emes-nju
16.07.12, 18:02
W Polityce przeczytałem sobie o jakimś muzyku, który z wielkiej miłości do komunikacji autobusowej (wychował się na podróżach PKS) w zimie gra, a od wiosny do jesieni powozi wielkimi autokarami.
Facet opowiedział o swojej przygodzie jak pierwszy raz zawitał do Londynu. Nie byłby Polakiem, gdyby nie popiratował. Zabłądził (tja, jasne - chciał pocwaniakować i skrócic sobie drogę! O!), wtrynił się w jakąś zamkniętą uliczkę i się zaklopsował. No pirat!
Pojawił się policjant. "Pan kierowca" przyzwyczajony do ofiarnej walki o poprawę bezpieczeństwa w wykonaniu najskuteczniejszej policji świata, sięgnął po portfel. Jakież było jego zdziwienie, gdy policjant najpierw objaśnił jak należy wykaraskać się z kłopotów, potem zatrzymał ruch, żeby autokar dał rade wyjechać, a na koniec życzył szerokiej drogi.
Tak bez sztrafu? Bez połajanek do "pana kierowcy" i jego haniebnej nieodpowiedzialności?
To ja już rozumiem, że dlaczego część polskich emigrantów wróciło z Wysp. Nie mogli znieść takiego zachowania policji! Wobec żałosnej, wyrażanej niska liczbą i kwota mandatów, skuteczności policji, bali się o swoje życie i zdrowie. No kto to widział, żeby policja zamiast złoic pirata (był zakaz? Był! I tylko polaczek się "zgubił", bo chciał przyoszczędzić i pojechać krótszą drogą), pomagała mu?! Nie mówiąc o tym, że jak żyć w kraju, w którym nie ma się wyrażanego zagrożeniem kary za najmniejszą pierdołę, szacunku dla władzy...
:P