Nauczyli parkowac...

06.12.11, 17:18
Dali prawo jazdy i powiedzieli jezdzij. Nie powiedzieli, ze w czasie kursu nie przekroczyla piecdziesiatki, wiec bladego pojecia nie ma jak to jest z autem, gdy jedzie sie szybciej. Nie powiedzieli, bo i po co, skoro jezdzila 50 km/h, kiedy predkosc moze zabic. Nie powiedzieli nawet, ze nie zapinanie pasow to przede wszystkim wykroczenie przeciw rozsadkowi, a nie tylko przeciw KD...
    • nazimno To jest tragiczna konsekwencja metod szkoleniowych 06.12.11, 18:05
      To jedno.

      A drugie to typowe dla mlodego, swiezego kierowcy SWIETE PRZEKONANIE, ze
      teraz juz jest KIEROWCA CALA GEBA.

      Nikt mu nie podskoczy.
      Nikt mu nie ma prawa zwrocic uwagi.
      Nikt mu nie bedzie mowic, co ma robic.
      Nikomu nic do niego.
      On juz wszystko wie.
      A otoczenie moze sie od niego uczyc.

      Ciekawe, czy na kursach teoretycznych jest taka "godzina wychowawcza"
      z filmami z wypadkow. Moze by ciut spokornieli.

      • tomeck3145 Re: To jest tragiczna konsekwencja metod szkoleni 06.12.11, 18:41
        A dla starych pryków, co to robią prawo jazdy po trzydziestce bo w robocie kazali?
        • nazimno Miales pecha, ze Ci kazali. 07.12.11, 09:50
          Nie mogles sie wymigac?
          • tomeck3145 Re: Miales pecha, ze Ci kazali. 07.12.11, 14:00
            Mam 13 lat więc nie mam prawa jazdy, ale za to nie jestem Niemcem.
            • nazimno Podejrzewalem, ze masz 13 lat, po Twoich postach. 07.12.11, 14:08
              A tego, ze nie jestes Niemcem bylem pewien po tym jak opublikowales jak
              marzysz o jezdzeniu po rondzie, bo jestes zbyt smarkaty na zasiadanie za kierownica.

              • tomeck3145 Re: Podejrzewalem, ze masz 13 lat, po Twoich post 07.12.11, 14:19
                Nom. Chciałbym być taki jak ty.
                • nazimno To marzenie... 07.12.11, 14:59
                  ...scietej glowy (albo predzej 13-latka z mutacja glosu)
      • rekrut1 Re: To jest tragiczna konsekwencja metod szkoleni 06.12.11, 22:38
        nazimno napisał: ..........
        Dokładnie tak ale..........takie rozumowanie" przychodzi" po ~10000 przejechanych kilometrów. :)))
        Pozdr.
        • nazimno 10 tys. km to za malo. 07.12.11, 17:24
          Jeszcze jest wazne, gdzie te 10 tys. zrobiono.

          Liczy sie doswiadczenie w roznych warunkach atmosferycznych, na roznych drogach
          (gory, doliny, autostrady lub inne), w roznych porach dnia, przy roznych natezeniach ruchu.

          Liczy sie umiejetnosc zachowania w dynamicznie ksztaltujacych sie sytuacjach w ruchu
          drogowym.


    • a_weasley Re: Nauczyli parkowac... 06.12.11, 20:08
      W każdej robocie przychodzi taki czas, że człowiek już się pewnie czuje, bo sobie daje radę w przeciętnych warunkach, a jeszcze tak naprawdę niewiele umie.

      Edek40 napisał:

      > Nie powiedzieli, ze w czasie kursu nie przekroczyla piecdziesiatki,
      > wiec bladego pojecia nie ma jak to jest z autem, gdy jedzie sie szybciej. Nie
      > powiedzieli, bo i po co, skoro jezdzila 50 km/h, kiedy predkosc moze zabic.

      Nie nauczyli jezdzić po mokrym, bo akurat jak na złość całą jesień było sucho.

      > Nie powiedzieli nawet, ze niezapinanie pasow to przede wszystkim
      > wykroczenie przeciw rozsadkowi, a nie tylko przeciw KD...

      Jeżeli trafiła stroną pasażera i jechała te swoje 60 czy 70, to trudno orzec, czy pasy by coś zmienily. Można by coś powiedzieć, widząc dokładniejsze zdjęcia, a nie taki widok ogolny.
    • misiek4111 Re: Nauczyli parkowac... 06.12.11, 21:56
      Jasne. Wszyscy i wszystko winne tylko nie kierowca. Typowe "rozumowanie".
      • misiek4111 Re: Nauczyli parkowac... 06.12.11, 22:11
        Może wcześniej czytała to forum i wywnioskowała, że na prostej 3 - pasmowej jezdni można grzać, bo przecież to nie prędkość zabija.
        No i zapomniałeś dodać, ile godzin na kursie zajęła nauka pakowania się w pięciu do czteroosobowego auta.
        Najtrudniej wyzwolić się z włąsnych kolein umysłowych.
        • rekrut1 Re: Nauczyli parkowac... 06.12.11, 22:30
          Najtrudniej wyzwolić się z włąsnych kolein umysłowych.
          Masz rację,powinieneś swój tekst przeczytać kilka razy. :(
          Niestety Edek ma rację,metody szkolenia kierowców,jak i poziom jaki reprezentują instruktorzy zostawia wiele do życzenia.
          Byłem świadkiem utarczki słownej instruktora i jakiegoś kierowcy.W pewnym momencie pada zdanie : nie widzi Pan że ta młoda dziewczyna .......itd.
          Już na kursie "wpaja" się kobietom że mają jakieś przywileje za kierownicą.
          Po pierwsze często nie widać kto siedzi za kółkiem. Po drugie za kierownicą siedzi kierowca , i to powinni wpajać kursantom instruktorzy.
          Pozdr..
        • qqbek Re: Nauczyli parkowac... 06.12.11, 23:35
          misiek4111 napisał:

          > Może wcześniej czytała to forum i wywnioskowała, że na prostej 3 - pasmowej jez
          > dni można grzać, bo przecież to nie prędkość zabija.

          Ty misiu uczyłeś, a może ktoś ze stałych bywalców... Edek?

          > No i zapomniałeś dodać, ile godzin na kursie zajęła nauka pakowania się w pięci
          > u do czteroosobowego auta.

          Jak widzę "L"-ki z poza mojej wsi, jeżdżące wokół naszego WORD-u to nierzadko widzę w nich po 5 łepków. Fakt... Yaris rejestrowany jest na 5 osób... a takie BMW 5 GT na 4 tylko.
          Pewnie w Yarisce wygodniej i bezpieczniej w 5 niż w BMW;)

          > Najtrudniej wyzwolić się z włąsnych kolein umysłowych.

          Ano właśnie.
          Zapomniał wół, jak cielęciem był? Ja po kursie też właściwie uważałem się za mistrza... tyle tylko, że te 16 lat temu ruch na ulicach był o tyle mniejszy, że pozostawiał trochę miejsca na drobne błędy (za to kurs był o 10 godzin krótszy). Grube błędy młodych kierowców to zasługa przede wszystkim tych, którzy ich uczyli.
          • tbernard Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 00:28
            > . Grube błędy młodych kierowców to zasługa przede wszystkim tych, którzy ich uczyli.

            Bez przesady, nie ma takiego bezpośredniego przełożenia. Niektórzy dostają małpiego rozumu odebrawszy papier. Co ma do tego nauczyciel skoro na kursie i egzaminie ktoś zachowywał się poprawnie? Ma przewidzieć, że ten konkretny osobnik zacznie świrować? Jak wytłumaczyć, że inni kursanci tego instruktora nie świrują i nie mają wypadków? Czyżby instruktor wylosował sobie kogoś na chybił trafił którego będzie źle uczył a resztę uczył dobrze?
            • qqbek Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 09:15
              tbernard napisał:

              > Bez przesady, nie ma takiego bezpośredniego przełożenia. Niektórzy dostają małp
              > iego rozumu odebrawszy papier. Co ma do tego nauczyciel skoro na kursie i egzam
              > inie ktoś zachowywał się poprawnie? Ma przewidzieć, że ten konkretny osobnik za
              > cznie świrować? Jak wytłumaczyć, że inni kursanci tego instruktora nie świrują
              > i nie mają wypadków? Czyżby instruktor wylosował sobie kogoś na chybił trafił k
              > tórego będzie źle uczył a resztę uczył dobrze?

              Pamiętasz jeszcze jak robiłeś prawo jazdy?
              Ja pamiętam.
              Pomimo tylko 20 godzin praktyki wtedy, instruktor stwierdził, że mam pojechać poza miasto, żeby pofrunąć szybciej niż "60" na dłuższym dystansie.
              Wyjechaliśmy na "19" w kierunku na Rzeszów ode mnie ze wsi. W pół godziny dojechaliśmy prawie do Kraśnika, po czym zawróciliśmy... kolejną godzinę (w programie były dwie jazdy zamiejskiej) pojechałem wąską, wojewódzką "835"... żeby mieć jakieś pojęcie o jeździe poza miastem i jeździe z podwyższoną prędkością.

              Wskaż mi ośrodek nauki jazdy, który dziś dokłada starań, by kursant choć kilkadziesiąt kilometrów przejechał z prędkością ponad 50km/h (odkąd zrobiłem prawo jazdy zdołali obniżyć limit:)

              Nie ma?

              Pewnie- bo najważniejsze jest parkowanie równoległe i ruszanie ze wzniesienia... tudzież wiedzieć, gdzie dolewamy oleju, a gdzie płynu do spryskiwaczy.

              Jak mi się znudził plac, to łuk zrobiłem bokiem, za pierwszym razem instruktor pobladł... ale stwierdził, że skoro mnie to bawi, to żebym się do placu z tym ograniczył... dwa dni później zaczęło nas na jezdni obracać (kurs w zimie robiłem, ani ja, ani instruktor nie spodziewaliśmy się szklanki w tamtym miejscu)... nawet nie zdążył zareagować, jak samochód już na powrót prosto jechał. Pokaż mi dzisiejszego instruktora, który na coś takiego kursantowi na placu pozwoli (inna sprawa, to to, że maluch nie maluch... ale jednak na RWD robiłem prawo jazdy... a to uczy i pokory i pewnych zachowań, które przydają się w przyszłości)
              • tbernard Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 10:31
                Oczywiście, że są instruktorzy lepsi i gorsi. Nie zmienia to faktu, że uogólnienie typu: instruktor winien, jak świeży kierowca popełnia błąd, to zbytnie uproszczenie. Samo pojęcie bląd czasem bywa różnie rozumiane. Dla jednych jest to sytuacja, gdy ktoś jest bardzo ostrożny, stara się wszystko robić przepisowo i coś mu nagle umyka spod kontroli, jakieś nagłe okoliczności zaskoczą itp. W innym przypadku ktoś zapierdziela na złamanie karku, łamie wszelkie przepisy aby tylko wyprzedzić, przetasować się do przodu względem innych uczestników ruchu i zwiedziony samouwielbieniem skoro do tej pory zawsze się udawało (czasem nawet kilka lat) popełnia ten pierwszy ale tragiczny błąd. Te pojęcia błędu są zupełnie nieprzystające. Jak niby instruktor w tym drugim przypadku mógłby zapobiec, skoro gość technicznie bardzo dobry a podczas kursu i na egzaminie umiejętnie zamaskował swój temperament? Co do tych którzy popełniają błędy w pierwszym rozumieniu, to istotnie, instruktor ma pewne pole do popisu (albo nauczyć albo stwierdzić, że ktoś nie ma kompletnie predyspozycji) a egzaminator do zweryfikowania.
                • qqbek Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 11:10
                  tbernard napisał:

                  > Oczywiście, że są instruktorzy lepsi i gorsi.

                  Truizm- zawsze będą lepsi i gorsi.

                  > Nie zmienia to faktu, że uogólnie
                  > nie typu: instruktor winien, jak świeży kierowca popełnia błąd, to zbytnie upro
                  > szczenie.

                  Zgoda.
                  Ale - czy zbytnim uogólnieniem będzie stwierdzenie, że cały system szkolenia i egzaminowania kandydatów na kierowców mamy do dupy? Czy to nie "pierdel, serdel, burdel" jak mawiał Piłsudski?
                  Czego uczy się kursant w Niemczech a czego kursant w Polsce?
                  Dlaczego miast uzdrawiać sytuację, robi się coś wprost przeciwnego (już widzę te ogonki na krajówkach, za sunącymi przepisowe "70" "zielonymi"... czy też TIR-y wyprzedzające takowych na autostradach).

                  > Samo pojęcie bląd czasem bywa różnie rozumiane. Dla jednych je
                  > st to sytuacja, gdy ktoś jest bardzo ostrożny, stara się wszystko robić przepis
                  > owo i coś mu nagle umyka spod kontroli, jakieś nagłe okoliczności zaskoczą itp.

                  "Nie sztuką jest nie być winnym i mieć wypadek.Sztuką jest nie być winnym i nie mieć wypadku" cytuję tutaj Witolda Rychtera rzecz jasna... choć sam miałem już wypadek (okoliczność łagodząca-> mój pojazd nie znajdował się wtedy w ruchu).

                  > Co do tych którzy popełniają błędy w p
                  > ierwszym rozumieniu, to istotnie, instruktor ma pewne pole do popisu (albo nauc
                  > zyć albo stwierdzić, że ktoś nie ma kompletnie predyspozycji) a egzaminator do
                  > zweryfikowania.

                  Niedostosowanie prędkości do warunków jazdy to podstawowy błąd techniczny, wynikający z nieznajomości najbardziej elementarnych praw fizyki. Nie mówię, że należy na kursach prawa jazdy wykładać fizykę kwantową na poziomie uniwersyteckim. Wystarczyłaby newtonowska, na poziomie gimnazjum... poparta materiałem graficznym, ilustrującym skutki braku szacunku dla niej oraz praktyczną nauką jazdy z prędkością przekraczającą 50km/h.
                  • qqbek O kurcze... 07.12.11, 11:13
                    ...automatyczny cenzor padł na forum Gazety... a ja leniwie nie wykropkowałem tego, co zamierzałem powiedzieć i wyszło z łaciną podwórkową :D
                  • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 12:35
                    > "Nie sztuką jest nie być winnym i mieć wypadek.Sztuką jest nie być winnym i nie
                    > mieć wypadku" cytuję tutaj Witolda Rychtera

                    Popatrz, popatrz. Przypomina mi sie dyskusja o nieszczesciu na pewnym przejsciu, gdzie ciezarowka smiertelnie potracila rowerzystke, ktora miala zielone. Naszym forumowym kolegom zdecydowanie wystarcza do szczescia wskazanie winnego. Ten sam cel przyswieca z reszta odpowiedzialnym za nasze drogi...
                    • bimota Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 13:48
                      Ale to tylko wg twej interpretacji...
              • bimota Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 12:08
                No ty to jestes mistrz nad mistrze...

                Ja tez kurs robilem maluchem... Jak przekroczylem 40 to instruktor kazal zwalniac, raz kawalek wyjechalismy za miasto i pozwolil 60... Efekt byl taki, ze po odebranniu prawka stracilem panowanie nad autem przy predkosci ok 100, bo niby skad mialem wiedziec, ze wtedy kierownica "szybciej reaguje" ? Jak bys sie, albo kogos, rozpieprzyl, to by bylo, ze predkosc zabija, to ze przy troche wiekszych umiejetnosciach bezpiecznie bym ten odcinek przejechal z predkoscia 2x wieksza, nie ma znaczenia najmniejszego... A kurs robilem w AW, ktory mia do dyspozycji tor... Ale tor jest dla zawodowcow i do organizowania gield, nie dla zielonych...

                Ludzie sie rozwalaja na zakrecie - niedostosowanie... Stawia sie ograniczenie do 40, choc sama policja przyznaje, ze nie wiem co tam niebezpiecznego, bo sama probowala, ze da sie spokojnie przejechac 80... Buduje sie wysepki, podwyzszenia i inne cuda, zamiast pieniadze przenaczyc na szkolenia, czy stworzenia warunkow do samoszkolenia.

                Choc kocham pilke, wolalbym ogolnodostepny tor w kazdym miescie zamaiast tych stadionow (w Warszawce 3 stadiony na 2 druzyny).

                Jak ucza w Niemczech - nie wiem, ale tam "L" widuje sporadycznie i jezdzace normalnie. W Poznaniu, w okolicy osrodka nie raz polowa aut na ulicy to "L" i wiekszosc jedzie jak pipy...
          • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 11:30
            > Ty misiu uczyłeś, a może ktoś ze stałych bywalców... Edek?

            Uczylem zeglarzy. Pierwszy dzien szkolenia to zawsze byly zasady bezpiecznenstwa. Powtarzane nastepnie przez caly kurs. Nacisk zawsze kladlem na bezpiecznestwo. Na styl i wykute umiejetnosci mniej. Jako egzaminator rowniez pozwalalem sobie na luksus oceny, czy dotkniecie dziobem pomostu jest zlem samym w sobie. Zdarzylo mi sie zaliczyc egzamin kursantowi, ktory w pomost przywalil porzadnie. Zdarza sie, ze wiatr zmienia kierunek. Wyczucie tego to kwestia sporego doswiadczenia. Wtedy wytyczne wymagaly manewrow portowych na zaglach. Tak wiec wiatr zmienil kierunek i lodka kursantowi sie nieoczekiwanie rozpedzila. I teraz skup sie - powinienem mu postawic ocene negatywna. A postawilem pozytywna. A wiesz za co? Za to, ze znakomicie opanowal sytuacje. Ustawil lodke tak, aby ewentualne szkody byly jak najmniejsze, krzyknal na zaloge, ze dojdzie do uderzenia i ze maja siedziec na d..., goscia z cuma na dziobie zgodnil do kokpitu i uderzyl (solidnie, ale bez szkod - tak to na lodkach bywa). Znaczy sie popelnil blad, ale myslal. Uznalem to za sukces. Sukcesem byla rowniez postawa zalogi, ktora inny instruktor z naszej ekipy nauczyl zachowania w trudnych sytuacjach.

            Naturalnie na drodze nie mozna dopuszczac do stukniec i takich tam. Mozna jednak dopuszczac niewielkie bledy, oceniajac reakcje na nie egzaminowanego. Koncentracja na tym, aby egzaminowany wjechal rowno i bezblednie w "garaz" do niczego nie prowadzi. Wazne, aby nie zahaczyl.

            > . Grube błędy młodych kierowców to zasługa przede wszystkim tych, którzy ich uc
            > zyli.

            Zgadza sie. Znajomy instruktor jazdy prowadzil szkole doskonalenia. Pierwsza lekcja bylo awaryjne hamowanie przy predkosci przepisowej, 50 km/h w pojedynke, a potem przy bardzo nie przepisowej, cos w okolicach 120 km/h i z pasazerami. Oczywiscie na zamknietym placu. Sam byl zaskoczony. Zadawal bowiem kursantom pytanie, jak oceniaja droge hamowania. Absolutnie wszyscy, czesto posiadajacy spory staz, oceniali droge zatrzymania blednie.

            Dodam niesmialo, ze ten instruktor przestal szkolic, poniewaz nie mogl sobie wyobrazic, ze konczacy kurs kierowca nie jest uczony podstaw bezpieczenstwa na drodze w praktyce. Zalozyl wiec swoja szkole. Ale zbankrutowal. Posiadajacy bowiem urzedowy dokument, potwierdzajacy umiejetnosc jazdy po autostradzie, nie widzieli potrzeby ponownego cwiczenia na placyku...
            • qqbek Off-topic 07.12.11, 12:17
              edek40 napisał:

              > Uczylem zeglarzy. Pierwszy dzien szkolenia to zawsze byly zasady bezpiecznenstw
              > a. Powtarzane nastepnie przez caly kurs. Nacisk zawsze kladlem na bezpiecznestw
              > o. Na styl i wykute umiejetnosci mniej. Jako egzaminator rowniez pozwalalem sob
              > ie na luksus oceny, czy dotkniecie dziobem pomostu jest zlem samym w sobie. Zda
              > rzylo mi sie zaliczyc egzamin kursantowi, ktory w pomost przywalil porzadnie. Z
              > darza sie, ze wiatr zmienia kierunek. Wyczucie tego to kwestia sporego doswiadc
              > zenia. Wtedy wytyczne wymagaly manewrow portowych na zaglach. Tak wiec wiatr zm
              > ienil kierunek i lodka kursantowi sie nieoczekiwanie rozpedzila. I teraz skup s
              > ie - powinienem mu postawic ocene negatywna. A postawilem pozytywna. A wiesz za
              > co? Za to, ze znakomicie opanowal sytuacje. Ustawil lodke tak, aby ewentualne
              > szkody byly jak najmniejsze, krzyknal na zaloge, ze dojdzie do uderzenia i ze m
              > aja siedziec na d..., goscia z cuma na dziobie zgodnil do kokpitu i uderzyl (so
              > lidnie, ale bez szkod - tak to na lodkach bywa). Znaczy sie popelnil blad, ale
              > myslal. Uznalem to za sukces. Sukcesem byla rowniez postawa zalogi, ktora inny
              > instruktor z naszej ekipy nauczyl zachowania w trudnych sytuacjach.

              Łódka to łódka... ale analogia uzasadniona. Na Mazurach już ze 4 lata nie byłem, ale z roku na rok (jak jeździłem) robiło się gorzej. W ostatnim roku na Mazurach mało nie zaliczyłem laminowania... po zdawałoby się oczywistej sytuacji (ja za sterem, fruniemy Venuską na obydwu szmatach, wieje fajnie, lecę prawym halsem pod bajdewind... z rogalem na pysku, bo jeszcze w trakcie tamtego rejsu tak ładnie nie ostrzyła [prawie w mordę wiatr]... z daleka od lewej widzę wielką, buraczaną krypę marki Tango 780, frunął [dosłownie] z półwiatrem, lewym halsem). Zgadnij kto komu ustąpił? Ten z wiatrem od lewej? Ten nie ostrzący? Bynajmniej...

              > Naturalnie na drodze nie mozna dopuszczac do stukniec i takich tam.

              Nie widzę różnicy pomiędzy ostrzejszym potraktowaniem odbijacza na łódce przy cumowaniu, a potraktowaniem zderzakiem słupka przy parkowaniu. Obydwa to błędy, które w pewnych warunkach można dopuścić. Co innego kolizja z innym pojazdem/inną jednostką na skutek nieposzanowania podstawowych praw [w żeglarstwie pierwszeństwo jeszcze łatwiej ustalić niż na drodze] lub spowodowanie zagrożenia życia i zdrowia przez kolizję z czymś twardym przy dużej prędkości.

              > Mozna jedna
              > k dopuszczac niewielkie bledy, oceniajac reakcje na nie egzaminowanego. Koncent
              > racja na tym, aby egzaminowany wjechal rowno i bezblednie w "garaz" do niczego
              > nie prowadzi. Wazne, aby nie zahaczyl.

              Tam gdzie mieszkam mamy bardzo wąskie garaże, budowane jeszcze w latach 80-tych (a raczej bardzo wąskie bramy do nich). Jak wjeżdżam BMW bez składania lusterek, to zostaje mi po 1-1,5cm z każdej strony... jestem jednym z niewielu na osiedlu, którym "jeszcze się nie zdarzyło"... aż się jedna z sąsiadek ze mnie nabija, pytając "czy już?" co i rusz :)
              Do czego zmierzam - kolizja z własnym garażem nikomu ujmy na honorze nie przyniesie, byleby tylko świeżo upieczony kierowca walił we własny garaż, a nie w cudzy samochód.
              Koncentrowanie się na nauce parkowania z dokładnością do kilku centymetrów, miast na nauce jazdy jest bezcelowe.

              > Pierwsza le
              > kcja bylo awaryjne hamowanie przy predkosci przepisowej, 50 km/h w pojedynke, a
              > potem przy bardzo nie przepisowej, cos w okolicach 120 km/h i z pasazerami. Oc
              > zywiscie na zamknietym placu. Sam byl zaskoczony. Zadawal bowiem kursantom pyta
              > nie, jak oceniaja droge hamowania. Absolutnie wszyscy, czesto posiadajacy spory
              > staz, oceniali droge zatrzymania blednie.

              Nie sądzę, aby absolutnie wszyscy... mi się już awaryjne hamowanie do zera zdarzyło raz na naszej pięknej A4...
              • edek40 Re: Off-topic 07.12.11, 12:39
                > . Zgadnij kto komu ustąpił? Ten z wiatrem od lewej? Ten nie ostrzący? Bynajmniej...

                Nie doszlo do kolizji, bo choc jeden mial glowe na karku i nie zaniechal obserwacji, choc "mial pierwszenstwo". Ale tego nie ucza na kursach...
        • kozak-na-koniu Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 08:19
          misiek4111 napisał:

          > Może wcześniej czytała to forum i wywnioskowała, że na prostej 3 - pasmowej jez
          > dni można grzać, bo przecież to nie prędkość zabija.

          Z jaką prędkością jechała i o ile przekroczyła prędkość dozwoloną/bezpieczną? Ty wiesz?

          > No i zapomniałeś dodać, ile godzin na kursie zajęła nauka pakowania się w pięci
          > u do czteroosobowego auta.

          Który Opel jest rejestrowany na 4 osoby? Bo to, wicierozumicie, z tego co wiem, nawet osobowa Corsa, czy też Agila może legalnie przewozić 4 osoby + kierowcę.

          > Najtrudniej wyzwolić się z włąsnych kolein umysłowych.

          Tak, to "widać, słychać i czuć"...
          • jureek Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 15:05
            kozak-na-koniu napisał:

            > misiek4111 napisał:
            >
            > > Może wcześniej czytała to forum i wywnioskowała, że na prostej 3 - pasmow
            > ej jez
            > > dni można grzać, bo przecież to nie prędkość zabija.
            >
            > Z jaką prędkością jechała i o ile przekroczyła prędkość dozwoloną/bezpieczną? T
            > y wiesz?

            A jak była szkolona, Edek wie? Nie przeszkadza mu to jednak pisać kategorycznie, że szkolący nie powiedzieli jej, że trzeba zapinać pasy. Ale Edka się nie czepisz, że pisze, a nie wie.
            Jura
            • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 16:04
              > A jak była szkolona, Edek wie?

              Obserwujac nieomal codziennie "szkolenia" pod WORDem byloby wysoce dziwne, gdyby ja szkolono znakomicie. Szczegolnie, ze tak spektakularnie "bryknela".

              > Nie przeszkadza mu to jednak pisać kategorycznie
              > , że szkolący nie powiedzieli jej, że trzeba zapinać pasy. Ale Edka się nie cze
              > pisz, że pisze, a nie wie.

              Och, na pewno poinformowali ja o odpowiedzialnosci punktowej i finansowej. Robil to instruktor, ktory w dziwny sposob uczyl ja jezdzic bedac nie zapietym. Bo instruktor to takie ulotne cos, co moze sie nie zapinac. Podobno po to, aby w razie zagrozenia mogl siegnac kierownicy. Zapewne przepis powstal w oparciu o wymiary niskiego wzrostem Pigmeja usadowionego w rozlozystym amerykanskim aucie. Europejczycy siegaja nawet zapieci - szcegolnie w waskiej fabii. A niezapieci, przy przemieszczaniu sie samochodu moga po prostu nie trafic w kierownice, bo wlasnie d..psko im sie z fotele bedzie zsuwalo. Ustawodawcy zapewne umknelo, ze nawet jak ktos jedzie sluzbowo, to praw fizyki nie ominie. A i przyklad zly daje, bo kursant moze dostac sluzbowe auto...

              Innym ulotnym indywiduum, co to moze sie nie zapinac to policjant. Ale po kilku wypadkach smiertelnych zdaje sie nakazano im zapinac sie. Nie zycze oczywiscie nikomu smierci, ale zdaje sie, ze jeszcze zaden instruktor nie zginal, wiec nikomu nie wpadlo do glowy anulowac ten jakze glupi i niepedagogiczny "przywilej".
        • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 10:20
          > Może wcześniej czytała to forum i wywnioskowała, że na prostej 3 - pasmowej jez
          > dni można grzać, bo przecież to nie prędkość zabija.

          Przeczytales moj post dokladnie? Przypomne - napisalem w nim, ze na kursie nie nauczono jej kiedy predkosc moze zabic. Wbijano jej zas do glowy mantre, ze predkosc zabija. A ze wiele razy widziala, ze nie zabija, potraktowala te mantre jak stek bzdur.

          > No i zapomniałeś dodać, ile godzin na kursie zajęła nauka pakowania się w pięci
          > u do czteroosobowego auta.

          Oj, oj. To chyba woda na moj mlyn. Tego tez zapomnieli powiedziec. Pani kierowczynia przejezdzila caly kurs autem obciazonym nia oraz instruktorem. Zapomnieli jej powiedziec, ze obciazone/przeciazone auto zachowuje sie calkiem inaczej.

          > Najtrudniej wyzwolić się z włąsnych kolein umysłowych.

          Oczywiscie. Szczegolnie gdy chce sie byc piewca znanej w Polsce spiewki, ze wszystkiemu winne jest niedostosowanie.
          • jureek Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 15:06
            edek40 napisał:

            > Oczywiscie. Szczegolnie gdy chce sie byc piewca znanej w Polsce spiewki, ze wsz
            > ystkiemu winne jest niedostosowanie.

            Ja znam jeszcze bardziej popularną śpiewkę. Że wszyscy są winni, tylko nie kierowca.
            Jura
            • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 15:46
              > Ja znam jeszcze bardziej popularną śpiewkę. Że wszyscy są winni, tylko nie kier
              > owca.

              A to juz Twoj problem.
              • jureek Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 15:53
                edek40 napisał:

                > A to juz Twoj problem.

                Jeżeli taki kierowca świecie przekonany, że on jest świetny, a wini są wszyscy inni - piesi, rowerzyści, znakolodzy, instruktorzy nauki jazdy, policjanci itd. wyjedzie na drogę, to może to być już nie tylko mój problem.
                Jura
                • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 16:06
                  > Jeżeli taki kierowca świecie przekonany, że on jest świetny, a wini są wszyscy
                  > inni - piesi, rowerzyści, znakolodzy, instruktorzy nauki jazdy, policjanci itd.
                  > wyjedzie na drogę, to może to być już nie tylko mój problem.

                  Najgorszy problem to maja zawsze ci, ktorzy dolozyli wszelkich staran (znaczy jechali powolutku), a jednak cos im sie przytrafilo. Tak, ci maja prawo miec pretensje do telewizji, w ktorej powiedzieli, ze predkosc zabija...
                  • jureek Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 16:14
                    edek40 napisał:

                    > Najgorszy problem to maja zawsze ci, ktorzy dolozyli wszelkich staran (znaczy j
                    > echali powolutku), a jednak cos im sie przytrafilo. Tak, ci maja prawo miec pre
                    > tensje do telewizji, w ktorej powiedzieli, ze predkosc zabija...

                    Tak, tak, ci wolno jeżdżący to największe zagrożenie na naszych drogach. Prawdziwa plaga. To oni najczęściej rozjeżdżają pieszych, wyprzedzając powodują czołówki, dachują itd.
                    Jura
                    Jura
                    • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 16:22
                      > Tak, tak, ci wolno jeżdżący to największe zagrożenie na naszych drogach. Prawdz
                      > iwa plaga.

                      Sa tylko upierdliwi w pewnych okolicznosciach. I zapewne najbardziej zdziwieni, ze cos poszlo nie tak. Tak mysle, bo sam nie zachowuje powolnosci, jako panaceum na wszelkie troski i czasem jezdze szybciej, nawet jak jest zakret.

                      > To oni najczęściej rozjeżdżają pieszych, wyprzedzając powodują czołó
                      > wki, dachują itd.

                      Ja tego nie powiedzialem. Ale nie wykluczam, ze powolnym rowniez zdarzaja sie takie kraksy. Nawet nie wiesz jak czesto widze powolne ignorowanie czerwonego. Gdy ktos skacze, bo nie zdarzyl zahamowac z uwagi na predkosc, to wszystko jest jasne - to regularny pirat. A co mozna powiedziec o snuju, ktory na widok zoltego nawet nie dodaje gazu (skoro juz go ignoruje), tylko wsnuwa sie i wjezdza juz na czerwonym. Uwazasz, ze tak nie bywa? Z moich obserwacji czesciej niz ci "skaczacy", bo w Warszawie coraz trudniej osiagnac jakas predkosc. A ilosc wjazdow na czerwone jest naprawde znaczna. Tyle, ze z uwagi na ruch - powolutku.
      • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 10:16
        > Jasne. Wszyscy i wszystko winne tylko nie kierowca. Typowe "rozumowanie".

        Oczywiscie przesadzasz. Nikt nic takiego nie powiedzial.

        Jednak w realnym swiecie w Polsce kroluje szalenie grozna teza, ze nikt niczemu nie jest winien poza kierowca. Dlatego mozna zle budowac drogi, stawiac grozne szykany, zle oznakowywac itp. Drogi mamy jakie mamy, a w ciagu 2010 roku naliczono 66 wypadkow, za ktore obwiniono drogi. W Niemczech jest to okolo 7%. Albo wiec w Niemczech drogi sa jeszcze gorsze, albo badajacy kwestie wypadkowosci nie spoczywaja na laurach ustalajac nadmierna...
    • bimota Re: Nauczyli parkowac... 06.12.11, 22:28
      No wlasnie.. Misiu slusznie zauwazyl, ze jedyna przyczyna bylo wiezienie az 5 osob ! :P
      • staszek585 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 10:18
        Czytam i ... żałość ogarnia.
        Edek, wiadomo ma alergię na instruktorów i egzaminatorów, a reszta ?
        A merytorycznie ?
        Każdy człowiek jest wolny, ma swoje prawa. Kierowca również, nawet jak prawo jazdy ma od tygodnia. Ma też swój rozum, swoje poczucie odpowiedzialności.
        A tu larum: nie nauczyli. Może tak,może nie. Kto z Was potrafi to stwierdzić ?
        Z artykułu można się dowiedzieć, że czteroosobowym autem jechało pięć osób. Nie podano jaki to model Opla.
        Również i to wiadomo, że pasażerka nie miała zapiętych pasów.
        Popatrzmy na siebie, ilu z podobno doświadczonych stosuje podobne praktyki ?
        Ze zdjęć wynika, że prędkość musiała być znaczna.
        Edek twierdzi, że nie nauczono kierowcy więcej niż pięćdziesiąt. Skoro tak, dlaczego jechała szybciej ? Wiem, że ironizuję. "Mądrzy" na tym forum wielokrotnie twierdzili , że prędkość nie zabija.
        Idąc dalej, kto z piszących zna aktualny program szkolenia ? Wydaje się, ze nikt. Trudno uznać za takiego tego co opisuje, że "robi łuk bokiem". Czy następnego, który ćwiczy "ruszanie z górki".
        Brak nam pokory. Dziecinniejemy w złym tego słowa znaczeniu. To nie my odpowiadamy, to nie my powodujemy zagrożenia. To nie my mamy się nauczyć, w dodatku dla siebie. To nas ma ktoś nauczyć.
        Przeraża takie myślenie.
        PS:
        A co do szkolenia. Rewelacyjne nie jest. Są świetni instruktorzy, są i kiepscy. Niestety kiepscy mają przewagę. Zwłaszcza medialną. Do tych kiepskich się równa. A szkoda.
        Przykłady ? Proszę bardzo:
        1.Zacznijmy od sławetnych płynów i świateł. Nawet najgorszy kierowca powinien umieć sprawdzić działanie świateł w swoim samochodzie, czy podstawowe płyny. Wydaje się to oczywiste. Stopień trudności jest żaden: "sprawdź czy działa żarówka w lampce", "sprawdź ile soku jest w szklance".
        To jest ten poziom trudności, nie większy.
        Ale "mądrzy szkoleniowcy" i nie tylko głoszą tezę, że to straszliwie skomplikowane, a w razie czego kierowca pojedzie do ASO. Idiotyzm, ale medialny i często stosowany.
        2. Teraz przygotowanie do jazdy czyli fotel, lusterka, pasy itd.
        Zamiast solidnego przekonania, że to potrzebne i solidnego nauczenia się, zostaje : jakoś to będzie.
        Efekt: instruktorzy techniki jazdy twierdzą, że muszą zaczynać od nauczenia elementarza, czyli ustawienia fotela itd. Zgroza !
        3. Dalej ? Szkoda pisać. Skoro najprostsze rzeczy rodzą takie problemy to kursant jest przekonany po co się uczyć.
        - Prędkość ? Teraz musisz tak jeździć, jak zdasz egzamin , będziesz jeździł"normalnie" !!!
        - Sygnalizowanie ? Teraz musisz, potem będziesz tak jak inni.
        itd, itp.
        Warto się nad sobą zastanowić. Bo swoim zachowaniem uczę. Uczę swoje dziecko czy pasażerów, których wiozę. Ale uczę innych, widzą co robię i naśladują.
        Instruktor w czasie szkolenia ma zmienić wcześniejsze przekonania ? Będzie mu trudno.
        Swoją drogą ma obowiązek szkolić również na drogach poza obszarem zabudowanym, czy też w nocy. Za to nie wolno mu mieć w samochodzie dużo osób, tylko jednego więcej uczestnika szkolenia.
        Ale to już inna historia. Przecież przepisy są po to, by je łamać. Skoro nikt z kontrolujących go nie złapał to wszystko w porządku, nie ?

        • nazimno Masz racje, ale czesciowo. 07.12.11, 10:34
          Uczenie rozumienia tego, co sie robi, jest trudne, ale nie jest niemozliwe.

          Wyobraz sobie, ze na corce mojego kuzyna robila sobie "eksperymenty dydaktyczne" jedna ze szkol jazdy na Slasku. Obcinanie minut jazdy, spoznienia, odwalanie roboty...
          Skarga doprowadzilaby do "uwalenia" dziewczyny na egzaminie.

          Co bys zrobil?

          I moj kuzyn i ja mielismy mieszane odczucia, slyszac to wszystko, co
          dziewczyna nam opowiedziala, a jest ona wyjatkowo rozsadna studentka jednego
          z trudniejszych kierunkow technicznych na Politechnice.

          Poradzil sobie kuzyn z tym problemem, szczegoly przemilcze.
          Nawet skutecznie sobie poradzil.

          A co ma zrobic inna osoba, ktora nie potrafi sie w takiej sytuacji znalezc?

          • staszek585 Re: Masz racje, ale czesciowo. 07.12.11, 13:59
            nazimno napisał:
            >
            > Wyobraz sobie, ze na corce mojego kuzyna robila sobie "eksperymenty dydaktyczne
            > " jedna ze szkol jazdy na Slasku. Obcinanie minut jazdy, spoznienia, odwalanie
            > roboty...
            > Skarga doprowadzilaby do "uwalenia" dziewczyny na egzaminie.
            >
            > Co bys zrobil?
            To żadne eksperymenty, tylko zwykłe oszustwo. Klient kupuje kurs, zapłacił i ma dostać to za co zapłacił. To tak jakbyś w sklepie zapłacił za np. telewizor, a zamiast niego dali Ci latarkę. Co byś zrobił ?
            Ponieważ Ośrodki szkolenia są oddzielone od Ośrodków egzaminowania, więc uwalenia na egzaminie bym nie wyolbrzymiał.

            Są kiepskie Ośrodki szkolenia, dopóki ogół będzie tolerował cwaniactwo niektórych, nic się nie zmieni. A jest możliwość, najłatwiej zmienić szkołę, jest ich całe mnóstwo.
            • edek40 Re: Masz racje, ale czesciowo. 07.12.11, 14:43
              > Ponieważ Ośrodki szkolenia są oddzielone od Ośrodków egzaminowania,

              Czesc jest oddzielona, a czesc, o czym donosza czasem media, nie jest.

              > Są kiepskie Ośrodki szkolenia, dopóki ogół będzie tolerował cwaniactwo niektóry
              > ch, nic się nie zmieni. A jest możliwość, najłatwiej zmienić szkołę, jest ich c
              > ałe mnóstwo.

              Po pierwsze jak rozpoznasz ktora jest OK? Jak dla mnie kryterium jest takie, ze szkola sugeruje wieksza ilosc jazd i nie jezdzi w poblizu WORD, za to pokonuje z kursantem drogi o podwyzszonym limicie predkosci (z podwyzszona predkoscia) oraz ruchliwe szosy wylotowe z Warszawy. Znaczy sie naprawde ucza jazdy samochodem, a nie zdania egzaminu. Obawiam sie, ze takie osrodki skazane sa na porazke biznesowa. Bo taki edek, ktory nie uwaza, ze predkosc zabija, chcialby dla pociech taka szkole, ktora uczy jezdzic, nawet za cene kilkukrotnego oblewania egzaminu z parkowania oraz niezauwazania zaslonietego znaku STOP. Jednak wiekszosc uzna, ze skoro predkosc zabija, to lepiej powolutku dookola WORDu...
              • staszek585 Re: Masz racje, ale czesciowo. 07.12.11, 15:04
                Edku, oddzielone są wszystkie.
                Oczywiście mnóstwo instruktorów zna egzaminatorów.
                To są różne sprawy.
                A co do drugiego, zgadzam się. Wynika to z dominacji kiepskich instruktorów i z kiepskich wymagań osób szkolących się.
                Ty pewnie, jeżeli kupisz coś bardzo taniego, nie twierdzisz, że kupiłeś najlepszą rzecz na rynku, nie ? Bo jakość kosztuje i masz tego świadomość.
                Podobnie ze szkoleniem. Cena kursu to cena minimum programowego. Najtańsi i na tym chcą zaoszczędzić, czyli nawet i minimum nie ma !
                Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby szkolić się więcej i solidniej. Przemawia za tym logika (w końcu robię to dla siebie) zobowiązują wręcz przepisy. I co ?
                I mało jest takich osób, które chcą więcej. To cóż, zostaje narzekanie. Daje to coś ?
            • nazimno A co do tego: 07.12.11, 16:40
              "Ponieważ Ośrodki szkolenia są oddzielone od Ośrodków egzaminowania, więc uwalenia na egzaminie bym nie wyolbrzymiał."

              W tym miescie wszyscy sie dobrze znaja. Wystarczy, aby egzaminator na egz. praktycznym
              wybral trase wyjatkowo zlosliwie/upierdliwie i prawie kazdego, nawet ciebie, UWALI.

              PS
              A tamta studentka zmienila szkole, bo dalo sie to rozsadnie zalatwic.

              • staszek585 Re: A co do tego: 07.12.11, 18:19
                nazimno napisał:

                > "Ponieważ Ośrodki szkolenia są oddzielone od Ośrodków egzaminowania, więc uwale
                > nia na egzaminie bym nie wyolbrzymiał."
                >
                > W tym miescie wszyscy sie dobrze znaja. Wystarczy, aby egzaminator na egz. prak
                > tycznym
                > wybral trase wyjatkowo zlosliwie/upierdliwie i prawie kazdego, nawet ciebie, UW
                > ALI.

                Myślałem, że "Śląsk" to dość duża okolica. Widocznie się myliłem.
                Nie mam wątpliwości, że mnie "uwali". Tym bardziej, że nie znam Śląska.
        • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 11:13
          > Każdy człowiek jest wolny, ma swoje prawa. Kierowca również, nawet jak prawo ja
          > zdy ma od tygodnia. Ma też swój rozum, swoje poczucie odpowiedzialności.

          Ktore dopiero w powiazaniu z wlasnym doswiadczeniem jest tym, o co chodzi. Tu o doswiadczeniu mowy nie ma. Wiadomo zas, jak ucza na kursach - skrecamy do oporu, gdy slupek schowa sie za tylnym slupkie i juz zaparkowalismy, a tu mamy zasloniety znak STOP, ktory komisja znakomicie widzi, a tu TIRy czesto zmieniaja pas w prawo, ale... Ale o tym, ze cie nie widza dowiesz sie dopiero wtedy, gdy ktorys cie zahaczy....

          > A tu larum: nie nauczyli. Może tak,może nie. Kto z Was potrafi to stwierdzić ?

          Codziennie nieomal spotykam na mojej lokalnej szosie eLki, odbebniajace godziny na szosie. Jada z reguly okolo 50 km/h. Ruch jest tu znikomy, wiec mowy nie ma o nauce jazdy na szosie. Co wiecej, znaczna czesc tej szosy, to nieprzerwana linia ciagla, co dodatkowo "ulatwia" ciezki trud instruktorowi. Nigdy nie widzialem eLki rozpedzonej do predkosci dopuszczalnej na takie Trasie Torunskiej (80 km/h). Powodem jest to, ze nigdy tu nie odbywa sie egzamin, eLek zatem rowniez nigdy tu nie ma.

          > Popatrzmy na siebie, ilu z podobno doświadczonych stosuje podobne praktyki ?

          A jak czesto ci doswiadczeni za lat komuny, gdy pasy byly nieobowiazkowe, sa uczeni o koniecznosci zapinania sie? Oni, jak wszyscy, maja bebnione o predkosci i niedostosowaniu.

          > Edek twierdzi, że nie nauczono kierowcy więcej niż pięćdziesiąt. Skoro tak, dla
          > czego jechała szybciej ? Wiem, że ironizuję. "Mądrzy" na tym forum wielokrotn
          > ie twierdzili , że prędkość nie zabija.

          Bo nie zabija. Wyjatkiem sa ci, ktorzy nigdy predkosci wyzszej niz 50 km/h nie rozwijali i bladego pojecia nie maja z czym to sie wiaze. Ale ironizuj sobie, bez wnikania w szczegoly. Zawsze najlatwiej jest obalac tezy w oparciu o oficjalna i nieskuteczna, jak widac, linie naszej wladzy.

          > Brak nam pokory. Dziecinniejemy w złym tego słowa znaczeniu. To nie my odp
          > owiadamy, to nie my powodujemy zagrożenia. To nie my mamy się nauczyć, w dodatk
          > u dla siebie. To nas ma ktoś nauczyć.

          Poruszasz szalenie wazna kwestie. Odpowiedzialnosci. Kiedy, kolego, ostatni raz slyszales, ze "zle zachowanie" (niekoniecznie rozwijanie nadmiernej) moze zabic i to nie koniecznie tego, ktory zle sie zachowuje? Kazdy apel o zachowanie powolnosci odnosi sie wylacznie osobiscie do kierujacego. A co z otaczajacym go swiatem? Gdzie pytania o wplyw jego zachowania na bezpiecznestwo innych przestepcow drogowych, przepraszam kierowcow oraz ich pasazerow, o pieszych, ktorych spora czesc wychodzi ze skory, aby zginac, nie wspominajac?

          > Przeraża takie myślenie.

          Od zlego myslenia gorsze jest tylko niemyslenie. A z tym stykamy sie na kazdym kroku i na kazdym szczeblu. Nie mysla kierowcy, niestety bardzo czesto (choc niekoniecznie oznacza to jazde z nadmierna, na litosc!), nie mysla spece od drog, nie mysli policja, stawiajac sie zawsze tam, gdzie urobek najlepszy, a na sam koniec, nie mysli wladza, ktora przyjmuje bez zadnych zastrzezen doniesienia z "frontu", ze kierowcy to debile, bo rozwijaja predkosc, wiec gina. Wladza idzie zatem na latwizne, po doniesieniach tych, ktorzy na miejscu wypadku wspinaja sie na wyzyny intelektu i orzekaja niedostosowanie. To niedostosowanie jest oczywista oczywistoscia. Niestety na 100% pewna dopiero po wypadku. Wtedy wszyscy, rowniez na tym forum, sa szalenie madrzy. Po fakcie. Nadmierna, niedostosowanie i fotoradary. A przeciwko fotoradarom, jako w zasadzie jedynym srodkom poprawy bezpiecznestwa, buntuja sie tylko "edki". Ale nie maja wiele do powiedzienia, bo przeciez "edki" powiatpiewaja w predkosc, ktora zabija, i wkazuja liczne inne powody tragedii, ktore, jak donosza oficjalne czynniki, zajmuja marginalne miejsce w statystykach. Dlatego, ze po fakcie stwierdzono niedostosowanie lub nawet nadmierna. A to, jak widac zwalnia od wyrabiania sobie wlasnego zdania. Niestety nieomal wszystkim. A o efektach chodzenia na latwizne czytamy codziennie...

          Jednak ta "latwizna" ma jedna grozna ceche - jest tania i dochodowa. Bo "trudnizna" oznacza budowe i modernizacje drog, zatrudnienie prawdziwych specjalistow, a nie lesnych dziadkow, nauczonych na syrenkach i zukach i, co najtrudniejsze, sciganie za spectrum wykroczen, a nie glownie za predkosc.

          > 1.Zacznijmy od sławetnych płynów i świateł. Nawet najgorszy kierowca powinien u
          > mieć sprawdzić działanie świateł w swoim samochodzie,

          To nie jest konieczne. Zarowka jako taka moze sie przepalic, wiec mandatu za to sie nie dostanie. Szczegolnie od fotoradaru. Dzieki temu zadziwiajaco czesto widzimy samochody, ktorym w glownej lampie zdarzyla przepalic sie nie tylko glowna zarowka, ale nawet pozycja. Ale to przeciez nie wazne, bo predkosc zabija.

          > czy podstawowe płyny.

          Po co? Jak zapali sie kontrolka, to trzeba wiedziec jak postapic. Wspolczesne auta na starcie pokazuja wszystkie kontrolki, wystarczy zatem rzucic okiem, czy te najwazniejsze sie pala. Bo ja, znakacy sie nieco na mechanice, nie bardzo wiem jak moja zona, w drodze na spotkanie, wiec odpowiednio ubrana, otwiera maske, wyciaga bagnet, sprawdza poziom oleju, a nastepnie uzupelnia go. Ja nawet nie wiem jak mialaby zmienic zarowke, skoro wymiana moze wymagac wyjecia akumulatora. Ale oczywiscie, wszystko to jest w wytycznych, ktore w konfrontacji z zyciem rozbijaja sie w puch. Lepiej zatem polozyc nacisk na sprawdzenie oswietlenia i wlasciwe reagowanie na kontrolki.

          > Wydaje się to oczywiste. Stopień trudności jest żaden: "sprawdź czy działa żarówka
          > w lampce", "sprawdź ile soku jest w szklance".

          Stopien zyciowosci zas zaden. Zyciowe jest to, ze nie ucza na kursach rzeczy niezbednych i podstawowych, koncentujac sie na wydumanych "pie..dolach". W gaszczu badyli mozna wiec uderzyc sie o twarde i wielkie drzewo. Bo badyle je przeslonily.

          > Zamiast solidnego przekonania, że to potrzebne i solidnego nauczenia się, zosta
          > je : jakoś to będzie.

          Winny instruktor. Wylacznie. Nawet nie go...niany program szkolenia.

          > - Prędkość ? Teraz musisz tak jeździć, jak zdasz egzamin , będziesz jeździł"nor
          > malnie" !!!

          Nie sadze, aby instruktor posuwal sie do czegos takiego. Jemu do wlasciwego wykonywania pracy zupelnie wystarcza takie nauczenie, aby kursant zdal egzamin. Ma w nosie co z kursantem sie stanie, gdy "nauczony" zdobedzie uprawnione prawo jazdy do rozwijania predkosci wiekszych niz na kursie. To maja rowniez w nosie ci, ktorzy wytyczne egzaminacyjne skonstruowali tak, ze egzamin nie odbywa sie na drogach o podwyzszonym limicie predkosci.

          > Ale to już inna historia. Przecież przepisy są po to, by je łamać.

          Mam nadzieje, ze w tym swoim sarkazmie widzisz, ze przepisy lamane sa na kazdym szczeblu?
          • staszek585 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 14:53
            Dzięki Edku za odpowiedź.
            Wygląda na to, ze w dużej części się zgadzamy, to miłe :-)
            Nigdy nie twierdziłem, że szkolenie jest doskonałe, widzę duże niedostatki.
            Do tego dochodzi niestety, równanie i presja najgorszych. Bo są głośni, bo są medialni.
            Równa w ten sposób i nasza kochana władza modyfikując przepisy często bez sensu czy tylko po to, aby pokazać, że coś zmienia.
            A przechodząc do Twojej wypowiedzi:
            Każdy z nas jak uczy się czegoś nowego korzysta z doświadczeń nauczyciela, przy nauce jazdy jest podobnie. I pewnie każdy uczący się jeździć usłyszy radę w którym momencie ma skręcać.
            Przy okazji: Twoim ulubionym tematem, jak zauważyłem jest parkowanie. Masz przy tym tendencję do życia wspomnieniami, od chyba sześciu lat nie parkuje się na placu , do słupków. Parkuje się na jakimś parkingu. Warto to zauważyć.
            Piszesz, że widzisz codziennie L-ki. Ja też widzę. I nie dziwi mnie jak je widzę na dość pustej drodze. W końcu "nie od razu Kraków zbudowano". Szkolący zwykle zaczyna od łatwiejszych rzeczy, potem przechodzi do trudniejszych.
            Natomiast jest dużą grupa instruktorów, którzy jeżdżą byle odbębnić. Zgadza się.
            Zauważyłem, że niestety, wzorem aktualnych wytycznych, nie rozróżniasz dwóch nazw:
            "prędkość niedostosowana do warunków" i "przekroczenie dopuszczalnej prędkości".
            To są różne pojęcia. Przekroczenie dopuszczalnej łatwo zmierzyć, udowodnić. Samo przekroczenie dopuszczalnej na danej drodze może nie stwarzać żadnego zagrożenia, a i odwrotnie, jazda z prędkością nie większą niż dopuszczalna nie gwarantuje bezpieczeństwa.
            Natomiast jazda z prędkością niedostosowaną do warunków (najczęściej nadmierną) jest niebezpieczna, może być przyczyna wypadku, ale trudno ją liczbowo określić. I to jazda z nadmierną w danej sytuacji prędkością jest groźna.
            Tylko , że z tą "niedostosowaną" to cały ambaras. Nie dosyć,że trudno ją liczbowo określić to zależy od wielu czynników. Między innymi od kierowcy, dla jednego dana prędkość będzie bezpieczna, mimo że inny, jadąc z taka samą prędkością, dawno przekroczy granice bezpieczeństwa i nawet spowoduje wypadek. Swoją drogą, myślę, że o tym doskonale wiesz.
            Nie zgodzę się z Twoją tezą, że prędkość nie zabija. Przytoczę argument łopatologiczny: pocisk np. karabinowy. Leżący czy nawet rzucony ręką krzywdy nie robi. Ale wystrzelony z lufy zabije, nie ? A sytuacje różnią się tylko prędkością.
            Natomiast można i należy nauczyć się jeździć bezpiecznie z różnymi prędkościami. I oczywiście przewidywania, jaka w danych warunkach prędkość będzie prędkością bezpieczną. Bo po wypadku zostanie roztrząsanie, kto winien i nieśmiertelne stwierdzenie : "A nie mówiłem!"
            O tym, że "złe zachowanie" powoduje problemy słyszę (i mówię) dosyć często. Nie podoba mi się to, że tak ogromną wagę przywiązuje się do przestrzegania dopuszczalnej ignorując inne sprawy. Cóż, przekroczenie dopuszczalnej łatwo udowodnić. Łatwo wystawić mandat. Jak napisałem, dziecinniejemy w złym znaczeniu tego słowa. Współgra to z Twoimi wywodami na temat fotoradarów.
            Zacząłem od świateł i płynów jako przykład. Bo są to rzeczy łatwiutkie, wydaje się , że oczywiste. A i tak znajdą się "mądrzy" którzy stwierdzą inaczej.
            To, że widzimy tyle samochodów z niesprawnymi światłami tylko potwierdza fakt, że kierowca jednak powinien być nauczony obowiązku sprawdzania. No i oczywiście wiedzieć co włączył.
            Mimo, że żarówka może się spalić w dowolnym momencie.
            Z kolei to, że niektórych żarówek samodzielnie wymienić się nie da (w niektórych samochodach) potwierdza, że producenci mają w odpowiednim miejscu i kierowców i przepisy.
            A martwiąc się o Twoją żonę i jest strój - gdzie znalazłeś zasadę, że poziom oleju należy sprawdzić przed KAŻDYM wyjazdem ???
            A na koniec popadłeś w sprzeczność. Bo za to, że kursant nie ma przekonania, ze powinien się nauczyć i to dla samego siebie winą obarczasz tylko i wyłącznie instruktora.
            Ale nie wierzysz, że instruktor "może się posunąć do takich rzeczy".
            Natomiast wytyczne egzaminacyjne wymagają przeprowadzenia egzaminu na drogach o podwyższonej prędkości również. Mimo, że egzaminy są raczej na obszarze zabudowanym. (Rozporządzenie w sprawie zasad szkolenia i egzaminowania...) .
            Przepisy są łamane, niestety zawsze tak było i pewnie będzie. Dlatego najmądrzejszy przepis nie jest gwarancją bezpieczeństwa. Pozdrawiam.
            • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 15:29
              > Przy okazji: Twoim ulubionym tematem, jak zauważyłem jest parkowanie. Masz
              > przy tym tendencję do życia wspomnieniami, od chyba sześciu lat nie parkuje si
              > ę na placu , do słupków. Parkuje się na jakimś parkingu. Warto to zauważyć.

              To raczej szyderstwo, a nie opis rzeczywistosci. Pisza "szkola parkowania" mam na mysli o wiele wieksze problemy i niedostatki szkolenia.

              Swoja droga, o ile sie nie myle, klada nacisk na wjazd przodem, podczas gdy w ciasne miejsca pod marketami o niebo lepiej wjezdza sie tylem!!! Jest to szczegolnie istotne, gdy wsiada sie w auta dlugie. A dlugie, to czesto troche wieksze auto segmentu D.

              > Piszesz, że widzisz codziennie L-ki. Ja też widzę. I nie dziwi mnie jak je
              > widzę na dość pustej drodze. W końcu "nie od razu Kraków zbudowano". Szkolący z
              > wykle zaczyna od łatwiejszych rzeczy, potem przechodzi do trudniejszych.

              Nie przechodzi. Kto widzial jakies sensowne ilosci eLek poza okolicami WORDu reka do gory!!! Te Elki na mojej szosie tez sa blisko najblizszego WORDu.

              > "prędkość niedostosowana do warunków" i "przekroczenie dopuszczalnej prędkości"

              Rozrozniam doskonale. Wiem nawet kiedy powinienem jechac wolniej niz dopuszcalna, aby dostosowac, jak rowniez kiedy moge sobie troszke pofolgowac, i wciaz dostosowujac, przekroczyc troche te dopuszczalna.

              > Natomiast jazda z prędkością niedostosowaną do warunków (najczęściej nadmierną)

              Upraszczasz. Niedostosowana moze byc rowniez jazda wolniejsza niz dopuszczalna, i choc w sloneczny dzien, na prostej, ale bardzo zatloczonej ulicy/szosie.

              > To, że widzimy tyle samochodów z niesprawnymi światłami tylko potwierdza fakt,
              > że kierowca jednak powinien być nauczony obowiązku sprawdzania. No i oczywiście
              > wiedzieć co włączył.

              Jak dla mnie o wiele skuteczniejsze jest wbicie do glowy jak bardzo niebezpieczne jest nie sprawdzanie oswietlenia. Druga kwestia jest sciganie tego przez policje. Znaczy sie nie sciganie, o ile nie przekroczy sie predkosci...

              > Mimo, że żarówka może się spalić w dowolnym momencie.

              Dlatego tez, w glownej lampie masz rowniez pozycje. Spalenie zas dwoch zarowek jednoczesnie oczywiscie jest mozliwe, ale jakze rzadkie.

              > A martwiąc się o Twoją żonę i jest strój - gdzie znalazłeś zasadę, że pozi
              > om oleju należy sprawdzić przed KAŻDYM wyjazdem ???

              Po co w ogole ma to robic? Ale jesli juz ma to robic, to czemu nie powinna raz w czas sprawdzic stanu okladzin hamulcowych oraz luzow w zawieszeniu i ukladzie kierowniczym? O ile bowiem brak oleju jej nie zabije, to nadmierne luzy, czy koniec hamulcow moze.

              Jestem zdania, ze dbanie o samochod nalezy od A do Z pozostawic specjaliscie. Dlatego moja zona pozostawia to mnie ;) Moje "nauki" sprowadzily sie tylko do tego, ze wymoglem na niej zglaszanie kazdego podejrzanego zachowania auta. I wiesz co? To dziala. Nigdy nie mielismy powazej usterki aut, choc dopiero ostatnio mamy takie ponizej 10 lat.

              > A na koniec popadłeś w sprzeczność. Bo za to, że kursant nie ma przekonan
              > ia, ze powinien się nauczyć i to dla samego siebie winą obarczasz tylko i wyłąc
              > znie instruktora.

              Ale czego konkretnie ma sie nauczyc? Z punktu widzenia kursanta tylko tego, czego wymaga instruktor. Skad ma wiedziec, ze instruktor nie uczy go jezdzic, tylko zdac egzamin?

              > Natomiast wytyczne egzaminacyjne wymagają przeprowadzenia egzaminu na drog
              > ach o podwyższonej prędkości również. Mimo, że egzaminy są raczej na obszarze z
              > abudowanym. (Rozporządzenie w sprawie zasad szkolenia i egzaminowania...) .
              > Przepisy są łamane, niestety zawsze tak było i pewnie będzie. Dlatego naj
              > mądrzejszy przepis nie jest gwarancją bezpieczeństwa.

              Dopoki ktos odpowiedzialny za szkolenie, drogi itp nie pojdzie siedziec za swoje zaniedbania i zaniechania, dopoty zaden przepis nie zapewni niczego. Jesli bowiem drogowiec moze spieprzyc droge i wlos z glowy mu nie spadnie, to co mowic o takiej abstrakcji, jak udowodnienie, ze dane rozwiazanie drogowe jest przestarzale i nalezalo zrobic to lepiej i rowniez zgodnie z przepisami. To samo ze szkolami/osrodkami egzaminacyjnymi - wystarcza, ze nie sa wyraznie zle i to wystarcza. To takie typowo zachowawcze zbiurokratyzowane sredniactwo z tendencja do rownania w dol. Klasyka z reszta jest proste wskazanie winnego - predkosci. Bo zaglebianie sie moze zakonczyc kariere biurokraty. Moze sie bowiem okazac, ze szef nie lubi "pistoletow", a wladza zakazala mowic, ze od fotoradaru lepsza jest nowa droga.
              • staszek585 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 19:06
                edek40 napisał:

                > Swoja droga, o ile sie nie myle, klada nacisk na wjazd przodem, podczas gdy w c
                > iasne miejsca pod marketami o niebo lepiej wjezdza sie tylem!!! Jest to szczego
                > lnie istotne, gdy wsiada sie w auta dlugie. A dlugie, to czesto troche wieksze
                > auto segmentu D.

                Masz rację i to "kładą nacisk", ale "jedynie". Przyczyna jest prozaiczna, Ministerstwo nie przewidziało parkowania prostopadłego tyłem na egzaminie. Skoro nie ma to po co uczyć?
                Przecież obowiązują zasady rynkowe i cwaniactwo.

                > Nie przechodzi. Kto widzial jakies sensowne ilosci eLek poza okolicami WORDu re
                > ka do gory!!! Te Elki na mojej szosie tez sa blisko najblizszego WORDu.

                Przechodzi, przechodzi. A koncentracja L-ek koło WORD-u jest normalna. Skoro WORD obsługuje np. teren województwa to i OSK są rozłożone na takim terenie. Natomiast egzamin zdaje się w promieniu kilkunastu minut od WORD-u. Kandydat chce poznać okolice co oczywiste. Sam pewnie przyznasz, że pewniej się czujesz w znanej okolicy niż w mieście w którym jesteś pierwszy raz w życiu, nie ?

                > Upraszczasz. Niedostosowana moze byc rowniez jazda wolniejsza niz dopuszczalna,
                > i choc w sloneczny dzien, na prostej, ale bardzo zatloczonej ulicy/szosie.

                Tak, sam to zaznaczyłem. W opisywanym wypadku Pani Kierowca nie jechała chyba zbyt wolno ?

                > Jak dla mnie o wiele skuteczniejsze jest wbicie do glowy jak bardzo niebezpiecz
                > ne jest nie sprawdzanie oswietlenia. Druga kwestia jest sciganie tego przez pol
                > icje. Znaczy sie nie sciganie, o ile nie przekroczy sie predkosci...

                Znowu masz rację. Ale jesteś również mistrzem szkolenia, to wytłumacz, jak "wbić do głowy" skoro Pan Kandydat nawet nie wie gdzie co włączyć ? I uważasz, że uczenie jest niepotrzebne ?

                > > Mimo, że żarówka może się spalić w dowolnym momencie.
                >
                > Dlatego tez, w glownej lampie masz rowniez pozycje. Spalenie zas dwoch zarowek
                > jednoczesnie oczywiscie jest mozliwe, ale jakze rzadkie.

                I znowu masz rację. Tylko pomyśl, skoro nie świeci żadna żarówka to jak często Pan Kierowca sprawdzał działanie ?

                > Po co w ogole ma to robic? Ale jesli juz ma to robic, to czemu nie powinna raz
                > w czas sprawdzic stanu okladzin hamulcowych oraz luzow w zawieszeniu i ukladzie
                > kierowniczym? O ile bowiem brak oleju jej nie zabije, to nadmierne luzy, czy k
                > oniec hamulcow moze.
                > Jestem zdania, ze dbanie o samochod nalezy od A do Z pozostawic specjaliscie. D
                > latego moja zona pozostawia to mnie ;) Moje "nauki" sprowadzily sie tylko do t
                > ego, ze wymoglem na niej zglaszanie kazdego podejrzanego zachowania auta. I wie
                > sz co? To dziala. Nigdy nie mielismy powazej usterki aut, choc dopiero ostatnio
                > mamy takie ponizej 10 lat.

                Tu przeczysz sam sobie. Przecież nikomu nikt nie nakazuje samodzielnej naprawy auta !!!
                Natomiast masz rację, że kierowca powinien mieć świadomość co się w samochodzie i z samochodem dzieje. Sprawdzenie płynów czy świateł to właśnie część z tej świadomości.

                > Ale czego konkretnie ma sie nauczyc? Z punktu widzenia kursanta tylko tego, cze
                > go wymaga instruktor. Skad ma wiedziec, ze instruktor nie uczy go jezdzic, tylk
                > o zdac egzamin?

                Tu potwierdziłeś moje twierdzenie, że dziecinniejemy i to w złym znaczeniu. Bo małe dziecko uczy się np. chodzić. I o dziwo samo wie i chce się nauczyć. A tu dorosły, mądry, świadomy, często posiadający niezłe wykształcenie kursant niczego nie wie ? Wydaje mi się, że to nie tak.
                A stwierdzić czy dobrze kierowca jeździ potrafi i babcia przewieziona samochodem.

                > Dopoki ktos odpowiedzialny za szkolenie, drogi itp nie pojdzie siedziec za swoj
                > e zaniedbania i zaniechania, dopoty zaden przepis nie zapewni niczego. Jesli bo
                > wiem drogowiec moze spieprzyc droge i wlos z glowy mu nie spadnie, to co mowic
                > o takiej abstrakcji, jak udowodnienie, ze dane rozwiazanie drogowe jest przesta
                > rzale i nalezalo zrobic to lepiej i rowniez zgodnie z przepisami. To samo ze sz
                > kolami/osrodkami egzaminacyjnymi - wystarcza, ze nie sa wyraznie zle i to wysta
                > rcza. To takie typowo zachowawcze zbiurokratyzowane sredniactwo z tendencja do
                > rownania w dol. Klasyka z reszta jest proste wskazanie winnego - predkosci. Bo
                > zaglebianie sie moze zakonczyc kariere biurokraty. Moze sie bowiem okazac, ze s
                > zef nie lubi "pistoletow", a wladza zakazala mowic, ze od fotoradaru lepsza jes
                > t nowa droga.

                Twierdziłeś, że nikt nie jeździ szybciej niż 50 na kursie czy egzaminie. Wykazałem nieprawdę.
                Co do reszty to znowu masz rację, z pewnymi uwagami.
                Natomiast co do prawa, to my je mamy przestrzegać. Obecnie króluje zasada "mierny, bierny ale wierny". Skutki widać, natomiast nie widać żadnych "jaskółek" poprawy.
        • bimota Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 11:21
          Pewnie Corsa z kratka, ktora to czyni jazde w 5 osob szczegolnieniebezpieczna :P

          > Idąc dalej, kto z piszących zna aktualny program szkolenia ? Wydaje się, z
          > e nikt.

          Wg ciebie kursanci cwicza na torze, czy innym lotnisku, zachowanie podczas szybkiej jazdy ?

          To nie my mamy się nauczyć, w dodatk
          > u dla siebie. To nas ma ktoś nauczyć.
          > Przeraża takie myślenie.

          No czasem trudno sie nauczyc samemu czegos, o czym sie nie ma pojecia i nie ma warunkow do nauki...

          Są świetni instruktorzy, są i kiep
          > scy. Niestety kiepscy mają przewagę. Zwłaszcza medialną. Do tych kiepskich się
          > równa. A szkoda.

          Czyli sam potwierdzasz..

    • nazimno Zawodowcow tez "ucza" i co z tego. 07.12.11, 11:09

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,10772873,Lublin__Przewrocil_sie_TIR__Wpadl_w_poslizg__ZDJECIA_.html
      • staszek585 Re: Zawodowcow tez "ucza" i co z tego. 07.12.11, 15:19
        Pewnie winien instruktor.
        Gwarantowane,że przyczyną nie była nadmierna prędkość,niedostosowana do warunków.
        Napisałem poprawnie ?
        • nazimno Nie znam dokladnych szczegolow. 07.12.11, 16:04
          Ale takiej plagi wywrotek wsrod doswiadczonych kierowcow raczej sie nie obserwuje.

          PS
          A co to ja jestem pani od sprawdzania Twoich wypracowan?
          • staszek585 Re: Nie znam dokladnych szczegolow. 07.12.11, 18:27
            Ja też szczegółów nie znam. Odpowiedź miała być w stylu ""najmądrzejszych" na tym forum.
            A serio ?
            Przyczyn prawdopodobnie należy szukać tam gdzie zwykle, czyli:
            1.Brak lub niewystarczające umiejętności,
            2.Przekonanie (błędne) o swoich dużych umiejętnościach,
            3.Zła ocena sytuacji na drodze i zbyt duża prędkość,
            4.Wykonanie zbyt szybkiego manewru.
            5.Brak pokory w ocenie tego co się dzieje.
            6. Małe doświadczenie.
            Oczywiście oblodzenie miało swój udział.
            • nazimno I na koniec: nieznajomosc fizyki ze szkoly. 07.12.11, 18:45
              (albo ingnorowanie tych zjawisk)

              Ladunek moze byc rozny. Liczy sie, gdzie wypadnie (na jakiej wysokosci) "srodek masy".
              Na luku drogi, badz przy gwaltowniejszym manewrze, dzwignia taka z pewnoscia zadziala.
              W takim przypadku intuicja to za malo. Liczy sie doswiadczenie.

              A najgorsze sa cysterny, ktore sa tylko w czesci napelnione.
              To jest dla poczatkujacego "zawodowca" horror.
              A to ze wzgledu na dynamicznie przemieszczajacy sie plynny ladunek.
              Dlatego tylu sie kladzie na "dowolnie wybranym boku".


              • staszek585 Re: I na koniec: nieznajomosc fizyki ze szkoly. 07.12.11, 19:10
                Masz rację, zapomniałem tego dodać, dziękuję.
                Może być jeszcze jedna przyczyna - presja czasu. A bo szef kazał dojechać na konkretną godzinę inaczej będzie źle. A to samemu się śpieszy. A to goni czas pracy.
                Niby nic, ale powszechne.
                • rekrut1 Re: I na koniec: nieznajomosc fizyki ze szkoly. 07.12.11, 19:52
                  qqbek napisał:
                  Niedostosowanie prędkości do warunków jazdy to podstawowy błąd techniczny, wynikający z nieznajomości najbardziej elementarnych praw fizyki. Nie mówię, że należy na kursach prawa jazdy wykładać fizykę kwantową na poziomie uniwersyteckim. Wystarczyłaby newtonowska, na poziomie gimnazjum...
                  Same "wykłady" niewiele zmienią,potrzebna jest praktyka,praktyka bodaj na "poziomie podstawowym"!
                  Dzisiaj widziałem L-kę jadącą po S-8 50-55km/h, poza umiejętnością blokowania jednego z pasów ruchu czego ten kursant miał się nauczyć ?

                  Nie chodzi o "przerzucanie" się winą adept - instruktor,myślę że chodzi o radykalną zmianę w szkoleniu.
                  Przykład z życia: ostatnio zrobiłem sporo kilometrów samochodem powiedzmy klasy wyższej, i właśnie dzisiaj przesiadłem się na Trucka.Na jednym z zakrętów o mało nie postawiłem go w poprzek ulicy,podkreśliłem ulicy żeby zwrócić uwagę na stosunkowo małą prędkość, moim zdaniem przyczyną było właśnie nie dostosowanie prędkości do warunków,mokra nawierzchnia,całoroczne opony itd.
                  Chcę tylko podkreślić że "stary wyga" dał się złapać na końskie g....o a co dopiero młody kierowca mający za sobą może 300 przejechanych km.(razem z tymi zrobionymi na kursie) i to w spacerowym tempie.
                  Pozdr.
    • 0rwell Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 20:14
      Nauczyli parkować? To chyba pomyłka.

      Nauczyli zdać.

      Jak skutecznie zakuć - zaliczyć - zapomnieć.

      Polacy nawet parkować nie potrafią.
      Zdecydowanie, mimo nacisku na parkowanie, tak parkują, jak jeżdżą.
      Kto potrafi, ten dostrzega to co parę metrów.
    • inguszetia_2006 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 20:29
      edek40 napisał:
      Dali prawo jazdy i powiedzieli jezdzij. Nie powiedzieli, ze w czasie kursu nie przekroczyla piecdziesiatki, wiec bladego pojecia nie ma jak to jest z autem, gdy jedzie sie szybciej.
      Witam,
      Ma pojęcie, ma. Na kursach wyjeżdza się też za miasto, żeby magiczną 80 - tkę osiagnąć;-P
      Chciała się popisać, jechała za szybko i tyle. Takie rzeczy też się zdarzają. Szczerze mówiąc, jak zdałam egzamin na prawo jazdy, nie miałam czym jeździć, musiałam pożyczać od ojca samochód i się cholernie bałam, że jak coś się stanie(samochodowi, nie mnie;-D), to ojciec mi nogi z d...y powyrywa. A potem tata kupił mi feralne Reno 5 i władowałam się na drzewo. Ale dopiero po dwóch latach od używania;-P I co to za pociecha, że sprawca był na rauszu, jak mam tytanową płytkę w szyi?
      Pzdr.
      Inguszetia
      • bimota Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 21:00
        i przy tej magicznej predkosci wykonuje sie jakies manewry, czy tylko jedzie prosto ?

        To pewnie masz dzwieczny glos.. :)
      • rekrut1 Re: Nauczyli parkowac... 07.12.11, 21:14
        A potem tata kupił mi feralne Reno 5 i władowałam się na drzewo. Ale dopiero po dwóch latach od używania;-P I co to za pociecha, że sprawca był na rauszu
        O różne rzeczy podejrzewali na tym forum drzewa,niektórzy chcieli je nawet wycinać ale żeby drzewa na rauszu? Troszkę przesadziłać.:)))
        Pozdr.

        PS. Co prawda eukaliptusy,misie koala itd.
      • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 08.12.11, 10:12
        > Ma pojęcie, ma. Na kursach wyjeżdza się też za miasto, żeby magiczną 80 - tkę o
        > siagnąć;-P

        Moze sie i wyjezdza. A i tak jezdzi sie 50 km/h.

        A co powiesz o wiedzy na temat hamowania z takiej predkosci?

        > Chciała się popisać, jechała za szybko i tyle. Takie rzeczy też się zdarzają.

        Nie ulega kwestii. A tym czesciej, im gorsze sa metody szkolenia i wymagania egzaminacyjne.
        • staszek585 Re: Nauczyli parkowac... 08.12.11, 10:27
          Edku, Ty i tak wiesz wszystko i najlepiej. Nawet jak ktoś napisze, że jest inaczej, Ty wiesz swoje.
          Oczywiście są źli instruktorzy, ale są i dobrzy. Wszystkich do jednego worka nie sposób wrzucić.
          Oczywiście system szkolenia i egzaminowania ma swoje wady.
          Natomiast przekonanie, że wszystkiemu winien instruktor jest z założenia błędne. Mało tego, wpajanie innym, że tak jest, powoduje jedynie problemy, nie daje niczego dobrego.
          Z zasad uczenia się wynika,że to uczący się powinien być pierwszym zainteresowanym skutecznością i jakością wpajanej nauki.
          Zauważam modę na odwrotne stawianie problemu: Ty mnie masz nauczyć !!!
          Nie dotyczy to tylko kursów prawa jazdy, zaczyna się od szkoły. Kurs prawa jazdy bywa pierwszym wstrząsem: jak to, dotąd nauczyciel się starał o moje stopnie, a tu coś ode mnie wymagają ? No i winny jest instruktor, albo egzaminator.
          A efekty na drodze ? Też ma być winny jeden z nich ?
          • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 08.12.11, 11:04
            > Oczywiście są źli instruktorzy, ale są i dobrzy. Wszystkich do jednego wor
            > ka nie sposób wrzucić.

            Nie sposob. Szczegolnie, ze ich praca determinowana jest sposobem prowadzenia egzaminu.

            > Z zasad uczenia się wynika,że to uczący się powinien być pierwszym zainter
            > esowanym skutecznością i jakością wpajanej nauki.

            Chodziles Ty kiedy do szkoly? Przeciez zasadnicza wiekszosc kursantow do szkoly jeszcze chodzi. A tu wbito im do glowy 3 "Z" zakuc, zdac, zapomniec. Przebieg kursu i jego mechaniczny nieomal wplyw na przebieg egzaminu tylko utwierdza w tym kursanta. Kurs to spory dla wielu koszt. Egzamin rowniez. Myslisz, ze znajdzie sie wielu takich, ktory wezma 2 razy wiecej jazd, bo maja swiadomosc, ze podstawowy kurs to zdecydowanie za malo. Myslisz, ze wielu jest takich, ktorzy wejda w dyskusje z nauczycielem, jakby nie patrzec, na temat wyboru terenu do cwiczen jazdy, bo terenem dookola WORDu juz rzygaja i chca nauczyc sie jezdzic, a nie nauczyc pulapek na trasie egzaminacyjnej. Powstaje bowiem pytanie po co? Wiadomo, ze kierowca z wieloletnim i bezwypadkowym stazem moze polec na durnym tescie (ktory z prawdziwym ruchem lacza tylko zdjecia znakow) albo na cofaniu po luku, o zaslonietym znaku STOP nie wspominajac (czepilem sie tego, poniewaz z wiarygodnego zrodla wiem, ze dwie osoby, w roznym czasie, byly o takim kwiatku kolo WORD uprzedzane - -uderzajacy jest rowniez blisko roczny odstep w szkoleniu tych osob, kiedy to wszyscy o pulapce wiedzieli, ale nie poinformowali odpowiedzialnych!!!!).
            • staszek585 Re: Nauczyli parkowac... 08.12.11, 13:37
              Jak pisałem wcześniej, wiesz wszystko najlepiej.
              I to jedyny sensowny wniosek z całej dyskusji.
              Pozdrowienia :-)
              PS:
              Z tym, że również bardzo sensowne byłoby, gdyby znakolodzy krytycznie zapoznali się z miejscami, gdzie jeżdżą egzaminatorzy. Łatwo można wtedy poprawić złe,błędne, nieczytelne czy mylace oznakowanie lub organizację ruchu. Ale to zbyt proste, aby zrobić.
              • rekrut1 Re: Nauczyli parkowac... 08.12.11, 14:05
                Z tym, że również bardzo sensowne byłoby, gdyby znakolodzy krytycznie zapoznali się z miejscami, gdzie jeżdżą egzaminatorzy. Łatwo można wtedy poprawić złe,błędne,nieczytelne czy mylace oznakowanie lub organizację ruchu. Ale to zbyt proste, aby zrobić.

                Rozumowanie godne PRL-u !!
                Tu się poprawi,tam się załata i "bedzie git".
                A co z resztą dróg? Co np. w wawie z "kakofonią" objazdów(objazd,do objazdu objazd prowadzący przez drogę jedno kierunkową pod prąd?).Co z zapomnianymi znakami o robotach drogowych? Eeee...... nie chce mi się pisać o tym co wszyscy wiemy ale "bedzie git"!!
                Pozdr.
                PS. To 'e' zamiast 'ę' to żeby było bardziej fonetycznie. :)
                • staszek585 Re: Nauczyli parkowac... 09.12.11, 19:36
                  Dzięki :)
                  A mnie chodziło tylko o początek. W końcu nie od razu Karków zbudowano. Narzekanie niewiele daje, a od czegoś trzeba zacząć.
    • bimota Re: Nauczyli parkowac... 08.12.11, 14:15
      Ja sie latami zastanawialem, co za geniusz wymyslil tak popaprana organizacje ruchu na mym osiedlu, ze nawet tworcy map sie w tym pogubili i dzis mnie oswiecilo, gdy zobaczylem na mej ulicy "L". Moje osiedle jest egzaminacyjnym torem pulapek ! :P
    • opelotka Re: Nauczyli parkowac... 09.12.11, 11:36
      edek40 napisał:

      > Dali prawo jazdy i powiedzie
      > li jezdzij. Nie powiedzieli, ze w czasie kursu nie przekroczyla piecdziesiatki,
      > wiec bladego pojecia nie ma jak to jest z autem, gdy jedzie sie szybciej. Nie
      > powiedzieli, bo i po co, skoro jezdzila 50 km/h, kiedy predkosc moze zabic. Nie
      > powiedzieli nawet, ze nie zapinanie pasow to przede wszystkim wykroczenie prze
      > ciw rozsadkowi, a nie tylko przeciw KD...

      Coś mi się widzi,że to była Tigra,taki "damski...mały przecinak" ( z internetu).18-latka mogła szkolić się na Corsie,ale "corsę"z silnikiem 1,6 to trzeba już trochę "przypilnować"...
      >
      >
      • rekrut1 Re: Nauczyli parkowac... 30.12.11, 20:43
        motoryzacja.interia.pl/wiadomosci/na_drogach/news/paulina-m-zabila-dwie-osoby-grozi-jej-8-lat,1740052,1612
        Nie tak dawno była tu dyskusja na temat szkolenia młodych kierowców :(
        Tym co uważają że szkolenia są prawidłowe polecam powyższy artykulik.
        Pozdr.
        • bimota Re: Nauczyli parkowac... 30.12.11, 20:53
          No ale czy tu akurat one byly winne... ?
        • staszek585 Re: Nauczyli parkowac... 30.12.11, 22:07
          Świetnie byłoby mieć zawsze gotowe i dobre rozwiązanie.
          Odpowiedzialności nie nauczy się w czasie kursu. 30 godzin jazdy to niewiele, tydzień pracy ma ich 40 (oczywiście zgodnie z prawem). A na co dzień dziecko widzi jak jeżdżą bliscy i inni. I uczy się cały czas.
          Dawniej znane było "Czego się Jaś nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał". Teraz Jaś wychowywany jest nowocześnie, bezstresowo. A Jan ma być prawidłowo ukształtowany i koniec.
          Dziwne myślenie, ale "autorytety" tak uważają. Warto nad tym pomyśleć.
          Do tego dochodzi druga sprawa: w grupie istnieje silna chęć zaimponowania. Warto przypomnieć sobie swoje zachowania.
          To tylko dwie uwagi, Zycie nie jest tak proste, ani czarno-białe.
          • rekrut1 Re: Nauczyli parkowac... 31.12.11, 16:28
            Masz rację,nie ma recept,na gotowej recepty na życie ale .........
            To że trzeba zmienić sposób szkolenia nowych kierowców nie ulega wątpliwości.Dlaczego gdzie indziej potrafią to robić a u nas nie?
            30 godz. to mało zgoda,ale ten krótki czas też nie jest należycie wykorzystywany(niedawno o tym pisałem).Dlaczego nie można się doszkalać pod czujnym okiem np. taty (Czujnym bo to i dziecko i samochód własny)?
            Teoria: ciekaw jestem czy ktoś kursantowi mówi o zjawisku aquaplaningu?Czy ktoś mówi mu
            (przestrzega go)o śliskiej nawierzchni w pierwszej fazie opadów? Czy kursant wie że wraz ze wzrostem prędkości ruchy kierownicą muszą być "łagodniejsze",bardziej wyważone?
            To że coś w tym wszystkim nie gra "krzyczą" statystyki tyle że ci co powinni nie słyszą tego! Wymyślają za to chwytliwe "placebo" które moim zdaniem będzie miało niewielki wpływ na zachowanie młodych adeptów.
            Pozdr.
            • edek40 Re: Nauczyli parkowac... 31.12.11, 16:34
              > y(niedawno o tym pisałem).Dlaczego nie można się doszkalać pod czujnym okiem np
              > . taty (Czujnym bo to i dziecko i samochód własny)?

              Dlaczego, wzorem innych krajow, nie ma w Polsce prawa jazdy do jazdy pod nadzorem doroslego?

              > Czy kursant wie że wraz ze wzrostem prędkości ruchy kierownicą muszą być "łagodniejsze",bardziej wyważone?

              Po co? Na egzaminie nie przekroczy 50 km/h. A potem ustawodawca nalozy na niego dodatkowe ograniczenia.
            • staszek585 Re: Nauczyli parkowac... 01.01.12, 19:29
              "Masz rację, ale.... " - oznacza, że nie masz racji :-)
              To zamiast wstępu.
              Statystyki warto rozsądnie analizować. Inaczej możemy statystyką udowodnić prawie wszystko.
              Niestety, przy całej miłości do statystyki, człowiek statystyką nie jest. I zwykle bardziej nas interesuje (ruch drogowy) własne bezpieczeństwo niż przypadki innych. Chociaż te przypadki do nas docierają.
              Szkolenie, egzaminowanie postawione jest na głowie.
              Doszło do tego, że bardzo trudno znaleźć nawet statystyczną ocenę jakości szkolenia OSK czy instruktora. Znacznie łatwiej znaleźć "niby poradę" gdzie łatwiej zdać.
              W dodatku za reformy systemu biorą się różni ludzie. I efekt często zawiera się w zdaniu "Wykonaliśmy kawał solidnej, żmudnej, nikomu niepotrzebnej i nic nie dającej roboty".
              Czy to dziwne w sytuacji, gdy zmianę przepisów dokonuje się metodą "wytnij wklej", głównym miernikiem oceny OSK jest cena ? A nieprzestrzeganie przepisów jest cnotą ?
              PS:
              Oczywiście rozsądni ludzie sobie poradzą. Przecież rodzic może i potrafi wytłumaczyć i pokazać dziecku zasady. Podobnie jakiś czas po uzyskaniu przez pociechę prawka jeździ z nią i tłumaczy problemy. No nie ?
              A odpowiedzialności uczy od dziecka. I w różnych dziedzinach życia. Wbrew postępowej "modzie".
            • rekrut1 Re: Nauczyli parkowac... 02.01.12, 10:40
              Witam :)
              Piękne rozważania o życiu ale tu nie o życie chodzi a o bezsensowną śmierć.
              Statystyka to "rzecz złudna" ,niestety ~750 zgonów w wypadkach drogowych spowodowanych przez młodych(niedawno zdobyli PJ) kierowców złudą nie jest,filozoficzne wywody tego nie zmienią. :(
              Co i raz "znawcy tematu" podnoszą konieczność tych zmian w mediach,co jakiś czas fachowcy poruszają temat poprawy(nie lubianego słowa na tym forum) infrastruktury i co ?
              Chciało by się powiedzieć g.... .Ze względy na szacunek do współ forumowiczów wolałem wykropkować.
              Pozdr.
              • rekrut1 Re: Nauczyli parkowac... 10.02.12, 10:36
                wiadomosci.onet.pl/wideo/pomylila-pedaly-i-rozbila-auto-na-egzaminie,44138,w.html#play
                Temat adekwatny do tytułu postu.
              • staszek585 Re: Nauczyli parkowac... 12.02.12, 11:53
                Rekrucie, w wojsku wszystko jest proste. Wystarczy regulamin. Ale tam problem jest zero jedynkowy: albo Ty zabijesz, albo zabiją Ciebie. A rekrut wt tylko "mięso armatnie".
                W życiu jest bardziej kolorowo. I to co każdy kierowca, czy bardziej ogólnie - uczestnik ruchu, ma w głowie skutkuje potem życiem , kalectwem czy śmiercią na drodze.
                Od myślenia się zaczyna. Zawsze.
                • rekrut1 Re: Nauczyli parkowac... 13.02.12, 17:06
                  Od myślenia się zaczyna. Zawsze.

                  Tak myślisz??

                  Instruktor wysiadł z samochodu, żeby obserwować, jak kursantka radzi sobie z wykonywaniem zadań. Kiedy dziewczyna, chcąc wrzucić bieg, napotkała pewne trudności, instruktor przyszedł jej z pomocą, krzycząc: "sprzęgło, sprzęgło", na co kursantka: "Jak Boga kocham, nie dotykam". Ta pani podchodziła do egzaminu na prawo jazdy 24 razy.

                  PS. A to długie zimowe wieczory :
                  moto.onet.pl/1656681,1,mroczne-tajemnice-l-ki,artykul.html?node=13
                  • nazimno Ale za to pewnie dobrze gotowala ! 13.02.12, 17:41
                    Musiala cos dobrze robic.
                    Natura nie zna prozni na tym padole.
                    • rekrut1 Re: Ale za to pewnie dobrze gotowala ! 13.02.12, 21:08
                      Co by i nie robiła,ja tam bym się bał korzystać z jej usług (nawet kulinarnych). :)
                      • nazimno Jasne, taka Lukrecja Borgia... 14.02.12, 09:58
                        Ona obie rzeczy dobrze robila, co potwierdzaja historycy z lezka w oku.
            • mika_p Re: Nauczyli parkowac... 14.02.12, 17:05
              rekrut1 napisał:
              > Teoria: ciekaw jestem czy ktoś kursantowi mówi o zjawisku aquaplaningu?Czy ktoś
              > mówi mu (przestrzega go)o śliskiej nawierzchni w pierwszej fazie opadów?

              Mnie instruktor powiedział. Akurat zaczynało padać.
              Ale mogło i nie padać, pod koniec kursu uświadomiłam sobie, że nie wiem, jak się włącza wycieraczki, bo tak mi się smiesznie złożyło, że przez dwadzieścia kilka godzin jazd ani razu nie trafiłam na deszcz. Wycieraczki pokazano mi na pierwszej jeździe i zdązyłam zapomnieć. Dopomniałam się. Na kolejnej jeździe popadało i wtedy własnie instruktor mi powiedział o wilgotnym kurzu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja