edek40
05.01.12, 14:37
Jest to szczegolnie wazny postulat na drogach, ktore dobrze znamy. Dzis sie o tym przekonalem.
Otoz jadac pewna osiedlowka dojezdzam do osiedlowenki z prawej (skrzywanie T). No to sie zatrzymuje, bo skoro nie ma znakow, to puszczam z prawej. Kilka razy tak zrobilem, zyjac w glebokim przeswiadczeniu, ze jestem po europejsku dostosowany i zastosowany. Potem glebiej zajrzalem w te uliczke i dostrzeglem znak informujacy, ze to droga wewnetrza. Tak wiec zachowywalem sie nieprzewidywalnie dla tych z tylu, ktorzy albo ignoruja pierwszenstwo z prawej, albo zajrzeli w te uliczke wczesniej i wczesniej sie dowiedzieli, ze to nie jest skrzyzowanie rownorzedne. Napompowany ta wiedza, od jakiegos roku nie ustepuje pierwszenstwa z prawej. Dzis rowniez. No i pirat drogowy wyjechal z tej drogi wewnetrznej prosto pod edka. Obydwaj zdarzylismy zahamowac. Wyjezdzajacy zablokowal mnie. Z auta wysiadl pan i w zolnierskich slowach stwierdzil, ze bylbym go zabil i ze to kryminal i on nie odjedzie, az nie przyjedzie policja i nie wsadzi mnie w kajdanach do twierdzy. Grzecznie wskazalem panu znak informujacy, ze wyjezdza z drogi wewnetrznej, nie ma zatem pierwszenstwa.... Nie dokonczylem zdania. Znaku nie bylo.
Do dyskusji wlaczyl sie pan zza mnie i poinformowal mnie, ze na Nowy Rok znaki z obu stron tej uliczki zdjeto.
Informuje zatem, ze koniecznosc patrzenia na znaki nie dotyczy wylacznie patrzenia na "swoje" znaki. Nalezy noga badac grunt, bo mozna sie glupio naciac. Szczegolnie, ze cala blacha poszla na ograniczenia predkosci, poskapiono wobec tego na znak informujacy na "mojej" jezdni.