni Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:51
                Ludzie z braku argumentow i bezradnosci zaczynaja wycieczki osobiste. Samo zycie.
                • emes-nju Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:55
                  hannni napisał:

                  > Ludzie z braku argumentow i bezradnosci zaczynaja wycieczki osobiste.

                  Ale od oceniania czy ktos posluzyl sie argumentem, czy nie, jestes ty?
                  • hannni Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 13:03
                    emes-nju napisał:

                    > Ale od oceniania czy ktos posluzyl sie argumentem, czy nie, jestes ty?

                    A coz tu jest do "oceniania"? Przeciez kazdy widzi, czy twoim tematem jest tresc watku czy staje sie nia osoba ktoregos z forumowiczow.
                    • emes-nju Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 13:04
                      hannni napisał:

                      > emes-nju napisał:
                      >
                      > > Ale od oceniania czy ktos posluzyl sie argumentem, czy nie, jestes ty?
                      >
                      > A coz tu jest do "oceniania"? Przeciez kazdy widzi, czy twoim tematem jest t
                      > resc watku
                      czy staje sie nia osoba ktoregos z forumowiczow.

                      No i znow musze napisac o twojej osobie. JAK ZAWSZE nie zrozumiales wypowiedzi, na ktora odpowiadasz. Mam tez wrazenie, ze nie do konca zrozumiales tez wlasna wypowiedz, na ktora odpowiedzialem ja :-P
                      • hannni Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 13:19
                        emes-nju napisał:

                        > No i znow musze napisac o twojej osobie.

                        Byloby dziwne, gdybys nie napisal. Przeciez to juz drugi twoj post i - jak napisalem powyzej - przy braku argumentow, tematem staje sie osoba.

                        > JAK ZAWSZE nie zrozumiales wypowiedzi, na ktora odpowiadasz. Mam tez wrazenie, ze
                        > nie do konca zrozumiales tez wlasna wypowiedz, na ktora odpowiedzialem ja :-P

                        JAK ZAWSZE belkot, pobozne zyczenia i "wrazenia", JAK ZAWSZE nie poparte zadnymi konkretami.

                        • emes-nju Voila! :-P nt. 08.12.10, 13:22

                          • hannni Ano voilà, kazdy widzi. 08.12.10, 13:29
                            Ile to "konkretow" miales do napisania.
                        • qqbek Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 07.01.11, 17:39
                          hannni napisał:

                          > Byloby dziwne, gdybys nie napisal. Przeciez to juz drugi twoj post i - jak napi
                          > salem powyzej - przy braku argumentow, tematem staje sie osoba.

                          Chyba mówisz o swoich odpowiedziach na moje, bardzo wyważone pytania hannni.
                          No chyba, że to hipokryzja się u Ciebie zaznacza :)

                          > > JAK ZAWSZE nie zrozumiales wypowiedzi, na ktora odpowiadasz. Mam tez wra
                          > zenie, ze
                          > > nie do konca zrozumiales tez wlasna wypowiedz, na ktora odpowiedzialem j
                          > a :-P
                          >
                          > JAK ZAWSZE belkot, pobozne zyczenia i "wrazenia", JAK ZAWSZE nie poparte zadnym
                          > i konkretami.

                          Hmm... skąd to znam... zastanowię się głębiej... poczekaj... AAAA hannni!
            • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 13:41
              > Tez za tym nie przepadam ale edek sam sie o to prosi, a szkoda:

              Hannnnia, ty baranie! :)

              Przeciez skoro to napisalem, oznacza to, ze w tej sytuacji sie z toba zgadzam. A ze jest to dla mnie bolesne...
              • hannni Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 13:46
                edek40 napisał:

                > Hannnnia, ty baranie! :)

                A potem masz pretensje, ze wytykam ci twoj analfabetyzm funkcjonalny.
        • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 13:38
          > Nie oczekuj zbyt wiele od edka. Ten "instruktor" - funkcjonalny od siedmiu bole
          > sci juz tak ma.

          Wiem, wiem. Ty koncentrujesz sie nie na unikaniu wypadkow/kolizji tylko na tym, aby wina nie byla po twojej stronie i abys przezyl, bo wydaje ci sie, ze powolutku oznacza niesmiertelnie. I wlasnie dlatego nie moglbym byc instruktorem - uczylbym jak unikac wypadkow/kolizji nawet jesli nie byly z winy mojego ucznia/kursanta.
      • tomek854 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:34
        > to nielogiczne, skoro jestem na wysokości jego kabiny i mogę depnąć w pedał by
        > szybciej obok niego przejechać, to po co mam przyhamowywać i przepuszczać? skor
        > o bliżej mi to jego ominięcia, niż jemu minąć mnie... pozostaje prawie cała dłu
        > gość składu...

        Bo nawet jak przyśpieszysz, a on już zmienia pas, to zahaczy twój tylny róg, i w najlepszym przypadku skończy się tak:
        www.youtube.com/watch?v=lze88sU9IGg
        Twoje teoretyczne rozważanie jest słuszne, ale niestety część TIRowców to kretyni (w każdej grupie są czarne owce). Ja wolę nie ryzykować, ze akurat na takiego trafię.
      • krosta_na_dupie Dobry instruktor w Polsce = igła w stogu siana 21.12.10, 11:26
        Jeszcze parę lat temu było tak (i nie słyszałam nic o jakichś zmianach), że byle łach z pięcioletnim stażem jazdy i średnim wykształceniem (choć i tu nie mam pewności) mógł zostać instruktorem nauki jazdy. Nic mi nie wiadomo o tym, żeby były specjalne kursy, żeby uczyć tak, aby nauczyć. A zdolności pedagogiczne to podstawa. Nie mają ich w Polsce nauczyciele matematyki, wuefiści, angliści oraz instruktorzy jazdy - moim zdaniem.
        • permanentne_7_niebo Re: Dobry instruktor w Polsce = igła w stogu sian 21.12.10, 12:46
          krosta_na_dupie napisała:

          > Jeszcze parę lat temu było tak (i nie słyszałam nic o jakichś zmianach), że byl
          > e łach z pięcioletnim stażem jazdy i średnim wykształceniem (choć i tu nie mam
          > pewności) mógł zostać instruktorem nauki jazdy. Nic mi nie wiadomo o tym, żeby
          > były specjalne kursy, żeby uczyć tak, aby nauczyć. A zdolności pedagogiczne to
          > podstawa. Nie mają ich w Polsce nauczyciele matematyki, wuefiści, angliści oraz
          > instruktorzy jazdy - moim zdaniem.

          Krosto na dupie... Nie wypowiadaj się jak nie wiesz, bo ręce opadają z szelestem.

          SZKOLENIE

          Część teoretyczna - wykłady (128 godziny lekcyjne)

          -> psychologia 10h
          -> metodyka nauczania 50h
          -> prawo ruchu drogowego 30h
          -> technika kierowania i obsługi pojazdu 18h
          -> bezpieczeństwo ruchu drogowego 10h
          -> zasady prowadzenia ośrodka 6h
          -> pedagogika 4h

          Połowa specjalnego kursu na instruktora uczy, jak nauczyć.

          WYMAGANIA

          Wymogi jakie musi spełniać kandydat ubiegający się o uprawnienia instruktora nauki jazdy:

          -> średnie wykształcenie (bez matury)
          -> prawo jazdy odpowiedniej kategorii min. 3 lata (posiadanie, nie staż, 3 lata, nie 5)
          -> niekaralność przeciwko przepisom ruchu drogowego
          -> badania
          • yallamark Re: Dobry instruktor w Polsce = igła w stogu sian 25.12.10, 22:43
            > -> prawo jazdy odpowiedniej kategorii min. 3 lata (posiadanie, nie s
            > taż, 3 lata, nie 5)

            nie widzisz różnicy, między : posiadanie, a posiadanie i doswiadczenie/praktyka ? moze dlatego jest jak jest ? a jest tragicznie
    • htoft Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:18
      > Byly bardzo zaskoczone, ale zrozumialy skad biora sie t
      > e kolizje i jak mozna im zaradzic (w skrocie: jak widza prawy kierunek ciezarow
      > ki, a jej przednie kolo maja na wysokoci drzwi, to najlepiej podhamowac i pusci
      > c duzego)
      Pierwsze, co powinno się zrobić widząc włączony kierunkowskaz w takiej sytuacji, to nacisnąć z całej siły klakson. Na kombinacje z hamulcem (,,bo trąbić to niegrzecznie jest") może nie starczyć już czasu.
      • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:31
        > Pierwsze, co powinno się zrobić widząc włączony kierunkowskaz w takiej sytuacji
        > , to nacisnąć z całej siły klakson. Na kombinacje z hamulcem (,,bo trąbić to ni
        > egrzecznie jest") może nie starczyć już czasu.

        Nie zapominaj, ze zasadnicza wiekszosc kierowcow TIRow wie, ze nie widzi i w prawo zmienia pas powoli, dajac czas na ewentualna reakcje. Naturalnie, zdarza mi sie trabnac. NIgdy zas nie musialem naciskac z calej sily, bo kierowca duzego rowniez na taka "pomoc" czeka i nadstawia ucha.
        • htoft Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:38
          Chodziło mi o to, że klakson powinien być używany właśnie w takich sytuacjach. Strzelam, że można by uniknąć sporej części wypadków, gdyby kierowcy umieli go używać. Póki co, większość kierowców nawet nie wie, że go ma.
          • novationen Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:48
            ja wiem że mam, wiem gdzie mam, wiem też że działa i wiem że czasem nadużywam :)

            ale krew mnie czasem zalewa - głównie dlatego, że mamy szkolenia kierowców takie jakie mamy...i stąd jego nadużywanie :P ale tylko w ściśle określonych sytuacjach i nie bez potrzeby :P

          • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 13:47
            > eli go używać. Póki co, większość kierowców nawet nie wie, że go ma.

            Poki co naszych kierowcow ucza parkowania w zaspie na letnich oponach, a nie istotnych dla bezpieczenstwa prawd zwiazanych z ruchem drogowym. Rowniez tego, ze ustapienie gdy ma sie pierwszenstwo jest w okreslonych sytuacja dobrym rozwiazaniem, co opisalem w watku:

            forum.gazeta.pl/forum/w,510,119092630,119092630,Geneza_niektorych_wypadkow_.html
            Nie wspominajac o tym, ze "duzy" naprawde nie widzi przy zmianie pasa w prawo i tu nie ma sensu sprawdzanie czy gosc ma wazna polise OC.
      • tomek854 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 12:37
        Również, jeżeli ma zamknięte okna, nowoczesną ciezarówkę i słucha głośno radia, to może Cię zwyczajnie nie usłyszeć - wyciszenie kabin np w Scanii jest niesamowite.
      • bimota Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 21:42
        Ta.. bede trabil za kazdym razem gdy zobacze migacz...
    • bimota Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 08.12.10, 21:46
      Po pierwsze uczylbym jezdzi
      > c
      Stojac w korkach, bo tam sie uczy jezdzic, a na placyku tylko stac. ;)

      hocby dlatego, ze choc raz chcialbym kursanta wywiezc
      > na porzadna ekspresowke, a z 1/3 kursu ganialbym po miejskich ulicach wielopas
      > mowych, w tym z podwyzszonym limitem predkosci

      i bys nauczy jazdy po prostej z predkoscia 80 km/h... brawo. :)

      > . A chyba najgorsze jest to, ze uczylbym kursanta co to jest predkosc bezpieczn
      > a, co nie jest tozsame z utrzymywaniem stale wyznaczonej znakami predkosci maks
      > ymalnej.

      A oni teraz sie tego ucza wlekac sie max 40 km.h ?
      • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 09.12.10, 11:42
        > i bys nauczy jazdy po prostej z predkoscia 80 km/h... brawo. :)

        Sam widzisz, ze nie moglbym byc instruktorem. Ja uczylbym rowniez zmiany pasow.
        • bimota Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 09.12.10, 14:57
          Przy nizszych predkosciach jest to mniej skuteczne ?

          Ja tez bym nie mogl... Polowy bym nie wypuscil z placu manewrowego..
          • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 09.12.10, 15:52
            > Przy nizszych predkosciach jest to mniej skuteczne ?

            Nauka jazdy? Nie jest mniej skuteczna. Uczy jednak wylacznie jazdy po lokalnych uliczkach. Nie uczy zas jazdy z wieksza predkoscia. Nie mniej taki swiezy kierowca, expert parkowania i jazdy gora 50 km/h do domu wracac moze zawalona samochodami Gierkowka z przepisowa predkoscia 100 km/h. Mi wydaje sie to niebezpieczne.

            > Ja tez bym nie mogl... Polowy bym nie wypuscil z placu manewrowego..

            Dla mnie placyk to gora 1 godzina nauki ruszania i zatrzymywania. Cala reszta na ulicy ze stopniowym zwiekszaniem trudnosci i predkosci zadan.
            • bimota Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 09.12.10, 20:24
              Tak pewnie robia i potem mamy takie kaszlace L-ki na drodze...
    • wichura Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 09.12.10, 12:37
      Wyczuwanie "martwego pola" innych kierujących to cenna umiejętność, powinna przyjść sama wraz z przejechanymi tysiącami kilometrów - po prostu podświadomie czujesz, gdzie jesteś niewidoczny dla kierowcy osobówki, furgonu, autobusu, tira i (na zasadzie odruchu) uciekasz z tego pola jak najszybciej (ja na ogół gazem, ale jeśli się nie da, to zwalniam - nie koniecznie na tyle, by umożliwić zmianę pasa, ale żeby być widocznym).
      PS: ja mógłbym być instruktorem! Ale wymagałoby to od kursantów sporej inteligencji - bo nauczyłbym ich zarówno "jak zdać egzamin", jak i "jak jeździć po polskich drogach". Kurs trwałby pewnie ponad urzędowe minimum, bo ciężko upchnąć w 30 godzinach plac manewrowy, miasto w sporym ruchu, podmiejskie dróżki (szybciej, ale wąsko i gęsto) i drogi ekspresowe, jazdę w słońcu, deszczu, za dnia i w nocy.
    • rapid130 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 09.12.10, 15:58
      Czytam, czytam i jednemu nie mogę się nadziwić.

      Czemu przemysł motoryzacyjny wrzuca nam do koszyka czujniki zajęcia martwego pola do samochodów osobowych, skoro dużo bardziej potrzebne są one w ciężarówkach?

      Software (dla różnych długości zestawu drogowego) byłby zbyt skomplikowany?
      • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 09.12.10, 16:06
        > Czemu przemysł motoryzacyjny wrzuca nam do koszyka czujniki zajęcia martwego po
        > la do samochodów osobowych, skoro dużo bardziej potrzebne są one w ciężarówkach
        > ?

        Dobre pytanie. Czesciowa odpowiedzia moze byc to, ze na drogach wszystkich krajow wciaz jezdzi dosc duzo wiekowych aut ciezarowych. Doelektronizowanie ich moze byc klopotliwe. Nauczenie zas na kursie, ze ciezarowka "nie widzi" wydaje sie bardziej skuteczne zanim elektronika nie zagosci na dobre w duzych.
        • staszek585 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 11.12.10, 20:27
          Wracając do początkowego problemu, zawsze mnie ciekawi dlaczego ?
          I tu też to mam i to w dwóch wątkach:
          1.Samo zdarzenie:
          A. Nacisk położony na to, ze powinna Pani uciekać , bo przecież duży jedzie!!!
          Niewątpliwie racja, bo faktycznie dużemu, do tego głupiemu się ustępuje. W dodatku do tej wiedzy dochodzimy zwykle znacznie wcześniej niż zapisujemy się na kurs. Ale .....
          - Żadnej krytyki w stosunku do Dużego ? A przecież:
          *Duży zmieniał pas na prawy. Przecież ten pas nie pojawił się nagle. Czy Duży nie powinien wiedzieć, ze w Polsce obowiązuje ruch prawostronny ?
          *Dookoła każdego samochodu są "martwe strefy". I w osobówce i w TIR-ze. A przecież Duży uczył się jeździć właśnie dużym. I uczył się minimum 30 godzin, czyli dokładnie tyle ile kandydat na kierowcę osobówki. Początkujący ma w tym czasie opanować wszystko. Duży jedynie gabaryty pojazdu, widoczność dookoła niego i to, że są znaki drogowe, które wcześniej go nie dotyczyły, a teraz owszem.
          * O ty, że zmieniając pas ruchu należy zachować się bardzo ostrożnie i w dodatku ustąpić pierwszeństwa chyba nie warto dodawać.
          B.Szkolenie. Dotyczy i kategorii B i C i innych.
          - Minimalna ilość godzin oznacza właśnie MINIMALNĄ ILOŚĆ. Czyli najmniejszą wg prawa. Nikt, nikomu nie zabrania szkolić się więcej.
          - Problemem nie jest minimalna ilość godzin, ale fakt, że szkolenie objęte jest tzw. selekcją negatywną. Wydaje się, ze aktualnie jedynym kryterium jest cena kursu. Jak najniższa. I do tego reszta się dopasowuje !
          - Weźmy osławiony plac: obejmuje aktualnie ruszenie, przejazd do przodu i do tyłu i jeszcze ruszenie pod górkę. Potężne wyzwanie, nie ? Do tego należy włączyć jakieś światło i powiedzieć czy świeci, i pokazać jakiś zbiornik z płynem, który ma być między kreskami minimum, a maksimum.
          Naprawdę trudne. Część instruktorów potrafi nauczyć o jaki kąt ( z dokładnością do stopnia) skręcić kierownicę. Ale, że przy cofaniu należy widzieć co się z tyłu samochodu dzieje już nauczyć nie potrafi !!!
          Są instruktorzy, którym się chce i potrafią nauczyć. Ale selekcja negatywna działa .
          PS:
          Przy takim podejściu rzeczywiście należy głośno trąbić:
          1.Nie bądź głupi nie daj się zabić.
          2.Przepisy ruchu drogowego można sprowadzić do zdania: "Wszyscy na drodze chcą Cię zabić, a Ty się nie daj"
          3.Duży może wszystko.
          • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 12.12.10, 11:14
            > - Żadnej krytyki w stosunku do Dużego ?

            Jakos tak sie porobilo w milujacej "slabszych" czesci swiata, ze przestano klasc nacisk na unikanie wypadkow za wszelka cene, kladac nacisk na to, aby byly "bezpieczne". Duzy, niezaleznie od doswiadczenia, sposobu nauki itp nie widzi z prawej przy przednim kole. Po prostu. Nie moze przesiasc sie na prawy fotel, nie moze sie zatrzymac w celu obejrzenia pola martwego. Powinien, i z reguly tak wlasnie robia, pas zmieniac powoli i liczyc na wspolprace malych. Idac Twoim tokiem rozumowania maly powinien sobie jechac przy tym kole i czekac na rozwoj wypadkow. Duzy zas w magiczny sposob powinien przeswietlac blachy kabiny i dostrzegac. Co wiecej, powinien byc szkolony w tym kierunku i tylko od zlego wyszkolenia zalezy to czy przez blache poszycia widzi czy nie. Jesli zas duzy, zle wyszkolony, bo nadal nie widzi przez blachy, zacznie zmieniac pas nalezy nadal tak jechac, bo nie mozna panoszacym sie, zle wyszkolonym w przeswietlaniu blachy, duzym ustepowac tylko dlatetego, ze sie jest slabszym. W razie kolizji zas wina bedzie po stronie duzego, wiec szafa gra.

            Tak samo, niestety, postepuje sie w "sporze" pieszy-samochod. Kierowca ma dostosowac, bo pieszy jest slabszy i do tego moze sie zle poczuc psychicznie, jesli bedzie ustepowal kazdemu petakowi w aucie. I dlatego samochody maja sie poruszac z predkoscia slimaka, aby dumny pieszy, jak juz dostanie (bo to, ze dostanie, jesli sie maskuje, jest glownie kwestia czasu), przezyl.

            A ja glupi, po tylu latach prowadzenia, ciagle uwazam, ze zawsze nalezy robic wszystko w kierunku unikniecia wypadku, biorac pod uwage ograniczenia ludzkiego oka tak w nocnym dopstrzeganiu pieszych jak i przeswietlaniu blach kabiny w ciezarowce. Jakos wciaz nie potrafie analizowac ruchu drogowego pod katem tego czy moge "bezpiecznie" testowac swoje pierwszenstwo za wszelka cene.

            Oczywiscie moge byc szalenie krytycznie nastawiony do ograniczen ludzkiego oka, ale zalezy mi na tym, aby wciaz cieszyc sie zdrowiem czy zyciem. Nawet zyjac (to kluczowe slowo) w glebokim krytycznym nastawieniu do kierowcow ciezarowek.
            • staszek585 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 12.12.10, 12:34
              Dzięki Edku za odpowiedź. Mimo , że zalatuje ironią :-)
              Zgadzam się z Tobą, że głównie należy przeżyć albo, w wersji light, dojechać bez szkody na zdrowiu i lakierze. Tu nie trzeba nic dodawać.
              Natomiast co do Dużego:
              1. Po to się Duży uczył, aby doszło do niego, że ma ograniczoną widoczność z boku, zwłaszcza prawego, na wysokości kabiny. Nie ? Bo wygląda na to, że wymaga od Małego aby to wiedział o czym sam nie ma pojęcia.
              2.Nawet wspaniała Unia zauważyła, że tak jest i nakazała wyposażanie dużych samochodów w lusterka ograniczające to zjawisko. Można je zamontować.
              3.Prawy pas nie pojawia się nagle, nie atakuje kierowcy, ani go nie zaskakuje. Warto przypominać, że w Polsce obowiązuje jednak ruch prawostronny. Jeżeli Duży zajmie pas zaraz na początku to ma pewność, że w nikogo nie wjedzie.
              4.Przy zmianie pasa ruchu każdy, nie tylko Duży, ma duże obowiązki.
              5.To Duży zawinił, Mały jedynie musi się ratować. O ile jest tego świadomy i ma jakiś możliwości uniknięcia wypadku.
              6.Dlatego rażą mnie proporcje. Odczytałem je jako: "Duży jedzie, a Ty zmiataj. Duży może wszystko".
              7.Jeżeli proporcje byłyby: "Duży nie ma prawa wymuszać, ale, jak każdy może się pomylić. Zauważ, że Duży nie wszystko widzi. Uważaj, bo może zrobić Ci poważną krzywdę" byłoby logiczniej.
              8. Przykład z pieszym jakoś nie pasuje. Opisywana sytuacja to wymuszanie pierwszeństwa przez Dużego. Z reguły kończące się szkodą dla Małego. Przy pieszych to raczej apel o rozsądek i nie egzekwowanie "na siłę" swoich praw (rzeczywistych czy urojonych) przez pieszych. Czy zauważenie oczywistego faktu, że z tego, że widzę samochód (dobrze oświetlony) nie wynika, że kierowca widzi mnie (ubranego na czarno-szaro, bez żadnych elementów odblaskowych). Chyba, ze miałeś na myśli tylko wymuszanie przez kierowców pierwszeństwa na pieszych przy pokonywaniu przejść. Tak ?
              Nikt nie oczekuje, że kierowca jest Wróżką, Jasnowidzem czy innym Wszechpotężnym Medium. Natomiast oczekiwanie, że kierowca zachowuje się logicznie, poprawnie i bezpiecznie jest w pewnym zakresie uzasadnione.
              W niczym to nie zmienia faktu, że ZAWSZE jeżeli ktoś mi zagraża staram się uniknąć choćby stłuczki. Mimo, że być może, mam znacznie mniejsze doświadczenie od Ciebie.
              PS:
              "Mam pierwszeństwo więc jadę,
              zwykle mówił dumnie.
              Święte słowa.
              Teraz je napiszemy, wyraźnie.
              ....... na trumnie."
              Warto, aby i Duży je przeczytał ze zrozumieniem. Mimo, że w starciu z Małym niewiele mu się stanie. Pozdrawiam.
              • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 12.12.10, 13:14
                > 1. Po to się Duży uczył, aby doszło do niego, że ma ograniczoną widoczność z bo
                > ku, zwłaszcza prawego, na wysokości kabiny. Nie ? Bo wygląda na to, że wymaga o
                > d Małego aby to wiedział o czym sam nie ma pojęcia.

                Naprawde uwazasz, ze nie wie? Bardzo dobrze wie i co z tego? Od malego zas niczego sie nie wymaga. Jednak dla jego wlasnego zdrowia lepiej aby wiedzial o graniczeniach widocznosci z kabiny ciezarowki.

                > 2.Nawet wspaniała Unia zauważyła, że tak jest i nakazała wyposażanie dużych sam
                > ochodów w lusterka ograniczające to zjawisko. Można je zamontować.

                Dopoki nie ma obowiazku...

                > 3.Prawy pas nie pojawia się nagle, nie atakuje kierowcy, ani go nie zaskakuje.

                Zakloze sie, ze nigdy nie prowadziles duzego pojazdu, ktory nie ma widocznosci do tylu. Inaczej nie pisalbys takich glupot. Zauwaz, ze wielu kierowcow, z niewiedzy, potrafi wyjechac z martwego pola za ciezarowka i nagle dac w gaz. Taki pojazd pojawia sie wiec nagle, czasem nawet proboje przecisnac sie po prawym pasie. Druga sprawa jest to, ze w gestym ruchu kierowca duzego nie moze gapic sie w lusterka i uczyc na pamiec tego, co ma w zasiegu wzroku. Jesli wiec maly jedzie jakis czas u jego prawych wrot, to duzy po prostu o tym nie wie.

                > 4.Przy zmianie pasa ruchu każdy, nie tylko Duży, ma duże obowiązki.

                Tak. Dlatego policja przybyla na miejsce wlepia mandat. A maly ma pokieraszowane auto...

                > 5.To Duży zawinił, Mały jedynie musi się ratować. O ile jest tego świadomy i ma
                > jakiś możliwości uniknięcia wypadku.

                O ile duzy to nie jest nie dopieczony rajdowiec, to maly ma dosc czasu na reakcje. Nawet na klakson. Musi jednak wiedziec, ze duzy nie zmienia na niego pasa, bo jest duzy i to wykorzystuje tylko dlatego, ze na prawde go nie widzi.

                > 6.Dlatego rażą mnie proporcje. Odczytałem je jako: "Duży jedzie, a Ty zmiataj.
                > Duży może wszystko".

                Duzy moze zrobic duza krzywde, a to ze jest duzy nie oznacza, ze widzi wiecej.

                > 7.Jeżeli proporcje byłyby: "Duży nie ma prawa wymuszać, ale, jak każdy może się
                > pomylić. Zauważ, że Duży nie wszystko widzi. Uważaj, bo może zrobić Ci poważną
                > krzywdę" byłoby logiczniej.

                Czy ja pisalem gdziekolwiek cos innego?

                > ego na czarno-szaro, bez żadnych elementów odblaskowych). Chyba, ze miałeś na m
                > yśli tylko wymuszanie przez kierowców pierwszeństwa na pieszych przy pokonywani
                > u przejść. Tak ?

                Zadziwiajaco duzo pieszych uwaza, ze maja prawo chodzic po jezdni. Maja, ale pod okreslonymi warunkami. Maja rowniez obowiazek ustapic samochodowi. Warunkiem jednak jest to, aby choc szli twarza do samochodow. A zaraz potem znajomosc KD.

                > Warto, aby i Duży je przeczytał ze zrozumieniem.

                Uwierz mi. Zasadnicza wiekszosc duzych ma swiadomosc, ze jedzie pojazdem o ograniczonej widocznosci i odpowiednio sie zachowuje.

                Tak z ciekawosci, jesli w korku ktos wlacza kierunkowskaz i chce zmienic pas na "ciebie", co robisz? Klakson, bo gosc ma drozsze auto i wydaje mu sie, ze wszystko moze? A moze ustepujesz, bo masz swiadomosc, ze inaczej w miastach sie nie da. Pomysl sobie, ze duzy nie dosc, ze malo widzi, to jeszcze musi zmienic pas nie pod jeden samochod, o pod kilka. Ma sporo wiecej roboty. I jeszcze smialkow, ktorzy wpychaja sie pod niego, gdy tylko ktos zacznie im robic duza luke.
                • staszek585 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 12.12.10, 20:18
                  Edku, zakład przegrałeś.
                  Ale dalej wyjaśniam. Zgadzam się z Tobą co do potrzeby uświadamiania kierowców. Zresztą uświadamianie jest modne i w innych dziedzinach.
                  Czy kierowcy dużych mają świadomość zagrożeń ? Spytaj kilku wyrywkowo, czy ma świadomość co widzi, gdy cofa ? Albo popatrz na TIR-y pod sklepami: włączy taki "magiczne światła" i uważa, że zyskuje tym prawo do dowolnych manewrów. Inni mają stać, bo Duży MUSI jechać.
                  "magiczne światła" to awaryjne, ale to wiesz.
                  Tak, że ok, ale przy zachowaniu proporcji. Mały nie ma świadomości z różnych powodów i w różnych sytuacjach. I Duży powinien o tym wiedzieć.
                  Tak jak o tym, że skoro chce zjechać na prawy pas to najbezpieczniej zrobi to na samym początku pasa. Początek widzi doskonale, bo siedzi wysoko. Nikt mu nie wjedzie, bo nie ma jak. A kierunkowskaz włącza się odpowiednio wcześnie.
                  PS:
                  I nie denerwuj się, szkoda zdrowia. Warto uświadamiać, ale warto zachować proporcje. Pozdrawiam.
                  Znaczna część Małych ma świadomość, że Duży zrobi krzywdę. Niektórzy wiedzą też o ograniczonej widoczności z kabiny, albo o trudnościach z wykonywaniem skrętów. Dlatego unikają wypadków zawinionych przez Dużych właśnie.
                  • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 13.12.10, 13:43
                    > Czy kierowcy dużych mają świadomość zagrożeń ? Spytaj kilku wyrywkowo, czy
                    > ma świadomość co widzi, gdy cofa ?

                    Chlopie!!! Kazdy, jesli tylko czasem otwiera oczy widzi, ze nie widzi. O co tu pytac?

                    > ma świadomość co widzi, gdy cofa ? Albo popatrz na TIR-y pod sklepami: włączy
                    > taki "magiczne światła" i uważa, że zyskuje tym prawo do dowolnych manewrów. In
                    > ni mają stać, bo Duży MUSI jechać.

                    Duzo mniej mnie ukurzaja kierowcy duzych, ktorzy po "dorozkarsku" naddaja niz kierowcy malych.

                    Powiedz mi kolego, jak duzy ma wjechac tylem w brame np. magazynu? Czasem tak trzeba, bo nie ma jak zawrocic, a rampy wyladowaczej sie raczej nie przestawia. Mamy wiec zatrzymanie sie i koniecznosc ostrego manewru w brame. Jak widzisz te sprawe? Duzy ma pojechac na stacje benzynowa i poczekac do nocy, by nikogo nie zmusic do 2 minut postoju? A moze jednak powinien moc liczyc na minimum wspolpracy ze strony malych, ktorzy swoich manewrow nie musza w ogole planowac.

                    Kierowca malego moze, gdy ma watpliwosci, zjechac na pobocze. Duzy na nieutwardzone raczej nie wjedzie, bo moze byc zbyt malo nosne i zestaw po prostu sie moze przewrocic. Stanie wiec na pasie ruchu czy Ci sie to podoba czy nie i czy bedziesz to traktowal jako wykorzystywanie przewagi masy. Gdy bedzie musial gdzies ciasno sie wkitowac, wlaczy awaryjne, przekroczy linie ciagla, jesli jest, nadda i wjedzie. Albo bedzie stal i czekal na zmilowanie tych z przeciwka, blokujac ruch.

                    > Tak jak o tym, że skoro chce zjechać na prawy pas to najbezpieczniej zrobi
                    > to na samym początku pasa.

                    W tym miejscu, od ktorego zaczalem watek, ten poczatek pasa to pas wjazdu z innej bardzo ruchliwej ulicy. TIR wiec zmienia pas w gesty ruch. Nie moze trzymac sie swojego pasa, poniewaz dalej ma zakaz wjazdu i musi korzystac z objazdu.

                    > I nie denerwuj się, szkoda zdrowia. Warto uświadamiać, ale warto zachować
                    > proporcje. Pozdrawiam.

                    Traktuj manewry ciezarowki z takim szacunkiem, jak gramolenie sie starszej osoby w drzwiach sklepu. Spokojnie i grzecznie poczekaj, bo mu trudniej i wcale nie miej wrazenia, ze wykorzystuje swoja siwa czupryne, aby pokazac Ci kto ma w tych drzwiach racje. Jesli jednak staruszek da Ci lokciem w brzuch, protestuj glosno. Ponial, bo juz bardziej przystepnie nie potrafie.
                    • staszek585 Do Edka 17.12.10, 21:15
                      Edku, zgadzam się całkowicie z tum co cytuję z Twojej odpowiedzi:
                      "Jesli jednak staruszek da Ci lokciem w brzuch, protestuj glosno. Ponial, bo juz bardziej przystepnie nie potrafie."
                      I właśnie protestuję głośno, bo staruszek (Ty) mnie bije. I na to się nie zgadzam.
                      Bo czym innym jest ułatwianie manewru komukolwiek, a czym innym żądanie aby się mu usunąć. Bo ON jest Duży !!!!!
                      Po kolei:
                      1.Zmieniając pas ruchu to zmieniający ma OBOWIĄZEK ustąpić pierwszeństwa. A wcześniej OBOWIĄZEK widzieć co się dzieje.
                      Kierowca ciężarówki też. Jak nie widzi to niech nie jeździ, albo się nauczy. Może sobie zamontować dodatkowe lusterka. Dookoła kabiny ma wystarczająco dużo miejsca.
                      - Inni kierujący widząc, że Duży ich chce rozjechać pewnie się będą ratować. Jak dadzą radę!!!!
                      - Ale Duży nie może ŻĄDAĆ !!!!
                      2.Podobnie przy cofaniu. Włączenie awaryjnych nie daje Dużemu żadnych praw !!!! Nie zapewnia mu też widoczności !!!!!
                      A skoro nie widzi co dzieje się za pojazdem to MA OBOWIĄZEK zapewnić sobie pomoc innej osoby! Ten obowiązek jest jasno wymagany przepisami.
                      Jeżeli nie rozumiesz to dobitnie: to nie jest włączenie świateł awaryjnych !!!!
                      **** Niestety kierowcy Dużych (a i innym też się to zdarza) tak często mylą tak oczywiste pojęcia, że ironicznie awaryjne zaczyna się nazywać "czarodziejskimi światłami". Bo IDIOCI uważają, że po ich włączeniu wszystko im wolno i żadne przepisy czy zasady ruchu ich nie obowiązują.
                      PS:
                      Natomiast z własnej woli chętnie pomogę kierowcy TIR-a, ułatwię mu manewr. Jeżeli zmusi mnie do tego, będę się ratował, aby mnie nie rozjechał Ale pierwsze zdanie dotyczy czego innego niż drugie. Pozdrawiam.
                      • edek40 Re: Do Edka 18.12.10, 10:24
                        > Bo czym innym jest ułatwianie manewru komukolwiek, a czym innym żądanie aby się
                        > mu usunąć.

                        Krotko i na temat. Naswietlam fakt, ktory nie jest powszechnie znany przez kierowcow malych. Uwazam, ze wobec gabarytow duzego lepiej jest ustapic. Czlowiek zachowuje dobre mniemanie o sobie, jako o osobie uprzejmej wobec trudniej poruszajacego sie partnera na drodze, a ponadto, w bonusie, zachowuje cale blachy w aucie. Nikogo nie zmuszam do niczego, nie krzycze i nie piekle sie. Kazdy jest kowalem swojego losu. Ja, juz bardzo dawno temu, podjalem decyzje, ze nawet jak mam pierwszenstwo, to nie jade na pale. I tyle. Prowadzilem troche wiekszych aut i wiem jakie ograniczenia ma taki pojazd. Mialem tego swiadomosc oraz swiadomosc tego, ze moga mi sie zdarzyc sytuacje, gdy mialem niewielki wplyw na kolizje, ale musze poniesc jej konsekwencje.

                        Zawsze jednak pozostaje pytanie co chce udowodnic maly, gdy widzi, ze duzy, z roznych i nieistotonych w tym momencie powodow, mu nie ustepuje?

                        > Bo ON jest Duży !!!!!

                        Nie dlatego. Dlatego, ze wiem, ze on moze mnie nie widziec, a blachy w moim aucie, choc mocne, nie dorownuja jednak mocy zniszczenia ciezarowki. Zupelnie nie moge pojac czemu do sprawy podchodzisz tak ambicjonalnie?

                        > Kierowca ciężarówki też. Jak nie widzi to niech nie jeździ, albo się nauczy.

                        Naprawde kiedys powinienes wsiasc do kabiny i pomanewrowac tylko po jakims parkingu. To idzie dokladnie tak samo jak w osobowym. Roznica jest tylko taka, ze g... widzisz. Mozesz nawet sprobowac tej sztuczki osobowym - zaklej szyby. Z prawa przednia rowniez, powiedzmy do polowy - bedziesz mial poglad jak daleko od prawego boku widzisz. Skoro juz nabedziesz tej wiedzy bedziesz mogl dalej jezdzic po prawej od ciezarowki. Bedziesz bowiem calkowicie swiadomy tego, ze Cie nie widzi, ale to Ty bedziesz mial pierwszenstwo i policja ukarze mandatem kierowce duzego. Myslisz, ze bedziesz mial satysfakcje?

                        > - Ale Duży nie może ŻĄDAĆ !!!!

                        Jesli wlaczy kierunek, Ty uznasz, ze zada. Jesli nie wlaczy, to skad bedziesz wiedzial o tym, ze musi on zmienic pas?

                        > 2.Podobnie przy cofaniu. Włączenie awaryjnych nie daje Dużemu żadnych praw !!!!
                        > Nie zapewnia mu też widoczności !!!!!

                        Co z tego wynika? Ma nie cofac? Umarlbys z glodu :)

                        Ogolnie proponuje Ci wiecej poczucia wlasnej wartosci, nawet jesli jezdzisz tico/seicento/tata. To bardzo ulatwia prawidlowe zrozumienie wlaczenia kierunkowskazu nie jaka zadania, tylko jako prosby.
                        • staszek585 Re: Do Edka 19.12.10, 08:14
                          Cieszę się, ze zaczynamy się rozumieć.
                          Swoją drogą jazdę i widoczność dookoła różnych pojazdów dosyć dokładnie znam. To tak dla Twojej wiadomości.
                          Świadomy jestem, że to czy mam pierwszeństwo to informacja. Ważna, ale tylko informacja. Zanim ją wykorzystam muszę wiedzieć, czy do innych ta informacja dotarła i ją zrozumieli. Dlatego staram się jeździć "czytelnie". Czyli na tyle zdecydowanie, aby nie wprowadzać w błąd co do pierwszeństwa, ale równocześnie na tyle ostrożnie, aby mieć czas zareagować, jeżeli jednak ktoś mi pierwszeństwa nie udziela. Dotąd wychodzi.
                          I znam zasadę, że włączony kierunkowskaz spełnia również rolę prośby. Jak również i mam świadomość, że byłoby dobrze gdyby kierowcy małych samochodów mieli wręcz możliwość poprowadzenia dużego, aby dowiedzieć się o jego ograniczeniach.
                          I pozostaję przy tym, że czym innym jest ułatwienie komuś ruchu, a czym innym żądanie czy zmuszanie przez tego kogoś, aby mu się usunąć. Bo jedzie.
                          Dlatego bardzo duże zdziwienie mnie zawsze ogarnia, gdy widzę Dużego beztrosko manewrującego swoim pojazdem czy zespołem. Ryzykuje bez sensu i to nie na swoje konto. Nie ma świadomości, że niewiele widzi ? Chyba tak. Bo świadomy swoich ograniczeń poprosiłby drugiego o pomoc. Czy też bezpiecznie zmieniał pas ruchu.
                          PS:
                          Część Dużych orientuje się dopiero późno, że ich beztroska może być problemem. Dzieje się tak niestety dopiero gdy spotka na swojej drodze drugiego Dużego, tak jak on przekonanego, że ma tylko prawa albo trafi pod pociąg czy tramwaj.
                          Bo przecież mandat to tylko zemsta ze strony policjanta, nie ? Duży jedzie po to, abym miał co jeść. A banany zepsuć się nie mogą!
                          Czasem warto obejrzeć skutki zderzenia się dwóch ciężarówek. Tam "strefy zgniotu" nie ma. Warto pomyśleć. Zawczasu.
                          Pozdrawiam.
                          • edek40 Re: Do Edka 19.12.10, 15:35
                            > Cieszę się, ze zaczynamy się rozumieć

                            Obawiam sie, ze jednak nie. Ty bowiem uczepiles sie modelu idealnego, z uprzejmymi truckerami, ktorzy w razie potrzeby sobie pomoga itp. Ja zas widze to tak, ze kazdy z nich spieszy sie bo ma robote do wykonania, a drogi mu w tym nie pomagaja. Zaloze sie, ze wiekszosc z nich stara sie jezdzic i manewrowac osrtroznie i prawidlowo, ale bledy zdarzaja sie wszystkim, szczegolnie ze malo ktory z nas spedza za kierownica tyle czasu, co oni. I tyle. Dlatego gdy tylko moge pomagam im, byc moze przy okazji ratujac blachy mojego auta.
                            • staszek585 Re: Do Edka 19.12.10, 18:30
                              No to się dalej obawiaj. Nie mam na to rady.
                              Też pozostanę przy swoim: czym innym jest pomoc drugiemu kierowcy, czym innym ratowanie się w sytuacji niebezpiecznej stworzonej przez innego kierowcę, a jeszcze czym innym zmuszanie innych do dowolnych manewrów, byle PAN KIEROWCA miał swobodę jazdy.
                              I w drugą stronę:
                              1.każdy kierowca powinien zachowywać się bezpiecznie, przepisowo i jechać czytelnie.
                              2.Oczywiście błędy zdarzają się każdemu.
                              3.Należy mieć tego świadomość i NIGDY nie należy jechać na ślepo, bo ja mam pierwszeństwo.
                              4.Należy uświadamiać mniej doświadczonym, nie tylko, że istnieją zagrożenia, ale i sposób radzenia sobie w trudnych, często nieprzewidzianych sytuacjach .
                              Wszystko to racja.
                              5.Mimo tego nikt, nawet kierowca wielkiej ciężarówki, nie ma prawa stwarzać zagrożenia czy też żądać, aby inni usuwali się mu z drogi. Bo przecież ON jedzie. W dodatku wiezie banany dla mnie. Albo inne dobra.
                              Pracować to pracuje większość z nas. I w każdej pracy obowiązują zasady.
                              PS:
                              A tak napisałeś w początkowym wątku:
                              "Na Trasie Torunskiej doszlo do standardowej kolizji TIRa z osobowka. TIR zmienial pas w prawo i natknal sie na niewidoczna osobowke w poblizu swojego prawego kola."
                              Sam podajesz, że to "standardowa kolizja". Przez kogo zawiniona ? Teraz porównaj z tym, że uważasz, kierowcy Dużych jeżdżą bezpiecznie.
                              Dalej "Obie panny (prawo jazdy od dwoch lat i od niespelna roku) oswiadczyly, ze boja sie duzych, bo ci jezdza jak ostatnie chamy i zmieniaja pasy, jakby ich zasady pierwszenstwa nie obowiazywaly."
                              To potwierdza tylko to co wyżej. Owszem, Duży jedzie bezpiecznie póki inni stosują się do jego wersji PoRD : " Duży ma ZAWSZE pierwszeństwo".
                              Kolejne zdanie: "Zadalem im pytanie jak czesto w tym wlasnie miejscu widuja takie kolizje. Zgodnie ze stanem faktycznym odpowiedzialy, ze bardzo czesto."
                              Czyli potwierdziłeś jedynie wersję o kiepskiej jeździe TIR-oców akurat w tym miejscu. Moim zdaniem winna może być także budowa tego odcinka drogi. Ale to tylko moja uwaga.
                              Dalej - " Wlaczyl mi sie "stary instruktor" i powiedzialem im to, czego instruktor parkowania na kursie im nie powiedzial."
                              Zgadzam się. Instruktorzy powinni uświadamiać szkolącym się istniejące i możliwe zagrożenia.
                              Problem w tym, że aktualnie trwa negatywna selekcja OSK - im tańszy tym lepszy. Czyli oszczędzać na czym się da. Albo i nie da się. Za marne pieniądze znajdzie się kiepski instruktor. Dobry, nawet hobbysta albo się dostosuje, albo przestanie szkolić.
                              I drugi problem, tym razem ze strony szkolących się: "mam zdać egzamin, uczył się będę później". Idiotyczne, ale częste.
                              I na koniec: "Byly bardzo zaskoczone, ale zrozumialy skad biora sie te kolizje i jak mozna im zaradzic (w skrocie: jak widza prawy kierunek ciezarowki, a jej przednie kolo maja na wysokoci drzwi, to najlepiej podhamowac i puscic duzego)"
                              Przekazałeś im w skrócie zasadę: "Duży zawsze ma pierwszeństwo". Czy zrozumiały skąd się biorą kolizje ? One to wiedziały wcześniej. Teraz wiedzą, że z chamem się nie wygra.
                              Dodam Ci jeszcze parę zasad :
                              1."Stary samochód ma zawsze pierwszeństwo".
                              2. "Poobijany ma bezwzględne pierwszeństwo, zawsze i wszędzie".
                              3."Kierowca w dresie też ma zawsze pierwszeństwo".
                              4."Cofający TIR też ma zawsze pierwszeństwo".
                              5. I można tak dalej.
                              Zauważ, ze jednak większość kierowców tych zasad nie stosuje. Natomiast uważają na zagrożenia.
                              • edek40 Re: Do Edka 19.12.10, 18:58
                                > Też pozostanę przy swoim: czym innym jest pomoc drugiemu kierowcy, czym inn
                                > ym ratowanie się w sytuacji niebezpiecznej stworzonej przez innego kierowcę, a
                                > jeszcze czym innym zmuszanie innych do dowolnych manewrów, byle PAN KIEROWCA mi
                                > ał swobodę jazdy.

                                I tu jest pies pogrzebany. Tak rzadko zdaza mi sie uciekac przed kikolwiek, ze nieomal tego nie rejestruje. Zdecydowanie jednak czesciej akty debilizmu czy najzwyklejszego chamstwa widuje wsrod malych, w tym kierowcow dostawczakow. Jesli chodzi o naprawde duzych, to zdjecie nogi z gazu tak malo mnie kosztuje, ze w ogole nie przypominam sobie sytuacji kryzysowej z udzialem duzego. Jesli gabatyt duzego zmusza go do wyjechania drugi pas, to spokojnie stoje i czekam. Niech sobie wlacza nawet koguta na dachu, skoro wykonuje kontrowersyjny, ale konieczny manewr. Jesli ma byc dzieki temu bardziej widoczny, to czemu nie? Jakos nie moge sobie wyobrazic sytuacji, gdy trucker zatrzymuje auto, wysiada i zaczyna modly do malych, aby pozwolili mu, w swojej wielkiej laskawosci, zajac drugi pas ruchu, bo inaczej sie nie zlamie. Powiem wiecej, po drodze do pracy mam sklad budowlany z ciasnym wjazdem. Bardzo czesto widuje tu manewrujace duze auta. I wiesz co jest najpiekniejsze? Kierowcy z reguly wykazuja sie tak mysleniem, jak i kultura - zatrzymuja sie i ulatwiaja wjazd. I tak powinno to dzialac, niezaleznie od tego, ze Ty masz jakis problem z akceptacja manewrow duzych.
                                • staszek585 Re: Do Edka 19.12.10, 19:57
                                  Trudno. Aby wypowiadać się trzeba najpierw zrozumieć.
                                  • edek40 Re: Do Edka 19.12.10, 23:26
                                    > Trudno. Aby wypowiadać się trzeba najpierw zrozumieć.

                                    Aby sie wypowiadac, przede wszystkim trzeba miec cos do powiedzenia. Czy ma sie do powiedzenia prawde objawiona czy nie, jest drugorzedne i do zweryfikowania w dyskusji. A jesli chodzi o dyskusje, to wychodza beznadziejnie, gdy wszyscy sie ze soba zgadzaja.
                      • crannmer Re: Do Edka 19.12.10, 20:23
                        staszek585 napisał:
                        > Kierowca ciężarówki też. Jak nie widzi to niech nie jeździ, albo się nauczy.

                        Teza, jakoby umiejetnosci widzenia przez blache stalowa 0,8 mm mozna sie nauczyc, nie ma potwierdzenia w praktyce.

                        > Może sobie zamontować dodatkowe lusterka.

                        W absolutnej wiekszosci przypadkow kierowca jest pracobiorca i zadnych prywatnych lusterek zamontowac sobie nie moze.

                        Ogolnie prezentujesz postawe roszczeniowa w polaczeniu z zerowym brakiem znajomosci tematu i problematyki jazdy duza ciezarowka w gestym ruchu na wielopasmowej drodze.
          • madzioreck Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 12.12.10, 16:55
            Całe nieszczeście polega na tym, że w szkołach jazdy nikt nie uczy ani nawet nie sygnalizuje takiej kwestii, jak zachowanie na drodze w sąsiedztwie dużego. I niedoświadczony człowiek nie ma pojęcia, ze tata kwestia w ogóle istnieje, wsiada sobie w to auto i jedzie na wysokości wrót dużego, zakładając (błędnie, ale o tym świeżak nie wie, bo i skąd), że po to duży ma lusterka, żeby widział.
            Ja mniej więcej wiedziałam, bo nad moją nauką czuwali tata i mąż, którzy lata jeżdżą "dużymi". Zostałam również wsadzona przez kolegę w takiego "dużego", żeby sobie popatrzeć i przekonać się, co on widzi w lusterkach, pojechać sobie kawałeczek, cofnąć, takie tam. I dopiero od tamtego momentu mam świadomość, że rację i pierwszeństwo moge sobie wsadzić w doopę, a jak nie chcę zostać zmieciona, to muszę po prostu wiedzieć to i owo.
            • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 12.12.10, 17:57
              > I dopiero od tamtego momentu mam świadomość, że rację i pierwszeństwo moge sobie wsadzić w doopę, a jak nie chcę zostać zmieciona,
              > to muszę po prostu wiedzieć to i owo.

              Amen.
          • bimota Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 13.12.10, 13:23
            Mogl sie znalezc na lewym np. po skrecie w lewo...

            Ale maly raczej nie wjezdza "nagle" w martwe pole. Zwykle najpierw jest w zywym i jesli z niego "znika" to zapewne jest w martwym.
      • tomek854 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 11.12.10, 21:55
        Wiele ciężarówek już ma. Niedawno znajomy dostał nowe Volvo FH i tam to jest. Zdaje się, że i mercedes juz to oferuje, za dopłatą oczywiście.

        Wrażenia znajomego? Strasznie upierdliwe, piska, mryga, a łapie wszystko - barierki, latarnie. Wyłączył.

        Jeszcze troche czasu musi minąć zanim to będzie realne.
    • permanentne_7_niebo Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 11:50
      Nie rozumiem.
      Przecież się jeździ na ekspresówki (4h). W nocy też (min 2h).
      Podstawowe czynności kontrolno-obsługowe, oraz obsługę mechanizmów sterowania pojazdem też trzeba znać, bo to przydatne (fajnie wiedzieć, jak sprawdzić poziom oleju w silniku własnego auta), a plac jest dobrym miejscem na pierwsze wsiadanie do auta, by nie powodować zagrożenia w ruchu drogowym, jadąc z kimś, kto nie opanował podstaw prowadzenia pojazów takich jak ruszanie, hamowanie, czy zmiana biegów. Cofanie też jest niezwykle istotnym i przydatnym manewrem.
      Uczyć jeździć trzeba wszędzie, również na miejskich ulicach wielopasmowych, w tym z podwyższonym limitem prędkości. Ale trasy tak samo dobrze poznać. Prędkość bezpieczna jest czynnikiem omawianym na kursie. Da się to 'przerobić' na kursie. Nikt nie spędza 90% czasu wpatrując się w zatartą ciągłą w okolicach WORD-u. Instruktorzy także uważają, że minimalny czas trwania kursu to za mało.
      Nie wiem, kto uczył te Twoje sąsiadki, widocznie brak im jednak wprawy w praktyce.
      Rzeczywiście, nie mógłbyś być instruktorem. Na chleb byś zarobił, ale ciężką harówą niezgodną z limitem w ustawie. Na emeryturę już natomiast nie.
      • permanentne_7_niebo Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 11:56
        Naprawdę nie rozumiem. Przecież to oczywiste, że bezpieczeństwo jest ważniejsze, niż przepisy. Stere dobre wałkowane na każdym kursie: zginął bo miał pierwszeństwo. Tak się, proszę Państwa nie robi.
      • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 12:13
        > Przecież się jeździ na ekspresówki (4h)

        Napisane jest, ze 4 godziny poza obszarem zabudowanym na drogach o dopuszczalnej predkosci powyzej 70 km/h. Dzieki temu kursant po egzaminie wyjedzie na autobahn w Niemczech i wcale nie spowoduje zamieszania.

        > Podstawowe czynności kontrolno-obsługowe, oraz obsługę mechanizmów sterowania p
        > ojazdem też trzeba znać, bo to przydatne (fajnie wiedzieć, jak sprawdzić poziom
        > oleju w silniku własnego auta)

        To istotnie ma wielki wplyw na plynnosc manewrow przy zmianie pasa w gestym i szybkim ruchu.

        > na biegów. Cofanie też jest niezwykle istotnym i przydatnym manewrem.

        Tak, takie cofanie to dopiero wyzwanie. Mozna bowiem przytrzec samochod sasiada.

        > e. Nikt nie spędza 90% czasu wpatrując się w zatartą ciągłą w okolicach WORD-u.

        Tak sadzisz? To skad te tabuny "eLek" dookola WORDow i skad te tabuny szkol jazdy umieszczonych przy WORDie. Jak czesto widujesz "eLke" w centrum miasta?
        • permanentne_7_niebo Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 12:37
          edek40 napisał:

          > > Przecież się jeździ na ekspresówki (4h)

          > Napisane jest, ze 4 godziny poza obszarem zabudowanym na drogach o dopuszczalne
          > j predkosci powyzej 70 km/h. Dzieki temu kursant po egzaminie wyjedzie na autob
          > ahn w Niemczech i wcale nie spowoduje zamieszania.

          > > Podstawowe czynności kontrolno-obsługowe, oraz obsługę mechanizmów sterow
          > ania p
          > > ojazdem też trzeba znać, bo to przydatne (fajnie wiedzieć, jak sprawdzić
          > poziom
          > > oleju w silniku własnego auta)

          > To istotnie ma wielki wplyw na plynnosc manewrow przy zmianie pasa w gestym i s
          > zybkim ruchu.

          > > na biegów. Cofanie też jest niezwykle istotnym i przydatnym manewrem.
          >
          > Tak, takie cofanie to dopiero wyzwanie. Mozna bowiem przytrzec samochod sasiada
          > .

          Ta ironia jest zbędna. Dobrze! Uczmy kursantów tylko tego, o czym mówił autor postu. Na co im umiejętność cofania, czy obsługi własnego pojazdu. Nie ma na to czasu! Z parkowania też zrezygnujmy bo w obliczu zachowania względem TIR-a taki zdruzgotany samochód sąsiada to pikuś.

          > > e. Nikt nie spędza 90% czasu wpatrując się w zatartą ciągłą w okolicach W
          > ORD-u.
          >
          > Tak sadzisz? To skad te tabuny "eLek" dookola WORDow i skad te tabuny szkol jaz
          > dy umieszczonych przy WORDie. Jak czesto widujesz "eLke" w centrum miasta?

          Nie sądzę. Wiem.
          • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 13:29
            > Ta ironia jest zbędna. Dobrze! Uczmy kursantów tylko tego, o czym mówił autor p
            > ostu. Na co im umiejętność cofania, czy obsługi własnego pojazdu. Nie ma na to
            > czasu! Z parkowania też zrezygnujmy bo w obliczu zachowania względem TIR-a taki
            > zdruzgotany samochód sąsiada to pikuś.

            Czyli co, jednak samochod sasiada wazniejszy i jakis zasloniety znak STOP na zadupiastej uliczce kolo WORDu? TIR to pikus, jesli potrafi sie cofac, robic gorke, sprawdzic olej czy nawet parkowac rownolegle.

            > Nie sądzę. Wiem.

            Stoi to w dosc jawnej sprzecznosci z moimi obserwacjami.
            • permanentne_7_niebo Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 13:55
              edek40 napisał:

              > > Ta ironia jest zbędna. Dobrze! Uczmy kursantów tylko tego, o czym mówił a
              > utor p
              > > ostu. Na co im umiejętność cofania, czy obsługi własnego pojazdu. Nie ma
              > na to
              > > czasu! Z parkowania też zrezygnujmy bo w obliczu zachowania względem TIR-
              > a taki
              > > zdruzgotany samochód sąsiada to pikuś.
              >
              > Czyli co, jednak samochod sasiada wazniejszy i jakis zasloniety znak STO
              > P na zadupiastej uliczce kolo WORDu? TIR to pikus, jesli potrafi sie cofac, rob
              > ic gorke, sprawdzic olej czy nawet parkowac rownolegle.

              Ważniejszy? Nie. Jak już pisałam bezpieczeństwo i życie to sprawy najważniejsze, każdy przyszły kierowca winien być uczony obserwacji drogi i przewidywania rzeczywistych lub potencjalnych zagrożeń, a także skutecznego reagowania w przypadku powstania rzeczywistego zagrożenia. Ważniejszy nie. Tak samo ważny.
              Ale to są elementarne podstawy zachowania na drodze. Nie wyobrażam sobie wypuszczenia na drogę kierowcy, który tych elementów nie opanował! Jest to tak samo ważny, niezbędny i konieczny element szkolenia, jak uświadamianie przyszłym kierowcom zagrożeń mogących powstać w ruchu drogowym.
              Wiele 'kwestii' uczymy się w praktyce. To tak, jak z pracą, mogę być obkuta ze swoich obowiązków, ale i tak rzeczywista znajomość ich zakresu wychodzi w praniu, podczas pracy. Kierowcy muszą zdobyć doświadczenie, instruktorzy nie przekażą im każdej możliwej sytuacji drogowej mogącej im przytrafić się w ciągu całego życia, a jedynie szereg zasad, które należy do danej sytuacji zastosować. Nie rozumiem, jak można być użytkownikiem drogi i nie wiedzieć, że bezpieczeństwo jest ważniejsze od zasad pierwszeństwa. Że drogę należy obserwować, przewidywać i reagować. To przecież podstawowe elementy prowadzenia pojazdu.

              > > Nie sądzę. Wiem.
              >
              > Stoi to w dosc jawnej sprzecznosci z moimi obserwacjami.

              Za wszystkie ośrodki w całym kraju się nie wypowiem. Wypowiem się za 60 ludzi, których znam i wiem, że nie klepią tras i jeżdżą po całym mieście, a także poza obszar, nie tylko dlatego, że Twoje stwierdzenie stoi w sprzeczności z komunikatami werbalnymi, jakie otrzymuję. W moim pięknym szlachetnym żywocie był okres, w którym miałam na piśmie każdy kilometr i każde wyłączenie zapłony 15 samochodów osobowych z L na dachu. Te długie miesiące ślipienia w trasy, nazwy ulic etc utwierdziły mnie w przekonaniu, że są ludzie, którzy realizują program, a nie klepią trasy. Mówiąc tak, bazuję na własnym doświadczeniu.
              • permanentne_7_niebo Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 14:07
                No ale taka była odgórna polityka, fakt - uczymy jeździć. Polityki i limitu kilometrów nie przeskoczysz.
                O ustawie o szkoleniu kierowców można by książkę napisać i każdy jeden powprowadzałby w niej zmiany.
                Sama też kurs robiłam i jeździłam po całym mieście, nie po samych trasach, jeździłam poza obszarem, jeździłam w nocy. Nauczyłam się też i cofania i parkowania i obsługi pojazdu. Po 'warszawsku' uczyłam się jeździć sama, ale miałam podstawy, by zweryfikować zachowania kursanckie i zderzyć je z realiami.
              • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 14:18
                > Ale to są elementarne podstawy zachowania na drodze. Nie wyobrażam sobie wypusz
                > czenia na drogę kierowcy, który tych elementów nie opanował! Jest to tak samo w
                > ażny, niezbędny i konieczny element szkolenia, jak uświadamianie przyszłym kier
                > owcom zagrożeń mogących powstać w ruchu drogowym.

                Ja jednak koncentrowalbym sie na bezpiecznym wyjezdzaniu z miejsca parkingowego niz na bezpiecznym zajmowaniu tegoz miejsca. Moim skromny zdaniem bowiem mozna zaparkowac krzywo. Nie mozna zas wyjechac prosto pod nadjezdzajace auto...
                • permanentne_7_niebo Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 16:09
                  edek40 napisał:

                  > Ja jednak koncentrowalbym sie na bezpiecznym wyjezdzaniu z miejsca parkingowego
                  > niz na bezpiecznym zajmowaniu tegoz miejsca. Moim skromny zdaniem bowiem mozna
                  > zaparkowac krzywo. Nie mozna zas wyjechac prosto pod nadjezdzaja
                  > ce auto...

                  Haha, dobre!
                  I w tym punkcie zgadzam się w 100%. Z tych 2 rzeczy ważniejszy jest bezpieczny wyjazd, niż prosty wjazd ;) Nie mniej - jest to wałkowane na kursie, przynajmniej w szanujących się szkołach jazdy.
                  To prawda, należałoby kłaść NACISK na takie elementy. Jednak system egzaminowania w Polsce jest taki, a nie inny. Jeśli kursant chce zdobywać doświadczenie za kółkiem, musi najpierw ten egzamin zdać. A żeby go zdać musi nie tylko bezpiecznie wyjechać, ale i prosto zaparkować.
                  • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 16:12
                    > To prawda, należałoby kłaść NACISK na takie elementy. Jednak system egzaminowan
                    > ia w Polsce jest taki, a nie inny. Jeśli kursant chce zdobywać doświadczenie za
                    > kółkiem, musi najpierw ten egzamin zdać. A żeby go zdać musi nie tylko bezpiec
                    > znie wyjechać, ale i prosto zaparkować.

                    I to przypomina stary dowcip, jak to tatus kupil synkowi gitare, a struny to mu kupi, gdy gowniarz nauczy sie grac. Jednak na drogach jest o o wiele mniej zabawne...
                    • permanentne_7_niebo Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 17:48
                      Nie, no właśnie nie. Trzeba kłaść nacisk na elementy, o których wspominasz i kładzie się. Jednak nie należy też całkowicie pomijać innych elementów.
                      • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 22.12.10, 13:35
                        > Nie, no właśnie nie. Trzeba kłaść nacisk na elementy, o których wspominasz i kł
                        > adzie się. Jednak nie należy też całkowicie pomijać innych elementów.

                        No coz, z rozmowy z moimi sasiadkami wyniklo jasno, ze ich instruktorzy "zapominali" o pewnych kwiatkach (zadna na przyklad nie zaliczyla Trasy Torunskiej, bo jest zakorkowana). W obu jednak przypadkach (a robily kurs w sporym odstepie czasu i mialy kilku instruktorow) duzy nacisk polozono na zasloniety znak STOP w poblizu WORDu...
    • skandy5 Po pierwsze uczylbym jezdzic, wiec kursanci oblewa 21.12.10, 12:30
      "Po pierwsze uczylbym jezdzic, wiec kursanci oblewaliby na placyku"

      I słusznie, że oblewaliby. Niestety, kiedyś taka "nieoblana" podczas parkowania uderzyła mnie w błotnik. To był nowy samochód.

      "Po drugie minimalny czas kursu to moim zdaniem o wiele za malo."

      Moim zdaniem starczy. Jeśli ktoś zdać egzaminu nie może, powinien sobie wziąć jazdy dodatkowe i tyle.
      • edek40 Re: Po pierwsze uczylbym jezdzic, wiec kursanci o 21.12.10, 13:31
        > I słusznie, że oblewaliby. Niestety, kiedyś taka "nieoblana" podczas parkowan
        > ia uderzyła mnie w błotnik. To był nowy samochód.

        Ile osob zginelo?
        • skandy5 Re: Po pierwsze uczylbym jezdzic, wiec kursanci o 21.12.10, 14:18

          Nooo... tak, nikt nie zginął.

          Nie ma sprawy
          • edek40 Re: Po pierwsze uczylbym jezdzic, wiec kursanci o 21.12.10, 14:19
            > Nie ma sprawy

            Jak ma sie problem z pogieta blacha do problemu pogietej blachy i smierci na drodze?
            • skandy5 Re: Po pierwsze uczylbym jezdzic, wiec kursanci o 21.12.10, 14:36

              No przecież mówię, że nie ma sprawy.

              Jak ci ktoś podczas manewrów parkingowych skasuje bok auta to jest OK. Przecież nikt nie jest nawet ranny.
              • edek40 Re: Po pierwsze uczylbym jezdzic, wiec kursanci o 21.12.10, 14:40
                > Jak ci ktoś podczas manewrów parkingowych skasuje bok auta to jest OK. Przecie
                > ż nikt nie jest nawet ranny.

                Nie bedzie OK, jesli nie zostawi na siebie namiarow.

                Jednak z dwojga zlego wole niedouczonego w manewrach parkingowych niz w manewrach na przyklad wyprzedzania.
    • grzeg1968 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 14:43
      Edku, moim zdaniem właśnie mógłbyś być instruktorem i takich instruktorów brakuje. Niestety na kursach nie uczą bardzo ważnych rzeczy,np. nie uświadamiają przyszłych kierowców jak ważne jest hamowanie slinikiem w konkretnych sytyuacjach i wiele innych.
      • edek40 Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 15:00
        > Edku, moim zdaniem właśnie mógłbyś być instruktorem i takich instruktorów brak
        > uje. Niestety na kursach nie uczą bardzo ważnych rzeczy,np. nie uświadamiają pr
        > zyszłych kierowców jak ważne jest hamowanie slinikiem w konkretnych sytyuacjach
        > i wiele innych.

        Zdechlbym z glodu. Nie znam bowiem wszystkich zatartych linni czy zaslonietych znakow kolo WORDu. Jaki tam wiec ze mnie instruktor zdawania egzaminu?
    • fenced_meadow Re: Nie moglbym byc instruktorem jazdy 21.12.10, 16:49
      Hej jestem instruktorem jazdy więc może się wypowiem. Na kursie uczę przede wszystkim jeździć a nie zdać egzamin, bo jak ktoś umie jeździć ze zdaniem nie będzie miał raczej problemu. uczę jeździć na osiedlach i na drogach expresowych łącznie ze zmiana pasa, uwrażliwiam też na martwe pole , nie zgodzę się że nauka parkowania nie jest ważna, przy manewrach najbardziej widać czy ktoś ma panowanie nad samochodem, warto poświecić na to kilka godzin i nie zgodzę się że przerysowanie samochodu nie jest ważne jeśli ktoś nie umie poradzić sobie z obserwacją w czasie parkowania co robi się powoli to jak może zapanować nad samochodem przy większej prędkości?
      • skandy5 Zgadzam się 22.12.10, 09:01
        Śmieszy mnie nagonka na manewry parkingowe jako mało istotne bo niegrożące śmiercią lub zranieniem (też nie do końca) Naturalnie, jeśli ktoś nie potrafi zaparkować równolegle, może parkować prostopadle 0,5 km dalej. Musi jednak potrafić zawrócić na wąskiej uliczce przez wjazd tyłem w bramę albo jechać samochodem do tyłu po łuku (tzn. na dłuższym odcinku) gdy nie ma możliwości zawrócenia - to normalne sytuacje drogowe i trudno mi sobie wyobrazić wypuszczenie kogoś na ulicę bez takich umiejętności. Nawet jeśli na drodze ekspresowej nikogo nie zabije.
        • bimota Re: Zgadzam się 22.12.10, 11:55
          Naturalnie, jeśli ktoś nie potrafi z
          > aparkować równolegle, może parkować prostopadle 0,5 km dalej.

          I jak zaparkujesz kolo kogos takiego to naturalnie cie przetrze, tak jak mnie pewna baba, ktora krecila kiera w odwrotna strone... Ale naturalnie nie uciekinie z miejsca zdazenia... ;)
        • edek40 Re: Zgadzam się 22.12.10, 12:01
          > Śmieszy mnie nagonka na manewry parkingowe jako mało istotne bo niegrożące śmi
          > ercią lub zranieniem (też nie do końca) Naturalnie, jeśli ktoś nie potrafi z
          > aparkować równolegle, może parkować prostopadle 0,5 km dalej.

          Zgadza sie. Nie mozna jednak tego powiedziec w sytuacji, gdy taki nieumiejacy wyjezdza na droge o wielkim ruchu i dozwolonej duzej predkosci.
          • grzeg1968 Re: Zgadzam się 22.12.10, 14:02
            Nie kwestionuję wagi manewrów parkingowych. Uważam tylko, że wiele istotnych informacji, które powinni znać potencjalni przyszli kierowcy, jest pomijanych przez instruktorów jazdy> Przykład podałem już wcześniej-hamowanie silnikiem
            • staszek585 Znowu do Edka 25.12.10, 12:26
              I śmieszne i straszne jest to, że ktoś wypowiada się bez wiedzy.
              Tak jak kierowca dowolnego pojazdu może zmienić pas ruchu tylko z zachowaniem szczególnej ostrożności oraz ustąpienia pierwszeństwa, tak warto wiedzieć czego to się kursant powinien nauczyć na kursie. I wtedy można się wypowiadać, ale na temat jakości szkolenia, czy też tego czego oczekują szkolący się.
              Trochę długie, ale i zakres wiedzy i umiejętności jest duży. Wyrwanie z tego parkowania, albo np. hamowania tylko burzy obraz całości.
              Proponuję przeczytać:
              Rozporządzenie w sprawie szkolenia i egzaminowania:
              "§ 2. 1. Absolwent kursu powinien posiadać wiadomości, umiejętności i zachowania umożliwiające bezpieczne kierowanie pojazdem, w tym co najmniej:
              1) dawać dowód znajomości i dobrego zrozumienia:
              a) zachowania ostrożności i właściwej postawy w stosunku do innych uczestników ruchu drogowego;
              b) zasad zachowania bezpiecznych odległości pomiędzy pojazdami, przy uwzględnieniu jazdy w różnych warunkach atmosferycznych, porach dnia i nocy i po różnych nawierzchniach jezdni;
              c) wpływu na funkcje percepcyjne, podejmowane decyzje, czas reakcji lub zmianę zachowania kierującego pojazdem m.in.:
              – alkoholu lub innego podobnie działającego środka,
              – wahań stanu emocjonalnego,
              – zmęczenia;
              d) zagrożeń związanych z niedoświadczeniem innych uczestników ruchu drogowego, najbardziej podatnych na ryzyko, takich osób jak: dzieci, piesi, rowerzyści lub osoby o ograniczonej swobodzie ruchu;
              e) zagrożeń związanych z ruchem drogowym i prowadzeniem różnego rodzaju pojazdów w różnorodnych warunkach widoczności;
              f) zasad korzystania z wyposażenia pojazdu związanego z zapewnieniem bezpieczeństwa jazdy;
              g) zasad użytkowania pojazdu, przewozu osób i ładunków, z uwzględnieniem ochrony środowiska;
              h) zasad ruchu drogowego, w szczególności odnoszących się do ograniczeń prędkości, pierwszeństwa przejazdu, znaków i sygnałów oraz dokumentów uprawniających do kierowania i używania pojazdu;
              i) zasad postępowania w razie uczestnictwa w wypadku drogowym oraz zasad udzielania pierwszej pomocy ofiarom wypadku;
              j) rodzajów dróg i zagrożeń związanych ze stanem ich nawierzchni;
              k) zadań i kryteriów oceny obowiązujących na egzaminie państwowym;
              2) posiadać umiejętności i zachowania w zakresie:
              a) przygotowania się do jazdy i sprawdzenia stanu technicznego podstawowych elementów pojazdu odpowiedzialnych bezpośrednio za bezpieczeństwo jazdy;
              b) sprzęgania i rozprzęgania pojazdu z przyczepą lub naczepą w zakresie - kat. B+E, C+E, C1+E, D+E, D1+E, T prawa jazdy;
              c) posługiwania się urządzeniami sterowania pojazdem podczas jazdy i parkowania;
              d) włączania się do ruchu, zajmowania właściwej pozycji na drodze, respektowania praw innych uczestników ruchu oraz porozumiewania się z nimi przy użyciu dopuszczalnych środków;
              e) bezpiecznego wykonywania wszelkich manewrów występujących w różnych sytuacjach drogowych;
              f) obserwowania drogi i przewidywania rzeczywistych lub potencjalnych zagrożeń;
              g) skutecznego reagowania w przypadku powstania rzeczywistego zagrożenia, w tym hamowania awaryjnego;
              h) jazdy z prędkością nieutrudniającą ruchu i dostosowaną do warunków ruchu;
              i) jazdy z zachowaniem obowiązujących przepisów ruchu drogowego;
              j) zachowania środków ostrożności przy wysiadaniu z pojazdu;
              k) wykonywania podstawowych czynności kontrolno-obsługowych tych mechanizmów i urządzeń pojazdu, które mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo jazdy;
              l) podejmowania działań w zakresie udzielenia przedlekarskiej pomocy ofiarom wypadków drogowych.
              2. Absolwent kursu powinien ponadto posiadać wiedzę na temat:
              1) w zakresie kategorii A i A1 prawa jazdy:
              a) wykorzystywania środków ochronnych (kask, rękawice, ubranie);
              b) widoczności kierujących motocyklami przez innych użytkowników dróg;
              c) czynników ryzyka związanych ze śliskimi elementami dróg (studzienki, szyny tramwajowe);
              2) w zakresie kategorii C, C+E, C1, C1+E, D, D+E, D1, D1+E prawa jazdy:
              a) przepisów regulujących czas pracy i odpoczynku kierowców (umiejętność korzystania z tachografu);
              b) zasad odnoszących się do rodzaju wykonywanego transportu: osób lub towarów oraz dokumentów wymaganych w krajowym i międzynarodowym przewozie osób i towarów;
              c) środków ostrożności podejmowanych w przypadku awarii pojazdu;
              d) planowania tras przejazdu, czytania map drogowych;
              e) warunków bezpieczeństwa związanych z załadunkiem, rozmieszczeniem i zamocowaniem ładunku: dotyczy kategorii C, C+E, C1, C1+E prawa jazdy;
              f) odpowiedzialności i obowiązków kierowcy wobec przewożonych osób: dotyczy kategorii D, D+E, D1, D1+E prawa jazdy;
              g) ogólnych zasad budowy, eksploatacji i utrzymania podstawowych układów jezdnych pojazdu."
              PS:
              Pozdrawiam. Również z tych co mylą konieczność o obowiązek obserwacji z przejrzystością blachy. I to lakierowanej z obu stron.
              • edek40 Re: Znowu do Edka 25.12.10, 16:21
                > I śmieszne i straszne jest to, że ktoś wypowiada się bez wiedzy.

                Czym rozni sie ksiazka z przepisami i paragrafami od zycia chyba jakis Ci mocno umyka. Twoje wypowiedzi koncentruja sie na tym co powiadaja przepisy, oraz na tym ze ktos powinien itp. A zycie swoje. I tak kursant po kursie jest d... walowa, a kierowca TIRa nadal nie widzi przez blache prawych drzwi, choc przepisy mowia co innego.
                • staszek585 Re: Znowu do Edka. I znowu... 26.12.10, 14:03
                  Jeżeli komuś myli się teoria z praktyką to chyba Tobie. Niestety, nie tylko Tobie.
                  Bo oczywistością jest, że przez blachę nie widać. I oczywistością jest, że zmieniając pas ruchu, a dokładnie ZAMIERZAJĄC to zrobić, MUSZĘ wiedzieć jaka sytuacja jest na pasie obok.
                  Nie mogę ŻĄDAĆ, aby inni uciekali, bo ja jadę. Bo przecież kabinę samochodu mam wykonaną z blachy, a przez nią nie widać.
                  Z prawdziwych przesłanek wyciągasz błędne wnioski.
                  Podobnie ze szkoleniem. Piszesz, że nie mógłbyś być instruktorem, bo instruktorzy dużo rzeczy nie uczą. Zacytowałem Ci przepisy, które podają czego instruktor powinien nauczyć. Też Ci nie pasuje. No to czego właściwie oczekujesz ?
                  Natomiast prawdą jest, że jest kiepska jakość szkolenia. Kiepskie jest przestrzeganie przepisów, ale i zdrowego rozsądku też brakuje. Dlaczego ? To jest pytanie.
                  PS:
                  Natomiast nikt Ci nie zabrania szkolić solidnie i dobrze. Naprawdę. Powodzenia.
                  Również przyszłego kierowcę TIR-a trzeba nauczyć , jak upewnić się o tym co się dzieje obok. Bo przez blachę nie widać. To wie dziecko. Ale dzieciom nie pozwala się prowadzić TIR-ów. Chyba jest ku temu jakiś powód ?
                  Szkoda, że nastała moda na dziecinne tłumaczenia.
                  • edek40 Re: Znowu do Edka. I znowu... 26.12.10, 20:41
                    > zmieniając pas ruchu, a dokładnie ZAMIERZAJĄC to zrobić, MUSZĘ wiedzieć jaka s
                    > ytuacja jest na pasie obok.

                    W punktach napisz mi jak kierowca ciezarowki moze sie upewnic, ze nikt nie jedzie w jego martwym polu? Dodam, ze mamy sytuacje wcale nie tak rzadka, polegajaca na tym, ze od dluzszego czasu osobowy jedzie idealnie w martwym punkcie. Jakiz metod moze uzyc kierowca ciezarowki (jesli jest swietnie wyszkolony i zna przepisy, co kluczowe), aby dostrzec niewidocznego? A moze, w mysl przepisow nie wolno mu zmieniac pasa, gdy nie jest pewny swego? Super. Juz widze TIRa, stosujacego sie do tego przepisu. Zatrzymuje sie taki na srodkowym pasie, przesiada sie na prawy fotel i patrzy. Upsss. Gdy wsiadl na lewy wlasnie ktos wjechal mu w matrwy punkt. Ale gosc zna przepisy i skoro przesiadl sie na lewy w ogole nie rusza. Po kilku "oscylacjach" zatrzymuje auto na dobre i czeka, az w lusterku nie bedzie nikogo widac. Wtedy wysiada i patrzy czy z tylu nie czai sie jakis znajacy przepisy i swoje prawa staszek585. Gdy go nie ma, jeszcze raz patrzy czy w zasiegu wzroku nie ma aut i wreszcie zmienia pas (zapewne kolo 2 w nocy). A moze jest jakas inna 100% metoda, ktora nie wpadla mi do glowy?

                    > zy dużo rzeczy nie uczą. Zacytowałem Ci przepisy, które podają czego instruktor
                    > powinien nauczyć. Też Ci nie pasuje.

                    Mi zasadniczo wszystkie przepisy bardzo sie podobaja. Do palenia nimi w piecu. Ja nie moglbym byc instruktorem jazdy, poniewaz stosowalbym sie do przepisow, a egzaminator w krotkich zolnierskich slowach udowadnialby jak gleboko w d... ma przepisy. Jak myslisz czemu kolo WORDow jest taki wysyp eLek? Przeciez tu wlasnie instruktorzy zamiast jazdy, ucza zdania egzaminu, sprowadzjacego sie w praktyce do wykucia na blache wszystkich potencjalnych pulapek, na ktorych "wykorzystanie" nastawieni sa egzaminatorzy. Moja sasiadka pokazala mi zasloniety znak STOP. Egzaminatorzy egzaminuja tu szcegolnie chetnie. Nie dziwi Cie, czemu nie zglaszaja, ze znak jest zle widoczny, tylko egzaminuja ze spostrzegawczosci czy wykucia na blache terenu? I masz swoje przepisy, praktyke egzaminacyjna i trzymanie sie litery przepisow przez naiwnego instruktora.
                    • staszek585 Re: Znowu do Edka. I znowu... 26.12.10, 21:50
                      Edku, z pierwszym Twoim problemem nie sposób dyskutować. Kierowca ma jedynie przyjąć do wiadomości (i stosowania), że MUSI mieć pewność. I bez takiej pewności nie wolno mu zmieniać pasa ruchu. I wszystko na ten temat.
                      Nikt nie mówi, że to łatwe :-)
                      Oczywiście zawsze obowiązuje zasada: "Nie bądź głupi, nie daj się zabić". To do "tych innych". Może być wyrażona zapisem:
                      "Art. 4. Uczestnik ruchu i inna osoba znajdująca się na drodze mają prawo liczyć, że inni uczestnicy tego ruchu przestrzegają przepisów ruchu drogowego, chyba że okoliczności wskazują na możliwość odmiennego ich zachowania."
                      Natomiast w drugim trochę się z Tobą zgodzę. Ale tylko trochę.
                      Czyli:
                      Chyba oczywistością jest w naszej rzeczywistości, że oznakowanie czy szerzej pisząc, organizacja ruchu na drogach jest miejscami kiepska. Dziwi mnie, dlaczego odpowiedzialne za to służby nie korzystają z gotowych , sprawdzonych opracowań. Np. wystarczy sprawdzić, gdzie często kończy się egzamin i zastanowić się czy i co można zmienić właśnie w oznakowaniu. Pomoże może zdającym, ale głównie ułatwi życie nam, zwykłym kierowcom.
                      Takie trudne ? W dodatku to my ich opłacamy .
                      Z drugiej strony opowiastki o egzaminach i problemach na nich należy traktować z pewną dozą nieufności. I krytycyzmu. Ale to inny temat i pewnie mi nie uwierzysz. Więc po co pisać oczywistości ?
                      PS:
                      Przecież i tak wiesz swoje, nie ?
                      • edek40 Re: Znowu do Edka. I znowu... 26.12.10, 22:31
                        > Nikt nie mówi, że to łatwe :-)

                        Miedzy latwe, trudne, a w praktyce nie do wykonania jest spora roznica.
            • bimota Re: Zgadzam się 25.12.10, 12:46
              Coz takiego waznego jest w hamowaniu silnikiem ?
              • madzioreck Re: Zgadzam się 25.12.10, 19:21
                bimota napisał:

                > Coz takiego waznego jest w hamowaniu silnikiem ?

                Nic takiego, najwyraxniej. Efekty widać zimą, gwiazdy tańczą na lodzie.
                • edek40 Re: Zgadzam się 25.12.10, 19:53
                  > Nic takiego, najwyraxniej. Efekty widać zimą, gwiazdy tańczą na lodzie.

                  Smiala koncepcja. Napisz mi jak mam sobie radzic, gdy wprawdzie wiem do czego sluzy hamowanie silnikiem, ale nie moge tego robic? Znaczy moge, ale takie proby to dopiero taniec na lodzie. Otoz samochody z automatem nie hamuja silnikiem. Mozna to zrobic wymuszajac shifterem nizsze przelozenie. Skrzynia zrzuca bieg czy dwa i... tu nie ma sprzegla, aby lagodnie ten bieg zalaczyc. Wprawdzie automat nie szarpnie, ale na lodzie taka automatyczna zmiana bedzie zapewne zbyt gwaltowna, choc plyna i na pewno skonczy sie poslizgiem. Pozostaje wiec wyczucie przy hamowaniu.
                  • bimota Re: Zgadzam się 25.12.10, 23:51
                    To co ? Jak sie puszcza gaz do jednoczesnie "wchodzi" sprzeglo ?

                    A Madzi trzeba pogratulowac umiejetnosci jazdy bez hamulcow. :)
                    • madzioreck Re: Zgadzam się 07.01.11, 17:25
                      No teraz to mi pojechaliście :) To znaczy że co, albo hamujemy tylko hamulcami, albo tylko silnikiem? I że hamowanie silnikiem jest całkowicie nieistotne na ślizgawicy...? Bo nie do końca rozumiem, szczerze mówiac, nie wykluczam też, że niedokładnie coś doczytałam
                      • bimota Re: Zgadzam się 07.01.11, 20:57
                        Moze cwicz zamiast czytac... Hamuje sie obojetnie jak, byle skutecznie. :)
                        • madzioreck Re: Zgadzam się 07.01.11, 22:09
                          > Moze cwicz zamiast czytac...

                          Dziekuję, wprawiam się, nie zaliczam poślizgów.

                          > Hamuje sie obojetnie jak, byle skutecznie. :)

                          No może, ale pierwszy raz spotykam się z opinią, że hamowanie silnikeim nie ma znaczenia, ale ja pewnie niedouczona jestem ;)
                          • bimota Re: Zgadzam się 08.01.11, 19:37
                            Ja niedawno zaliczylem kilka piruetow i wyladowalem w zaspie. Ale nie pamietam czy hamowalem silnikiem, pewnie tak, a moze nalezalo lekko przygazowac... :)
                            • madzioreck Re: Zgadzam się 08.01.11, 19:53
                              Bimota, ja się nie chcę kłócić, ale chyba się nie rozumiemy, aj anie chcę znów wyjsć na głupka i upierać się, jesli nie mam racji: czy ja dobrze rozumiem, że hamowanie silnikiem jest w ogóle nieistotne i nieskuteczne i nie ma sensu tego stosować?
                              Bo że hamować przydałoby się skutecznie, to już wiem ;)
                              • edek40 Re: Zgadzam się 08.01.11, 21:57
                                > Bimota, ja się nie chcę kłócić, ale chyba się nie rozumiemy, aj anie chcę znów
                                > wyjsć na głupka i upierać się, jesli nie mam racji: czy ja dobrze rozumiem, że
                                > hamowanie silnikiem jest w ogóle nieistotne i nieskuteczne i nie ma sensu tego
                                > stosować?

                                Ma sens. Moze byc rowniez przyczyna poslizgu, gdy zbyt gwaltownie puscisz sprzeglo.

                                Nie jest to zadne panaceum na jazde po sliskim i o tym mowimy. Moje samochody z automatyczna skrzynia biegow w ogole nie hamuja silnikiem i jakos jezdze bez problemow.
                                • madzioreck Re: Zgadzam się 08.01.11, 23:00
                                  OK, dzięki, chłopaki, za wyjaśnienie. No mnie tak zawsze tłuczono do głowy, że na śliskim hamowanie jest ważne, ze szczerze mówiąc nie pomyślałam w tej kwestii samodzielnie (nie komentować ;P) Jak znów dobrze sypnie to pojadę w odpowienie do tego miejsce i sobie popróbuję tego i owego...
                                  • madzioreck Re: Zgadzam się 09.01.11, 16:49
                                    tłuczono do głowy, że
                                    > na śliskim hamowanie jest ważne

                                    hamowanie na śliskim _silnikiem_ oczywiście mialam na myśli.
                              • bimota Re: Zgadzam się 08.01.11, 22:20
                                Jest to poprostu dodatkowy hamulec kol "napedzanych". MA snes glownie taki, ze oszczedza hamulce glowne i paliwo, czasem skrzynie biegow. Tez, oczywiscie, nie jestem Bogiem, byc moze sa czasem sytuacje, w ktorych sie przydaja, a nie przychodza mi teraz do glowy.
                            • kozak-na-koniu Re: Zgadzam się 08.01.11, 19:56
                              Jeśli masz napęd na przednie koła, hamowanie silnikiem na śliskiej drodze, szczególnie pokrytej śnieżnymo - lodowymi muldami, wertepami, na zakręcie itp. może sie okazać niebezpieczne bo gdy przód hamuje, tylne koła mogą utracić przyczepność... W takich warunkach ważniejsze od gazu jest sprzęgło.
                              • bimota Re: Zgadzam się 09.01.11, 17:57
                                No ale chyba predzej utraca przyczepnosc przy hamowaniu hamulcem. JAk silnikiem to predzej przednie...
      • mariner4 Nowi kierowcy powodują niewiele wypadków, 26.12.10, 14:55
        więc nie w tym chyba tkwi problem.
        Problem zaczyna się wtedy, gdy zbyt szybko uwierzą w swoje siły.
        M.
        • misiania Re: Nowi kierowcy powodują niewiele wypadków, 28.12.10, 16:25
          ja tylko upolowałam setkę :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja