edek40
09.03.11, 11:53
Nie jest to naturalnie argument za podniesieniem limitu. Czyzby?
Wczoraj bylem nastawiony mocno refleksyjnie do mojej szosy do domu. Pewnie dlatego, ze po raz pierwszy od 8 lat widzialem tu radiowoz. Wprawdzie nie "podejmowal czynnosci", ale byl. No i kolumna samochodow zareagowala w naturalny sposob - zwolnila do 50 km/h. Najpierw wszyscy jechali 60-65 km/h, potem rowniez. Jak codzien. Wyjatkowo rzadko sie zdarza, aby ktos tu przekraczal wyraznie 70 km/h (moze w nocy).
Obszar jest naturalnie zabudowany. Co kilkadziesiat metrow mamy wjazdy drog do posesji, oddalonych o kilkadziesiat metrow od szosy. Korzystaja z nich mieszkancy, ktorych los tak bardzo lezy na sercach znakologow. Prawdopodobnie zasadnicza wiekszosc dwa razy na dobe, a to juz prawie korek. Piesi maja chodnik. Szosa jest oswietlona na calym odcinku. Teraz najwazniejsze - wypadkow brak. Przynajmniej takich, po ktorych pozostaje echo potluczonego szkla czy sorbentu na asfalcie.
O predkosci wypowiadam sie ja, a mozna to rowniez sprawdzac urzadzeniami pomiarowymi. O liczbie wypadkow na danym odcinku moze wypowiedziec sie policja. Jesli istotnie jest ich tak malo, jak sie wydaje, jakie przeszkody stoja przed podniesieniem tu limitu do 70 km/h? Najlepiej z wyegzekwowaniem fotradarami.