emes-nju
17.07.12, 12:17
Dziś policja zatrzymała mnie i mój bicykl do kontroli legalności tego ostatniego. Poprosili mnie o dane personalne, pomogli odkuć syf z ramy, żeby można było odczytać numer, a następnie zebrane dane przekazali przez UKF do centrali.
W centrali okazało się, że mnie nie ma ;) Okazało się, że moje rdzennie polskie nazwisko zmieniło brzmienie w czasie podróży w eterze. Po korekcie wszystko okazało się ok. Panowie życzyli mi miłego dnia.
Okazuje się, że da się sprawdzić dane zatrzymanego nawet bez podłączania się do potężnego i kosztownego systemu.
Dlaczego zatem emes rowerzysta może być sprawdzony bez potwierdzania stertą dokumentów, że emes to emes, a emes kierowca już nie i jak emesowi zdarzy się zapomnieć dokumentów, to emes musi z jednego końca Polski dymać na drugi po oryginały, bo inaczej emes nie może kontynuować podróży? O mandacie nie wspominając...