nazimno
14.05.12, 13:17
Jest wies.
Srodkiem wsi prowadzi ruchliwa droga.
Oczywiscie na skrajach wsi stoja "obszary zabudowane" i odpowiednie "odwolania", bez zarzutu sobie stoja.
Jade zgodnie z ograniczneniem 50 km/h, czasem moze 55 km/h, "na grubosc wskazowki".
Inni na razie tez tak jada.
Zaczynamy dojezdzac do konca wsi.
Z duzej odleglosci widac odwolanie obszaru ucywilizowanego
(przez miejscowa ludnosc ucywilizowanego).
Na jakies 100-150 metrow przed odwolaniem jakis pajac w jeepie,
(czwarty lub piaty samochod za nami) nagle daje po garach i w sytuacji,
gdy z naprzeciwka odbywa sie ruch - wyprzedza wszystkich
na wariata dajac swiatlami i sygnalem dzwiekowym
pokaz "sound & light", aby gawiedz stosujaca sie jeszcze
do przepisow nie wpadla przypadkiem na podobny pomysl jak on sam.
Wiadomo, ze ludziska w obrebie wsi jada z niewielkimi odstepami (za male jak zwykle),
poniewaz predkosc oscyluje ~50 km/h. Odstepy takie praktycznie uniemozliwiaja
idiocie "schowanie sie" w luce.
Zdazyl, przed trumna w czolowce.
W ostatniej chwili zdazyl.
Duren.
Biedactwo zirytowalo sie, ze musi jechac 50-ka.
Biedactwo.
Mentalne kalectwo, ale bojace sie o swoja d...e, dlatego uzywal sygnalow.
I co zrobic z takim tepym s.ynem?