edek40
08.12.10, 11:51
I to nie dlatego, ze jestem piratem oraz publicznie przyznaje sie do tego, ze (jak kazdy) w nocy za pozno widze pieszych i nie widze innego rozwiazania poza tym, aby piesi stali sie widoczni.
Chodzi mi o to, ze zapewne nie zarobilbym na chleb. Po pierwsze uczylbym jezdzic, wiec kursanci oblewaliby na placyku. Po drugie minimalny czas kursu to moim zdaniem o wiele za malo. Chocby dlatego, ze choc raz chcialbym kursanta wywiezc na porzadna ekspresowke, a z 1/3 kursu ganialbym po miejskich ulicach wielopasmowych, w tym z podwyzszonym limitem predkosci, gdzie kursant na pewno nie nauczylby sie na pamiec gdzie w okolicy WORDu jest zatarta linia ciagla, na ktora nie wolno wjezdzac, bo egzaminator ma lepszy wzrok i wie, ze ta linia tu jest. Nie wspomne, ze ryzykowalbym zycie kursanta, poniewaz jezdzilbym zapiety, wiec nie siegnalbym do kierownicy, bo podobno jak pas sie zablokuje, to sie nie siega. A chyba najgorsze jest to, ze uczylbym kursanta co to jest predkosc bezpieczna, co nie jest tozsame z utrzymywaniem stale wyznaczonej znakami predkosci maksymalnej.
Skad tak glebokie przemyslenia? Otoz dzis mialem niewatpliwa przyjemnosc podwozic dwie moje mlodociane sasiadki do Warszawy. Na Trasie Torunskiej doszlo do standardowej kolizji TIRa z osobowka. TIR zmienial pas w prawo i natknal sie na niewidoczna osobowke w poblizu swojego prawego kola. Obie panny (prawo jazdy od dwoch lat i od niespelna roku) oswiadczyly, ze boja sie duzych, bo ci jezdza jak ostatnie chamy i zmieniaja pasy, jakby ich zasady pierwszenstwa nie obowiazywaly. Zadalem im pytanie jak czesto w tym wlasnie miejscu widuja takie kolizje. Zgodnie ze stanem faktycznym odpowiedzialy, ze bardzo czesto. Wlaczyl mi sie "stary instruktor" i powiedzialem im to, czego instruktor parkowania na kursie im nie powiedzial. Byly bardzo zaskoczone, ale zrozumialy skad biora sie te kolizje i jak mozna im zaradzic (w skrocie: jak widza prawy kierunek ciezarowki, a jej przednie kolo maja na wysokoci drzwi, to najlepiej podhamowac i puscic duzego)