W Polsce ginie najwięcej pieszych

11.05.11, 10:57
www.tvn24.pl/0,1702593,0,1,w-polsce-ginie-najwiecej-pieszych-najmniej-na-cyprze,wiadomosc.html
Wskaźnik jak wskaźnik. Duży, ale z samej liczby niewiele wynika.
Ciekaw jestem ile przypada na miasta, ile na drogi pozamiejskie - ile na krajowe, ile na wojewódzkie, ile na lokalne. I ciekaw jestem analizy - dlaczego? Bo prosta konkluzja - kierowcy jadą za szybko i nie przepuszczają pieszych to jak dla mnie banał.
    • tymon99 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 11:26
      marek.dumle napisał:

      > prosta konkluzja - kierowcy jadą za szybko i nie przepuszczają pieszych to jak
      > dla mnie banał.

      to wina tuska/kościoła/postkomunistów/kaczyńskiego/tajnych służb/niemców/ziobry/prezydenta żywego/prezydenta martwego/żydów (niepotrzebne skreślić), no bo przecież nasza na pewno nie?
      • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 11:54
        > no bo przecież nasza na pewno nie?

        A piszac "nasza" kogo konkretnie masz na mysli?
        • tymon99 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 12:57
          na tym forum kierowców.
          • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 13:04
            > na tym forum kierowców.

            Czyli podwazasz policyjne statystyki?
            • tymon99 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 13:51
              jeśli tak mówisz, to pewnie podważam. a w której części i w jakim zakresie?
              • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 14:00
                > jeśli tak mówisz, to pewnie podważam. a w której części i w jakim zakresie?

                Za polowe wypadkow z udzialem pieszych policja obwinia pieszych. Dlatego prosilem o uscislenie. W polowie wypadkow smiertelnych (bo o nich mowa) kierowca zdaniem policji nie naruszyl przepisow. Druga polowa to rowniez duzo. Wiem mniej wiecej co nalezy robic, aby kierowcy w mniejszej liczbie powodowali wypadki z udzialem pieszych. Nie wiem zas co moga zrobic kierowcy, aby nie byc ofiarami wypadkow, ktorych sprawcami sa piesi.
                • tymon99 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 17:02
                  mamy dwóch świadków, z czego jeden martwy, a drugi stronniczy. wierzymy stronniczemu, bo martwego nie możemy przesłuchać. i wszystko jest ok, tylko tymon się czepia..
                  • klemens1 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 09:46
                    Tak, bystrzaku - policja pyta kierowcę czy aktualny denat wlazł mu pod koła. Kierowca odpowiada - "oczywiście". Policja ustala "to wina pieszego". Tak na pewno wyglądają procedury policyjne.
                    Mój znajomy miał taką sytuację (ale z motocyklistą) i wiem co przeszedł zanim orzeczono że jest niewinny. Więc nie odzywaj się jeżeli nie masz pojęcia o czym piszesz.
                    • tymon99 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 10:27
                      a, twój znajomy miał..
                      to rzeczywiście czyni cię nielichym ekspertem. na tyle nielichym, że zwalnia cię to z uprzejmości.
                      • klemens1 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 19:58
                        > a, twój znajomy miał..
                        > to rzeczywiście czyni cię nielichym ekspertem

                        Lepszym od ciebie, który wymyślasz jakieś niestworzone durnoty i opisujesz je na publicznym forum.
                        • tymon99 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 21:12
                          może meliski się napijesz?
                          • klemens1 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 15.05.11, 11:34
                            > może meliski się napijesz?

                            To raczej nie spowoduje że przestaniesz rozpowiadać głupoty o rzeczach o których nie masz najmniejszego pojęcia.
                            • tymon99 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 15.05.11, 21:40
                              napij się meliski. lepiej się poczujesz.
                              • klemens1 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 12:54
                                Nie odzywaj się na temat kwestii o których nie masz najmniejszego pojęcia, wszyscy lepiej się poczują.
                                • jureek Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 13:00
                                  klemens1 napisał:

                                  > Nie odzywaj się na temat kwestii o których nie masz najmniejszego pojęcia, wszy
                                  > scy lepiej się poczują.

                                  A Ty nie wypowiadaj się za wszystkich, bo ja np. Cię do tego nie upoważniłem.
                                  Jura
                                  • klemens1 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 18.05.11, 12:32
                                    > > Nie odzywaj się na temat kwestii o których nie masz najmniejszego pojęcia
                                    > , wszy
                                    > > scy lepiej się poczują.
                                    >
                                    > A Ty nie wypowiadaj się za wszystkich, bo ja np. Cię do tego nie upoważniłem.

                                    Faktycznie, niektórzy lubią słuchać głupot - i nie chodzi tu o telenowele gdzie wiadomo że wszystko jest zmyślone.
                                    Myślę że ci co przeczytali to co napisałem, wzięli to pod uwagę i w żadnym przypadku nie zakwalifikowali cię do grupy o której pisałem, mimo że użyłem słowa "wszyscy".
                                • tymon99 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 14:35
                                  ależ mam pojęcie na temat meliski. oczywiście, meliska nie rozwiąże twojego problemu, ale złagodzi objawy.
                                  • klemens1 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 18.05.11, 12:34
                                    > ależ mam pojęcie na temat meliski. oczywiście, meliska nie rozwiąże twojego pro
                                    > blemu, ale złagodzi objawy.

                                    Objawem jest to że pierniczysz głupoty na temat o którym nie masz najmniejszego pojęcia. Meliska tu nikomu nie pomoże - odpowiednią kurację dla siebie przedstawiłeś w wątku gdzie jest mowa o motocyklistach.
                    • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 10:28
                      > Więc nie odzywaj się jeżeli nie masz pojęcia o czym piszesz.

                      Akurat on ma na wszystko gotowe odpowiedzi i zadnych powazniejszych watpliwosci.
                      • tymon99 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 18:39
                        akurat właśnie się jedną z wątpliwości podzieliłem, więc jako ten poseł filip trochę się przedstawiasz.
                    • bimota Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 11:04
                      Motocyklem przejedzal po przejsciu ? :)
                      • tymon99 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 18:43
                        nie, szedł pieszo, ale był motocyklistą. czyli dobrze mu tak.
                      • klemens1 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 19:59
                        > Motocyklem przejedzal po przejsciu ? :)

                        Wyjechał z podporządkowanej. Gdyby to był pieszy na przejściu, na pewno kierowcę uznaliby od razu niewinnym. Kolejny bystrzak - załóżcie klubik.
                        • bimota Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 13.05.11, 10:53
                          Staralem doszukac sie zwiazku z tematem... :)
                          • klemens1 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 15.05.11, 11:36
                            Czyli w przypadku śmiertelnego potrącenia pieszego kierowcę traktuje się dużo łagodniej niż w przypadku motocyklistów.
                            Tylko taka bezsensowne hipoteza jest w stanie wytłumaczyć twoje "doszukiwanie się związku". Brak tej hipotezy i "doszukiwanie się" świadczy jeszcze gorzej o tobie.
                            • bimota Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 00:48
                              Juz sie niczego nie doszukuje. Ni chce mi sie szyfrowac twego belkotu...
                              • klemens1 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 12:55
                                Chyba "deszyfrować". Poza tym to że nie rozumiesz prostych zdań nie świadczy o tym że są one bełkotem, lecz o tym że jesteś zwyczajnie tępy.
                    • tymon99 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 07.07.11, 11:30
                      klemens1 napisał:

                      > Tak, bystrzaku - policja pyta kierowcę czy aktualny denat wlazł mu pod koła. Ki
                      > erowca odpowiada - "oczywiście". Policja ustala "to wina pieszego". Tak na pewn
                      > o wyglądają procedury policyjne.

                      no to teraz - prawda o pracy policji drogowej w tym zakresie. sytuacja - czołówka na skrzyżowaniu, nad ranem, nie ma zabitych, 1 pasażer z ciężkim urazem. policja na dzień dobry stwierdziła winę jednego z kierowców, został oskarżony. celem ustalenia, czy rzeczywiście on jest winien, sąd powołał biegłego. poniższe cytaty pochodzą z jego opinii leżącej przede mną na stole:

                      "szkic miejsca wypadku sporządzony nieprawidłowo - nie uwzględnia wszystkich elementów zdarzenia."
                      "brak wymiarów przedmiotowego odcinka drogi (w tym krzywizny łuku)."
                      "nie ustalono śladów odłamków szkła i plastiku."
                      "brak dokładnego położenia powypadkowego obu pojazdów pomimo, że wykonano zdjęcia."
                      "wymienione braki i niedokładności nie pozwalają na rekonstrukcję przebiegu wypadku i formułowanie wniosków, zatem odpowiedzi na pytania sądu. na tym wskazany biegły kończy opinię."

                      czyli będzie uniewinnienie. za to na stronach internetowych policji "winny" był już godzinę po zdarzeniu..
          • przemkkko Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 25.08.11, 09:08
            tymon99 napisał:

            > na tym forum kierowców.
            >

            Zazwyczaj jest to wina kierowców, ale jak już idzie o statystyki to podane liczby tyczą się wypadków śmiertelnych. Myślę, że nie było by ich aż tyle gdyby nie fakt, iż kierowcy którzy mają w obowiązku udzielić pierwszej pomocy przedmedycznej nie wiedzą, bądź się boją do tego zabrać. Najpowszechniejszą formą pomocy poszkodowanemu w takim wypadku staje się wezwanie karetki, tylko że to w przeciągu 3 do 5 minut po wypadku dochodzi do nieodwracalnych zmian w układzie nerwowym, a czasem do zgonu. Żadna karetka nie jest w stanie dotrzeć na miejsce zdarzenia w takim czasie. Jesteśmy tylko my i <a href=http://www.centruratownictwa.com>nasze umiejętności</a> , aby uratować zdrowie, a czasem życie ludzkie.
          • przemkkko Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 25.08.11, 09:18
            Zazwyczaj jest to wina kierowców, ale jak już idzie o statystyki to podane liczby tyczą się wypadków śmiertelnych. Myślę, że nie było by ich aż tyle gdyby nie fakt, iż kierowcy którzy mają w obowiązku udzielić pierwszej pomocy przedmedycznej nie wiedzą, bądź się boją do tego zabrać. Najpowszechniejszą formą pomocy poszkodowanemu w takim wypadku staje się wezwanie karetki, tylko że to w przeciągu 3 do 5 minut po wypadku dochodzi do nieodwracalnych zmian w układzie nerwowym, a czasem do zgonu. Żadna karetka nie jest w stanie dotrzeć na miejsce zdarzenia w takim czasie. Jesteśmy tylko my i <a href=http://www.centruratownictwa.com> nasze umiejętności </a> , aby uratować zdrowie, a czasem życie ludzkie.
      • emes-nju Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 11:55
        tymon99 napisał:

        > to wina (...), no bo przecież nasza na pewno nie?

        Slusznie prawisz - nasza. Czyli pieszych i kierowcow. W duzej tez mierze DEZorganizatorow ruchu - np. nigdzie nie widzialem niesterowanych przejsc dla pieszych przez ruchliwe wielopasmowki.
    • bimota Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 11:42
      A ja jestwem ciekaw jak wypadamy pod wzg. zageszczenia przejsc dla pieszych i jak wygladaly statystyki przed wprowadzeniem pierwszenstwa dla pieszych.
      • marek.dumle Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 14:26
        bimota napisał:

        > A ja jestwem ciekaw jak wypadamy pod wzg. zageszczenia przejsc dla pieszych i j
        > ak wygladaly statystyki przed wprowadzeniem pierwszenstwa dla pieszych.

        No właśnie.
        Wydaje mi się, że u nas za mało jest analizy danych, a za mało polegania na stereotypach.
        Jedno wielkie "Przecież wszyscy wiedzą..."
        • jureek Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 14:57
          marek.dumle napisał:

          > bimota napisał:
          >
          > > A ja jestwem ciekaw jak wypadamy pod wzg. zageszczenia przejsc dla pieszy
          > ch i j
          > > ak wygladaly statystyki przed wprowadzeniem pierwszenstwa dla pieszych.
          >
          > No właśnie.
          > Wydaje mi się, że u nas za mało jest analizy danych, a za mało polegania na ste
          > reotypach.

          No więc poproszę o konkrety. Skoro ktoś pyta o statystyki przed wprowadzeniem pierwszeństwa dla pieszych, to chciałbym wiedzieć, kiedy to pierwszeństwo (tylko w słowach, bo faktycznego pierwszeństwa to pieszy nadal nie ma) wprowadzono.
          Jura
    • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 11:52
      > Wskaźnik jak wskaźnik. Duży, ale z samej liczby niewiele wynika.

      Jak to nie? Wszystkiemu winni kierowcy, a jakze:

      "Podkreśla, że dla pieszych korzystne byłoby spowolnienie ruchu w miastach. - Sytuacja w innych krajach Europy jest lepsza z dwóch prozaicznych powodów. Po pierwsze często dozwolona prędkość jest niższa niż w Polsce. Po drugie inna jest kultura kierowców. Czasem mam wrażenie, że w Polsce samochody zatrzymują się dopiero, kiedy pieszy postawi nogę na jezdni - komentuje Zielińska z ITS".

      Oj, oj. Ale swiatly komentarz, ktory zahacza o kolejne fotoradary, tym razem w miastach. A cieszylem sie przez chwilke, ze tylko internauci maja takie swietne pomysly na wszystko. A tu prosze. Pani z INSTYTUTU.

      Wydaje sie rowniez, ze pani zapomina o tym, ze w Polsce nie ma obowiazku zatrzymywania sie na widok pieszego (slusznie). A jesli chodzi o kulture to w Jakucji bodajze po jedzeniu nalezy solidnie beknac. Bardzo niekulturalnie. Nalezy to napietnowac w prasie i radiu. Nie ma sensu tlumaczyc i "wychowywac". Nalezy potepic.
      • marek.dumle Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 14:30
        > Oj, oj. Ale swiatly komentarz, ktory zahacza o kolejne fotoradary, tym razem w
        > miastach. A cieszylem sie przez chwilke, ze tylko internauci maja takie swietne
        > pomysly na wszystko. A tu prosze. Pani z INSTYTUTU.

        Pani z instytutu pierniczy banały.
        Takie w sam raz dla dziennikarzy.
        Sprawa jest zbyt poważna by zamykać ją komunałami.
        • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 14:34
          > Sprawa jest zbyt poważna by zamykać ją komunałami.

          Ale to jest zawsze najlepsze. Nie wymaga absolutnie zadnych wysilkow czy nakladow. A rentownosc jest podstawa naszego drogownictwa od budowy/remontu, organizacji, po "poprawianie bezpieczenstwa" (a moze z tym czynnikiem na czele, sadzac z wysilkow krzaczkowych naszych niebieskich)
      • shp80 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 13:30
        > Wydaje sie rowniez, ze pani zapomina o tym, ze w Polsce nie ma obowiazku zatrzy
        > mywania sie na widok pieszego (slusznie).

        Słusznie powiadasz? I to pisze ktoś z kraju, w którym jest najwięcej wypadków z udziałem piechoty, mimo, że pieszemu "słusznie" nie można umożliwiać wejścia na przejście.. Czarny humor na całego.. Można byłoby udzielać rad na temat BRD, gdybyśmy w tym przodowali i gdyby nasze rozwiązania, przepisy i metody były skuteczne... A tak, to ogarnia mnie tylko pusty śmiech..
        To tak, jest stwierdzenie, że pada deszcz, kiedy ktoś na Ciebie pluje..
        • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 13:45
          > Słusznie powiadasz? I to pisze ktoś z kraju, w którym jest najwięcej wypadków z
          > udziałem piechoty, mimo, że pieszemu "słusznie" nie można umożliwiać wejścia n
          > a przejście.. Czarny humor na całego..

          Jak konkretnie wyobrazasz sobie wprowadzenie takiego przepisu na naszy dukty samochodowo-rowerowo-piesze czesto o kategorii miedzynarodowej tranzytowki? Dlaczego o to pytam? Otoz dlatego, ze zli kierowcy w Warszawie wybrali sobie jedno przejscie do kulturalnego zachowania. Owocuje to korkami na 20-30 minut. Na dystansie ponizej kilometra.

          To mniej wiecej tak europejskie podejscie, jak za male rondka na szlakach ukochanych przez najwieksze auta. Niewatpliwie poprawiaja bezpiecznestwo. Przez bezruch.
    • erasms25 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 13:34
      Na tym zdjęciu dobranym do ilustracji to ja widzę trzypasmówkę oddzieloną od przystanku solidnymi barierkami dokładnie po to by piesi nie przebiegali jak ten nieszczęśnik za parawanem a szli pięćdziesiąt metrów dalej do pasów z sygnalizacją świetlną.
      • erasms25 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 11.05.11, 13:35
        Nie chcę krakać, ale niedługo Wisłostrada może stać się Uspokojoną Trzydziestką.
    • emes-nju A propos bezpieczenstwa pieszych... 11.05.11, 14:17
      NA RYSUNKU pokazuje niezwykla dbalosc waaadzy o pieszych.

      Bariera dzwiekochlonna zasluguje na zabezpieczenie przy pomocy bariery energochlonnej. Bo bariera jest droga! A pieszy jest tani wiec wystarczy mu oddzielenie od trzypasmowego ruchu o dopuszczalnej predkosci 70 km/h przy pomocy lichutkiego plotka. Plotek jest zapewne po to, zeby jakiemus pieszemu nie wpadlo do glowy wejsc na jezdnie. Bo pieszy moze nie wiedziec, ze mu nie wolno. A kierowca na chodnik nie wjedzie, bo wie, ze to zakazane. A przeciez powszechnie wiadomo, ze jak jest zakaz, to nie ma problemu :/

      Przy tej samej trasie drogofcom udalo sie tez calkiem zaslonic niewysokim nasypem przejscie dla pieszych i sciezke rowerowa. kiedys zrobilem temu zdjecie, ale nie moge go teraz znalesc.
      • edek40 Re: A propos bezpieczenstwa pieszych... 11.05.11, 14:22
        Kwintesencja polityki drogowej. Prawdopodobnie masz slusznosc z ochrona kosztownych ekranow. Wyglada wiec na to, ze za pomoca przepisow w jednym kierunku zakazano wyjezdzania z drogi, a w drugim rowniez zakazano, ale dopuszczono do siebie mysl, ze wypadki jednak sie zdarzaja. A coz znaczy trup wobec ekranu...?
    • edek40 Kluczowa jest oczywiscie kara 11.05.11, 15:02
      Kilka dni temu spieralismy sie o smiertelne potracenie lezacego czlowieka i karze za ten czyn wymierzonej. Dzis dowiadujemy sie o karze, jaka spotkala kierowce, ktory smiertelnie potracil dwie kobiety.

      Nigdzie nie czytalem/nie ogladalem zadnej "agitki" aby jednak oszczedzac zycie pieszym. Rozumiem, ze edukacja jest zbedna. Na kursie mowia, aby nie zabijac i juz. A potem nastepuje kara. Sluszna. Ciekawe jakie maja na ten temat zdanie rodziny ofiar. Czy zastanawiaja sie nad tym czy ktokolwiek mogl zrobic cokolwiek, aby do tragedii tego typu dochodzilo jak na rzadziej? A moze wystarczajaca jest swiadomosc, ze wladza niestety nic, poza ukaraniem, nie moze zrobic...?
      • bimota Re: Kluczowa jest oczywiscie kara 12.05.11, 11:12
        A tez probowal spierdzielic z miejsca wypadku ?

        A co ty robisz ? Walisz demagogie, ze kierowca nie musi sie zatrzymywac by ustapic pierwszenstwa...
        • edek40 Re: Kluczowa jest oczywiscie kara 12.05.11, 13:20
          > A co ty robisz ? Walisz demagogie, ze kierowca nie musi sie zatrzymywac by usta
          > pic pierwszenstwa...

          Tobie tez wystarcza do szczescia to, ze wladza sprawnie radzi sobie ze sprawcami tragedii? Czy to jest dokladnie to, czego nalezy wymagac od wladz? Nie robcie nic, aby wypadkow bylo mniej, a sprawcow sadzajcie na dlugie lata do wiezy? Tak, to strasznie musi poprawiac humor bliskim ofiar.
          • bimota Re: Kluczowa jest oczywiscie kara 12.05.11, 15:09
            Pytaniem na pyt... ? Wiec co, wg ciebie, powinna robic... ?
            • edek40 Re: Kluczowa jest oczywiscie kara 12.05.11, 15:11
              > Pytaniem na pyt... ? Wiec co, wg ciebie, powinna robic... ?

              Wszystko co w jej mocy, aby uswiadomic kierowcom ich obowiazki i ograniczenia oraz wszystko w kierunku uswiadomienia pieszym, ze nie sa niesmiertelni, a fakt "bycia w prawie" nie zwieksza szans na przezycie.
    • oixio główna przyczyna 11.05.11, 16:44
      Za główną przyczynę śmiertelności zwłaszcza na przejściach jest zapis w PoRD o pierwszeństwie pieszego na przejściu.
      Ograniczony pieszy zapomina wtedy o podstawowych prawach natury, o obowiązku zachowania szczególnej ostrożności, o obowiązku zaniechania wchodzenia, obowiązku przyspieszenia kroku dla ratowania w końcu swojej skóry.
      Te podstawowe zachowania istoty żywej są widoczne np u piesków chcących przejść na drugą stronę ulicy - one nie znają ustaw połowicznie ?
      • tymon99 Re: główna przyczyna 11.05.11, 16:51
        idź jeszcze krok dalej: główną przyczyną śmiertelności pieszych na przejściach jest istnienie pieszych i przejść.
        • edek40 Re: główna przyczyna 12.05.11, 10:30
          > idź jeszcze krok dalej: główną przyczyną śmiertelności pieszych na przejściach
          > jest istnienie pieszych i przejść.

          Z punktu widzenia logiki, to zdanie jest prawdziwe.
          • tymon99 Re: główna przyczyna 28.08.11, 13:25
            edek40 napisał:

            > Z punktu widzenia logiki, to zdanie jest prawdziwe.

            jak każde narzędzie, logika również wymaga pewnych kompetencji od użytkownika.
            • przemkkko Re: główna przyczyna 31.08.11, 14:41
              Kompetencji, które można zyskać bynajmniej przez odpowiednie kursy pierwszej pomocy ;-)

    • szaser ginie najwięcej pieszych, wielu na własną prośbę! 12.05.11, 07:22
      Piesi i rowerzyści, po prostu, nie znają i nie przestrzegają podstawowych zasad ruchu drogowego, bo ich tego nikt nie uczył w szkole!
      Permanentne jest chodzenie lewą stroną chodnika i lewą strona przejścia dla pieszych; przy zderzeniu czołowym, ciężkie zdziwienie, że tak nie można chodzić, bo niby dlaczego, jak można.
      • samspade Re: ginie najwięcej pieszych, wielu na własną pro 12.05.11, 07:38
        A czemu nie można chodzić lewą stroną chodnika. I o jakie zderzenia czołowe Ci chodzi? O zderzenia dwóch pieszych?
    • tiges_wiz Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 08:24
      miejsce wypadkow (zabitych):
      Jezdnia - 3 698 (80,9%)
      Pobocze - 314 (6,9%)
      Przejście - 240 (5,2%)
      Chodnik, droga dla pieszych - 27 (0,6 %)

      W tym najechanie na pieszego: 1 455 (31,8%)
      Widać więc, że większość najechań jest na jezdni i poboczu.
      z winy pieszych: 771 (16,9 %)
      czyli ponad połowa najechań jest z winy pieszych

      Nieostrożne wejście na jezdnię przed jadącym poj. 407 (52,8% zabitych z winy pieszych)
      zza pojazdu, przeszkody 32 (4,2%)
      Przekraczanie jezdni w miejscu niedozwolonym 95 (12,3%)
      Stanie na jezdni, leżenie 144 (18,7%) lol

      Wnioski wyciągnijcie sobie sami :P
      • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 10:33
        > Wnioski wyciągnijcie sobie sami :P

        W innym watku bylo o tym, ze zakazane jest przejezdzanie lezacego, jesli ma sie potem zamiar uciec...
      • edek40 A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 10:46
        Albo jej nie zrozumienia. Porazajaco duzo wypadkow ma miejsce poza przejsciem dla pieszych. Znaczy to, ze piesi walesaja sie po drogach. Z kolei mit o tym, jak to kierowcy masowo morduja pieszych na przejscia w swietle Twoich danych leciutko sie chwieje. Kierowcy masowo morduja pieszych glowie tam, gdzie pieszych nie powinno byc, o czym nawet mgliscie wspomina KD.
        • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 11:15
          edek40 napisał:

          > Albo jej nie zrozumienia. Porazajaco duzo wypadkow ma miejsce poza przejsciem d
          > la pieszych. Znaczy to, ze piesi walesaja sie po drogach. Z kolei mit o tym, ja
          > k to kierowcy masowo morduja pieszych na przejscia w swietle Twoich danych leci
          > utko sie chwieje. Kierowcy masowo morduja pieszych glowie tam, gdzie pieszych n
          > ie powinno byc, o czym nawet mgliscie wspomina KD.

          Zapoznaj się może ze słownikową definicją słowa wałęsać się. W Twoim zacietrzewieniu przekraczasz już wszelkie granice. No, ale co się dziwić, syty głodnego nie zrozumie.
          Jura
          • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 11:21
            > Zapoznaj się może ze słownikową definicją słowa wałęsać się. W Twoim zacietrzew
            > ieniu przekraczasz już wszelkie granice. No, ale co się dziwić, syty głodnego n
            > ie zrozumie.

            Ales wrazliwy. Poprawie sie wiec w celu zachowania pozorow. Bo wiadomo, ze nienawidze pieszych i cyklistow. Nawet teraz, gdy glownie jestem pieszym. Napisze zatem spaceruja sobie po jezdni. Inne slowo - wydzwiek glupoty spacerujacego dokladnie taki sam.
            • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 12:49
              edek40 napisał:

              > Ales wrazliwy. Poprawie sie wiec w celu zachowania pozorow. Bo wiadomo, ze nien
              > awidze pieszych i cyklistow. Nawet teraz, gdy glownie jestem pieszym. Napisze z
              > atem spaceruja sobie po jezdni. Inne slowo - wydzwiek glupoty [b]spacerujacego[
              > /b] dokladnie taki sam.

              Nie czepiam się słówek, lecz sensu. Większość tych pieszych ani nie spaceruje, ani nie wałęsa się po jezdni, lecz chodzi po niej, żeby przejść z punktu A do punktu B. Ale wg kogoś tak jak Edek operującego stereotypami tylko kierowca może przejeżdżać produktywnie od punktu A do B, jeśli pieszy, to na pewno tylko bezproduktywnie wałęsa się czy spaceruje (co na jedno wychodzi). Dlatego napisałem, że syty nie zrozumie głodnego. Ktoś, kto pieszo tylko spaceruje lub korzysta jako pieszy tylko z dróg z chodnikami lub poboczami, nie zrozumie ludzi, którzy nie mają samochodów, a też muszą dokądś się przemieścić i to po wiejskich drogach bez poboczy i chodników.
              Jura
              • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 13:16
                > Nie czepiam się słówek, lecz sensu. Większość tych pieszych ani nie spaceruje,
                > ani nie wałęsa się po jezdni

                Przeczytalem i nauczylem sie co znaczy slowa "walesa sie". Kluczowe w definicji jest sformulowanie "bez celu". Pytanie tylko czy ten cel (ktory wyklucza istotnie zastosowanie slowa "walesa sie"), ktory maja zamiar osiagnac, musi byc tak nadrzednym piorytetem, ze zbyt wielu zapomina o podstawach podstaw. Zastanawiam sie jak wielu z tych ludzi postepuje rownie idiotycznie w domu, np przy okazji proby naprawy pralki bez wylaczenia jej z gniazdka? Czy to taki typ ludzi, ktory calkowicie zatracil zdrowe odruchy czy tylko na jezdni?

                > produktywnie wałęsa się czy spaceruje (co na jedno wychodzi). Dlatego napisałem
                > , że syty nie zrozumie głodnego. Ktoś, kto pieszo tylko spaceruje lub korzysta
                > jako pieszy tylko z dróg z chodnikami lub poboczami, nie zrozumie ludzi, którzy
                > nie mają samochodów, a też muszą dokądś się przemieścić i to po wiejskich drog
                > ach bez poboczy i chodników.

                Co ma wspolnego straszny los kogos kto nie posiada auta z tym jak zachowuje sie na jezdni? Czy bolesny trud codziennego marszu powoduje w kims takim zanik mozgu? A moze jest tak sfrustrowany widokiem luksusowych limuzyn z bogatymi panami w srodku, ze nawet za cene wielkiego ryzyka, nie schodzi z drogi, robi wszystko, aby byc niewidocznym i, co wazne, nie widziec?
                • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 14:03
                  edek40 napisał:

                  > Przeczytalem i nauczylem sie co znaczy slowa "walesa sie". Kluczowe w definicji
                  > jest sformulowanie "bez celu". Pytanie tylko czy ten cel (ktory wyklucza istot
                  > nie zastosowanie slowa "walesa sie"), ktory maja zamiar osiagnac, musi byc tak
                  > nadrzednym piorytetem, ze zbyt wielu zapomina o podstawach podstaw.

                  Komuś, kto ma taki cel, żeby szybko dokądś dojechać, jesteś skłonny wiele wybaczyć i przede wszystkim zrozumieć, dlaczego przekracza przepisy itd.
                  W stosunku do pieszego tej wyrozumiałości już nie masz.
                  Może dlatego, że brakuje Ci własnych doświadczeń? Przejdź się kiedyś tak "ode wsi dode wsi" szosą bez pobocza, a przekonasz się, że wcale nie wystarczy być widocznym, iść lewą stroną i uskakiwać do rowu przed nadjeżdżającymi z przeciwka samochodami, z których żaden nie zamiga nawet, żeby pokazać Ci, że Cię widzi i ominie, żebyś nie musiał uskakiwać.
                  Wiesz dlaczego takie środki ostrożności pieszego nie wystarczą?
                  Jura
                  • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 14:46
                    > Komuś, kto ma taki cel, żeby szybko dokądś dojechać, jesteś skłonny wiele wybac
                    > zyć i przede wszystkim zrozumieć, dlaczego przekracza przepisy itd.

                    Miedzy wybaczyc, a zrozumiec jest ogromna roznica.

                    > W stosunku do pieszego tej wyrozumiałości już nie masz

                    Czy moja wyrozumialosc spowodowalaby to, ze zauwaze w nocy idacego tylem i ubranego na czarno pieszego. Jesli tak, to zaraz stane sie wyrozumialy.

                    > Może dlatego, że brakuje Ci własnych doświadczeń? Przejdź się kiedyś tak "ode w
                    > si dode wsi" szosą bez pobocza, a przekonasz się, że wcale nie wystarczy być wi
                    > docznym, iść lewą stroną i uskakiwać do rowu przed nadjeżdżającymi z przeciwka
                    > samochodami, z których żaden nie zamiga nawet, żeby pokazać Ci, że Cię widzi i
                    > ominie, żebyś nie musiał uskakiwać.

                    To na szczescie nie do mnie. Nigdy nie ganiam pieszych, ktorzy ida poboczem.

                    A powaznie - kolego, gdy widze pieszego dostaecznie wczesnie w nocy z najwieksza radoscia zwalniam, omijam, czasem nawet zatrzymuje sie (o ile warunki drogowe na to pozwalaja). Wazne jest to, aby pieszy dal mi szanse na wykazanie sie moja wrodzona i nabyta kultura. A w zastraszajacej ilosc wypadkow oczekuje respektowania, kultury itp, stojac w sprzecznosci z dokonaniami nauki w zakresie opisu "technologii" postrzegania w nocy. Znaczy sie wydaje mu sie, ze skoro widzi mnie, to i ja jego widze.

                    > Wiesz dlaczego takie środki ostrożności pieszego nie wystarczą?

                    Czyzbys tak bardzo ubolewal nad losem pieszych w Polsce, ze obawiasz sie, ze widoczny pieszy bedzie celem zamierzonych atakow i ze lepiej, aby wystepowali w kamuflazu?
                    • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 14:51
                      edek40 napisał:

                      > Czyzbys tak bardzo ubolewal nad losem pieszych w Polsce, ze obawiasz sie, ze wi
                      > doczny pieszy bedzie celem zamierzonych atakow i ze lepiej, aby wystepowali w k
                      > amuflazu?

                      Skoro na to, co napisałem, argumentów nie masz, to musisz sobie podyskutować z rzeczami, których nie napisałem.
                      Jura
                      • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 15:01
                        > Skoro na to, co napisałem, argumentów nie masz, to musisz sobie podyskutować z
                        > rzeczami, których nie napisałem.

                        Podwazyles istote mojej walki z pieszymi. Okazuje sie tu, ze widocznosc pieszych nie ma najmniejszego wplywu na ich bezpiecznestwo. A mi, glupiemu edkowi z zascianka, nie z Europy, wydawalo sie, ze prawidlowe zachowanie pieszego moze uratowac mu zycie. Czy dlatego, ze kierowca w pore go dostrzerze i zachowa sie jak nalezy, czy dlatego ze na widok pirata w pore da w krzaki. Obojetne. Przezyl.
                        • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 15:30
                          Masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Nigdzie nie twierdzę, że widoczność pieszych nie ma wpływu na ich bezpieczeństwo. Uważam jedynie, że nie jest to panaceum na zapobieganie wypadkom z pieszymi. Jeżeli coś podważam, to raczej Twoją interpretację danych liczbowych, w której zakładasz, że jeśli pieszy został potrącony na jezdni, to jest to jego wina.
                          Jura

                          P.S. Nie odpowiedziałeś mi na pytanie, dlaczego nie wystarczy iść lewą stroną, być widocznym i schodzić z jezdni na widok nadjeżdżających z naprzeciwka samochodów.
                          • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 16:00
                            > Masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Nigdzie nie twierdzę, że widoczność
                            > pieszych nie ma wpływu na ich bezpieczeństwo. Uważam jedynie, że nie jest to pa
                            > naceum na zapobieganie wypadkom z pieszymi.

                            Nie istnieje panaceum na wypadki drogowe.

                            > Jeżeli coś podważam, to raczej Twoj
                            > ą interpretację danych liczbowych, w której zakładasz, że jeśli pieszy został p
                            > otrącony na jezdni, to jest to jego wina.

                            Wina lezy mniej wiecej w polowie drogi, co dowodza statystyki. Kierowca-sprawca laduje w pace, pieszy-sprawca w trumnie, za to bez konsekwencji prawnych i... No wlasnie? I co z tego? Czy od tego zmniejszy sie ilosc tego typu wypadkow? Czy wobec trupa na drodze najwazniejsza kwestia jest rozwazanie ktora ze stron jest mniej czy bardziej winna?

                            > P.S. Nie odpowiedziałeś mi na pytanie, dlaczego nie wystarczy iść lewą stroną,
                            > być widocznym i schodzić z jezdni na widok nadjeżdżających z naprzeciwka samoch
                            > odów.

                            Ale ja nie znam na nie odpowiedzi. Jesli widze pieszego zawsze staram sie zachowac wobec niego daleko idaca nieufnosc. Wystarczy tylko, abym go widzial.

                            Jesli kierowca widzi, ale nie zachowuje sie jak nalezy to posadzenie go w pace nie zmieni losu kolejnego pieszego w konfrontacji z takim, ktorego jeszcze nie posadzono. Skoro wiadomo, ze wielu kierowcow zachowuje sie nieprawidlowo naprawde uwazasz, ze okazjonalne informowanie o wyroku cokolwiek zmieni?

                            Jesli zas pieszy idzie twarza w moim kierunku i widzi, ze z calkowicie obojetnych w tym momencie powodow, mam zamiar przejechac mu po palcach, to chyba powinien dac drapaka. Wszak moge byc piratem, zaslabnac, moze mi muszka w oko wleciec, albo meczyc potezny piard. Obojetne. Jesli mnie widzi, a oczy ma podlaczone prawidlowo do mozgu, powinien uciekac.
                            • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 16:27
                              edek40 napisał:

                              > Wina lezy mniej wiecej w polowie drogi, co dowodza statystyki. Kierowca-sprawca
                              > laduje w pace, pieszy-sprawca w trumnie, za to bez konsekwencji prawnych i...
                              > No wlasnie? I co z tego? Czy od tego zmniejszy sie ilosc tego typu wypadkow? Cz
                              > y wobec trupa na drodze najwazniejsza kwestia jest rozwazanie ktora ze stron je
                              > st mniej czy bardziej winna?

                              No to się zgadzamy. Ja też jestem przeciw zakładaniu takich wątków, które sprowadzają się do rozważań, która ze stron jest mniej lub bardziej winna. Bo do tego przecież sprowadza się ten wątek, nieprawdaż?

                              >
                              > > P.S. Nie odpowiedziałeś mi na pytanie, dlaczego nie wystarczy iść lewą st
                              > roną,
                              > > być widocznym i schodzić z jezdni na widok nadjeżdżających z naprzeciwka
                              > samoch
                              > > odów.
                              >
                              > Ale ja nie znam na nie odpowiedzi. Jesli widze pieszego zawsze staram sie zacho
                              > wac wobec niego daleko idaca nieufnosc. Wystarczy tylko, abym go widzial.

                              No właśnie. I to właśnie pokazuje, że piszemy przez pryzmat własnych doświadczeń, a Ty nie masz ich zbyt wiele w roli pieszego maszerującego lewą stroną drogi bez chodnika i pobocza. Każdy kto ma takie doświadczenia wie, że zagrożeniem nie są kierowcy nadjeżdżający z przeciwka, lecz wyprzedzający i nadjeżdżający z tyłu, których jako pieszy nie widzisz.
                              Dodatkowo groźne jest to, że taki wyprzedzający zaaferowany jest głównie tym, że ma lukę do wyprzedzania i nie zawraca sobie głowy pieszymi, czy rowerzystami po drugiej stronie jezdni. To nie jest celowe, on ma po prostu na czym innym skupioną uwagę. Obowiązek świecenia tylko pogorszył sytuację, bo teraz do podjęcia decyzji o wyprzedzaniu patrzy się tylko, czy nie jedzie coś na światłach z naprzeciwka.
                              Niecały tydzień temu, gdy jechałem na rowerze musiałem uciekać do rowu przed takim wyprzedzającym.
                              Nie piszę o tym po to, żeby dowalić tym "niedobrym kierowcom", lecz żeby uświadomić pewne sprawy, które lepiej widać z innego punktu widzenia.

                              > Jesli kierowca widzi, ale nie zachowuje sie jak nalezy to posadzenie go w pace
                              > nie zmieni losu kolejnego pieszego w konfrontacji z takim, ktorego jeszcze nie
                              > posadzono. Skoro wiadomo, ze wielu kierowcow zachowuje sie nieprawidlowo napraw
                              > de uwazasz, ze okazjonalne informowanie o wyroku cokolwiek zmieni?

                              Zmieni, nie zmieni, nie widzę powodu, żeby takie wyroki przemilczać.
                              Jura
                              • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 18:33
                                > adzają się do rozważań, która ze stron jest mniej lub bardziej winna. Bo do teg
                                > o przecież sprowadza się ten wątek, nieprawdaż?

                                Nieprawdaz:

                                "I ciekaw jestem analizy - dlaczego? Bo prosta konkluzja - kierowcy jadą za szybko i nie przepuszczają pieszych to jak dla mnie banał. " - tak napisal Marek i to pytanie jest kluczowe. Banalne odpowiedzi nie poprawiaja bezpiecznestwa, w prostej drodze bowiem prowadza do stawiania kolejnych fotoradarow. A te, jak sie zgodzilismy z bezpieczenstwem nie maja za duzo wspolnego.

                                > No właśnie. I to właśnie pokazuje, że piszemy przez pryzmat własnych doświadcze
                                > ń, a Ty nie masz ich zbyt wiele w roli pieszego maszerującego lewą stroną drogi
                                > bez chodnika i pobocza. Każdy kto ma takie doświadczenia wie, że zagrożeniem n
                                > ie są kierowcy nadjeżdżający z przeciwka, lecz wyprzedzający i nadjeżdżający z
                                > tyłu, których jako pieszy nie widzisz.

                                Co proponujesz? Mury oporowe w osi jezdni? Czy moze, jak to w Polsce sie przyjelo, zaostrzenie kar dla sprawcow wypadkow, aby nie trzeba bylo sie tlumaczyc z tego, ze nie prowadzi sie zadnych dzialan zmierzajacych do zmiany niebezpiecznych zachowan ZANIM dojdzie do tragedii?

                                > Dodatkowo groźne jest to, że taki wyprzedzający zaaferowany jest głównie tym, ż
                                > e ma lukę do wyprzedzania i nie zawraca sobie głowy pieszymi, czy rowerzystami
                                > po drugiej stronie jezdni. To nie jest celowe, on ma po prostu na czym innym sk
                                > upioną uwagę. Obowiązek świecenia tylko pogorszył sytuację, bo teraz do podjęci
                                > a decyzji o wyprzedzaniu patrzy się tylko, czy nie jedzie coś na światłach z na
                                > przeciwka.

                                Z pierwsza teza sie zgadzam. Bez watpienia zatloczenie naszych drog sklania do zachowan ryzykownych i wykorzystywania luk kosztem slabszych (czasem sa to rowniez inni kierowcy wolniejszych aut, ktore nie moga wyrwac sie zza zawalidrogi, bo z tylu ktos ich ciagle wyprzedza).

                                Jesli chodzi o swiecenie mam calkowicie odmienne zdanie na ten temat. Chyba, ze masz na mysli noc. Tak, wtedy kontrasty i olsniewanie maja wielki wplyw na niezauwazanie nieoswietlonych uzytkownikow jezdni.

                                > Zmieni, nie zmieni, nie widzę powodu, żeby takie wyroki przemilczać.

                                Ja rowniez. Mi przeszkadza dysproporcja dzialan. O dzialaniach w zakresie bezpiecznestwa ruchu w Polsce zasadniczo mozna mowic wylacznie jako o dzialaniach po fakcie. Wtedy, Jura, to wszyscy sa strasznie madrzy. Jest trup, przyjezdza dochodzeniowka, mierza, pisza, wachaja, typuja sprawce i... pozamiatane. Bo po fakcie jest naprawde latwo. Ja zas sobie zycze madrych przed faktem. Ale nie madrali, ktorzy na kazde zdarzenie maja znak z ograniczeniem predkosci. To cwiczymy od lat wraz z madroscia po fakcie. Efekty widac.
                                • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 19:33
                                  edek40 napisał:

                                  > "I ciekaw jestem analizy - dlaczego? Bo prosta konkluzja - kierowcy jadą za
                                  > szybko i nie przepuszczają pieszych to jak dla mnie banał.
                                  " - tak napisal
                                  > Marek i to pytanie jest kluczowe.

                                  Owszem, prawdaż. Ta wypowiedź nie świadczy o chęci jakiejś bezstronnej analizy, skoro jedną z możliwych przyczyn z góry się odrzuca. To pytanie świadczy o chęci zainicjowania kolejnej przepychanki pod hasłem: kto bardziej winny, no i oczywiście w wyniku ma wyjść, że winne są same ofiary.

                                  > Banalne odpowiedzi nie poprawiaja bezpiecznes
                                  > twa, w prostej drodze bowiem prowadza do stawiania kolejnych fotoradarow. A te,
                                  > jak sie zgodzilismy z bezpieczenstwem nie maja za duzo wspolnego.

                                  A kto powiedział, że banalność i prawdziwość wykluczają się wzajemnie? Czy banalne stwierdzenie, że woda płynie w dół, jest z powodu swojej banalności mniej prawdziwe?
                                  A fotoradary nawet jeśli bezpieczeństwa bezpośrednio nie poprawiają, to na pewno mu nie szkodzą. W końcu przy wolniejszej jeździe zawsze zostaje więcej marginesu na nagły manewr.

                                  > Co proponujesz?

                                  Ja niczego nie proponuję. Ja po prostu o tym piszę z nadzieją, że do jakiś kierowcy, który wcześniej (z braku własnych doświadczeń) tego nie wiedział, dowie się teraz, jak niebezpieczny dla pieszego jest nadjeżdżający z tyłu samochód. Nie robię sobie złudzeń, że pisaniem na forum zmienię politykę państwa, wystarcza mi, że dzięki forum ludzie zobaczą problemy z innych punktów widzenia. Tak skromnie widzę rolę forum. Mamy bowiem taką tendencję, że generalizujemy własne zachowania i odczucia. Wydaje nam się, że wszyscy tak myślą jak my sami, a jeśli myślą inaczej, to muszą być zmanipulowani, głupi, czy co tam jeszcze. Dzięki forum możemy zobaczyć, że nie wszyscy myślą tak samo, bo np. mają inne doświadczenia.
                                  Podam przykład. Kiedyś bardzo wściekałem się na wyprzedzające się na autostradach ciężarówki, a dzięki forum mogłem popatrzeć na to z drugiej strony.

                                  > Jesli chodzi o swiecenie mam calkowicie odmienne zdanie na ten temat. Chyba, ze
                                  > masz na mysli noc. Tak, wtedy kontrasty i olsniewanie maja wielki wplyw na
                                  > niezauwazanie nieoswietlonych
                                  uzytkownikow jezdni.

                                  To akurat nie jest sprawa innego zdania, czy poglądów lecz zwykłej fizjologii. Kamery skierowane na gałki oczne zarejestrowały, na co kierowca kieruje wzrok.

                                  > Ale nie madrali, ktorzy na kazde zdarzenie maja znak z ograniczeniem predkosci. To cwiczymy
                                  > od lat wraz z madroscia po fakcie. Efekty widac.

                                  No i tak samo jak Marek - szukajmy rozwiązań, ale z góry założoną tezą, że muszą to być rozwiązania bez ograniczania prędkości. Nie tak wygląda otwarte podejście do problemu.
                                  Jura
                                  • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 19:56
                                    > Owszem, prawdaż. Ta wypowiedź nie świadczy o chęci jakiejś bezstronnej analizy,
                                    > skoro jedną z możliwych przyczyn z góry się odrzuca.

                                    Te przyczyny sa znane, a predkosc nawet jest scigana. I co? Ile jeszcze lat i ile fotoradarow trzeba, abysmy zblizyli sie do wynikow z zachodniej granicy?

                                    > A fotoradary nawet jeśli bezpieczeństwa bezpośrednio nie poprawiają, to na pewn
                                    > o mu nie szkodzą.

                                    Czyli co? Witaminka C na raka? Pomoc pewnie nie pomoze, ale na pewno nie zaszkodzi. Znakomita metoda. Palce lizac.

                                    > Ja niczego nie proponuję. Ja po prostu o tym piszę z nadzieją, że do jakiś kier
                                    > owcy, który wcześniej (z braku własnych doświadczeń) tego nie wiedział, dowie s
                                    > ię teraz, jak niebezpieczny dla pieszego jest nadjeżdżający z tyłu samochód.

                                    Jak dla mnie to glos wolajacego na puszczy. Kazdego nalezy masowo uczyc, ze kazdy uzytkownik jezdni ma swoje prawa. Kazdemu nalezy rowniez bic do glowy, ze zle zachowania sa udzialem wszystkich uzytkownikow jezdni. Na razie najbardziej rzuca sie w oczy to od czego Marek zaczal watek. A ten banal nadal zabija, bo absolutnie nie zbliza sie do sedna problemu.

                                    Wez takich rowerzystow. Przeciez ogromana ilosc kierowcow probuje ich wyprzedzac, jakby na ich pasie nikogo nie bylo. Myslisz, ze chca zabic? A moze po prostu nie mysla... To co, noga z gazu panie kierowco? OK. Bedzie prze pana wladzy wolniej. Dzieki temu wolniej rozsmaruje rowerzyste. No bo mialo byc wolniej, to jest...

                                    > No i tak samo jak Marek - szukajmy rozwiązań, ale z góry założoną tezą, że musz
                                    > ą to być rozwiązania bez ograniczania prędkości. Nie tak wygląda otwarte podejś
                                    > cie do problemu.

                                    Zyjemy w kraju gdzie to jest jedyne widoczne rozwiazanie. Jak widac nie jest tak skuteczne, jak powszechnie uwaza sie u szczytow wladzy. Tu nie chodzi o negowanie. Tu chodzi tak o umiar, jak i myslenie.

                                    Jade sobie do rodzicow. Mam moja ulubiona piecdziesiatke na niezabudowanej wlotowce. Mijam rowniez Wislostrade, gdzie rowniez musze jechac 50 km/h. Nastepnie zjezdzam na glowna ulice 2+2 pasy bez pasa rozdzielajacego. I jade wciaz 50 km/h. Na koniec skrecam na waska osiedlowke i... nadal jade 50 km/h. Bezpiecznie? Madrze? Celowo? Jasno dla kierowcow? Hm....
                                    • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 13.05.11, 17:37
                                      edek40 napisał:

                                      > Wez takich rowerzystow. Przeciez ogromana ilosc kierowcow probuje ich wyprzedza
                                      > c, jakby na ich pasie nikogo nie bylo. Myslisz, ze chca zabic? A moze po prostu
                                      > nie mysla... To co, noga z gazu panie kierowco? OK. Bedzie prze pana wladzy wo
                                      > lniej. Dzieki temu wolniej rozsmaruje rowerzyste. No bo mialo byc wolniej, to j
                                      > est...

                                      I znowu widać, że piszesz z pozycji teoretyka. Gdybyś kiedyś był w sytuacji rowerzysty wyprzedzanego "na żyletę", zobaczyłbyś, że ta wyśmiewana przez Ciebie prędkość ma jak najbardziej znaczenie, że co innego zostać wyprzedzonym w odległości pół metra przez kogoś jadącego setką, a co innego być wyprzedzonym w takiej samej odległości przez kogoś jadącego z prędkością tylko trochę wyższą od Twojej.
                                      Jura

                                      P.S. Gdy ostatnio jechałem do Polski widziałem po niemieckiej stronie na odcinku ok. 600 km kilkanaście plakatów edukacyjnych, których tak Ci w Polsce brakuje. Wiesz, pod jakim hasłem?
                                      www.dvr.de/aktionen/runter-vom-gas.htm
                                      • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 13.05.11, 18:01
                                        > I znowu widać, że piszesz z pozycji teoretyka. Gdybyś kiedyś był w sytuacji row
                                        > erzysty wyprzedzanego "na żyletę", zobaczyłbyś, że ta wyśmiewana przez Ciebie p
                                        > rędkość ma jak najbardziej znaczenie, że co innego zostać wyprzedzonym w odległ
                                        > ości pół metra przez kogoś jadącego setką, a co innego być wyprzedzonym w takie
                                        > j samej odległości przez kogoś jadącego z prędkością tylko trochę wyższą od Two
                                        > jej.

                                        Acha. Znaczy ja glupek jestem i nigdy nie wyprzedzam rowerzystow na zyletke. Zawsze boje sie, ze porysuje mi dran lakier, a ze OC nie ma...

                                        > . Wiesz, pod jakim hasłem?

                                        No i co? Niemcy rzeczywiscie jezdza szybciej niz inne nacje. Moze czas przykrecic im srube.
                                        • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 13.05.11, 18:29
                                          edek40 napisał:

                                          > Acha. Znaczy ja glupek jestem i nigdy nie wyprzedzam rowerzystow na zyletke. Za
                                          > wsze boje sie, ze porysuje mi dran lakier, a ze OC nie ma...

                                          Nie o to chodzi, jak Ty wyprzedzasz, tylko o to, że brak Ci najwyraźniej doświadczenia z drugiej strony, czyli bycia wyprzedzanym, bo gdybyś miał takie doświadczenie, nie pisałbyś, że prędkość nie ma znaczenia.

                                          > No i co?

                                          No i nic. Chciałem tylko coś banalnego pokazać.
                                          Jura

                                          • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 13.05.11, 19:03
                                            > Nie o to chodzi, jak Ty wyprzedzasz, tylko o to, że brak Ci najwyraźniej doświa
                                            > dczenia z drugiej strony, czyli bycia wyprzedzanym, bo gdybyś miał takie doświa
                                            > dczenie, nie pisałbyś, że prędkość nie ma znaczenia.

                                            Ja pisalem o odleglosci niebezpiecznej dla wyprzedzania, Ty, aby podbudowac swoje tezy, sprowadzasz sprawe do predkosci. Wychodzi na to, ze jesli TIR, z uwagi na niebezpieczna odleglosc, przemieli rowerzyste jadac z podobna do niego predkoscia, to nie ma sprawy?

                                            Jezdze na rowerze po szosie. Szybko jadacy samochod, wyprzedzajacy mnie z takim zapasem, ze moglby zamiast mnie wyprzedzic samochod nie robi na mnie zadnego wrazenia. Proba sprawdzenia jak wielkie zrobie rysy lewym pedalem w drzwiach samochodu, nawat jadacego powolutku, to juz inna sprawa.

                                            Moja sasiedke jadacy powolutku TIR po prostu zepchnal do rowu. Jechal naprawde powolutku, wiec tylko zlamala reke i to wpadajac do rowu a nie o TIRa. Gdyby jechal szybciej zapewne by ja zabil. I to wiec wlasnie chodzi, aby spychac do rowu powolutku? Wtedy jest dobrze, bo nie zabil? A gdyby zabil powolutku, to co bys napisal? To moze wiec zamiast powolutku lepiej aby wyprzedzil szybciutko, ale z odpowiednia odlegloscia lub calkowicie zaniechal wyprzedzania jesli nie moze tego zrobic bezpiecznie nawet powolutku?

                                            Bo wiesz, ja zawsze o tym samym. Szybciutko jeszcze nikogo nie zabilo. Glupiutko owszem.
                                            • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 13.05.11, 20:46
                                              edek40 napisał:

                                              > Ja pisalem o odleglosci niebezpiecznej dla wyprzedzania, Ty, aby podbudowac swo
                                              > je tezy, sprowadzasz sprawe do predkosci.

                                              Nie sprowadzam wszystkiego do prędkości, tylko zwracam uwagę, że wykpiwana przez Ciebie prędkość też ma znaczenie.
                                              Jura
                                              • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 14.05.11, 12:03
                                                > Nie sprowadzam wszystkiego do prędkości, tylko zwracam uwagę, że wykpiwana prze
                                                > z Ciebie prędkość też ma znaczenie.

                                                Oczywiscie. Nawet jesli jest to 20 km/h.
                                                • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 14.05.11, 12:55
                                                  edek40 napisał:

                                                  > Oczywiscie. Nawet jesli jest to 20 km/h.

                                                  Tak, ma znaczenie, jaka jest to prędkość, czy 90 km/h czy 20 km/h. Ty tej różnicy nie dostrzegasz, bo z Twojego punktu widzenia dla uszkodzenia lakieru akurat nie jest to istotne. Dlatego chcę Ci uświadomić inny punkt widzenia, który jest Ci nieznany, czyli punkt widzenia wyprzedzanego rowerzysty.
                                                  Gdy jest duży ruch z przeciwka nie wymagam wcale, żeby kierowca wlókł się za mną kilometrami. Usuwam się jak najbardziej w prawo i niech wyprzedza nawet nie zachowując przepisowej odległości. Ale niech wcześniej wyhamuje, a nie robi tego "z marszu" przelatując koło mnie jak strzała. O to tylko mi chodziło, bo z perspektywy zza kierownicy, gdy liczą się tylko porysowania lakieru tak tego nie widać. I nie musisz od razu traktować tego jak atak na i tak umęczonych przez wszystkich kierowców, tylko jako po prostu przedstawienie innego punktu widzenia.
                                                  Jura
                                                  • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 14.05.11, 20:24
                                                    > Tak, ma znaczenie, jaka jest to prędkość, czy 90 km/h czy 20 km/h. Ty tej różni
                                                    > cy nie dostrzegasz, bo z Twojego punktu widzenia dla uszkodzenia lakieru akurat
                                                    > nie jest to istotne.

                                                    Opisalem Ci z jakimi predkosciami poruszam sie, gdy jade do rodzicow. Opisalem rowniez kategorie drog. Te 20 km/h na ostatnim odcinku to moze przesada - nawet w Szwecji stoi 30 km/h i tyle wlasnie wydaje mi sie zasadne. Jednak na Wislostradzie...

                                                    Tak wiec zyczylbym sobie tego, aby "pozwalano" jezdzic z przyzwoitymi predkosciami tam, gdzie nie zagraza to bezpiecznestwu, a dodatkowo ograniczono na przyklad na osiedlowych drozynach. Jezeli nasi miszczowie od piecdziesiatki wszedzie nie wiedza jak, niech spytaja Niemcow. Moze pomoga...
                                                  • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 14.05.11, 20:43
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Tak wiec zyczylbym sobie tego, aby "pozwalano" jezdzic z przyzwoitymi predkosci
                                                    > ami tam, gdzie nie zagraza to bezpiecznestwu, a dodatkowo ograniczono na przykl
                                                    > ad na osiedlowych drozynach. Jezeli nasi miszczowie od piecdziesiatki wszedzie
                                                    > nie wiedza jak, niech spytaja Niemcow. Moze pomoga...

                                                    Czy Ty w ogóle przeczytałeś to, na co odpowiadasz? Co mają wspólnego urzędowe ograniczenia prędkości z opisaną przeze mnie sytuacją "ciasnego" wyprzedzania rowerzysty?
                                                    Jura

                                                    P.S. A co do Niemców, to gdybyś trochę więcej u nich pojeździł, to chyba pożałowałbyś wzywania ich na ekspertów od ograniczeń :D Trzydziestka nawet na czteropasowych drogach tranzytowych przez miasto wcale nie jest tam rzadkością.
                                                  • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 15.05.11, 10:31
                                                    > Czy Ty w ogóle przeczytałeś to, na co odpowiadasz? Co mają wspólnego urzędowe o
                                                    > graniczenia prędkości z opisaną przeze mnie sytuacją "ciasnego" wyprzedzania ro
                                                    > werzysty?

                                                    Oczywiscie. I nie zgadzam sie z tym, co wynika z Twojej wypowiedzi - byle jak byle powolutku. To bowiem, rowniez urzedowy, wstep do tragedii na naszych drogach.

                                                    > P.S. A co do Niemców, to gdybyś trochę więcej u nich pojeździł, to chyba pożało
                                                    > wałbyś wzywania ich na ekspertów od ograniczeń :D

                                                    Nie.

                                                    > Trzydziestka nawet na czteropasowych drogach tranzytowych przez miasto wcale nie jest tam rzadkością.

                                                    No i co? Ale to Warszawa ma najnizsza srednia predkosc w Europie, zaraz po Brukseli. Wynika to nie tylko z zakorkowania, ale rowniez z tego, ze w naszym miejscie nie ma drog zaslugujacych na miano nowoczesnych. Gdy wiec piszesz mi o trzydziestkach na tranzytowkach przelotowych przez miasto, to mi zaraz pojawia sie tak DK8 przez srodek Berlina. Na pewno taka szosa wali przez srodek Berlina i ma wlasnie takie ograniczenie predkosci.
                                                  • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 15.05.11, 12:59
                                                    edek40 napisał:

                                                    > > Czy Ty w ogóle przeczytałeś to, na co odpowiadasz? Co mają wspólnego urzę
                                                    > dowe o
                                                    > > graniczenia prędkości z opisaną przeze mnie sytuacją "ciasnego" wyprzedza
                                                    > nia ro
                                                    > > werzysty?
                                                    >
                                                    > Oczywiscie. I nie zgadzam sie z tym, co wynika z Twojej wypowiedzi - byle jak b
                                                    > yle powolutku. To bowiem, rowniez urzedowy, wstep do tragedii na naszych drogac
                                                    > h.

                                                    Dokładnie odwrotnie. Moje podejście wcale nie jest urzędowe, lecz zdroworozsądkowe. Urzędowo obowiązuje metr niezależnie od prędkości. Tymczasem praktycznie zupełnie inna jest sytuacja, gdy jedziesz setką, a inna, gdy jedziesz 20 km/h. Gdy masz wąziutki przejazd między zaparkowanymi samochodami też nie ma znaczenia, jaką prędkością między nimi przejeżdżasz? Taki jesteś mistrz, że nie sprawia Ci różnicy, czy taką wąską drogą jedziesz setką, czy dwudziestką?
                                                    Jura

                                                    P.S. Poza tym ja Ci wcale nie każę wyprzedzać mnie, jeśli uważasz, że odstęp jest za mały. Przedstawiam tylko nieznany Tobie z doświadczenia punkt widzenia wyprzedzanego rowerzysty, dla którego mniejszym problemem jest wyprzedzający dwudziestką w odległości 50 cm, niż wyprzedzający setką w odległości 80 cm. Nie wiem dlaczego tak się bronisz przed po prostu przyjęciem do wiadomości tego punktu widzenia? Wiesz lepiej, co czuje wyprzedzany rowerzysta i dlatego uważasz, że mój opis jest nieprawdziwy? A może odrzucasz go, bo nie pasuje on do Twojej założonej z góry tezy ideologicznej, że prędkość nie ma większego znaczenia?
                                                    Jura
                                                  • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 15.05.11, 15:23
                                                    > P.S. Poza tym ja Ci wcale nie każę wyprzedzać mnie, jeśli uważasz, że odstęp je
                                                    > st za mały. Przedstawiam tylko nieznany Tobie z doświadczenia punkt widzenia wy
                                                    > przedzanego rowerzysty, dla którego mniejszym problemem jest wyprzedzający dwud
                                                    > ziestką w odległości 50 cm, niż wyprzedzający setką w odległości 80 cm.

                                                    Tak, ja wyprzedzam z duzym zapasem wylacznie dlatego, ze rowerzysci nie maja OC...
                                                  • samspade Re: A moze to kwestia definicji jezdni 16.05.11, 10:09
                                                    Co ma do odległości wyprzedzania OC rowerzysty. Przecież gdybyś nie zachował odstępu w przypadku kolizji sprawcą byłbyś Ty.
                                                  • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 16.05.11, 10:44
                                                    > Co ma do odległości wyprzedzania OC rowerzysty. Przecież gdybyś nie zachował od
                                                    > stępu w przypadku kolizji sprawcą byłbyś Ty.

                                                    Nie wyczuwasz ironii? Po pierwsze to nie ja rozgraniczam wg predkosci bezpieczna odleglosc od rowerzysty. O to pytaj Jurka. Po drugie ja nigdy nie wyprzedzam blisko i juz. Niezaleznie od predkosci.
                                                  • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 16.05.11, 11:17
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Nie wyczuwasz ironii? Po pierwsze to nie ja rozgraniczam wg predkosci bezpieczn
                                                    > a odleglosc od rowerzysty. O to pytaj Jurka.

                                                    Pomyłka. Jurek nikomu żadnej bezpiecznej odległości nie wyznacza. Jurek tylko pisze, jak widzi to wyprzedzany rowerzysta, że z jego punktu widzenia znaczenie ma i odległość, i prędkość. Ale Ciebie, jak widzę, inne punkty widzenia nie interesują. Bo tylko Twój jest jedynie słuszny. Jak Edek powie, że prędkość jest bez znaczenia, to nie ma prawa dla nikogo mieć znaczenie i koniec.

                                                    > Po drugie ja nigdy nie wyprzedzam
                                                    > blisko i juz. Niezaleznie od predkosci.

                                                    Tak to przedstawiasz, jakbym Ci kazał wyprzedzać blisko. Nic z tych rzeczy, bardzo dobrze, że nie wyprzedzasz na żyletę. Nie bierz więc do siebie, gdy pisze o takich, którzy tak blisko wyprzedzają. I najgorsze, że robią to "z marszu".
                                                    Jura
                                                  • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 16.05.11, 11:34
                                                    > Pomyłka. Jurek nikomu żadnej bezpiecznej odległości nie wyznacza. Jurek tylko p
                                                    > isze, jak widzi to wyprzedzany rowerzysta, że z jego punktu widzenia znaczenie
                                                    > ma i odległość, i prędkość. Ale Ciebie, jak widzę, inne punkty widzenia nie int
                                                    > eresują. Bo tylko Twój jest jedynie słuszny. Jak Edek powie, że prędkość jest b
                                                    > ez znaczenia, to nie ma prawa dla nikogo mieć znaczenie i koniec.

                                                    To dziwne, ze absolutnie nie przyjmujesz do wiadomosci, ze zbyt bliskie wyprzedzanie rowerzystow, niezaleznie od predkosci, moze byc zabojcze. To takie "po linii i na bazie". Predkosc jest na topie, to gadamy tylko o niej. Reszta oczywiscie ma znaczenie, ale najwazniejsza jest predkosc.

                                                    Czyli tak: najpierw niech wszyscy zaczna jezdzic powolutku. Rozejrzymy sie troszke, policzymy wplywy z fotoradarow i opublikujemy kolejny raport o katastrofalnym stanie bezpiecznestwa na naszych drogach. Dostawimy kolejnych kilka fotoradarow, pogadamy cos o tym, jak to nie mozna rowerzystow zbyt szybko wyprzedzac i... Znowu wyjdzie na to, ze fotoradarow jest za malo, bo ludziska jednak osiagaja predkosci, przy ktorych zdarzenia smiertelne sa norma. A mowimy juz o 30 km/h!!! Ojejej! Przez kolejne 10 lat beda sie zastanawiac nad ofotoradarowaniem calej Polski, rejestratorami predkosci sredniej, kosztami itp.

                                                    A ludziska, jak to ludziska - beda sie nadal zabijac, tylko powolutku. Bo jak powolutku, to nie zerwie czapeczki z glowy rowerzysty. A ze czasem razem z glowa, to trudno. W TV mowili, ze trzeba powolutku.
                                                  • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 16.05.11, 12:11
                                                    edek40 napisał:

                                                    > To dziwne, ze absolutnie nie przyjmujesz do wiadomosci, ze zbyt bliskie wyprzed
                                                    > zanie rowerzystow, niezaleznie od predkosci, moze byc zabojcze.

                                                    Ależ ja przyjmuję do wiadomości, że nawet brak wyprzedzania może być zabójczy. Mogę wjechać w dziurę, zachwiać się i uderzyć tak nieszczęśliwie w glebę, że trup. Mimo to, z dwojga złego wolę, gdy wyprzedza mnie samochód w odległości 50 cm, ale za to z prędkością 20-25 km/h, niż gdy wyprzedza mnie setką, za to w odległości 80 cm. Ten podmuch spowodowany prędkością nie tylko czapeczkę może zerwać (jak sobie pokpiwasz), ale może mieć także gorsze skutki. Ale po co Ci to mówię? Przecież Ciebie inny, praktyczny punkt widzenia nie interesuje.

                                                    > To takie "po li
                                                    > nii i na bazie". Predkosc jest na topie, to gadamy tylko o niej.

                                                    A co mnie obchodzi ideologia? Ja nie oceniam po tym, czy coś jest "po linii i na bazie".

                                                    > Reszta oczywis
                                                    > cie ma znaczenie, ale najwazniejsza jest predkosc.

                                                    A gdzie takie coś napisałem, że najważniejsza? To Ty nie chcesz dopuścić do wiadomości, że dla wyprzedzanego rowerzysty prędkość też ma znaczenie.
                                                    Jura
                                                  • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 16.05.11, 12:36
                                                    > Ależ ja przyjmuję do wiadomości, że nawet brak wyprzedzania może być zabójczy.
                                                    > Mogę wjechać w dziurę, zachwiać się i uderzyć tak nieszczęśliwie w glebę, że tr
                                                    > up. Mimo to, z dwojga złego wolę, gdy wyprzedza mnie samochód w odległości 50 c
                                                    > m, ale za to z prędkością 20-25 km/h, niż gdy wyprzedza mnie setką, za to w odl
                                                    > egłości 80 cm. Ten podmuch spowodowany prędkością nie tylko czapeczkę może zerw
                                                    > ać (jak sobie pokpiwasz), ale może mieć także gorsze skutki. Ale po co Ci to mó
                                                    > wię? Przecież Ciebie inny, praktyczny punkt widzenia nie interesuje.

                                                    Mnie interesuje wylacznie to, aby niezaleznie od predkosci, nikt nie probowal wyprzedzac mnie po tym samym pasie, po ktorym jade. Ale to z kolei nie wpisuje sie w milosciwy system zabijania sie byle powolutku. Bo powolutku to znaczy, ze tak wladze, jak i uzytkownicy zrobili juz absolutnie wszystko co bylo do zrobienia i UE nie bedzie grozic paluszkiem. I to chodzi. UE jest liberalna. Jak udowodni sie, ze powolutku, to przyjma, ze nasi kierowcy sa niepelnosprawni i juz nie beda sie ciskac, bo beda mogli zostac posadzeni o dyskryminacje.

                                                    > A co mnie obchodzi ideologia? Ja nie oceniam po tym, czy coś jest "po linii i n
                                                    > a bazie".

                                                    Nie przyjmujesz do wiadomosci, ze predkosc nie jest najwiekszym zlem na naszych drogach. A tlumaczac mi, ze powolutku mozna rowerzyste nieomal zabrudzic brudem z nadwozia wpisuje sie w chor bezmyslnego skladania wszystkiego na predkosc. A ja po prostu nie uwazam, ze unikne smierci, jesli TIR powolutku nieomal otrze sie o mnie, a ja z jakichs powodow nieco zmienie trajektorie jazdy.

                                                    > A gdzie takie coś napisałem, że najważniejsza? To Ty nie chcesz dopuścić do wia
                                                    > domości, że dla wyprzedzanego rowerzysty prędkość też ma znaczenie.

                                                    Absolutnie nie ma (w zakresie przepisowym), jesli kierowca przyjmuje rowerzyste za pelnoprawnego i pelnopasowego uzytkownika drogi.
                                                  • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 16.05.11, 12:59
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Mnie interesuje wylacznie to, aby niezaleznie od predkosci, nikt nie pro
                                                    > bowal wyprzedzac mnie po tym samym pasie, po ktorym jade.

                                                    I to jest właśnie podejście doktrynalne a nie zdroworozsądkowe. Pas - pojecie magiczne. Nieważne, jaki szeroki, nieważne, że spokojnie się zmieści i rower, i samochód - najważniejsza kreska na jezdni.

                                                    > Ale to z kolei nie wp
                                                    > isuje sie w milosciwy system zabijania sie byle powolutku. Bo powolutku to znac
                                                    > zy, ze tak wladze, jak i uzytkownicy zrobili juz absolutnie wszystko co bylo do
                                                    > zrobienia i UE nie bedzie grozic paluszkiem. I to chodzi. UE jest liberalna. J
                                                    > ak udowodni sie, ze powolutku, to przyjma, ze nasi kierowcy sa niepelnosprawni
                                                    > i juz nie beda sie ciskac, bo beda mogli zostac posadzeni o dyskryminacje.

                                                    O, i jeszcze Unie wspomina. Kompletna ideologizacja, zamiast zwykłego zdrowego rozsądku i praw fizyki. Jakieś filozofowanie o liberalizmie, grożeniu paluszkiem i co tam jeszcze, zamiast po prostu pogodzić się z prawem fizyki, że jak jedzie się szybko, to powstaje podmuch, a jak wolno, to ten podmuch nie powstaje i powstawanie tego podmuchu dla wyprzedzanego rowerzysty jest kluczowe. Ale dla Edka ideologia ważniejsza od fizyki.

                                                    > Nie przyjmujesz do wiadomosci, ze predkosc nie jest najwiekszym zlem na naszych
                                                    > drogach.

                                                    W którym miejscu w tym wątku przekonuję, że prędkość jest największym złem? Bardzo proszę, konkretnie, bez robienia ze mnie idioty wkładaniem mi w usta tez, których nie napisałem.
                                                    Podobnie z ocieraniem się brudem - nic takiego nie napisałem. Podawałem bardzo konkretne odległości. Ale Ty nie lubisz konkretów. Ty wolisz ogólne ideologiczne dywagacje.

                                                    > Absolutnie nie ma (w zakresie przepisowym), jesli kierowca przyjmuje rowerzyste
                                                    > za pelnoprawnego i pelnopasowego uzytkownika drogi.

                                                    Piszesz o teorii, a ja o praktyce. Ale nawet w Twojej teoretycznej sytuacji prędkość też ma znaczenie. Jazda ze zbyt wielką prędkością może spowodować, że nie zdążysz wyhamować do jego prędkości, gdy zobaczysz go np. za zakrętem, czy wzniesieniem, a nie będzie warunków do prawidłowego wyprzedzenia.
                                                    Jura


                                                  • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 16.05.11, 13:12
                                                    > I to jest właśnie podejście doktrynalne a nie zdroworozsądkowe. Pas - pojecie m
                                                    > agiczne. Nieważne, jaki szeroki, nieważne, że spokojnie się zmieści i rower, i
                                                    > samochód - najważniejsza kreska na jezdni.

                                                    Pas na zwyklych szosach, bez pasa awaryjnego nie ma raczej wiecej niz 3,5 metra. Liczmy: rower wraz z jego "bojaznia" wpadniecia w dziure na krawedzi to nie mniej niz 1 metr; samochod osobowy zas to nie wiecej niz 2 metry. Mamy wiec az pol metra. zapasu na samochod z przeciwka i zachwianie sie rowerzysty na wietrze. Jesli wiec bedzie powolutku, to co najwyzej urwie nam lusterko...

                                                    > Piszesz o teorii, a ja o praktyce. Ale nawet w Twojej teoretycznej sytuacji prę
                                                    > dkość też ma znaczenie. Jazda ze zbyt wielką prędkością może spowodować, że nie
                                                    > zdążysz wyhamować do jego prędkości, gdy zobaczysz go np. za zakrętem, czy wzn
                                                    > iesieniem, a nie będzie warunków do prawidłowego wyprzedzenia.

                                                    Czeli zreasumujmy. Nie widze - nie wyprzedzam. Chyba ze to rowerzysta, wtedy mam wszystko w nosie. Zwalniam i patrze co bedzie dalej. Oj, z przeciwka cos jedzie. A co mi tam! Jade powolutku i powolutku ocale swoje zycie spychajac rowerzyste do rowu. Zaczynam kapowac o co chodzi z tym powolutku.
                                                  • jureek Re: A moze to kwestia definicji jezdni 17.05.11, 09:55
                                                    edek40 napisał:

                                                    > Czeli zreasumujmy. Nie widze - nie wyprzedzam. Chyba ze to rowerzysta, wtedy ma
                                                    > m wszystko w nosie. Zwalniam i patrze co bedzie dalej. Oj, z przeciwka cos jedz
                                                    > ie. A co mi tam! Jade powolutku i powolutku ocale swoje zycie spychajac rowerzy
                                                    > ste do rowu. Zaczynam kapowac o co chodzi z tym powolutku.

                                                    Guzik kapujesz. Na pewno o zrozumieniu nie świadczy przeinaczanie wypowiedzi rozmówcy. Nie chce mi się już dalej wysilać, zaprzeczać, że nie o spychanie chodzi, że nie twierdzę, że w przypadku rowerzysty można mieć wszystko w nosie itd., bo Ty to i tak celowo przekręcisz. Ciebie nie interesuje inny punkt widzenia, dla Ciebie najważniejsze jest, żeby sobie po prostu ponarzekać, a najfajniej się narzeka, gdy inni do tego narzekania się dołączą.
                                                    Jura
                                                  • samspade Re: A moze to kwestia definicji jezdni 16.05.11, 14:21
                                                    Na tym forum wyczytałem już tak wiele dziwnych rzeczy, że trudno jest co jest ironią. Nie wiem czy ironią jest że drogowcy nigdy się nie mylą, że przestrzeganie dozwolonej prędkości jest panaceum na wszelkie kłopoty, że nie przepisy nie są przestrzegane ponieważ są ustalane przez urzędasów, że nie hamujemy przed ludźmi żeby nie obudzić dziecka, że wolno wyprzedzać na przejściach dla pieszych.
                                                    Gdzie leży granica tej ironii?
                                                  • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 16.05.11, 15:06
                                                    > Na tym forum wyczytałem już tak wiele dziwnych rzeczy, że trudno jest co jest i
                                                    > ronią. Nie wiem czy ironią jest że drogowcy nigdy się nie mylą,

                                                    W swietle raportu Nik wychodzi na to, ze drogowcy, jesli sie nie myla, to raczej za sprawa przypadku.

                                                    > że przestrzeganie dozwolonej prędkości jest panaceum na wszelkie kłopoty,

                                                    Zwazywszy na jedyny widoczny aspekt "poprawiania bezpiecznestwa" na naszych drogach... Hm.... Zdecydowanie tak!

                                                    > Gdzie leży granica tej ironii?

                                                    Jak dla mnie mniej wiecej na zachodniej granicy Polski, gdzie choc ruchliwe tranzytowki w Berlinie maja ograniczenie do 30 km/h, ruch tam jest jakby szybszy i mniej stresujacy. Choc kto wie czy nie jest to wylaczna zasluga niemieckich kierowcow...?
                                                  • tymon99 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 17.05.11, 08:44
                                                    edek40 napisał:

                                                    > W swietle raportu Nik wychodzi na to, ze drogowcy, jesli sie nie myla, to racze
                                                    > j za sprawa przypadku.

                                                    w świetle tego samego raportu wychodzi na to, że kierowcy egzamin na PJ zdają raczej za sprawą przypadku, tak słabo są po kursie wyszkoleni. ale ta część raportu do z góry założonej tezy już nie pasuje.
                                                  • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 17.05.11, 11:02
                                                    > w świetle tego samego raportu wychodzi na to, że kierowcy egzamin na PJ zdają r
                                                    > aczej za sprawą przypadku, tak słabo są po kursie wyszkoleni. ale ta część rapo
                                                    > rtu do z góry założonej tezy już nie pasuje.

                                                    Czemu mi to piszesz? Czy ja czesto kurs na prawo jazdy nazywam inaczej niz kursem z parkowania i topografii okolic WORDu?

                                                    Ale moze to kierowcy sa winni temu, ze drogi mamy ponizej krytyki, kursy podobnie, a zarzadzanie i oznakowanie w ogole nie podlega slowom opisywanym w ogolnodostepnych slownikach?
                                                  • tymon99 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 18.05.11, 18:58
                                                    a temu to piszę, że własne braki w wyszkoleniu każdy może - i powinien! - nadrobić, miast szukać wymówki w stanie dróg.
                                                  • edek40 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 18.05.11, 22:59
                                                    > a temu to piszę, że własne braki w wyszkoleniu każdy może - i powinien! - nadro
                                                    > bić, miast szukać wymówki w stanie dróg.

                                                    Nie bardzo lapie do kogo te slowa - czy do mnie, ktory ma bezwypadkowe i (poza jednym z okazji zarosnietego znaku) bezmandatowe konto? Czy moze do specow NIKu, ktorzy na naszych drogach nie zostawili suchej nitki, co stoi w jawnej sprzecznosci z tym co podaja nam nasi fahofcy od drog?
                                • tymon99 Re: A moze to kwestia definicji jezdni 13.05.11, 18:44
                                  edek40 napisał:

                                  > Mury oporowe w osi jezdni?

                                  chcesz obnażyć naszą ignorancję (że nie reagujemy) czy własną??
        • bimota Re: A moze to kwestia definicji jezdni 12.05.11, 11:19
          Czyli gdzie ?

          PRzechodzic trzeba poprostu z glowa. Czyli np. nie miec tych dopuszczlnych gdzies tam 0.5 promila we krwi...
    • samspade Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 13:37
      Wydaje mi się że nie ma co rozpatrywać tych statystyk ogólnie. U mnie w mieście piesi są sprawcami około 36% zdarzeń oraz 50 % wypadków ze skutkiem śmiertelnym. Głównymi przyczynami zdarzeń są: nieustąpienie pierwszeństwa pieszemu oraz nieostrożne wejście przed jadącym pojazdem.
      Wiadomo że inaczej będzie wyglądał rozkład przyczyn zdarzeń w mieście a inaczej w małych miejscowościach.
      • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 13:47
        > Wydaje mi się że nie ma co rozpatrywać tych statystyk ogólnie.

        A dlaczego? Ilosc smierci na przejsciach dla pieszych jest zadziwiajaco niewielka. Zwaz, ze nie ma wiele krajow, w ktorych nieomal 100% ruchu odbywa sie na drogach kolizyjnych, a szlaki tranzytowe z reguly poprowadzone sa przez srodek mniejszych lub wiekszych miejcowosci. Z kolei w oslupienie wprawia ilosc smierci w miejscach, w ktorych piesi nie maja prawa przebywac, czyli na jezdni. Biorac pod uwage, ze malo kto ma zamiar kogos zabic na drodze, mozna sobie wyobrazic te liczbe jako odsetek skokow adrenaliny i szczesliwych ominiec oraz domniemywac, ze czesc opuszczen pasa z nieustalonych powodow to moga byc nieoswietleni uzytkownicy drogi.
        • samspade Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 14:06
          Oczywiście można rozpatrywać ogólnie wyniki. Wtedy wyjdzie nam że piesi to straszna zaraza, chodzą nieoświetleni i nieprawidłową stroną drogi.
          Natomiast jeżeli statystyki będzie rozpatrywać się miejscowo wyniki mogą być zgoła odmienne. U mnie w mieście przez 3 lata chodzenie nieprawidłową stroną drogi było przyczyna jednego wypadku. Zdaję sobie sprawę że w małych miejscowościach bądź poza terenem zabudowanym, w miejscach gdzie nie odpowiedniej struktury jest to problem o wiele większy. Tak samo jak zdaję sobie sprawę że w małych miejscowościach na zdecydowanie mniejszą skalę występuje omijanie samochodów, które przepuszczają pieszych.
          • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 14:59
            > Oczywiście można rozpatrywać ogólnie wyniki. Wtedy wyjdzie nam że piesi to stra
            > szna zaraza, chodzą nieoświetleni i nieprawidłową stroną drogi.

            To najmniejszy problem. Gorzej, ze narzekaja, ze staje im sie krzywda.
            • samspade Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 15:31
              Często staje im się krzywda. Często oni tą krzywdę powodują.
              • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 15:49
                > Często staje im się krzywda.

                Bez watpienia.

                > Często oni tą krzywdę powodują.

                Pomijane milczeniem.
        • jureek Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 14:09
          edek40 napisał:

          > Z kolei w oslupienie wprawia ilosc smierci
          > w miejscach, w ktorych piesi nie maja prawa przebywac, czyli na jezdni.

          Pieszy nie ma prawa przebywać na jezdni? Przy takim nastawieniu nie dziwię się, że mimo doskonałej widoczności dla większości kierowców jestem przezroczysty (i to nie tylko na jezdni, a nawet na poboczu). No bo skoro nie mam prawa tam przebywać (ciekawe na jakiej podstawie?), to na pewno mnie nie ma.
          Jura
          • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 14:58
            > Pieszy nie ma prawa przebywać na jezdni? Przy takim nastawieniu nie dziwię się,
            > że mimo doskonałej widoczności dla większości kierowców jestem przezroczysty

            W strasznym miejscu bywasz pieszym. W moich okolicach widoczny pieszy powoduje prawidlowe reakcje. Moze chodzi o calosc blach? Nie wiem.
            • jureek Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 15:15
              edek40 napisał:

              > W strasznym miejscu bywasz pieszym. W moich okolicach widoczny pieszy po
              > woduje prawidlowe reakcje. Moze chodzi o calosc blach? Nie wiem.

              Co Ty możesz o tym wiedzieć? Jeżeli jedziesz samochodem, to możesz co najwyżej ocenić Twoje reakcje i może dwóch jadących przed Tobą. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
              Jura
              • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 15:19
                > Co Ty możesz o tym wiedzieć? Jeżeli jedziesz samochodem, to możesz co najwyżej
                > ocenić Twoje reakcje i może dwóch jadących przed Tobą. Punkt widzenia zależy od
                > punktu siedzenia.

                Oczywiscie. Jednak wobec tego, ze tylko raz dziennie widze dzien wniosku, ze jutro rowniez bedzie. Bo wczoraj i przedwczoraj tez byl. I pomyslec, ze takie glebokie wnioski plyna z tego, ze raz dziennie widze dzien.
            • jureek Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 12.05.11, 15:32
              edek40 napisał:

              > W strasznym miejscu bywasz pieszym. W moich okolicach widoczny pieszy po
              > woduje prawidlowe reakcje.

              A co Ty możesz wiedzieć o tych reakcjach? Przecież widzisz co najwyżej swoją reakcję i ewentualnie jadącego przed Tobą. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
              Jura
              • rudi4 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 13.05.11, 13:17
                Jest taki fajny program "Jedź bezpiecznie" - dostępny w necie. Proponuje wszystkim przyrośniętym do fotela pooglądać i zobaczyć nieco inny punkt widzenia. Chociażby to, że na dwupasmówce przejeżdżanie obok wolniejszego pojazdu to też jest wyprzedzanie oraz że omijanie pojazdu który zatrzymał się w celu przepuszczenia [pieszych to 10 punktów i 500zł.A później się biedni kierujący dziwią skąd mandat...Z własnych obserwacji "zakopiankowych" - jakieś 80% kierujących nie zdaje sobie z tego sprawy.
                Wczoraj idiota wjechał w dzieci na PdP gdzieś w Ełku i tłumaczył się że się zagapił...
                • tiges_wiz Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 13.05.11, 23:08
                  Proponuje zaglądać częściej na forum, to byś wiedział, że program znamy i oglądamy
    • babaqba Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 13.05.11, 14:05
      Och, przyczyny są znane: skrajne przemieszanie każdego typu ruchu wraz z wielkim jego natężeniem. Jeżdżąc po Europie nigdzie nie widziałem tylu pieszych na jezdniach, co w Polsce. Znam miejsca, gdzie po jezdni spacerują nawet młode mamy z wózkami. Wszystko obok jadących sznurkiem pojazdów... Kiedy miliony pojazdów mijają codziennie setki tysięcy (albo i miliony) pieszych każdego dnia, to liczba wypadków z udziałem pieszych jest naprawdę minimalna i świadczy o tym, że nasi kierowcy robią wiele dla bezpieczeństwa.
      • tymon99 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 15.05.11, 23:00
        ty żartujesz, prawda?
        • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 11:01
          > ty żartujesz, prawda?

          Wiemy, wiemy. Glowne tranzytowki na calym swiecie poprowadzone sa jednojezdniowymi szosami, przez mozliwie jak najwieksza liczbe terenow zabudowanych i tylko w Polsce to cos dziwnego i powodujacego wypadki.
          • jureek Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 11:10
            edek40 napisał:

            > Wiemy, wiemy. Glowne tranzytowki na calym swiecie poprowadzone sa jednojezdniow
            > ymi szosami, przez mozliwie jak najwieksza liczbe terenow zabudowanych

            Ale złośliwe te polskie władze. Mamy tyle wspaniałych autostrad i dwujezdniówek, a one złośliwie prowadzą główne tranzytówki jednojezdniowymi szosami i to jeszcze tak, żeby o jak największą liczbę terenów zabudowanych po drodze zaliczyć. Coś takiego!
            Jura
            • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 11:24
              > Ale złośliwe te polskie władze. Mamy tyle wspaniałych autostrad i dwujezdniówek
              > , a one złośliwie prowadzą główne tranzytówki jednojezdniowymi szosami i to jes
              > zcze tak, żeby o jak największą liczbę terenów zabudowanych po drodze zaliczyć.
              > Coś takiego!

              A gdyby tak wreszcie spojrzec na sprawe mniej dogmatycznie?

              Dlaczego jakos nikt nie pyskuje, ze ludzie w Somalii choruja i umieraja na wlasna prosbe, bo zaniedbuja higieny? Oni maja susze, wiec nic sie nie da zrobic. Polacy jednak zabijaja (sie) na wlasna prosbe. Bo to, ze w innych krajach ruch jest zorganizowany zupelnie inaczej nie moze byc powodem do zaniechania porownan.
            • tbernard Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 14:38
              Nie ma się o co spierać.
              Gdy pojawia się informacja, że u nas więcej ginie w wypadkach drogowych, to zaraz pojawiają się dwa przeciwstawne obozy. Jedni upatrują jakichś ułomności genetycznych w Polakach, bo jeżdżą jak wariaci. Inni upatrują przyczyn w skandalicznej infrastrukturze i organizacji ruchu.
              Przydała by się statystyka pokazująca do ilu śmiertelnych wypadków Polacy przyczynili się w krajach, gdzie te wskaźniki śmiertelności są mniejsze. Jak to właściwie jest, czy te nieliczne śmiertelne wypadki to głównie Polacy nakręcają? Czy może to sprawa jakiegoś tajemniczego promieniowania na terytorium naszego kraju, które sprawia, że tu mózgi tracą sprawność a jak już się wydostają poza nasze granice, to już działają w sposób cywilizowany.
              • jureek Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 14:56
                tbernard napisał:

                > Nie ma się o co spierać.
                > Gdy pojawia się informacja, że u nas więcej ginie w wypadkach drogowych, to zar
                > az pojawiają się dwa przeciwstawne obozy. Jedni upatrują jakichś ułomności gene
                > tycznych w Polakach, bo jeżdżą jak wariaci. Inni upatrują przyczyn w skandalicz
                > nej infrastrukturze i organizacji ruchu.

                Dodałbym jeszcze przepisy (które odbiegają od przyjętych w większości krajów zachodniej Europy) i szkolenia.
                Natomiast zachowania pieszych (poza tymi pijanymi w sztok) nie różnią się od zachowania pieszych w innych krajach, powiedziałbym, że nasi piesi są nawet bardziej zdyscyplinowani (czy raczej wystraszeni) niż gdzie indziej.
                Jura
                Jura
                • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 15:08
                  > Natomiast zachowania pieszych (poza tymi pijanymi w sztok) nie różnią się od za
                  > chowania pieszych w innych krajach, powiedziałbym, że nasi piesi są nawet bardz
                  > iej zdyscyplinowani (czy raczej wystraszeni) niż gdzie indziej.

                  I dobrze. Ja na przyklad nie przestaje sie bac na drodze. Nawet w poblizu fotoradaru, ktory jak wiadomo nie sluzy do poprawiania bezpiecznestwa.
        • babaqba Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 16.05.11, 23:37
          A dlaczego mam żartować? W Polsce po drogach o wielkim natężeniu ruchu porusza się kosmicznie więcej pieszych niż w krajach cywilizowanych. To jest fakt i nic do niego nie mają takie tam nabijania się, czy tak drogi poprowadzono specjalnie czy nie. Jest faktem, że polski brain dead uczynił wioskę-ulicówkę głównym modelem zagospodarowania przestrzeni. Ale ad rem: w związku z powyższym zdarzeń tego typu, że obok pieszego przejeżdża pojazd jest bardzo dużo. I w jakimś kosmicznej wręcz liczbie przypadków nic się nie dzieje, czasami niestety tak. Ale to nie zmienia faktu, że procentowo, w stosunku do liczby pieszych na drodze pojazdu, wypadków mamy bardzo niewiele. Czysta matematyka. Na nic kpiny i oburzanie się.

          I tak będzie do czasu, aż polski brain dead się nieco nie ożywi. Nic na to ożywienie nie wskazuje. Co za problem poprowadzić chłopstwu dróżkę od tyłu domków, na którą będą mogli wyjeżdżać wózkami, rowerkami i ciągnikami i na której będą się bezpiecznie ryćkać ich psy? A od szosy tranzytowej odgrodzić ekranami dźwiękochłonnymi? Koszty stosunkowo niewielkie w porównaniu do budowy obwodnicy a efekt natychmiastowy. Wiem, nie_da_się. Nic nie piszcie, proszę.
    • bolkowiak Kary są za małe 18.05.11, 14:01
      Kary są za małe i stąd każdy jeździ za szybko. Co to jest 500 zł.
      Za nieprzepuszczenie pieszego na pasach kara powinna zaczynać się od 5000 zł w zwyż,
      a za jazdę po pijaku konfiskata auta.
      I ilość wypadków szybko by spadła.
      • samspade Re: Kary są za małe 18.05.11, 14:03
        Czemu te kary mają się zaczynać od 5000? Lepiej od razu od 50000, a zamiast konfiskaty auta, konfiskata domu.
      • edek40 Re: Kary są za małe 18.05.11, 14:21
        > Kary są za małe

        To sluszna koncepcja. Policja stoi po krzakach i pobiera oplaty za przejazd po prostej, zapominajac o sciganiu innych wykroczen. Jedyna sluszna koncepcja jest wiec podniesc kary. Jesli i to nie zadziala, bo policja nadal bedzie w krzakach, bedzie trzeba ponownie rozwazyc podniesienie kar...
    • bimota Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 23.05.11, 15:04
      Tiges, skad wziales te statystyki ? Bo za rok 2010 ze strony policji:

      Wypadki drogowe i ich skutki w miejscach ruchu pieszych w 2010 roku
      Wybrane miejsca ruchu pieszych Wypadki Zabici Ranni
      Przejście dla pieszych 3 307 190 3 342
      Skrzyżowanie 3 212 196 3 242
      Chodnik, droga dla pieszych 392 17 409
      Pobocze 100 10 113
      Przystanek komunikacji publicznej 102 6 107

      Czyzby piesi nie poruszali sie po jezdni ??
    • przemkkko Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 25.08.11, 22:16
      marek.dumle napisał:

      > www.tvn24.pl/0,1702593,0,1,w-polsce-ginie-najwiecej-pieszych-najmniej-na-cyprze,wiadomosc.html
      > Wskaźnik jak wskaźnik. Duży, ale z samej liczby niewiele wynika.
      > Ciekaw jestem ile przypada na miasta, ile na drogi pozamiejskie - ile na krajow
      > e, ile na wojewódzkie, ile na lokalne. I ciekaw jestem analizy - dlaczego? Bo p
      > rosta konkluzja - kierowcy jadą za szybko i nie przepuszczają pieszych to jak d
      > la mnie banał.


      Zazwyczaj jest to wina kierowców, ale jak już idzie o statystyki to podane liczby tyczą się wypadków śmiertelnych. Moim zdaniem nie były by one aż tak duże gdyby nie prosty fakt, iż kierowcy którzy mają obowiązek udzielić pierwszej pomocy przedmedycznej- jej nie udzielają, bo...nie wiedzą jak, bądź się boją do tego zabrać myśląc, że np. zrobią krzywdę poszkodowanemu, czy pobrudzą się krwią. Najpowszechniejszą formą pomocy poszkodowanemu w wypadku drogowym staje się wezwanie karetki, tylko że to w przeciągu od 3 do 5 minut po wypadku może dojść do nieodwracalnych zmian w układzie nerwowym człowieka, a czasem do zgonu. Żadna karetka nie jest w stanie dotrzeć na miejsce zdarzenia w tym czasie. Jesteśmy tylko my i nasze umiejętności , aby uratować ludzkie zdrowie, a czasem nawet życie. Każdy jeździ jak jeździ.... jest to pojęcie względne. Wypadki są i będą, ale gdybyśmy byli przygotowani do reakcji widząc, bądź uczestnicząc w zdarzeniu to na pewno było by mniej ofiar śmiertelnych na drogach.
      • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 26.08.11, 09:59
        > Zazwyczaj jest to wina kierowców,

        Poprosze o jakis dowod, a nie spamowanie.
        • przemkkko Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 26.08.11, 13:07
          Zbyt szybka jazda, często z większą prędkością niż przepisy na to pozwalają oraz brak właściwej pomocy medycznej tuż po wypadku.
          Oczywiście nie zawsze, bywają wyjątki;-)
          • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 26.08.11, 13:17
            > Zbyt szybka jazda, często z większą prędkością niż przepisy na to pozwalają

            I to jest wyjasnienie na poziomie policyjny pier..., wg ktorych wina kolizji na skrzyzowaniu obarcza sie nieustapienie pierwszenstwa oraz nadmierna predkosc tego na glownej...

            > oraz brak właściwej pomocy medycznej tuż po wypadku.

            Choc zdaniem niektorych nasi kierowcy to zawodowi zabojcy pieszych, dla kazdego, chocby z uwagi na spore straty materialne, uderzenie w pieszego to znaczny stres. Trudno wobec tego oczekiwac, ze kazdy kierowca pospieszy z pomoca. Niektorzy "sprawcy" sami moga potrzebowac pomocy, tak przejmuja sie pogniecionymi blachami.

            Sorry za uszczypliwosc. Temat umiejetnosci udzielania pomocy jest szalenie wazny. Wina czy niewina jest tu absolutnie marginalna i nie ma co o niej pisac przy okazji poruszania tej kwestii. Inna sprawa sa szkolenia kierowcow. Nie uczenie udzielania pierwszej pomocy na kursach (w praktyce - na fantomie) byloby paradoksalnie niewielkim problemem, gdyby kursy uczyly bezpiecznej jazdy. Nie ucza, wiec powinny polozyc nacisk na ratowanie ofiar niedouczenia....
            • bimota Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 26.08.11, 15:26
              Jakich kursach ?? Tego powinni uczyc w szkole podst. zamiast pieprzenia o burakach...
              • przemkkko Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 27.08.11, 10:00
                Powinni uczyć w szkołach, lecz tak się nie dzieje, a jak do tego dochodzi to są one powierzchownie przeprowadzone z racji, iż nauczyciele w szkole nie specjalizują się w ratownictwie medycznym. Kwestia kursów pierwszej pomocy pozostaje do własnego wyboru.

                "Temat umiejetnosci udzielania pomocy jest szalenie wazny. Wina czy niewina jest tu absolutnie marginalna i nie ma co o niej pisac przy okazji poruszania tej kwestii. Inna sprawa sa szkolenia kierowcow"

                - Zgadzam się, lecz szkolenia bezpiecznej jazdy miały by sens tylko wtedy gdyby każdy kierowca stosował się do wytycznych takiego kursu - a tu pozostaje wiele do życzenia. Natomiast w przypadku kursów pierwszej pomocy wystarczy chociażby jedna osoba na miejscu zdarzenia, która opanowała umiejętność udzielania pierwszej pomocy, aby ratować ofiary, jak to napisałeś "niedouczenia".

                • edek40 Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 27.08.11, 10:19
                  > - Zgadzam się, lecz szkolenia bezpiecznej jazdy miały by sens tylko wtedy gdyby
                  > każdy kierowca stosował się do wytycznych takiego kursu - a tu pozostaje wiele
                  > do życzenia.

                  A jednak wracasz do kwestii. I to w kraju, w ktorym wg. znanych mi statystych piesi odpowiadaja za wcale nie mala czesc zajsc na drodze. Powiedzialbym, ze o wiele za duza, jak na ich marne szanse w konfrontacji z autem. Kierowca, wyszkolony czy nie, ma male szanse unikniecia potracenia gdy pieszy wylazi ze skory, aby zginac.
                  • przemkkko Re: W Polsce ginie najwięcej pieszych 28.08.11, 10:28
                    Jak już mamy nieświadomego "pieszego- samobójce" to i bezpieczna jazda nic nie pomoże, a odpowiednio udzielona pierwsza pomoc może mu uratować życie i przestrzec przed następnym razem, kiedy będzie chciał wskoczyć pod samochód. Czyż nie?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja