Jak Polacy radzą sobie w Niemczech..?

22.12.11, 21:28
Pytanie w związku z dywagacjami pt."rower,ten śmieć przed maską" .Jak powszechnie wiadomo,germańska kraina jest pełna wszystkiego rowerowego.Oczywiście rowery mają swoją uporządkowaną przestrzeń,poczesne miejsce w ichnim kodeksie i dość uświadomionych cyklistów,ale nie jest to świat równoległy dla ruchu drogowego.Czyli istnieje zjawisko krzyżowania się kierunków ruchu,objawiające się w miastach niezliczoną ilością przejazdów rowerowych.Niemieccy kierowcy nie mają problemów z respektowaniem rowerzystów,wszak rower dla Niemca to tradycja.Ale z troska pochylam się nad dolą polskiego kierowcy,którego różne losy przywodzą w labirynt,gdzie germański rower prawie ponad wszystko.Jakiż musi czuć dyskomfort,gdy asfalt taki gładziutki,a tu przejazd,no i znowu przejazd,skręca:przejazd,włącza się:przejazd...a rowery jadą,też jezdnią,a co.
    • bimota Re: Jak Polacy radzą sobie w Niemczech..? 22.12.11, 21:44
      Tam przejazd nie ma zawsze pierwszenstwa.
    • apodemus Re: Jak Polacy radzą sobie w Niemczech..? 22.12.11, 21:48
      Myślę, że częściowo sam sobie odpowiadasz - wspominając o uświadomionych cyklistach. Jeżdżąc po Niemczech nie miałem problemów z rowerzystami (w sumie u nas też rzadko miewam, ale rowerem też jeżdżę - i problemów z kierowcami też raczej nie mam; chyba nadmiernie ugodowy jestem). Moim zdaniem jest to kwestia WZAJEMNEGO poszanowania siebie i WZAJEMNEGO respektu na drodze. Po prostu: wiem, że wokół mnie są inni (w samochodach, na rowerach, pieszo itd.) i staram się nie utrudniać nikomu życia swoim istnieniem bardziej, niż to konieczne. To powinno działać we wszystkie strony - bez podejścia w stylu "zły kierowca - dobry rowerzysta" czy też "zły rowerzysta - dobry kierowca". To wbrew pozorom nie takie trudne, a bardzo życie ułatwia :)
      • staszek585 Re: Jak Polacy radzą sobie w Niemczech..? 22.12.11, 22:21
        Apodemus, trudno to lepiej ująć :-)
        Tylko jak spowodować, aby wszyscy to zrozumieli ?
        Może z okazji Świąt życzenia - więcej życzliwości !
        • eatingglass Re: Jak Polacy radzą sobie w Niemczech..? 22.12.11, 23:01
          Należałoby większość kierowców wysłać do jeszcze bardziej rowerowego kraju - Holandii. Tam szybko by zrozumieli i nauczyli się jazdy w towarzystwie "szprych" - nawet jadących podwójnie.
          • qqbek Re: Jak Polacy radzą sobie w Niemczech..? 22.12.11, 23:30
            eatingglass napisał:

            > Należałoby większość kierowców wysłać do jeszcze bardziej rowerowego kraju - Ho
            > landii. Tam szybko by zrozumieli i nauczyli się jazdy w towarzystwie "szprych"
            > - nawet jadących podwójnie.

            A czy w Holandii wolno jechać rowerem w nocy, bez oświetlenia, poza terenem zabudowanym i w ciemnym ubraniu? Bo u nas to powszechna praktyka.
            Czy w Holandii rowerzysta rozpychający się po chodniku (a nie po drodze dla pieszych i rowerów) to codzienny widok?
            Apodemus ujął to świetnie. Trzeba się wzajemnie szanować na drodze. Tak kierowcy rowerzystów, jak i rowerzyści kierowców. Wszyscy oni zaś powinni szanować "najmiększych" czyli pieszych.
            A wszystkie te trzy grupy obowiązują konkretne przepisy... a nie "MTW- mi tak wygodniej" (u kierowcy MTW to na przykład podjechanie na chama do krawężnika [lub skorzystanie ze spryskiwaczy szyb w odpowiednim momencie], gdy widzi rowerzystę, u roweraka MTW to na przykład korzystanie z chodników zamiast z jezdni [i przejeżdżanie w pełnym pędzie przez przejścia dla pieszych, gdzie ani piesi, ani kierowcy raczej się ich akurat nie spodziewają]... u pieszego wtargnięcie na jezdnię 25m od przejścia [najlepiej zza dostawczaka jakiegoś] dla pieszych... bo im tak wygodniej, a całą resztę użytkowników dróg mają w dupie, bo "łony najważnijsze").
            • crannmer Re: Jak Polacy radzą sobie w Niemczech..? 22.12.11, 23:58
              qqbek napisał:
              > A czy w Holandii wolno jechać rowerem w nocy, bez oświetlenia, poza terenem zab
              > udowanym i w ciemnym ubraniu? Bo u nas to powszechna praktyka.
              > Czy w Holandii rowerzysta rozpychający się po chodniku (a nie po drodze dla pie
              > szych i rowerów) to codzienny widok?

              Zarowno w Niederlandach (ktorych Holandia jest tylko jedna z prowincji), jak i w rowerowych metropoliach Niemiec (glownie uniwersyteckie miasta sredniej wielkosci) rowerzysci majacy w d. innych uczestnikow ruchu, samobojczo zmieniajacych pasy czy zjezdzajacych z drogi rowerowej na jezdnie wprost pod kola samochodu, jezdzacych bez oswietlenia, pod prad itd. itp. sa na porzadku dziennym i wystepuja masowo.

              Do tego dochodza kurjerzy rowerowi, ktorzy sa w ogole ponad prawami ludzkimi, boskimi i fizyki.
              • qqbek Re: Jak Polacy radzą sobie w Niemczech..? 23.12.11, 12:37
                crannmer napisał:

                > Zarowno w Niederlandach (ktorych Holandia jest tylko jedna z prowincji), jak i
                > w rowerowych metropoliach Niemiec (glownie uniwersyteckie miasta sredniej wielk
                > osci) rowerzysci majacy w d. innych uczestnikow ruchu, samobojczo zmieniajacych
                > pasy czy zjezdzajacych z drogi rowerowej na jezdnie wprost pod kola samochodu,

                Dziwne - pół roku spędziłem w Nadrenii-Północnej Westfalii i obserwacje mam zgoła odmienne. Inna sprawa, że pochodzą nie z dużego miasta, lecz z małego miasteczka.
                Nawet w uniwersyteckim Muenster nie widziałem tylu zachowań niepoprawnych, ile codziennie widuje u siebie na wsi, w Polsce.

                > jezdzacych bez oswietlenia, pod prad itd. itp. sa na porzadku dziennym i wyste
                > puja masowo.

                Nie sądzę. Z resztą - nie sądzę, żeby plaga "Batmanów" była powszechna na drogach poza obszarem zabudowanym (żadnego takiego osobnika nie udało mi się, za mojej bytności w Reichu, uświadczyć)... u nas normą jest ubrany na czarno rowerzysta, bez jednego odblasku, jadący w nocy środkiem drogi krajowej o znaczeniu międzynarodowym (ostatnio taką niemiłą przygodę miałem na "8"... gdzieś pod Wieluniem pełne hamowanie przez "batmana", który zatoczył się do środka jezdni na swoim bicyklu).

                > Do tego dochodza kurjerzy rowerowi, ktorzy sa w ogole ponad prawami ludzkimi, b
                > oskimi i fizyki.

                Kurierzy rowerowi to osobny gatunek... kilka miesięcy temu u siebie na wsi (Lublin) jechałem "suwaczkiem" (dla niezorientowanych - trolejbus, takie skrzyżowanie sposobu zasilania tramwaju z nadwoziem i podwoziem autobusu - tyle, że druty są dwa w trakcji [żeby było gdzie "prund" odprowadzić, skoro nie można w tory]) tak się składa, że z tyłu, przy tylnej szybie... zgadnij czego czepił się kurier rowerowy jednej z firm? Nie... nie błotnika czy zderzaka... czepił się metalowego ogranicznika przesuwu liny napinającej pantograf... gdyby było bardziej mokro, to mogłoby skończyć się zapachem pieczonego kuriera ciągnącym się za suwaczkiem. Gdy spadają "szelki" kierowcy w niczym innym, niż w grubych gumowanych rękawicach, za te liny się bowiem nie łapią.
                Kurierzy rowerowi to samobójcy tak w Moskwie, jak w Warszawie, Paryżu, Berlinie, Londynie, Nowym Jorku, Delhi... czy dowolnym innym większym mieście. Inna sprawa, że korzystam czasami z usług i wychodzi kurier taniej niż benzyna na stanie w korkach (nie wspominając o przejeździe taksówką)... skoro więc zarobek mają marny, to muszą jakoś kombinować, żeby go maksymalizować.
                • edek40 Re: Jak Polacy radzą sobie w Niemczech..? 23.12.11, 13:43
                  > Nie sądzę. Z resztą - nie sądzę, żeby plaga "Batmanów" była powszechna na droga
                  > ch poza obszarem zabudowanym (żadnego takiego osobnika nie udało mi się, za moj
                  > ej bytności w Reichu, uświadczyć)... u nas normą jest ubrany na czarno rowerzys
                  > ta, bez jednego odblasku, jadący w nocy środkiem drogi krajowej o znaczeniu mię
                  > dzynarodowym (ostatnio taką niemiłą przygodę miałem na "8"... gdzieś pod Wielun
                  > iem pełne hamowanie przez "batmana", który zatoczył się do środka jezdni na swo
                  > im bicyklu).

                  Zaraz sie dowiesz, ze nie ma znaczenia droga. W Niemczech masowo wystepuja nieoswietleni rowerzysci na wszystkich szosach, poza tymi, na ktorych jest to zakazane. Masowo wiec wystepuja, w glownej szosie laczacej Berlin z Hamburgiem i nikt nie robi z tego problemu. Chodzi bowiem o to, ze na szosach w Niemczech wszyscy Niemcy jezdza gora 50 km/h, bo wszedzie spodziewaja sie nie tylko nieoswietlonych rowerzystow, ale rowniez pieszych i to idacych po niewlasciwej stronie szosy i nieustepujacych nadjezdzajacym samochodom.
      • jureek Re: Jak Polacy radzą sobie w Niemczech..? 22.12.11, 23:21
        apodemus napisał:

        > Myślę, że częściowo sam sobie odpowiadasz - wspominając o uświadomionych cyklis
        > tach.

        To chyba jakiś mit. Z moich obserwacji nie wynika, żeby rowerzyści w Niemczech byli bardziej uświadomieni niż u nas. Przejeżdżanie na czerwonym świetle jest powszechne, cichociemnych też więcej niż u nas, chyba tylko jeśli chodzi o jeżdżenie po chodnikach rowerzyści w Polsce grzeszą więcej, ale za to w Niemczech powszechniejsze jest korzystanie z jezdni mimo tego, że jest droga dla rowerów.
        A może to rowerzyści w Opolu (bo z nimi porównuję Niemców) są tacy wyjątkowo grzeczni i dlatego porównanie nie wypada dla Niemców korzystnie?
        Jura
        • babaqba Re: Jak Polacy radzą sobie w Niemczech..? 22.12.11, 23:53
          Jurek, ale w Niemczech praktycznie nie widuję rowerzystów na drogach krajowych. Po miasteczku można się potoczyć powoli, ustępując dowolnej liczbie rowerzystów, bo już za chwileczkę mam trasę, którą pomknę do celu. Bez miliona terenów zabudowanych po drodze, fotoradarów, rond i wysepek. A także bez rowerzystów, pieszych i ryćkających się psów. Tu leży fundamentalna różnica, która ma wpływ na wszystko.
          • hanni Re: Jak Polacy radzą sobie w Niemczech..? 23.12.11, 13:22
            babaqba napisała:

            > Po miasteczku można się potoczyć powoli,(...) bo już za chwileczkę mam trasę, którą pomknę
            > do celu. Bez miliona terenów zabudowanych po drodze

            Jak to mozliwe, skoro zdecydowana wiekszosc ruchu drogowego w Niemczech odbywa sie drogami lokalnymi i krajowymi?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja